Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 października 2018

282. Dorota Gąsiorowska KARMINOWE SERCE

I wtedy zdarzył się cud – poczuła coś, czego nie doświadczyła od dawna. Powoli, lekko i trochę nieśmiało zaczęła oddychać z nadzieją. Choć wiedziała, że to, o co prosi, nie ma szansy na spełnienie, dotarło do niej, że może przyjść do niej w inny, nieoczekiwany sposób”.

"Karminowe serce", Dorota Gąsiorowska  

 

Jeśli lubicie klimatyczne historie, które aż się proszą, by owinąć się kocem, w zasięgu ręki postawić kubek gorącej herbaty i zapachową świeczkę, zapewniam, że pokochacie najnowszą powieść Doroty Gąsiorowskiej. Kilka dni temu rozmawiałam na temat twórczości autorki z inną blogerką i padło określenie: malowanie słowem. To chyba najtrafniejsza definicja twórczości Doroty Gąsiorowskiej, gdzie nie znajdziecie pędzącej do przodu dynamicznej akcji, poczujecie za to niezwykły klimat opowieści. To jedna z tych historii, przy których czytelnikowi towarzyszy wrażenie, że czuje zapach opadających liści i muśnięcie jesiennego słońca, że oczyma wyobraźni widzi pasemka unoszącej się mgły i płomienie strzelające w kominku. Nietrudno wczuć się w taką powieść, gdy przeżywa się ją tak od środka…

Ale Karminowe serce nie jest lekką opowiastką, jak mogłoby się wydawać, patrząc na tytuł i czytając zapowiedź historii z magiczną cukierenką i domkiem wśród wrzosów w tle. Na jej kartach autorka porusza ważne, życiowe tematy, bliskie wielu spośród nas, takie jak niepełnosprawność, przemoc, żałoba, samotność i bezradność. Owszem, opakowuje je w nieco słodką otoczkę, która ogrzewa nas w długie jesienne wieczory i daje nadzieję na odmianę losu. Czyni to jednak z taką subtelnością, że od słodyczy z pewnością Was nie zemdli. Choć poczujecie się głodni. To Wam gwarantuję, bo sama czytając o przysmakach z cukierni Złote Serce, nabrałam ochoty na domowe ciasto i raz dwa je upiekłam :)

Karminowe serce to moje drugie spotkanie z twórczością autorki i jestem pewna, że nie ostatnie. Nieczęsto czytam takie powieści, ale kiedy już po nie sięgam, szukam klimatycznych historii, które naprawdę "poczuję". Książki Doroty Gąsiorowskiej są nastrojowe, ciepłe i bardzo ładnie napisane. Idealne na jesienne wieczory i nie tylko. Polecam :)

Opis i szczegółowe informacje dotyczące książki znajdziecie tutaj
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak.

sobota, 22 września 2018

280. Edyta Stępczak BURKA W NEPALU NAZYWA SIĘ SARI

Co z legendą, którą z uporem utrwala literatura podróżnicza? Gdzie są Ci wiecznie uśmiechnięci, znani z gościnności ludzi, hojnie dzielący się z przybyłymi ostatnią garścią ryżu, jak lubią postrzegać Nepalczyków turyści? Dlaczego to oblicze, także przecież prawdziwe, tubylcy rzadziej pokazują sobie nawzajem niż obcokrajowcom? „

str.209, Burka w Nepalu nazywa się sari

Gdy myślimy o uciemiężeniu kobiet, przed oczyma stają nam sylwetki spowitych w burki muzułmanek. Ewentualnie pomyślimy jeszcze o mieszkankach krajów Ameryki Południowej i Środkowej, gdzie tak mocno zakorzenił się kult maczo, ze przemoc wobec kobiet uznaje się za coś normalnego. Przyznaję, że nigdy nie patrzyłam na mieszkanki Nepalu pod tym kątem, nie zastanawiałam się, jak wygląda ich codzienne życie i z jakimi trudnościami, ba, dramatami, muszą zmagać się na co dzień. I to pokazuje, jak ważne i potrzebne są reportaże takie jak ten napisany przez Edytę Stępczak. Żeby uświadamiać. Bo to, co dla nas jest malownicze i egzotyczne, dla innych oznacza ból, strach, a nierzadko nawet śmierć.

Problem wykluczenia czy dyskryminowania kobiet ze względu na płeć, który poruszyła Edyta Stępczak, występuje w wielu miejscach na świecie, przybierając większą lub mniejszą skalę. Gdzieś w świecie kobieta skarży się, że zarabia mniej niż jej kolega, nie otrzymuje awansu, premii. W Nepalu kobieta rzadko ma pracę i własne pieniądze, wymaga się od niej posłuszeństwa wobec męża, ojca, teścia, brata. Praktycznie jest własnością, najpierw własnej rodziny, potem rodziny męża. Rodzi dzieci, póki pozwala jej na to udręczone ciało, by wydać na świat upragnionego syna. Sytuacja jest dramatyczna, bo przemoc wobec płci pięknej jest zakorzeniona w kulturze i religii, uznaje się ją za coś całkowicie naturalnego i potrzeba zmiany mentalności Nepalczyków, by cokolwiek zmienić. Także wśród kobiet, które nierzadko same siebie stawiają w pozycji obywatela gorszej kategorii.

Książka Edyty Stępczak zrobiła na mnie duże wrażenie, wlazła mi pod skórę i drażni. Czasem ni stąd ni zowąd uświadamiam sobie, że myślę o niej i o jej bohaterkach. Burka w Nepalu nazywa się sari jest książką, która niesie ze sobą potężny ładunek emocjonalny. Jest bardzo ciekawa, pozwala nam spojrzeć na życie Nepalczyków, nie tylko kobiet, ale także mężczyzn, dzieci, przyjrzeć się barwnej kulturze tego kraju, jednak nie sposób czytać jej bez emocji, bez atakujących z każdej strony rozmaitych myśli i refleksji. Sporo miejsca autorka poświęciła najmłodszym mieszkańcom Nepalu, przyznaję, że tę część czytało mi się najtrudniej, bo sama jestem mamą i szczęście córki jest dla mnie najważniejsze. Córki, którą każdego dnia nazywam swoim szczęściem, trudno było mi więc czytać, że gdzieś na świecie narodziny dziewczynki są przekleństwem. Polecam bardzo gorąco!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak 

sobota, 18 sierpnia 2018

277. Bogna Ziembicka PAMIĘTASZ TAMTO LATO

Lato 1939. Hrabina Olga Mężyńska wraz z synem Teofilem, jego żoną Bisią oraz służącą Lorcią spędza wakacje w Juracie. Wydarzeniem sezonu jest bal maskowy w hotelu Lido. Królową balu jest ciemnowłosa, czarnooka Klementyna, która za nic ma konwenanse i maniery. Gdy tańczy z Teofilem, widać, że tych dwoje trudno będzie rozdzielić. Cztery kobiety kochające jednego mężczyznę. Czy po wojennej zawierusze ich drogi się jeszcze przetną? Jak odnajdą się w powojennej rzeczywistości? Jak potoczą się ich losy?

Uwielbiam książki z tłem historycznym, które pokazują nam, jak wyglądało życie przed laty, dlatego natychmiast zwróciłam uwagę na zapowiedź najnowszej powieści Bogny Ziembickiej. Losy czterech kobiet połączone postacią jednego mężczyzny okazały się niezwykle barwne, dramatyczne i ciekawe. Na okładce powieści znalazłam informację, że od tej książki nie sposób się oderwać i szczerze mówiąc, całkowicie się z tym zgadzam. Nie odłożyłam, póki nie przeczytałam, tak bardzo pochłonęły mnie losy Olgi, Lorci, Klementyny i Bisi. Bogna Ziembicka nie szczędziła swoim bohaterkom dramatycznych przeżyć, odmalowując przy ich pomocy dramatyzm polskiej historii. Pamiętasz tamto lato to powieść o miłości, która przybiera różne oblicza, a także o tęsknocie i próbie odnalezienia się w nowym, obcym i nieprzyjaznym świecie. Jeśli lubicie emocjonujące, obfitujące w zwroty akcji książki z tłem historycznym, powieść Bogny Ziembickiej powinna przypaść Wam do gustu. Styl autorki jest lekki, ale barwny i obrazowy. Ona naprawdę pięknie pisze o tamtych czasach! Tą powieścią skłoniła mnie do sięgnięcia po wcześniejsze książki i na pewno przeczytam cykl o Różanach.

Jednak ta książka – mimo że tak bardzo mi się podobała i pochłonęłam ją z wypiekami na twarzy – ma jednak i swoje wady. Najbardziej przeszkadzało mi to, że jest dość chaotyczna. Powieść została podzielona na cztery części poświęcone czterem bohaterkom wzbogacone o prolog i epilog, jednak autorka, mówiąc nieładnie, przeskakiwała między różnymi płaszczyznami czasowymi, przez co łatwo było się pogubić. Trochę czasu zajęło mi przywyknięcie do takiego stylu pisania, ale nadal uważam, że umieszczenie daty byłoby dużym udogodnieniem dla czytelników. Nie do końca przemówił do mnie również wątek Lorci, do pewnego momentu był bardzo naturalny i prawdopodobny, ale w pewnym miejscu wdarło się trochę klimatu z filmu szpiegowskiego. Poza tym autorka zdobyła moje serce… umieszczeniem w powieści moich rodzinnych stron. Pojawia się Kalwaria Zebrzydowska, pojawiają się Wadowice i Skawina, aż się prosi, by zapytać Bognę Ziembicką, gdzie umieściła Olszynki…Może kiedyś będę miała okazję zapytać :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak  

wtorek, 20 marca 2018

258. Katarzyna Zyskowska HISTORIA ZŁYCH UCZYNKÓW



      Na skrzydełku okładki napisano, że powieści Katarzyny Zyskowskiej nie otulają niczym ciepły kocyk i nie rozgrzewają jak goździkowa herbata. Nie wiem, ile w tym prawdy i jakie są pozostałe powieści pani Katarzyny, ale ta historia rzeczywiście do otulania się nie nadaje. I bardzo dobrze, bo tych otulających, ciepłych, przytulnych – mamy bardzo wiele, a takich mocnych, niepokojących, a równocześnie dobrze napisanych zdecydowanie mniej.

Fabuła powieści pani Zyskowskiej skojarzyła mi się z rozchełstanym kłębkiem sznurka. Kłębkiem splątanym do imentu, w którym poszczególne nitki pełzają na wszystkie strony, zaciskając się w dziesiątki większych i mniejszych supełków, pozornie nie do odplątania. Jednak wystarczy w tym chaosie odnaleźć jedną postrzępioną końcówkę i cierpliwie przeciągać ją przez niezliczone tunele, pętelki i węzły, bo dojść jądra kłębka. Kłębka lub przesyconej tajemnicą historii, której początek tkwi w jakimś „dawno dawno temu”, tuż przed wybuchem wojny, a może jeszcze wcześniej?

Początkowo sądziłam, że Katarzyna Zyskowska stworzyła powieść o toksycznej miłości, chorym związku, w którym jedna strona jest silnie podporządkowana drugiej, w którym dochodzi do przemocy fizycznej i psychicznej. Ale nie. To co najważniejsze w tej historii, kryje się jeszcze głębiej. W przeszłości. W złych uczynkach, których jedynymi świadkami były ściany starego domu, pnie strzelistych sosen, zakurzone pokoje i omszałe głazy. Uczynkach, które nigdy nie zostały ukarane. Tytułowych bohaterach powieści.

Katarzyna Zyskowska płynnie wiedzie nas przez koleje losu swoich bohaterów. Tych ludzkich. Tych z przeszłości i tych nieco bliższych nam w czasie. Stosując zabieg retrospekcji, odsłania kulisy, wydarzeń – często dramatycznych – sprzed lat. Nie zważa na tabu i konwenanse. Potrafi zmienić język swojej powieści, szyk zdań, brzmienie dialogów, by oddać atmosferę konkretnej epoki. Przywołuje miejsca i ludzi znanych z kart podręczników historii. Tak po prostu przyznaję – czytałam tę powieść z fascynacją. Z wypiekami. Nie mogłam się oderwać, bo już, teraz! chciałam poznać mroczne sekrety bohaterów Zyskowskiej. Teraz otwieram na pierwszej lepszej stronie i podczytuję. Sprawdzam koleje zdarzeń, kręcę głową nad tym, jaki świat jest malutki. Trawię książkę. I prawdą jest, że ta powieść nie pozostawia czytelnika obojętnym. Że wchodzi pod skórę i uwiera. Jak drzazga.

sobota, 16 lipca 2016

315. Magdalena Kordel NADZIEJE I MARZENIA

Po raz kolejny Magdalena Kordel zaprasza swoje czytelniczki do Malowniczego. Jej bohaterka właśnie otrzymuje list z francuskiej kancelarii i musi zająć się sprawą dość tajemniczego spadku. To nie jedyne kłopoty, w obliczu których staje Madeleine. Czarne chmury zbierają się bowiem nad jej związkiem z Michałem, a do tego dochodzą problemy z dziećmi. Tymczasem sto pięćdziesiąt lat wcześniej w dworze gdzieś w świętokrzyskim, młoda Sabina angażuje się w spisek przeciw zaborcom. Jej ukochany zrobi wszystko, aby ją chronić, ale los bywa bardzo przewrotny. W jaki sposób połączą się losy Magdy i Sabiny?

Przyłapałam się na tym, że w dzisiejszej opinii chcę napisać coś, co napisałam już przy Tajemnicy bzów. Ale tak naprawdę trudno napisać coś zgoła innego, gdy właśnie tak wygląda prawda: czytelniczki kochają książki Magdy Kordel za ciepło, spokój i niezwykły klimat małego Malowniczego, gdzie sielskość przeplata się z uśmiechem i humorem. Poznani w kolejnych książkach bohaterowie stają się nam bliscy i traktujemy ich jak dawno nie widzianych znajomych. Oczekujemy chwili, gdy będziemy mogli zajrzeć, co u nich słychać, z ciekawością, ale też sympatią. Ale ja już wiem, że najbardziej kocham powieści Magdy Kordel za te wspaniałe, klimatyczne wstawki historyczne. Pojawiła się już taka w Tajemnicy bzów, gdzie wraz z autorką wracaliśmy w przeszłość, aby poznać losy Leontyny. Pojawia się i teraz, gdy przenosimy się do 1843 roku i pięknego dworu ukrytego wśród parkowych drzew.

Tę część książki ukochałam sobie nad resztę. Do tej chwili czytałam przyjemnie, ale bez emocji, raz czy dwa pomyślałam, że chyba za dużo ostatnio czytam polskich powieści, bo już mnie nie porywają. I właśnie wtedy Magda Kordel wrzuciła mnie do wehikułu czasu. Siedziałam jak urzeczona, czytając i zagłębiając się w losy rodziny zamieszkałej w dworku i towarzysząc staremu Maciejowi w jego niezwykłych wędrówkach i praktykach. Od tego momentu nie byłam w stanie się oderwać, dopóki książki nie zamknęłam. Chciałabym, bardzo bym chciała, aby Magda Kordel napisała powieść całkowicie umiejscowioną w przeszłości. Teraźniejszość wychodzi jej świetnie, lubię jej miasteczko i bohaterów, lubię jej sposób narracji i styl, ale uważam (to moje zdanie, bo z pewnością wiele czytelniczek zechce mnie udusić :)) ), że części historyczne wychodzą jej najwspanialej.

Nadzieje i marzenia to tytuł znamienny, ponieważ po tej książce wiele czytelniczek zamarzy, że Magda Kordel rozpocznie nową serię, z modrzewiowym dworkiem w tle. Zakończenie książki wskazuje na nowe przeżycia, nowe tajemnice... Pozostaje nam poczekać, gdzie tym razem zaprosi nas autorka. A póki co: czytać to, co już napisała. Zachęcam Was do sięgnięcia po jej najnowszą powieść, jestem pewna, że się Wam spodoba. Ale jeśli jak mnie, wyda Wam się z początkiem nieco senna, to poczekajcie, aż nabierze tempa i akcji, bo naprawdę warto...


sobota, 30 stycznia 2016

281. Renata Kosin SEKRET ZEGARMISTRZA

Tajemnice, tajemnice i jeszcze trochę więcej tajemnic - to znajdujemy w nowej powieści Renaty Kosin. Plus kawałek dobrej, napisanej bardzo przyjemnym piórem literatury. 

Stare pudełko po czekoladkach skrywa rodzinne tajemnice. Podobnie, jak kaflowy piec w starej pracowni zegarmistrzowskiej dziadka Ignacego. Co ukaże tajemniczy, napalony dziennik? Dlaczego ktoś usiłował go zniszczyć? Lena nie zamierza pozostawić tej zagadki nierozwiązaną. Wraz z córką i nowo poznaną przyjaciółką zagłębia się w odległą historię własnej rodziny i poznaje postać Emilie de Fleury. Czy arystokratka o francuzkobrzmiącym nazwisku jest powiązana z jej rodziną? Pytania i zagadki nie mają końca, odpowiedzi po kolei wskakują na swoje miejsce. Komuś jednak bardzo zależy, aby rodzinne tajemnice nie zostały rozwiązane, a kobietom grozi niebezpieczeństwo...

Jeśli szukacie powieści, która wręcz kipi od nagromadzonych tajemnic - trafiliście idealnie. Renata Kosin zabiera swoich czytelników w podróż na Podlasie, gdzie stoi stary malowniczy dworek. Z łatwością wyobrazicie sobie jego skrzypiące drewniane podłogi i kaflowe piece, o które przyjemnie się oprzeć w zimowe wieczory. To miejsce musi skrywać jakieś tajemnice, odległe, skrzętnie ukryte i na wpół zapomniane sekrety rodzinne. Cały worek sekretów. Pewnego dnia "worek" ten trafia w ręce Leny, a ta nie waha się ich uwolnić. Teraz pozostaje tylko pozbierać fragmenty układanki i umieścić je we właściwym miejscu. Znaleźć odpowiedzi na pytania, co wydaje się bardzo trudne, z racji iż zostały one pogrzebane w przeszłości. 

Pomagając Lenie i jej bliskim w rozwiązywaniu zagadek, zagłębicie się w interesującą i fascynującą rodzinną historię. Poznacie ludzkie dramaty i słabostki. Sama bohaterka musi zmierzyć się z przeszłością, ale nie tylko tą najodleglejszą. Obejmie dorosłym spojrzeniem relacje panujące we własnej rodzinie, inaczej popatrzy na rodziców i ukochanych dziadków, zrozumie, że nie wszystko jest takim, jakim może się wydawać...

Powieść Renaty Kosin jest napisana pięknym, harmonijnym językiem. Wydaje się wręcz skąpana w niezwykłym klimacie Podlasia, ten nastrój potęgują jeszcze tajemnice, w których tonie cała ta opowieść. Sekret Zegarmistrza jest historią, przy której nie sposób się nudzić, ponieważ na światło dzienne wciąż wychodzą nowe szczegóły i zagadki. Interesujący bohaterowie oraz subtelne poczucie humoru autorki dodają opowieści smaczku. Lubicie tajemnice? Wobec tego książka zdaje się czekać właśnie na Was!



czwartek, 14 maja 2015

219. Magdalena Kordel TAJEMNICA BZÓW

Najwierniejsze czytelniczki Magdaleny Kordel pokochały twórczość autorki za klimatyczne, ciepłe i pełne optymizmu historie. W najnowszej powieści o niewielkim miasteczku w Sudetach otrzymują to, co lubią - a nawet więcej. Zawikłane ludzkie losy, wojenna miłość i niezwykły klimat przedwojennego Lwowa - to wszystko w Tajemnicy Bzów. 

Leontyna prowadzi sklep ze starociami i wiedzie samotne życie. Pewnego dnia przed witryną sklepu zatrzymuje się tajemniczy mężczyzna, który przygląda się jej bez słowa. Kobieta odczuwa niepokój, szczególnie że wokół niej zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ot, chociażby pierścionek, który w jej rodzinie był przekazywany z pokolenia na pokolenie, najwyraźniej upiera się, by zniknąć z jej dłoni... Leontyna podejrzewa, że przeszłość pragnie się o nią upomnieć. Wyrusza więc w nostalgiczną podróż, która wiedzie przez pachnące bzem ulice przedwojennego Lwowa do zniszczonych wojną warszawskich ulic. Snując swoją historię Leontyna wraca myślami do czasów, kiedy była zuchwałą i radosną Zośką i osaczona wojenną zawieruchą kochała po raz pierwszy...

Magdalena Kordel dała się poznać jako autorka ciepłych i nastrojowych powieści dla pań, osadzonych w spokojnym i sielskim miasteczku Malownicze. Wszystkie książki pisarki łączy optymistyczny wydźwięk i słodka otoczka, dzięki której doskonale sprawdzają się one w charakterze relaksujących czytadeł*. Pozornie Tajemnica Bzów wydaje się być zbliżona do pozostałych książek autorki, jednak szybko możemy się przekonać, że na ich tle mocno się wyróżnia. Wykorzystując zabieg retrospekcji Magdalena Kordel zabiera czytelnika w nastrojową podróż na Kresy Wschodnie, a następnie do zniszczonej wojną Warszawy.

Historia stworzona przez Magdalenę Kordel toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych. Tajemnicze wydarzenia z Malowniczego przeplatają się z historią dzieciństwa i młodości Leontyny, bohaterki, której autorka w tej odsłonie dała palmę pierwszeństwa. Zaczyna się niepozornie, powoli, spokojnie. Z każdą kolejną stroną historia staje się bardziej nastrojowa i emocjonująca. Autorka dołożyła starań, by wiernie odtworzyć klimat lwowskiej ulicy, do rzadkości nie należą typowe dla regionu wyrażenia, opisy prawdziwych miejsc czy przytoczone anegdoty. W moim osobistym odczuciu jest to największym atutem tej powieści.

Tajemnica bzów jest historią emocjonującą, nostalgiczną i silnie wzruszającą. Porusza w czytelniku głębokie struny. ale perypetiami zawadiackiej Zośki potrafi przywołać także i uśmiech. Jest to pozycja skierowana przede wszystkim do osób ceniących kobiecą literaturę, przemawia za tym subtelność, z jaką autorka porusza bolesne wojenne aspekty. Z realizmem ale i delikatnie. Oczekiwałam delikatnej, kobiecej lektury, ale otrzymałam dużo więcej i podejrzewam, że nie ja jedna uznam tę książkę za najlepszą w dotychczasowym dorobku autorki.

Niestety, w kwestii Tajemnicy Bzów z najlepszej strony nie pokazało się wydawnictwo. Co prawda powieść urzeka delikatną, pastelową i bardzo klimatyczną okładką, która kusi czytelnika, ale w środku nie wszystko zostało dopracowane jak trzeba. W jednym miejscu spotykamy linijkę liter złożonych w jedno długie słowo (str 234), w innym miejscu pomylono imiona bohaterek (str. 187). Być może niewiele, ale jednak przeszkadza w lekturze, przynajmniej w moim przypadku.

* w pozytywnym znaczeniu :)

czwartek, 6 marca 2014

104. Kamil Janicki UPADŁE DAMY II RZECZPOSPOLITEJ

Jeśli jest na tym świecie książka, o której marzyłam aż tak, że aż po nocach mi się śniła, to są to właśnie Upadłe Damy...


Upadłe Damy II Rzeczpospolitej to niebywała gratka dla amatorów zbrodni. I to nie tylko zbrodni poznanej pod płaszczykiem dobrze napisanego kryminału, ale zbrodni prawdziwej, wywodzącej się z zamkniętego kręgu międzywojennych elit naszego kraju. Popełnionej z namiętności, chęci posiadania, w akcie desperacji. Popełnionej przez kobiety: córki, żony, matki. 

  Płeć piękna, tak często postrzegana przez nas jako ta słaba i łagodna. Książka Kamila Janickiego odsłania przed nami zupełnie inny obraz. Przekonujemy się, że kobiecy umysł jest zdolny zaplanować wyrafinowaną zbrodnię. Słaba ręka jest w stanie zabić i zatrzeć obciążające ją dowody.  A pod płaszczykiem wysokiej kultury i moralności, może kryć się głębokie zepsucie i mało chwalebne uczucia. 

Rozpoczynając lekturę Upadłych Dam spodziewałam się znaleźć w niej wiele odniesień do głośnej sprawy Rity Gorgonowej. Skazana za zamordowanie nastoletniej córki swojego kochanka Rita nadal wzbudza wiele kontrowersji. Jak się jednak okazało, na temat tego procesu autor wspomina tylko we wstępie książki. Następne siedem rozdziałów poświęca siedmiu mniej znanym zbrodniarkom. Ich procesy nie zdobyły ponurej sławy, jaką do tej pory cieszy się sprawa pięknej Rity, choć popełnione przestępstwa często nie ustępowały jej okrucieństwem. Co ważne, nie każda z opisanych zbrodni dotyczyła morderstwa. Na stronach Upadłych Dam znajdziemy wiele grzeszków, jakim oddawali się przedstawiciele elit: szantaż, płatną protekcję, sutenerstwo... 

Kamil Janicki stworzył dzieło nie tylko obnażające sam proces zbrodni, ale posunął się do przedstawienia jej konsekwencji, pobudek, oraz towarzyszących jej nastrojów społecznych. Zza drzwi sali sądowej wyłania się obraz II Rzeczypospolitej, spragnionej sensacji, śledzącej z wypiekami na twarzy życie wyższych sfer i żądnej krwawej sprawiedliwości. Wszak okazuje się, że ci lepsi, wcale nie są tacy, za jakich pragną uchodzić. Sensacyjna prasa spekuluje i raczy czytelnika nowinkami z sal sądowych, burząc nastroje. Dzięki licznym cytatom z dzienników i fotografiom osób zaangażowanych w sprawy, czytelnik może poczuć powiew tych dawno zapomnianych śledztw i towarzyszące im napięcie. Kamilowi Janickiemu udało się połączyć lekkość powieści kryminalno-obyczajowej z sycącą umysł wiedzą czysto dokumentalną, dzięki czemu lektura Upadłych Dam była fascynującą podróżą w świat zbrodni, której długo nie zapomnę...

piątek, 13 grudnia 2013

85. Katarzyna Michalak OGRÓD KAMILI




Twórczości Katarzyny Michalak do tej pory nie znałam. Z wielu stron słyszałam same "ochy" i "achy". Zżerała mnie ciekawość, kim jest tak uwielbiana autorka, jak pisze? Dlaczego jej książki tak łatwo docierają do serc tysięcy czytelniczek?


Dwudziestoczteroletnia Kamila jest skończoną romantyczką. Marzy o ukochanym mężczyźnie, domu i miłości usłanej płatkami róż. Do tej pory jednak los nie był dla niej łaskawy. Mając szesnaście lat straciła matkę, także  kochany przez nią mężczyzna odszedł bez słowa. Kamila żyje przeszłością. Pewnego dnia w jej życiu coś się zmienia. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Kamila dostaje wymarzoną pracę i możliwość zamieszkania w starej romantycznej willi w Milanówku...  Kto spełnia jej marzenia?


Jak już wspomniałam, to moje pierwsze spotkanie z literaturą pani Katarzyny Michalak. Na temat autorki i jej dzieł słyszałam wiele opinii. Większość bardzo pozytywnych, wychwalających to, że potrafi ona trafić prosto w duszę kobiety. Pojawiały się jednak także głosy, które twierdziły, że pani Kasia obniżyła poprzeczkę. Czy rzeczywiście? Nie mam porównania. Podejrzewam, że kiedyś je zdobędę, gdy w moje dłonie trafią inne jej książki. Póki co mogę opierać się na tej jednej: Ogrodzie Kamili.

Na początek muszę, po prostu muszę! wspomnieć o okładce. Nie ukrywam, może nie tyle oceniam książkę po okładce, ale kiepska oprawa potrafi zniechęcić mnie do opisanej historii. Piękna okładka skusi mnie, sprawi, że wezmę książkę do ręki i zapragnę zabrać ją do domu. Postawić na półce - którą swoją drogą mój mąż projektuje już ponad miesiąc i prawie kończy.... - i wpatrywać się. Okładka Ogrodu Kamili jest przepiękna. gdy tylko ją zobaczyłam, wiedziałam, że ta książka będzie moja. Jest taka... pozytywna! Poza tym każdy rozdział autorka zaczyna opisem róży... bardzo romantycznie, wręcz słodko :)

Co do samej historii... tak jak napisałam, słyszałam na temat autorki i tej książki same "ochy i achy". Sprawiło to, że nastawiłam się na coś fantastycznego. Lektury pierwszych stron książki nie wspominam mile. Niestety, poczułam rozczarowanie, gdyż książka mnie nudziła, drażniła. Dlaczego? Nie polubiłam głównej bohaterki. Zachowanie Kamili wydało mi się niezrozumiałe, dziecinne i egoistyczne. Dopiero, gdy w jej życiu zaczęły dokonywać się zmiany, wyszła ze swojego kokonu i zaczęła oddychać. Więc i ja zaczerpnęłam oddechu i ruszyłam za nią...

Z radością powitałam fakt, że książka się rozkręca, a historia zbudowana przez autorkę rozwija. Dałam się porwać, bo pani Kasia rzeczywiście potrafi stworzyć niezwykły klimat powieści i porwać czytelniczki w wędrówkę po stworzonym przez siebie świecie. Rozumiem, dlaczego jej książki są kochane i zaczytywane do ostatniej strony. Dałam się ponieść nietuzinkowej historii, która kusiła skrywanymi tajemnicami i niewypowiedzianymi słowami. Intrygami i kłamstwami. Miłością i nienawiścią. Czekałam na wielki finał z otwartą buzią. Posunęłam się do tego, że czytałam w łóżku przy latarce, żeby nie obudzić męża i córki.

I co? I pstro :) Rozczarowanie. Zakończenie było takie jakby go nie było... Autorka machała mi przed nosem kijem z marchewką. Tą marchewką miało być wyjaśnienie tajemnic. Może przebaczenie. Może happy end - choć na tym mi nie zależy - ale coś powinno być. A potem marchewka siup!uciekła. Domyślam się, że leży sobie ona na kartach następnej książki z tej serii... Nieładnie. Nie dla mnie. Poczułam się jakby mi ktoś... wyrwał ostatnią kartkę z książki. I przez to zakończenie spać nie mogłam...

Pewnie będziecie zdziwione, że oceniam ją wysoko,  skoro tak mnie rozczarowała? No właśnie, z oceną miałam spory problem. Bo to ładna książka. Dobrze się ją czyta. Intryga iście brazylijska. Tajemnice. Zasługuje na dobrą ocenę. Tyko zakończenie...

Moja ocena 7/10
Wydawnictwo Znak 2013
Stron 366