Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 lipca 2018

274. Joan Lindsay PIKNIK POD WISZĄCĄ SKAŁĄ

Stworzyłam swego czasu listę książek, które obowiązkowo muszę przeczytać. Trafiają na nią zapowiedzi, które przyciągają moją uwagę, czasem starocie trudne do znalezienia nawet w bibliotekach, a także książki, na podstawie których powstały obejrzane filmy, które zrobiły na mnie duże wrażenie. Piknik pod wiszącą skałą był jedną z pierwszych pozycji, jakie wpisałam na tę listę, z wielkim zadowoleniem przyjęłam więc fakt, że Wydawnictwo Replika postanowiła wypuścić na rynek nowe wydanie powieści Joan Lindsay.

Nie będę ukrywać, że do lektury skłoniła mnie wyśmienita adaptacja Petera Weira. Film uczynił na mnie wielkie wrażenie i dość długo nie mogłam wyrzucić z pamięci poszczególnych scen. Obejrzałam go z mieszaniną fascynacji, zachwytu i lekkiego niepokoju. Tajemnica zaginionych dziewcząt zalazła mi za skórę, postanowiłam więc poznać książkową wersję tej historii, mając nadzieję, że Joan Lindsay rozjaśni nieco to, co na ekranie ukryto w mroku.

Dziś mogę śmiało powiedzieć, że Piknik pod wiszącą skałą jest książką, po którą sięgnę jeszcze nie raz. Ta niespiesznie snująca się opowieść zachwyca pięknym językiem, wyjętym jakby z innej epoki oraz duszną, senną, nieco mroczną atmosferą. Myślę, że jeszcze większe wrażenie robi ona na czytelnikach, którzy nie znali wcześniej tej historii w kinowym wydaniu, bo nie wiedzą, czego się spodziewać i muszą odczuwać jeszcze większy niepokój. Dodatkowo sama autorka podsyca ten niepokój, sugerując czytelnikowi, że sam musi zadecydować, czy wydarzenia przedstawione w książce są prawdziwe czy fikcyjne.

Tym, co najbardziej zafascynowało mnie w powieści Joan Lindsay była oczywiście tajemnica tytułowego pikniku i zniknięcia Mirandy, Marion, Edyty oraz ich nauczycielki panny McCraw, ale ta historia skrywa wiele więcej. Pokazuje, co działo się po tych wydarzeniach, jakie konsekwencje dla bohaterów one niosły i jak na nich wpływały. Piknik pod wiszącą skałą to również ciekawy obraz tamtej epoki oraz samej pensji dla panien. Elitarna szkoła, jej tajemnice, to zawsze wzbudza dreszczyk emocji, a gdy towarzyszy temu tak zagadkowe wydarzenie, jak to opisane w powieści Joan Lindsay, nie może być nudno. Uważam, że Piknik pod wiszącą skałą warto przeczytać, i to nie tylko z tego względu, że książka ta wpisała się już w kanony klasyki. Przede wszystkim to interesujący miszmasz gatunkowy, który ociera się o powieść grozy, dramat i literaturę obyczajową. A także dlatego, że jest to książka po prostu pięknie napisana, językiem obrazowym i ciut poetyckim, poruszającym wyobraźnię. 

za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Replika.  


niedziela, 6 maja 2018

265. Anna Snoekstra LALECZKI

Colmstock. Nieduże senne miasteczko, w którym perspektywy do życia są gorsze niż kiepskie. Brak pracy, rozwinięty handel narkotykami. Zaczyna się od pożaru sądu, w którym zginął powszechnie lubiany nastolatek, ale prawdziwa panika wybucha w chwili, gdy na progu kilku domów pojawiają się porcelanowe lalki do złudzenia przypominające mieszkające w nich dziewczynki. Rodzi się teoria mówiąca o pedofilu, który w ten sposób oznacza przyszłe ofiary. Miasteczko pogrąża się w strachu, a w mieszkańcach budzą się najgorsze instynkty. Młoda, ambitna dziewczyna marząca o karierze dziennikarki zamierza wykorzystać okazję, stworzyć temat życia i wyrwać się do wielkiego miasta. Nie wszystkim podoba się to, co robi.

Powieść Anny Snoekstra obudziła we mnie sprzeczne uczucia. Już intrygujący opis, obiecujący zagadkowy thriller osadzony w klimatycznym miasteczku, wzbudził moje zainteresowanie. Ta historia zapowiadała się naprawdę wspaniale i miałam wobec niej dość wysokie oczekiwania. Z jednej strony książka sprostała moim wymaganiom co do odprężającej lektury. Nie zabrakło tu dynamicznej akcji, która nawet na moment nie pozostaje w zawieszeniu i nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Autorka trzyma w napięciu do samego końca, a co więcej: potrafi zaskoczyć zupełnie nieoczekiwanymi twistami. A przynajmniej nieoczekiwanymi dla mnie, więc biorę to zdecydowanie za atut tej powieści.

Niestety, lekturze tej książki niemal cały czas towarzyszyło mi uczucie, że nie wykorzystano potencjału tej historii. Przede wszystkim jest to bardzo prosty thriller, prosta jest tu fabuła, prosty jest także język i styl autorki. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nie musi być wadą książki, czyta się lekko i szybko, powiedziałabym nawet, że za lekko. Gdyby rozbudować niektóre z wątków, dać pewnym wydarzeniom drugie dno, zagłębić się trochę w psychikę wybranych bohaterów – wyszłaby z tego mroczna, klimatyczna opowieść, która niejednemu czytelnikowi podniosłaby włoski na karku.

Anna Snoekstra operuje bardzo prostym, lekko przyswajalnym językiem. Owszem, potrafi na swój sposób odmalować klimat małego, pozbawionego perspektyw miasteczka, ale czyni to bardzo oszczędnie. W czasie lektury zwróciłam uwagę na krótkie zdania, jakimi operuje autorka. Przeważają te jednoczłonowe, nierozbudowane, zupełnie jakby autorka czuła awersję do znaków interpunkcyjnych czy spójników. A mam wrażenie, że gdyby te zdania trochę rozwinęła, treść książki mogłaby na tym zyskać, stałaby się głębsza, zdania nabrałyby miękkości. Nie zawsze tak jest. Czasami pojawiają się dłuższe, bardziej rozbudowane treści. I w takiej sytuacji zawsze zastanawiam się, ile w przełożonej książce jest z autora a ile z tłumacza.

Są autorzy, których po jednej książce, po jednym spotkaniu z ich piórem, wyobraźnią i zdolnością budowania historii, wyglądam w zapowiedziach. Ta autorka niestety nie trafi do ich grona. Nie mówię jej stanowczego nie, jednak na chwilę obecną nie przewiduję, byśmy się zaprzyjaźniły. Polecam czy odradzam? Ani jedno ani drugie – wiem, że ta książka znajdzie swojego czytelnika i w pełni to rozumiem. Jest dość wciągająca, intrygująca, zagadkowa, ale zupełnie "nie moja". Macie ochotę się przekonać?

piątek, 9 marca 2018

257. Sue Fortin SIOSTRZYCZKA

Na życiu Clare cieniem kładą się wydarzenia z przeszłości. Dwadzieścia lat wcześniej jej ojciec opuścił rodzinny dom, zabierając ze sobą młodszą córkę i wyjechał z kraju. Matka Clare nigdy nie poradziła sobie z tą sytuacją, a wieloletnie poszukiwania nic nie dały, zupełnie jakby mężczyzna i dziewczynka zapadli się pod ziemię. Jednak niespodziewanie Alice przysyła list, nawiązuje kontakt z utraconą rodziną i przyjeżdża, by spędzić trochę czasu z matką, siostrą i jej bliskimi. Początkową radość u Clare szybko wypiera niepokój. Kobietę dopadają wątpliwości, przekonuje się jednak, że nikt ich nie podziela, a matka i mąż zarzucają jej zazdrość. Czy Alice naprawdę jest siostrą Clare czy wyłącznie sprytną manipulatorką, która chce ukraść jej życie?

Nieczęsto zdarza mi się natrafić na książki, które „już teraz” muszę doczytać do końca, ponieważ tak bardzo jestem ciekawa zakończenia, że nie jestem w stanie ich odłożyć. Powieść Sue Fortin właśnie tak na mnie zadziała. Już pierwsze strony uświadamiają czytelnikowi, że coś się wydarzy, coś złego, niebezpiecznego, ale co? Tego do końca nie wiemy, lecz autorka szybko przenosi nas w przeszłość i zaczyna tę zagadkę rozplątywać. Początkowo dość niemrawo, był nawet moment, kiedy zaczęłam się wahać, czy ta lektura była trafionym wyborem, z czasem jednak akcja wyraźnie przyspiesza i trzyma w napięciu do niemal samego końca.

Motywy, na których autorka oparła swoją powieść, nie są czymś nowym czy odkrywczym. Były już stosowane i w książkach i w filmach, ale mimo to Sue Fortin udało się stworzyć ciekawy thriller psychologiczny. Być może jest on dość prosty, a w niektórych momentach nawet przewidywalny, ale czyta się naprawdę dobrze. Bez wątpienia jest to zasługą prostego stylu, pierwszoosobowej narracji i niezwykle dynamicznej akcji, która właściwie nie zostawia miejsca na dłuższe opisy czy przemyślenia. Może to być brane w równym stopniu za atuty książki jak i za jej minusy, w zależności od naszych preferencji. Jeśli oczekujecie klimatycznej opowieści, to nie ta książka. Jeśli szukacie niepokojącej historii, w której akcja pędzi do przodu i trzyma w napięciu do końca, będziecie zadowoleni. Osobiście uważam, że Siostrzyczka jest o wiele ciekawsza i lepiej napisana niż topowa Dziewczyna z pociągu, ale to naturalnie moje subiektywne zdanie, oparte na wrażeniach z lektury i emocjom, jakie jej towarzyszyły. 

 

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

247. Camilla Way OBSERWUJĄC EDIE

Piękna, utalentowana, trochę szalona... Edie była dziewczyną, która natychmiast wywoływała zamieszanie, wkraczając w czyjeś życie. I miała wówczas swoje marzenia — jednak szybko przekonała się, że sprawy nie zawsze układają się tak, jakbyśmy chcieli.

Teraz, mając trzydzieści trzy lata, Edie jest kelnerką, ciężarną i samotną. A kiedy przytłacza ją opieka nad noworodkiem i pogrąża się w rozpaczy, sądzi, że nie ma się do kogo zwrócić...

Ktoś jednak przez cały czas obserwował Edie, czekając na szansę, aby raz jeszcze dowieść prawdziwości swej przyjaźni. To nie przyp adkiem Heather pojawia się na progu mieszkania Edie właśnie wtedy, gdy ta najbardziej jej potrzebuje. Tyle razem przeszły - tyle zazdrości, tęsknoty i zdrady. Teraz Edie dowie się czegoś nowego: ci, którzy głęboko nas zranili — lub których my zraniliśmy - nigdy nie odchodzą, przynajmniej nie do końca...

Obserwując Edie jest jedną z tych powieści, które trudno odłożyć choć na chwilę, ponieważ ciekawość wciąż popycha do dalszej lektury i poznania tajemnic kryjących się na kolejnych kartkach książki. Gęsta atmosfera spowija dwie bohaterki, które łączy zawiła relacja oparta na nie mniej zawiłej i osnutą tajemnicą przeszłości. Camilla Way tak kieruje czytelnikiem, w taki sposób wiedzie swoją historią, że ten nie wie, kim tak naprawdę są te dwie kobiety, która z nich dobra, a która zła, która przyjęła rolę ofiary, a która jest agresorem. Klucz do tej zagadki tkwi w ich wspólnej przeszłości, a ta od samego początku jawi się jako złowroga i niebezpieczna.

Camilla Way pisze prostym, można rzec potocznym, językiem, ale podczas lektury tej książki wcale mi to nie przeszkadzało. Wprost przeciwnie, te łatwe, pozbawione elokwencji słowa znakomicie wpasowały się w klimat powieści i nastrój wydarzeń toczących się na jej stronach. Nie oznacza to jednak, że autorka nie potrafiła oddać ducha historii, bo to udało się świetnie. W przekonujący sposób nakreśliła relacje pomiędzy dwiema nastolatkami, a następnie kobietami, jak także z ludźmi, z którymi miały one styczność. Także tło powieści wypadło wyraziście i naturalnie.

Obserwując Edie to emocjonujący thriller psychologiczny kryjący niepokojące tajemnice. Choć z czasem łatwo wykalkulować, jak przebiegnie dalsza część tej historii, zawiera ona także elementy nieprzewidywalne. Mocno trzyma w napięciu i nie pozwala na nudę, bo po prostu chce się dowiedzieć, co się wydarzyło i co się jeszcze zdarzy... Polecam!

czwartek, 16 lutego 2017

240. Lisa Jackson URODZONA DLA ŚMIERCI


Lektura powieści Lisy Jackson jest jak spotkanie z dawno niewidzianym przyjacielem. Z lekką nostalgią wspominam chwile, kiedy dopiero poznawałam twórczość tej autorki i z wypiekami na twarzy zagłębiałam się w świat zbrodni i miłości. Bo powieści Lisy Jackson umiejętnie łączą te dwa aspekty. Chociaż wątek kryminalny wysuwa się w nich na zdecydowane prowadzenie, ten obyczajowy i miłosny również jest bardzo ważny.

Smutny i dziwny zbieg okoliczności… Taka jest pierwsza reakcja doktor Kacey Lamert na wiadomość o śmierci dwóch kobiet, niezwykle do niej podobnych. Bo przecież pomiędzy nią a aktorką filmów klasy B i nauczycielką z podstawówki nie ma żadnego związku. Jednak prowadzące śledztwo policjantki, Selena Alvarez i Regan Pescoli, podejrzewają, że jest inaczej.
Wkrótce Kacey dostrzega, że coś ją jednak łączy z zamordowanymi. Były w podobnym wieku. Urodziły się i wychowały w tej samej okolicy. I wszystkie znały mężczyznę, z którym Kacey właśnie zaczęła się spotykać... Im bardziej zagłębia się w te sprawę, tym bardziej zaczyna się bać. Bo odkrywa, że może być następna na liście urodzonych dla śmierci…

Troszkę się obawiałam, jak wypadnie kolejne spotkanie z jedną z moich ulubionych autorek. Minęła dłuższa chwila, odkąd ostatnio trzymałam w ręce napisaną przez nią powieść, a wiem z doświadczenia, że często po tak dłuższej przerwie niegdyś lubiani autorzy mnie rozczarowują. Na szczęście lektura Urodzonej dla śmierci okazała się satysfakcjonująca. Niemal w pełni, bo odrobinkę rozczarowało mnie, że autorka tak szybko odkryła karty i pozwoliła domyślić się czytelnikom, kto jest mordercą i jakie pobudki nim kierują. Tę lekką niedogodność odrobinę łagodzi emocjonujące zakończenie, które w pewnym stopniu pozostawia nam pole do wyobraźni.

Czytelnicy, którzy czytali już powieści Lisy Jackson, na ich kartach mają okazję spotkać znanych już sobie bohaterów, ponieważ poszczególne książki układają się w cykle. Urodzona dla śmierci stanowi trzecią odsłonę serii Montana. Tę, jak i pozostałe części cyklu, można czytać osobno. Należy wspomnieć także o tym, że powieść ta ukazuje się na polskim rynku po raz drugi, na szczęście wydawca zadbał o bardzo podobną okładkę, co powinno zwrócić uwagę czytelników i zapobiec zdublowaniu zakupu.

Powieść Lisy Jackson nie jest może literaturą wysokich lotów, ale można się przy niej świetnie zrelaksować. Spodoba się ona głównie tym czytelnikom, którzy lubią mocno zarysowaną otoczkę obyczajową. W książce rozczarowuje za to korekta. Tylu literówek i błędów (imiona bohaterów) już dawno nie spotkałam i jestem zła, że trafiło akurat na książkę, którą – jako pozycję jednej z moich ulubienic – zamierzam postawić na własnej półce.


wtorek, 11 października 2016

228. Fiona Barton WDOWA

Twórcy thrillerów robią wszystko, aby nas zaskoczyć, a wymyśloną przez siebie historię przedstawić niebanalnie i intrygująco. Zdarzało mi się już czytywać powieści w których zagłębiałam się w prowadzone śledztwo, a i tak nie byłam w stanie odkryć, kto popełnił zbrodnię. Bywały i takie, gdzie sprawca został ujawniony już na pierwszych stronach, a autor mocniej skupiał się na kwestii "dlaczego" zamiast "kto". Fiona Barton przedstawia nam jeszcze inne spojrzenie na zbrodnię. Jej opowieść skupia się przede wszystkim na żonie człowieka, który został oskarżony o uprowadzenie i morderstwo małej dziewczynki. 

Jean poślubiła Glena, kiedy była młodą dziewczyną. Zawsze sądziła, że stanowią dobre małżeństwo. Kochała go i wiernie trwała u jego boku nawet wtedy, gdy został oskarżony o zamordowanie małej Belli. Kiedy Glen ginie w nieszczęśliwym wypadku, oczy wszystkich zwracają się ku Jean. Przez tyle lat żyła z tym człowiekiem pod jednym dachem. Czy zdawała sobie sprawę z mrocznych tajemnic męża? Kobieta wie, że to dobry moment, by przemówić i opowiedzieć swoją historię. Jednak czy wyjawi prawdę? 

Fiona Barton przedstawia zbrodnię z nowej perspektywy. Oddaje głos osobie, która w fabule powieści kryminalnych zazwyczaj jest pomijana. Przypomina czytelnikom, że także zbrodniarz - nawet najbardziej okrutny i znienawidzony - ma kogoś bliskiego, kogoś, kto go kocha, być może bezgranicznie ufa. Uświadamia, że taka osoba może mieć do opowiedzenia fascynującą historię i rzucić nowe światło na wydarzenia. Że ponosi bolesne konsekwencje czynów bliskiej osoby i na zawsze zostaje napiętnowana zbrodnią, nawet jeśli nie miała o niczym pojęcia. 

Powieść Fiony Barton jest bolesna i przykra, chwyta za serce czytelnika, który podejrzewa, jak straszna zbrodnia musiała zostać popełniona. Nie odebrałam jej jednak jako specjalnie emocjonującej, mimo że liczne retrospekcje pozwalały cofnąć się w czasie i uczestniczyć w prowadzonym dochodzeniu, jak też obserwować je z perspektywy detektywa, matki czy dziennikarki. Postać tytułowej wdowy w znacznym stopniu zdominowała tę historię, a autorka skupiła się na relacjach małżeńskich, wspomnieniach i odczuciach kobiety. To bardzo interesujący i niebanalny wątek, niemniej najbardziej intrygująca i tak pozostaje część poświęcona małej Belli i śledztwu. Być może to kwestia bohaterki, ale po którymś z kolei rozdziale poświęconym wdowie, jej opowieść zaczęła mnie nużyć, a ją samą miałam chęć wstrząsnąć za naiwność i ślepotę! Prostota języka sprawia, że książkę czyta się bardzo lekko i szybko. Autorka wie, jak zaciekawić czytelnika, nie boi się trudnych i przykrych tematów, ale porusza się po nich subtelnie, nie epatuje przemocą czy wulgarnością. Wdowa to ciekawa pozycja, po którą warto sięgnąć, chociażby po to, by przekonać się, jak wygląda zbrodnia z innej perspektywy i do czego prowadzi ślepe oddanie w związku.


sobota, 1 października 2016

226. Erica Spindler NAŚLADOWCA

Naśladowca Eriki Spindler na polskim rynku ukazuje się po raz któryś z kolei, co z potwierdza, jak znacznym zainteresowaniem czytelniczek nadal cieszy się ta poczytna, amerykańska pisarka. I ja miałam taki okres, gdy wręcz nałogowo pochłaniałam thrillery ukazujące się nakładem MIRA, ale Naśladowcy wcześniej nie czytałam. 

Mamy tu do czynienia z okrutnym mordercą, który nocą zakrada się do sypialni małych dziewczynek, zabija je, a następnie  upozowuje. Swoje ofiary wybiera starannie: mają to być dziesięcioletnie blondynki, nieskazitelne, idealne, i tak też mają prezentować się po śmierci. Potwór, którego policja określiła Mordercą śpiących aniołków już kiedy terroryzował małe miasteczko w Illinois. Zamordował trzy dziewczynki, a potem znikł. Teraz powraca, a na miejscu zbrodni spotykają się dwie twarde kobiece osobowości. Detektyw Riggio to młoda, ambitna policjantka, której nie w smak, że do śledztwa przydzielono także Kitt Lundgren, która Mordercą śpiących aniołków zajmowała się przed laty, a niepowodzenie w śledztwie przypłaciła rozbiciem małżeństwa i chorobą. Ale to właśnie Kitt dostrzega różnice między obecnymi zbrodniami a tymi sprzed lat. Wkrótce Kitt otrzyma telefon. Morderca ma dla niej zadanie. 

Podczas lektury żartowałam sobie, że mam do czynienia z klasycznym thrillerem w wydaniu spindlerowskim. Rzeczywiście, charakterystyczną cechą łączącą wszystkie książki tej autorki jest to, że akcja bywa niezwykle dynamiczna i szybka, i tak naprawdę nie pozostawia czasu ani na nudę ani na zastanowienie. Po prostu pędzi, odsłaniając kolejne szczegóły śledztwa i wydarzenia. Znajdziecie tutaj bardzo wiele dialogów, za to opisów praktycznie nie ma. Takie książki czyta się naprawdę bardzo szybko. Jeden wieczór, no, góra dwa i po lekturze. 

W moim odczuciu mocną stroną Naśladowcy jest zakończenie, kiedy to akcja jeszcze bardziej przyspiesza. Na światło dzienne wychodzą kolejne ślady, kolejne scenariusze stają się coraz bardziej prawdopodobne, a czytelnik już sam nie wie, kogo podejrzewać. Rozpoczyna się emocjonujący pojedynek z czasem, którego stawką będzie ludzkie życie. Muszę przyznać, że w tym miejscu naprawdę siedziałam, jak na szpilkach. Jeśli macie ochotę na nieskomplikowany, ale ciekawy i emocjonujący thriller w kobiecym wydaniu, Naśladowca powinien sprostać Waszym oczekiwaniom. 





wtorek, 10 maja 2016

W kilku słowach o ... Aleksijewicz, Hilary,



Czas, w którym sięgnęłam po Czarnobylską modlitwę był niemal idealny. Na kilka dni przed trzydziestą rocznicą wybuchu reaktora. W momencie choroby, kiedy byłam w stanie jedynie leżeć płasko i jednym palcem przewracać strony. Ból dobywający się z niemal każdego mięśnia zgrał się z bólem dobywającym się z niemal każdej strony tej książki. 


Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości rzeczywiście okazała się kroniką. Kroniką bolesną i przerażającą. Zapisem wspomnień ludzi, którzy mieszkali w pobliżu reaktora albo zostali oddelegowani do usuwania skutków jego wybuchu. Zapisem konsekwencji, jakie wybuch z  26 kwietnia niósł i niesie dla ówczesnych mieszkańców Ukrainy i Białorusi oraz kolejnych pokoleń. Książka wstrząsająca, przerażająca i tak zwyczajnie, po ludzku, smutna...






W Obcej skórze Sarah Hilary to najlepszy kryminał w Wielkiej Brytanii w 2015 roku i myślę, że wiem, dlaczego. To jedna z tych książek, które po prostu się "połyka", ponieważ dynamiczna i szybka akcja po prostu nie pozwala na nic innego. 

Zaczyna się intrygująco. Policjantka, pozornie twarda, w rzeczywistości pełna konfliktów, nierozliczona z przeszłością, w której kryje się zbrodnia jakiej ofiarą padli jej rodzice. Wraz z partnerem trafia do ośrodka dla kobiet dotkniętych przemocą, aby zdobyć zeznania jednej z pensjonariuszek i jest świadkiem napaści. Jedna z kobiet rani nożem swego męża. Marnie Rome i Noah Jake rozpoczynają śledztwo, szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego doszło do tych dramatycznych zdarzeń. Kiedy żona poszkodowanego znika, okazuje się, że nic nie jest takie, jakim wydaje się na pozór...

To jedna z tych nieprzewidywalnych książek, które potrafią czytelnika wbić w fotel i sprawić, że śledzi akcję na bezdechu. Sprawnie poprowadzona akcja, pełnokrwiści, interesujący bohaterowie i tajemnicza atmosfera - to główne atuty tej historii. Czekam z niecierpliwością na kolejny tom z Marnie Rome..

niedziela, 6 marca 2016

288. Dolores Redondo OFIARA DLA BURZY

Czasami trafiam na takie książki, które wnikają we mnie gdzieś głębiej i wygodnie moszczą sobie miejsce. Po ich lekturze trudno wciągnąć mi się w kolejne, bo wszystkie wydają się blade i nijakie. I właśnie to przydarzyło mi się po przeczytaniu Ofiary dla burzy. 

Do powieści Dolores Redondo podeszłam, jak do każdej innej: byłam świadoma, że to trzecia część trylogii, ale wcale mi to nie przeszkadzało, wszak nie raz już zdarzało mi się czytać "na wyrywki" lub zaczynać gdzieś od środka. Gdybym wiedziała, że ta książka wywrze na mnie tak silne wrażenie lub mówiąc prościej i bardziej romantyczniej: podbije moje serce - odłożyłabym ją na regał i w trymiga rzuciłabym się do księgarni internetowej, by zamówić dwie wcześniejsze części. Nim się jednak spostrzegłam, jak się sprawy mają i że trafiłam na powieść dla siebie idealną - zatopiłam się w lekturze bez końca i nie byłam w stanie książki odłożyć. 

Dolores Redondo po raz trzeci zabiera swoich czytelników do doliny Baztan. Od zakończenia poprzedniego śledztwa Amai Salazar minął zaledwie miesiąc. Rodzina i koledzy z policji próbują zapomnieć o tym, co się wydarzyło, ale kobieta nie może odzyskać spokoju. Nie wierzy w śmierć matki. Od problemów ucieka w nowe śledztwo. A to okazuje się wyjątkowo dramatyczne. Dochodzi do  śmierci malutkiej dziewczynki i choć oficjalnie została ona uznana za śmierć łóżeczkową, to babka dziewczynki twierdzi, że małą zabił Inguma, demon, który dręczy śpiących koszmarami, paraliżuje i dusi. Amaya odkrywa, że na przestrzeni lat w dolinie doszło do wielu podobnych wydarzeń. Kto je zabija i dlaczego? Czy ich śmierć ma związek z mitologiczną istotą? 

Do tej pory nie miałam okazji przeczytać takiej powieści, jak Ofiara dla burzy i zaskoczyło mnie, jak szybko wpasowałam się w jej niezwykły klimat. Bo Ofiara dla burzy nie jest typowym thrillerem, w którym dochodzi do morderstw i trzeba wytropić sprawcę, schwytać go, unieszkodliwić i poznać jego pobudki. W swojej twórczości Dolores Redondo sprawnie manewruje pomiędzy światem zbrodni a fantastyczną krainą jakby żywcem wyjętą z baskijskich wierzeń. Na kartach jej powieści one ożywają i nie wydają się już być czymś zupełnie nierzeczywistym. Magnetyczna, oryginalna otoczka dla powieści Redondo jest jednym z jej największym atutów, ale uwierzcie: wcale nie jedynym!

Dla porządku wspomnę, że Ofiara dla Burzy stanowi trzecią część cyklu o dolinie Baztan i Amai Salazar. Dwie poprzednie: Niewidzialny strażnik i Świadectwo kości zebrały bardzo entuzjastyczne recenzje, czemu absolutnie się nie dziwię. Każda z części stanowi odrębną historię opierającą się na kryminalnym śledztwie, jednak wszystkie łączy ta sama mistyczna atmosfera i wydarzenia ważne dla głównej bohaterki. Dlatego zdecydowanie polecam przeczytać tę trylogię od samego początku, jak już wspomniałam, ja zaczęłam od trzeciej części i choć teraz przeczytam dwie wcześniejsze z wielkim entuzjazmem, to jednak gdzieś tam będzie kołatała we mnie świadomość, że już wiem, jak ta historia się zakończy. Niemniej nie odmówię sobie powrotu do Baztan, choć poruszać będę się ... do tyłu :) Mam też wielką nadzieję, że pomimo iż seria ta była zapowiedziana jako trylogia, Dolores Redondo nie porzuci swoich bohaterów. Otwarte i intrygujące zakończenie pozwala mieć na to nadzieję...

Elizondo i rzeka pojawiająca się w powieści :) źródło: wikipedia


Ofiara dla burzy jest powieścią rozległą, niespieszną, a mimo to akcja nie zamiera tutaj ani na moment. Bezustannie dochodzi do dramatycznych i nieprzewidywalnych zdarzeń, które jak lawina pociągają za sobą kolejne, odsłaniają tajemnice lub wprost przeciwnie: gmatwają śledztwo jeszcze bardziej. Dużym atutem tej powieści jest znakomity język autorki, posługuje się ona lekkim ale równocześnie obrazowym piórem, dzięki czemu wręcz można wejść do tej historii, poczuć magiczną atmosferę okolicznych lasów i ujrzeć mgłę unoszącą się znad rzeki... Jakieś minusy? Hm... nieco zbyt przewidywalne zakończenie i zdecydowanie zbyt wiele uwagi poświęconej relacji z pewnym panem. Poza tymi drobnymi mankamentami Dolores Redondo kupiła mnie zupełnie, toteż polecam, polecam, polecam! :)






poniedziałek, 8 lutego 2016

282. Mikel Santiago OSTATNIA NOC W TREMORE BEACH

Ostatnio brakuje nieco czasu na pisanie opinii, ale nie brakuje go na szczęście na czytanie. Ostatnia noc w Tremore Beach to książka, której lektury troszkę się obawiałam. Nie lubię bowiem, gdy autorzy są porównywani do swoich starszych stażem kolegów. A Mikel Santiago został ochrzczony hiszpańskim Stephenem Kingiem. Jak myślicie: słusznie? 

Ostatni czas nie był dla Petera Harpera łaskawy. Nie potrafi dojść do siebie po nieprzyjemnym rozwodzie, nie wiedzie mu się także w pracy. Jest kompozytorem, ale od dawna nie skomponował niczego wyjątkowego. Mężczyzna ma nadzieję, że pomoże mu wyjazd w jakieś odosobnione miejsce. Wynajmuje dom na odludnej plaży, zamierza sprowadzić do siebie na jakiś czas dzieci... Podczas nocnej nawałnicy Peter zostaje rażony piorunem i choć nie odnosi poważniejszych obrażeń, to jednak pojawia się dotkliwy ból głowy i makabryczne wizje, w których giną jego najbliżsi. Po pewnym czasie Peter pojmuje, że jego wizje stają się coraz bardziej realistyczne i w końcu dojdą do skutku. Musi zrobić wszystko, by do tego nie dopuścić, ale czy to mu się uda? 

Z pewnością nie jeden autor na świecie chciałby być porównywany do samego Stephena Kinga czy innego popularnego autora. To znany i powszechnie stosowany przez wydawców zabieg, który ma przykuć uwagę czytelnika i zachęcić do sięgnięcia po określoną historię. Muszę przyznać, że i na mnie podobne działania czyniły kiedyś wrażenie, ale obecnie po którymś z kolei razie - nad wyraz już irytują i sprawiają, że już na wstępie mogę książkę skreślić. W przypadku Ostatniej nocy w Tremore Beach zainteresował mnie zarys fabuły, choć nieco obawiałam się, że już samo zestawienie z wielkim SK zepsuje mi lekturę. Kto regularnie czytuje Kinga, nie zadowoli się byle czym. 

Na szczęście prędko okazało się, że Mikel Santiago trzyma poziom. Wysoki poziom. Satysfakcjonujący. Nie jest to Stephen King i nigdy nie będzie, ponieważ autor ma swój własny i bardzo udany styl. Nie musi być porównywany do żadnego innego pisarza, bo najzwyklej w świecie nie jest mu to potrzebne. 

Ostatnia noc w Tremore Beach to trzymający w napięciu thriller, w którym nie sposób przewidzieć, co wydarzy się za kilka stron i jak dalej potoczy się akcja. Sama fabuła nie jest może zbyt skomplikowana i oryginalna, dominuje tu jednak mroczna atmosfera, w której czają się... no właśnie, co? Na pewno groźni przeciwnicy, z którymi przyjdzie zmierzyć się bohaterowie. Tym groźniejsi, że wydają się pochodzić z pogranicza jawy i snu. Co warte odnotowania: autor zręcznie żongluje napięciem, udzielając go czytelnikowi po trochu. Wpierw akcja biegnie niespiesznie, choć naturalnie nie oznacza to, że brakuje mocnych wrażeń, by stopniowo narastać i narastać. W pewnym momencie napięcie było u mnie tak głębokie, że wręcz chciałam, by w końcu wydarzyło się to COŚ do czego zmierza akcja książki i było już po wszystkim...

Lektura powieści Mikela Santiago to spotkanie z dobrym warsztatem pisarskim, dużą fantazją i sprawnie nakreśloną fabułą. Nie znajdziecie tutaj klimatycznych miasteczek jak z powieści Kinga, na to miejsce jest surowa, opuszczona wyspa, gdzie wydarzyć może się dosłownie wszystko. Santiago nie epatuje opisami, a jednak całą tę scenerię miałam przed oczyma. Myślę, że to już bardzo wiele mówi o jego piórze. Polecam miłośnikom mrocznych historii!



 



niedziela, 22 marca 2015

208. Antoinette van Heugten SMAK TULIPANÓW

Kiedy rozpoczynałam lekturę powieści Smak tulipanów, tytuł wydał mi się całkowicie nietrafiony. Tulipany przecież pachną, nie smakują. Teraz wiem już, że kwiaty te mają naprawdę gorzki smak...

Nora jest lekarką, mieszka w Houston, gdzie po wojnie wyemigrowali z Holandii jej rodzice. Kiedy kobieta pracuje w szpitalu, owdowiała matka zajmuje się jej półroczną córeczką. Nora uwielbia czas spędzany z małą i codziennie nie może się doczekać, aż wróci do domu i weźmie swoją kruszynkę w ramiona. Pewnego dnia dom wita ją głuchą ciszą. Na podłodze salonu kobieta znajduje zamordowaną matkę, a nieopodal ciało uzbrojonego mężczyzny. Po maleńkiej Rose nie ma ani śladu. 

Policyjne dochodzenie nic nie wykazuje, więc Nora postanawia dowiedzieć się, kto zamordował jej matkę i tym sposobem trafić na ślad porywacza. Przeszukując stare szpargały, natrafia na dokumenty, które wskazują na niejasną wojenną przeszłość rodziców. Nora wyrusza do Amsterdamu, by odkryć prawdę o swoich bliskich i odnaleźć ukochane dziecko...

Antoinette van Heguten jest z wykształcenia prawnikiem, porzuciła jednak świetnie zapowiadającą się karierę, by całkowicie poświęcić się pisaniu. Zadebiutowała thrillerem psychologicznym Dotknąć prawdy, który spotkał się z ciepłym przyjęciem czytelników i szybko stał się międzynarodowym bestsellerem. 

Smak tulipanów jest powieścią o tyle charakterystyczną, że czytelnik bardzo szybko dowiaduje się, kto stoi za brutalnym morderstwem i uprowadzeniem małej dziewczynki. I choć kwestia odnalezienia dziecka jest najistotniejsza i staje się osią fabuły powieści van Heugten, spory nacisk położono również na tajemnicę sprzed kilkudziesięciu lat i wojenną przeszłość rodziny głównej bohaterki. Przyznaję, że bardzo niewiele wiedziałam i w gruncie rzeczy nadal bardzo mało wiem na temat losów Holandii i jej mieszkańców w trakcie II Wojny Światowej. Smak tulipanów pozwala odrobinę poszerzyć tę wiedzę, gdyż autorka nawiązuje w swojej powieści do tragicznych wydarzeń z okresu wojny. Bardzo przejmującą częścią tej powieści jest prolog, który w kilkunastu zdaniach nakreśla, co stało się udziałem ludzi zamieszkujących Holandię. Trochę żałuję, że autorka nie poświęciła wojennej zawierusze trochę więcej uwagi, choćby stosując zabiegi retrospekcji. Książka stałaby się pewnie obszerniejsza, a jej treść głębsza, jednak najwyraźniej autorka wolała skupić się na klasycznym kryminale.

Powieść została napisana przystępnym i prostym językiem, czyta się ją niezwykle szybko i płynnie, choć niektóre holenderskie nazwiska zmuszają język do gimnastyki. Całość została utrzymana w dynamicznym i szybkim tempie, wydarzenia następują po sobie szybko i nie pozostawiają zbyt wiele miejsca na opisy czy refleksje bohaterów. Ci ostatni zostali nakreśleni sprawnie i przekonująco. W swojej powieści autorka oddaje głos kilku osobom i prowadzi akcję z różnych perspektyw, przez co czytelnik ma okazję na bieżąco śledzić wydarzenia i nadążać za tokiem postępowania poszczególnych osób. Wartą odnotowania ciekawostką jest fakt, że akcja powieści toczy się w roku 1980, co nadaje całości dosyć specyficznego charakteru.

Podsumowując: Smak tulipanów okaże się idealną lekturą dla osób, które lubią dynamiczne i emocjonujące thrillery. w których zawarto także ociupinkę historii i romansu. Książka z pewnością spodoba się także czytelnikom, którzy lubują się w tajemnicach z przeszłości, sekretach rodzinnych i emocjonujących finałach. Osobiście jestem usatysfakcjonowana lekturą, choć jeszcze bardziej cieszyłabym się, gdyby autorka bardziej zagłębiła się w tematy wojenne.

za książkę dziękuję:


czwartek, 19 lutego 2015

199. Lee Child SPRAWA OSOBISTA

Niesforny Jack znowu w akcji. Poprzez amerykańskie bazy wojskowe i paryskie uliczki zmierza do Londynu, by namierzyć groźnego snajpera i udaremnić spektakularny zamach.

Dziewiętnasta z kolei odsłona przygód Jacka Reachera, byłego żołnierza i awanturnika zapewnia czytelnikowi standardowo dobrą dawkę sensacji. W Paryżu dochodzi do nietypowego zamachu. Snajper oddał strzał z odległości tysiąca pięciuset metrów. Choć nikt nie poniósł szkody, zapanowała atmosfera wyraźnego niepokoju, gdyż wszystko wskazuje, że była to jedynie próba generalna przed szczytem G8. Służby specjalne podejrzewają amerykańskiego snajpera, który niedawno opuścił więzienie i zwracają się do Jacka Reachera, by pomógł namierzyć strzelca. Jack - jak zwykle niechętny współpracy i wszelkim agencjom wywiadowczym - nie chce się w to mieszać. Kiedy jednak znajduje tarcze strzeleckie z wizerunkiem własnej twarzy, na których trenował snajper, zmienia zdanie. To przecież sprawa osobista...

Cykl powieści Lee Childa, w którym główne skrzypce gra były żołnierz, Jack Reacher, zdobył popularność na całym świecie. Książki te łączą w sobie elementy thrillera i sensacji z klimatem militarnym. Większość akcji, w których udział bierze Jack, powiązana jest z wojskiem lub działaniem wywiadu. Podobnie jest w powieści Sprawa osobista, gdzie przywódcy pragną po raz kolejny wykorzystać niezwykłe zdolności swojego byłego podwładnego. 

Osoby,  które nigdy wcześniej nie miały przyjemności spotkać bohatera Lee Childa, muszą wiedzieć, że jest to osoba dość skomplikowana i charakterystyczna. Były żołnierz, który niczym niespokojny duch przemieszcza się z miejsca w miejsce i nosi przy sobie jedynie szczoteczkę do zębów, a przy tym z czarującym uśmiechem potrafi zadać śmiertelny cios. Odznacza się przy tym wyjątkową przenikliwością, zmysłem obserwacji i zdolnością tropienia. Momentami irytuje, czasami zadziwia, ale nie pozostawia obojętnym. Jest bohaterem intrygującym i ciut nieprawdopodobnym, a jednak wzbudza sympatię.

Sprawa osobista jest historią przedstawioną z perspektywy samego głównego bohatera, w związku z czym czytelnik towarzyszy mu na każdym kroku i uczestniczy w dochodzeniu. I nie ma tutaj znaczenia, czy Reacher ogląda miejsce zdarzenia, czy właśnie unieszkodliwia bandę zbirów: cały czas coś się dzieje, jest dynamicznie, szybko i sensacyjnie. Czyli tak, jak w książkach tego rodzaju powinno być. Nie ma czasu na nudnawe opisy i wprowadzanie w akcję, bo akcja toczy się cały czas i nie pozwala przysnąć nad książką. Muszę jednak przyznać, że sposób, w jaki Jack Reacher snuje swą opowieść, jest dosyć irytujący. Ma  on mianowicie talent do rozpoczynania zdania jakby w połowie i wtrącania stwierdzeń brzmiących co najmniej dziwnie. Niemniej to właśnie jest oryginalny byt Jacka i trzeba nad tym przejść do porządku dziennego. 

Pomijając sztucznie brzmiące stwierdzenia głównego bohatera, które kłócą się z  moją potrzebą znalezienia w książce ładnego, a przynajmniej harmonijnego i sensownego języka, oceniam powieść Lee Childa naprawdę dobrze. Czytelnicy, którzy cenią powieści sensacyjne,powinni być usatysfakcjonowani. Fani Jacka Reachera przekonają się, że Lee Child nawet w dziewiętnastej powieści o swoim bohaterze potrafi wykrzesać z siebie coś zupełnie innego i zadziwić. Kawałek dobrej sensacji, dostosowanej do bieżącej historii i wydarzeń na świecie. Nieco złagodzony przez obecność kobiety. Trzyma w napięciu i zaskakuje. 




piątek, 6 lutego 2015

196. Erica Spindler W MILCZENIU

Ile tajemnic może kryć prowincjonalne miasteczko w Luizjanie? Okazuje się, że całkiem sporo, o czym przekonuje się Avery Chauvin. Kobieta powraca do rodzinnego miasteczka po tym, jak dowiaduje się, że jej ukochany ojciec popełnił samobójstwo. Nie potrafi w to uwierzyć, szczególnie kiedy w jego domu odkrywa materiały prasowe dotyczące morderstwa sprzed piętnastu lat. Co łączy jej ojca z zagadkową zbrodnią?

Avery wierzy, że miejsce w którym się wychowała emanuje sielskim klimatem i spokojem, ludzie są mili i uczynni dla swoich sąsiadów, bogobojni i oddani tradycji. Ze zdumieniem zauważa, że w Cypress Springs wcale nie jest tak cudownie, jak może wydawać się na pierwszy rzut oka. Zaskakująco dużo nieszczęśliwych wypadków i samobójstw, nagłe zniknięcia, aż w końcu wyjątkowo brutalne morderstwo. Kobieta zaczyna podejrzewać, że również jej ojciec padł ofiarą mordercy. 


Nazwisko Eriki Spindler jest wśród miłośniczek kobiecych thrillerów dość znane. Autorka zadebiutowała w 1982 roku i do chwili obecnej wydała ponad dwadzieścia powieści, głównie łączących elementy thrillera i romansu. W milczeniu po raz pierwszy ukazało się w 2003 roku, na polskim rynku ukazuje się już trzecie wydanie tej pozycji. 

Już na wstępie przyznam się do czegoś: mianowicie mam słabość do kryminałów skandynawskich i do książek, których akcja toczy się na południu Stanów Zjednoczonych. Nie wiem dlaczego, ale emanują one jakimś niezwykłym klimatem. Takim sielskim, spokojnym, wręcz cukierkowym - takim, jakim chciała widzieć swoje rodzinne miasteczko Avery, bohaterka powieści W Milczeniu. Lub energicznym, dynamicznym, pełnym muzyki i radości, jak ulice Nowego Orleanu w czasie Mardi Gras. Nieważne, co w sobie mają te książki, ale dzięki temu dobrze mi się je czyta. I przez to lubię powieści Eriki Spindler, Heather Graham czy Lisy Jackson. 

Powieść W Milczeniu jest zgrabną kompozycją wątków sensacyjnych i romantycznych, jednak sprawiedliwie trzeba przyznać, że tych drugich jest naprawdę niewiele. Akcja skupia się przede wszystkim na kryminalnych zagadkach, których w książce nie brakuje. Z chwilą, kiedy Avery przyjeżdża do Cypress Springs jest ich już dość wiele, leżą pogrzebane gdzieś głęboko, spowite zmową milczenia. Na  tym jednak autorka nie poprzestaje, serwując czytelnikom kolejną porcję dramatycznych wydarzeń. Za ich sprawą obraz prowincjonalnej mieściny rozmywa się nie tylko w oczach głównej bohaterki, ale także i naszych. 

Książka charakteryzuje się lekkim i przystępnym językiem, dzięki czemu bardzo szybko się ją czyta. Nie przytłacza opisami, te nieliczne starają się przybliżyć atmosferę małego amerykańskiego miasteczka i udaje się im to całkiem dobrze. Akcja jest płynna i dynamiczna, choć momentami efekt psują refleksje głównej bohaterki. W opowieści nie brakuje zagadek i zaskakujących zdarzeń, jednak całość jest raczej przewidywalna, co może nieco rzutować na satysfakcję z lektury. Z pewnością ta pozycja powinna spodobać się miłośnikom nieskomplikowanych thrillerów, gdyż brak tutaj pobocznych wątków czy odniesień historycznych - Erica Spindler tworzy proste i konkretne powieści, skupia się na jednym wątku i tym torem prowadzi swoją opowieść. Wychodzi jej to całkiem dobrze i myślę, że zwolenniczki kobiecej strony thrillera mogą być zadowolone. 








poniedziałek, 5 stycznia 2015

186. Mary Kubica GRZECZNA DZIEWCZYNKA

Wiodła spokojne, poukładane życie. Marzyła o czymś emocjonującym. Kiedy została porwana, pożałowała swoich marzeń.

Mia pochodzi ze znamienitej rodziny. Jej ojciec jest sędzią, najważniejsze dla niego są pozory. W przeciwieństwie do siostry, Mia nie spełnia oczekiwań ojca, nie zdecydowała się na studia prawnicze  i została "tylko" nauczycielką. To wszystko sprawia, że jej stosunki z rodzicami są dosyć napięte i chłodne. Pewnego dnia jednak Mia znika, uprowadzona przez tajemniczego mężczyznę. Śledztwo w sprawie jej zaginięcia prowadzi detektyw Gabe Hoffman, który zauważa, że w rodzinie Denettów nie wszystko jest krystaliczne. 

Napisanie o powieści Grzeczna dziewczynka autorstwa Mary Kubica jest dla mnie na lada wyzwaniem. To jedna z tych książek, o których wystarczy powiedzieć jedno słowo za dużo i wszystko zepsuć, zdradzając treść. Powieść Mary Kubica nie jest klasycznym thrillerem, w którym role podzielone są na dobre i złe, a dzielny stróż prawa ściga okrutnego zbrodniarza. Osią powieści jest porwanie młodej kobiety, a przeplatające się wydarzenia z kart książki dotyczą zarówno przestępstwa, jak i okresu po nim. Mimo to autorka zadbała, by niczym nie zdradzić się przed czytelnikiem, a tajemnica porwania Mii pozostaje tajemnicą do samego końca...

Historia Grzecznej dziewczynki została opowiedziana ustami czterech narratorów i wbrew temu, czego można się tutaj spodziewać, opowieści porwanej kobiety jest najmniej. Czytelnik ma szansę poznać tę sprawę z perspektywy detektywa prowadzącego sprawę, matki zaginionej Mii oraz samego porywacza. Przedstawiane przez nich wydarzenia, pozwalają uzyskać obraz młodej kobiety oraz tego, co stało się jej udziałem. Prosty, przystępny język, brak opisów, duża i wyraźna czcionka - to wszystko sprawia, że książkę czyta się niezwykle szybko i płynnie. Za sprawą wątku kryminalnego Grzeczna dziewczynka jest powieścią emocjonującą i trzymającą w napięciu. Warto jednak przyjrzeć się jej także pod kątem stosunków rodzinnych i osobowości bohaterów książki, gdyż stanowią one ważną i interesującą część tej historii. 

Grzeczna dziewczynka jest debiutem Mary Kubica i śmiem twierdzić, że jest to debiut udany. Nie jest to książka wielkiego kalibru, być może niejedna osoba określi ją mianem czytadła. Jednak trzeba zaznaczyć, że ta historia świetnie wpasowuje się w ramy swojego gatunku - kobiecego thrillera, nie brakuje tutaj emocji, strachu, uczuć, a przede wszystkim elementu zaskoczenia. I tym elementem zaskoczenia, nieprzewidywalnością, innością - książka u mnie bardzo zaplusowała. 



wtorek, 23 września 2014

161. Matt Richtel ZABAWKA DIABŁA

Nat Idle jest beztroskim człowiekiem, który na co dzień chodzi w dziurawym bucie i zajmuje się dziennikarstwem. Tropi różnorodne afery: od medycznych po ściśle kryminalne. Stara się również spędzać czas z dotkniętą demencją babcią. Podczas jednego z ich spotkań w parku, padają strzały. Nat pragnie odkryć, kto może czyhać na życie starszej pani i etatowego blogera. Poszukując rozwiązania zagadki, trafia na ślad afery związanej z przemysłem biomedycznym i eksperymentami na zasobach ludzkiej pamięci. Wszystko wskazuje, że klucz do prawdy tkwi ukryty w pamięci staruszki. Jednak tej pamięci – przynajmniej na pozór – już nie ma...

Ludzka pamięć może kryć wiele tajemnic. Tych, które sami staramy się ukryć i tych, z których istnienia w ogóle możemy nie zdawać sobie sprawy. Bohater Matta Richtela staje przed koniecznością odkrycia tajemnic, które schroniły się w umyśle jego babci. Od tego, czy uda mu się do nich dotrzeć, uzależnione jest bezpieczeństwo jego samego i staruszki. Problem w tym, że Lane Idle zdaje się tracić kontakt z rzeczywistością, a jej pamięć jest bardziej dziurawa niż sito do mąki. Jak wobec tego wydobyć z niej tajemnicę, z której ona sama nie zdaje sobie sprawy?

Powieść Zabawka Diabła to mieszanka dynamiki i emocji, które ogłuszają czytelnika już od pierwszych stron. Początek kusi zapowiedzią groźnej tajemnicy. Jakiej? Nie wiadomo. I co więcej nic nie wskazuje, by autor chciał zdradzić, o co chodzi. Na to miejsce atakuje czytelnika sensacyjnymi wydarzeniami, których tempo i dramatyzm przyprawiają o zawrót głowy. W pierwszej fazie lektury można się nawet nieco pogubić, gdy Matt Richtel usiłuje pośród niebezpiecznych zdarzeń przedstawić Nata Idle i ukazać jego specyficzną więź z babcią. Jednak akcja szybko zostaje uporządkowana, by w następnych rozdziałach demonstrować nam kolejne zagadki i galerię tajemniczych postaci...

Powieść Matta Richtela składa się z wielu wątków, które stopniują napięcie, raz się rozdzielając, by po chwili sprawnie zazębiać. Zabieg ten pozwolił autorowi stworzyć powieść nieprzewidywalną, w której czytelnikowi trudno jest typować trafne zakończenie. Być może wpływ na to ma fakt, że Richtel sięgnął po interesujący zarys fabuły, opierając swoją opowieść na kwestii, o której wciąż wiemy bardzo niewiele: zagadkach ludzkiego umysłu, potencjale pamięci i prowadzonych nad nią badaniach.

Duży plus należy się autorowi Zabawki Diabła za tempo akcji, które nie ustaje właściwie nawet na krótką chwilę. Emocjonujące i tajemnicze wydarzenia wprost popychają czytelnika do przerzucania kolejnych kartek. Na uwagę zasługuje jednak również niesztampowa galeria bohaterów, od niesfornego Nata  po małomównego Bycze Oko. Powieść Matta Richtela otwiera cykl thrillerów, których głównym bohaterem jest Nat Idle i po lekturze Zabawki Diabła wiem, że chciałabym przeczytać pozostałe. Powieść polecam głównie miłośnikom powieści sensacyjnych i thrillerów. Tych thrillerów, gdzie dzieje się naprawdę wiele i nie do końca wiadomo nawet co...

Za możliwość przeczytania dziękuję: 





niedziela, 27 lipca 2014

147. Beata i Eugeniusz Dębscy DWUDZIESTA TRZECIA

Uwielbiam, kiedy z szafy wysypują się szkielety. W powieści Beaty i Eugeniusza Dębskich wysypują się one nad wyraz często...

Tomasz Winkler, ekspolicjant zwolniony za domniemaną korupcję, otrzymuje niecodzienne zlecenie. Ma wyjaśnić tajemnicę śmierci żony bogatego biznesmena i zainkasować za to niezłą sumkę. Śledztwo rozpoczyna się od obserwacji wziętego ortopedy, z którym ofiara mogła być uwikłana w romans. Pomimo zebranych informacji Tomasz ma wrażenie, że nie posuwa się do przodu, ale wprost przeciwnie: poznaje tajemnice odległych czasów, które wydają się nie mieć nic wspólnego z tajemniczą śmiercią żony biznesmena. Czy jednak na pewno?

Tak chętnie sięgamy po książki zagranicznych pisarzy, jakby z góry zakładając, że są lepsze. Tymczasem na rodzimym rynku także pojawiają się perełki, którym warto poświęcić nieco czasu. Kilka dni temu uświadomiłam sobie, ba! Przypomniałam sobie, jak bardzo lubię stare PRL-owskie kryminały. Dwudziesta trzecia kryminałem PRL-owskim nie jest, jednak poznając losy Tomasza Winklera, poczułam podobne napięcie, jakie towarzyszy jedynie rozwiązywaniu wciągającej zagadki. No, bo wiecie przecież, jak jest z kryminałem. Czy się chce, czy nie, rozwiązuje się zagadkę wraz z bohaterem...

Zagadka, z jaką mierzy czytelnik w powieści Beaty i Eugeniusza Dębskich wydaje się niezwykle prosta. Główny bohater, Tomasz Winkler, otrzymuje na tacy głowę podejrzanego w sprawie o morderstwo. Jego zadaniem jest udowodnić, że żonę zleceniodawcy zamordował wpływowy lekarz. Szybko okazuje się, że nie tak łatwo jest znaleźć na podejrzanego przysłowiowego „haka”. Tomasz zagłębia się w przeszłość lekarza, szuka rozwiązania, badając jego korzenie. To, co odkryje, okaże się nie tylko wstrząsające ale i bardzo niebezpieczne.

Największym atutem tej powieści są emocje, które towarzyszą czytelnikowi aż do samego końca. Jednak na uwagę zasługuje także mistrzowsko stworzone tło rodzinne detektywa. Tomasz mieszka na co dzień z babcią i niedużym kundelkiem, Kropką. Babcia Roma jest niezwykle specyficzną i ciepłą osobą. Chętnie wypija z wnukiem szklaneczkę dobrego koniaku, kielonka także wychyla. Przegryza wszystko śledzikiem, papieroskiem, sudoku oraz celnym, często mocno zgryźliwym komentarzem. Okazuje prowadzącemu śledztwo wnukowi wsparcie przy pomocy trafnych spostrzeżeń. Nie sposób babci Romy nie polubić i to ona odgrywa w tej powieści rolę oscarową...

Dwudziesta trzecia jest dobrze skonstruowanym kryminałem, który zaskakuje i emocjonuje.  Zaskakuje przede wszystkim finałem, o którym z względów oczywistych wspomnieć nie mogę, ale który rasowych czytelników thrillerów/kryminałów zadowolić powinien. Jest krwawo, jest tajemniczo i jest emocjonująco.
W moim przypadku do szczęścia więcej nie potrzeba, no może poza dobrym, przyswajalnym językiem powieści. Dwudziestą trzecią pod kątem języka oceniam dobrze, niemniej mogłoby być lepiej. Momentami drażniły mnie wtrącenia ni z gruszki ni z pietruszki, ale w ferworze emocji, jakie towarzyszą książce, szybko to zgubiłam. Z bohaterami państwa Dębskich się zaprzyjaźniłam, więc mam nadzieję, że spotkam ich na kartach kolejnej powieści. 







czwartek, 10 lipca 2014

140. J.K. Johansson LAURA

Co się stało z Laurą A.?

Sielskie, niewielkie miasteczko. Zaginiona uczennica liceum. Czy nie brzmi znajomo?

Nie, to nie jest kolejna odsłona Miasteczka Twin Peaks. To pierwsza część trylogii, której areną stało się fińskie miasteczko Palokaski. Thriller psychologiczny stworzony przez grupę popularnych scenarzystów filmowych i telewizyjnych już na wstępie trąca intrygującą tajemnicą. I nasuwa skojarzenia z jednym z najsłynniejszych seriali lat dziewięćdziesiątych. Czy słusznie?

Palokaski, niewielkie, senne miasteczko, gdzie każdy zna każdego i każdy o każdym wszystko wie. Kiedy w tajemniczych okolicznościach znika uczennica miejscowego liceum, spokój mieszkańców zostaje zburzony. Co wydarzyło się na plaży, gdzie po raz ostatni widziano piętnastolatkę? Utonęła? Uciekła? A może ktoś ją skrzywdził? Spekulacje na temat losu dziewczyny nie milkną.

W tym samym czasie w liceum rozpoczyna pracę Miia Pohjavirta, była policjantka, która stara się zwalczyć uzależnienie od Internetu. Kiedy Miia dowiaduje się, że jej brat Nikke – pracujący w tej samej szkole jako psycholog – zajmował się nastolatką i to nie tylko w czterech ścianach gabinetu, postanawia zaangażować się w sprawę tajemniczego zaginięcia. Okazuje się, że życie mieszkańców niewielkiego miasteczka spowija gęsta mgła tajemnic.

Spokojne, prowincjonalne miasteczko i okrutna zbrodnia: to połączenie w literaturze pojawia się często. Ostatnimi czasy – nader często. I pomimo to, wciąż nie czuję przesytu, wciąż poszukuję w tych opowieściach „tego czegoś”. Co znalazłam w „Laurze”? Przede wszystkim rzuca się w oczy zupełnie inna atmosfera niż towarzysząca sławetnemu Twin Peaks. Czy twórcy chcieli nawiązać w swojej powieści do historii Laury Palmer, czy raczej wydawcy znaleźli dobry trik reklamowy? Nie wiem. Wiem, że powieść J.K. Johanssona posiada swój własny, niepowtarzalny klimat. Różny od amerykańskiego serialu i różny od skandynawskich kryminałów, które do tej pory wpadły w moje ręce.

Akcja nie pozostawia miejsca na zbędne opisy i wynurzenia. Jest dynamiczna, co chwila wnosi w fabułę coś nowego, coś się dzieje, coś wyjaśnia. Poczułam w niej pewność surowość, tak jakby twórcy powieści nie chcieli zbyt mocno rozwijać się na boki. Przez większość czasu towarzyszymy głównej bohaterce – zarówno w prowadzonym dochodzeniu, jak i w spotkaniach: towarzyskich, rodzinnych, seksualnych. Nie poznajemy sytuacji z perspektywy licznych bohaterów, przez co towarzyszyło mi uczucie, że czegoś brakuje...

Trzeba przyznać, że autorom powieści udało się zbudować potężne napięcie, które pod koniec książki sięga niemal granic wytrzymałości. Jeśli jednak liczymy na to, że wszystkie tajemnice znajdą swoje rozwiązanie i staną się dla nas jasne, srogo się zawiedziemy. Owszem, autorzy uchylili rąbka sekretu, niemniej pod koniec książki okazało się, że Worek z tajemnicami nie ma dna, a my otrzymujemy więcej pytań niż odpowiedzi.


Tym samym pozostaje nam czekać na kolejną część trylogii o Palokaski. Być może wtedy dowiemy się, co skrywa fińskie miasteczko. I poznamy odpowiedź, co stało się z Laurą A...

środa, 2 lipca 2014

138. Fiona McFarlane NOCNY GOŚĆ


W zaciszu własnego domu na ogół czujemy się bezpiecznie. Co jednak, jeśli pojawi się intruz?

Po śmierci męża Ruth mieszka samotnie w położonym nieopodal plaży domu. Choć jest już starszą osobą, radzi sobie zaskakująco dobrze i nie cierpi z powodu odosobnienia. No, może tylko nocami, kiedy ma wrażenie, że po jej domu grasuje tygrys. Wydaje się absurdalne? Być może, jednak Ruth wyraźnie słyszy, jak tygrys przemieszcza się po ciemnym salonie, jego obecność wyczuwają nawet jej ukochane koty...

Nic więc dziwnego, że kiedy w drzwiach staje tajemnicza Frida, kobieta przyjmuje towarzystwo z pewną ulgą. Frida twierdzi, że przysłano ją, by otoczyła starszą panią opieką. Pomaga sprzątać, gotuje, a kiedy trzeba wysłucha opowieści o minionych czasach. Obiecuje także rozprawić się z tygrysem, który zagraża Ruth. Czy jednak to tygrysa powinna się lękać kobieta? A może w jej domu czai się groźniejszy przeciwnik?

Kiedy zaznajomiłam się za zapowiedzią debiutanckiej powieści Fiony McFarlane, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Na myśl o niebezpieczeństwie, jakie kryje się w przytulnych czterech ścianach domu poczułam rozkoszny dreszczyk. Uwielbiam historie, które kryją w sobie podwójne dno. W tym wypadku podejrzewałam, że tygrys będzie tylko preludium do bardziej dramatycznych wydarzeń. Nie pomyliłam się.

Nocny Gość zaczyna się dość sennie i sielankowo. Mały domek przy plaży i sympatyczna starsza pani, która po śmierci męża żyje samotnie z dwoma kotami, starając się nie absorbować zbytnio dorosłych dzieci i wnuków. Co prawda, kiedy przychodzi noc, dręczy ją świadomość, że po domu krąży tygrys, niemniej czytelnik podejrzewa, że są to delikatne urojenia. Z chwilą kiedy w domku zjawia się tajemnicza Frida, w lekturę wkrada się niepokój. Bo Frida potrafi nie tylko świetnie gotować i dotrzymywać starszej pani towarzystwa. Potrafi także być bardzo nieprzyjemna, jakby na chwilę opadała z niej maska serdeczności. Zaczynamy podejrzewać, że z tej znajomości wynikną kłopoty...

Fiona McFarlane potrafi znakomicie stopniować napięcie. Od subtelnej fabuły, poprzez lekki niepokój, aż do silnego napięcia. Z każdą stroną czytelnik staje się bardziej zaangażowany w historię Ruth i Fridy, wiedząc, że wydarzy się coś strasznego, ale nie mogąc nic uczynić. Bezwolnie "przygląda" się więc, jak bohaterka zmierza w stronę niebezpieczeństwa. Porównanie stylu powieści Nocny Gość do klimatu filmów Hitchcocka wydaje mi się wyjątkowo trafione: ten sam niepokój, to samo napięcie i poczucie nieuchronności i nieprzewidywalności. Czytelnik do końca nie podejrzewa, jak zakończy się ta historia, choć nastrój grozy sugeruje, że nie będzie to nic przyjemnego...

Powieść pani McFarlane ma jednak jeszcze jedno oblicze. Spomiędzy stron wysuwa się obraz kobiety, która samotnie, ale w godny sposób dobiega kresu życia. Chociaż czuje oznaki starości, dokuczają jej różne dolegliwości, a z pamięci nieraz coś umyka - nie uskarża się. Jest pogodna, korzysta z życia, dając szansę nawet niespełnionej miłości z młodych lat.

Powieść Nocny Gość jest świetną książką zarówno pod względem języka autorki, interesującej fabuły, jak i zgrabnie budowanego napięcia. Historia, która sięga w głąb ludzkiego umysłu, uświadamiając nam jak jest on silny, a równocześnie kruchy. Uczy pokory wobec upływu lat i sił, równocześnie ostrzegając przed nadmierną ufnością, jaką często wykazujemy....

Dziękuję: 







wtorek, 3 czerwca 2014

130. Sarah Lotz TROJE


Od samego początku wydaniu książki Troje Sarah Lotz towarzyszyła atmosfera tajemnicy. Kiedy otrzymałam niespodziewaną przesyłkę z pierwszym rozdziałem powieści i zastrzeżeniem wydawcy, że recenzentów obowiązuje ścisła tajemnica, poczułam rozkoszny dreszczyk niepokoju. Miałam wrażenie, że biorę udział w jakimś szeroko zakrojonym spisku.

Początkowo wahałam się, czy sięgnąć po Troje, tematyka wydawała mi się daleka od moich preferencji czytelniczych. Ostatecznie jednak zdecydowałam się przeczytać książkę Sarah Lotz i przekonać się, jakie elementy zawiera, skoro wzbudziła tak wiele kontrowersji...

12 stycznia 2012 roku. W tym miejscu muszę wspomnieć, że tego dnia na świat przyszła moja córka i to najszczęśliwszy dzień mojego życia. Bohaterowie powieści Sarah Lotz niestety nie mogą powiedzieć tego samego. Właśnie tego dnia, w czterech różnych zakątkach świata, katastrofom ulegają cztery różne samoloty. Widząc, co pozostało z tych maszyn, logiczne wydaje się, że nikt nie mógł tego przeżyć. Niespodziewanie okazuje się jednak, że ocalała trójka dzieci - która będzie od tej pory zwana Trojgiem - oraz Amerykanka w średnim wieku, Pamela May Donald. Wiadomość, którą Pamela nagrała tuż przed śmiercią wstrząsa światem i staje się zapalnikiem dramatycznych wydarzeń.

Bardzo trudno pisze się o powieści Troje, gdy nie chce się zbyt wiele szczegółów zdradzić czytelnikowi, a równocześnie, pragnie się pewne rzeczy podkreślić. Sarah Lotz przedstawiła w swojej powieści wydarzenia następujące po tak zwanym Czarnym Czwartku. Muszę przyznać, że sięgnęła po bardzo interesującą metodę, napisała bowiem książkę ... w książce.

 Jedną z bohaterek powieści Troje jest Elspeth Martins i właśnie ona wpada na pomysł wydania książki CZARNY CZWARTEK - OD KATASTROFY DO SPISKU. Książka napisana przez Elspeth to zapis relacji rodzin ofiar i ich przyjaciół, świadków katastrof i służb, które pracowały w miejscu upadku samolotu. Zawiera również zapisy czatów internetowych czy prasowych wycinków, co daje szerokie spojrzenie na sytuację, jaka zapanowała po nastąpieniu czterech katastrof. Z biegiem czasu książka Elspeth coraz mocniej skupia się na osobach TROJGA i teorii spiskowych, które towarzyszą ich cudownemu ocaleniu. Okazuje się, że niektórzy doszukują się w tym niewytłumaczalnym zdarzeniu ukrytej symboliki. Jedni widzą tutaj działanie kosmitów, jeszcze inni Boga. Na pierwszy plan wysuwa się jednak teoria pewnego kaznodziei, który doszukując się w wiadomości Pameli May Donald ukrytego ostrzeżenia, utożsamia ocalone dzieci z jeźdźcami Apokalipsy i rychłym nadejściem końca świata... Jego nawoływania ku nawróceniu staną się zarzewiem dramatycznych wydarzeń.

Chociaż znaczną część TROJE stanowi "powieść" Elspeth, Sara Lotz nie ograniczyła się tylko do tej części. Zaskakujące i bardzo niepokojące zakończenie, to chyba jedyny moment w tej książce, kiedy mocniej zabiło moje serce. Nie znaczy to, że książka jest nudna, co to nie! Ale część stanowiąca "Czarny Czwartek..." to suche fakty, przedstawione beznamiętnym tonem i podczas lektury miałam wrażenie, że rzeczywiście czytam reportaż w gazecie. Znacie to uczucie, gdy czytacie o jakimś dramatycznym wydarzeniu, ale myślicie, że to daleko i was nie dotyczy? To właśnie czułam. Nie wytworzyłam więzi z bohaterami "książki" Elspeth, nawet wtedy gdy ich udziałem stały się niebezpieczne epizody, za to z samą Elspeth - bohaterką Sarah Lotz - tak. Czy właśnie w ten sposób powinnam odebrać "książkę w książce"? Nie wiem tego, ale fakt faktem, że tak się stało...

Myślę, że ciężko jest odbierać powieść TROJE w jednym tylko znaczeniu. Ja sama doszukałam się ich kilku, jednak nie będę wszystkich przytaczać. Każdy czytelnik powinien z tej książki "wyciągnąć" taką naukę, jaką wyszuka. Dla mnie wielkim zaskoczeniem było, jak łatwo ludzie wpadają w histerię i jak bardzo podatni są na działanie słowa. Jak wielką moc może mieć jeden obdarzony charyzmą człowiek. I jakie wartości ludzie są w stanie wykorzystać, by dojść do władzy. Myślę, że warto przeczytać TROJE, choćby po to, by się o tym przekonać.

Na koniec wspomnę jeszcze o kilku szczegółach "technicznych". Sarah Lotz potrafi snuć opowieść, zainteresować nią czytelnika i budować interesującą fabułę. Niestety, nie mogę darować autorce kilku pomyłek dotyczących jednego z bohaterów, które jak mi się wydaje nie są dziełem korekty wydawnictwa. Po prostu coś zostało pomylone i nieuchwycone. Z kolei Wydawnictwu przyznaję złoty medal za całą otoczkę powieści TROJE: od kopert z konspiracyjną zawartością po formę samej książki, która przypomina czarną skrzyneczkę...

Za możliwość wzięcia udziału w spisku, dziękuję: 






piątek, 16 maja 2014

124. Veit Etzold CIĘCIE




Powieść, o której dzisiaj napiszę, jest nie tylko zapisem przerażających zbrodni i polowania na sadystycznego mordercę. Jest także poniekąd głosem rozsądku, gdy chodzi o nasze wirtualne życie...

Życie Clary Vidalis znaczy tragiczna śmierć siostrzyczki, która została uprowadzona, zgwałcona i zamordowana przez nieznanego sprawcę. Kobieta pracuje w policji i odnosi wiele zawodowych sukcesów, tropiąc psychopatycznych morderców.Tak naprawdę jednak trawi ją pragnienie zemsty i marzy, że pewnego dnia odnajdzie i zamorduje człowieka, który w tak odrażający sposób skrzywdził małą Claudię...


W rocznicę śmierci siostry Clara otrzymuje od nieznajomego nadawcy płytę CD, na której zarejestrowano brutalne morderstwo dokonane na młodej dziewczynie. Kiedy policja ustala tożsamość ofiary i zjawia się w jej mieszkaniu, okazuje się, że ciało zostało zmumifikowane, a zbrodnia została zaplanowana i popełniona kilka miesięcy wcześniej. Jak to się stało, że nikt nie odkrył śmierci młodej kobiety? Wszystko wskazuje, że policji przyjdzie stoczyć potyczkę z niesamowicie inteligentnym i zapobiegliwym mordercą, który potrafi przejmować ludzkie tożsamości i zawsze wyprzedzać przeciwników o krok... Czego morderca chce od Clary Vidalis, dlaczego wciąga ją w swoją grę? A może chce zaoferować kobiecie coś, na czym zależy jej najbardziej na świecie?

Żyjemy w dobie Internetu, otaczamy się licznymi witrynami i portalami, sieć www oplotła nas do tego stopnia, że wydaje nam się, że bez nie możemy funkcjonować. Utrzymujemy kontakty ze znajomymi za pomocą komunikatorów internetowych, szukamy porad na specjalistycznych forach, nawet leczyć próbujemy się z pomocą doktora Google. Równocześnie uzewnętrzniamy swoje życie na portalach społecznościowych, obnażając je przed całym światem i chwaląc się tak interesującym zajęciem, jakim jest obieranie ziemniaków czy spacer z psem... Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że im mocniej żyjemy w sieci, tym mniej wyraźni jesteśmy dla naszych znajomych w realnym świecie. Żyjemy, póki żyje nasze wirtualne "ja", póki za pomocą myszki i klawiatury obwieszczamy światu, że mamy się dobrze...

Jasmin Peters jedna z ofiar w Cięciu leżała martwa i zupełnie niepokojona przez nikogo w swoim mieszkaniu przez pół roku. Mężczyzna, który ją zamordował, przejął jej wirtualną tożsamość i kontaktował się z jej znajomymi, dając tym sposobem dowód, że Jasmin żyje. Nikt nie poddał w wątpliwość, tego co robił. Wcześniej kobieta osobiście podpisała na siebie wyrok śmierci, podając mordercy za pomocą portali społecznościowych wszystkie informacje na temat siebie i swojego życia. W swojej powieści Veit Etzold nie tylko ostrzega, jakie ryzyko ponosimy nadmiernie ufając sieci, ale także ukazuje smutny obraz naszych czasów, gdy kontakty wirtualne są przedkładane nad szczerą rozmowę oko w oko.

Veit Etzold oparł fabułę swojej powieści na sile sieci WWW, jednak pochylił się także nad brutalnością świata, który przesuwa granice coraz dalej, naciągając moralność, jak kawałek gumy. Nic więc dziwnego, że książka jest bardzo brutalna i zdecydowanie nieodpowiednia dla wrażliwych czytelników. Na kartach Cięcia opisy wydarzeń, popełnianych zbrodni czy działań policyjnych są bardzo dosadne i aż kują po oczach swoim realizmem, a co za tym idzie, dla co wrażliwszych czytelników może to nie być przyjemne doznanie. Z pewnością książka sprosta jednak oczekiwaniom miłośników mocnych i krwawych thrillerów. Autor zadbał o to, by trzymała w napięciu aż do ostatniej strony, by wciągała czytelnika w akcję swoją dynamiką i szybkością. A równocześnie pozwolił nam zajrzeć w niebezpieczne zakątki, jakie stanowi umysł mordercy. Zabrał nas w wycieczkę, która zawiodła nas do chwili, która zadecydowała być może o tym, że ten konkretny człowiek został psychopatą... Pozwolił nam wyrobić sobie zdanie na jego temat, napiętnować lub usprawiedliwić... zagłębił się w tę sferę, a my wraz z nim.

Powieść Cięcie to jedna z najlepszych przedstawicielek swego gatunku, jaką przyszło mi czytać. Jej niewątpliwym atutem jest świeży pomysł na fabułę, wyraziste postaci, dobry, płynny styl autora, dynamika i nieszablonowe zakończenie. A przede wszystkim to, że nie sposób się oderwać. Od książki i od niepokojącej myśli, że w chwili, gdy czytamy,być może ktoś śledzi nasze wirtualne życie i nas samych...


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję: