Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Od deski do deski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Od deski do deski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 listopada 2018

285. Anna Fryczkowska RÓWNONOC

Seria na F/AKTACH od Wydawnictwa Od Deski Do Deski zalicza się do moich ulubionych. Po lekturze znakomitej Czarnej oraz Bestii – studium zła – wiem, że znajdę tu interesujące tytuły inspirowane prawdziwymi wydarzeniami. I tym razem również się nie zawiodłam. Gdy tylko otworzyłam przesyłkę z powieścią Anny Fryczkowskiej zatytułowaną Równonoc i przeczytałam kilka stron, wiedziałam, że nie odłożę tej książki, dopóki nie skończę. Po kilku minutach z książką spojrzałam na blok kartek i poczułam rozczarowanie, że zostało mi tak niewiele stron. Chciałabym więcej, dużo więcej.

Choć Równonoc jest powieścią, fikcją literacką, to jednak autorka stworzyła ją na podstawie wspomnień i informacji związanych z autentycznymi wydarzeniami. Pod koniec lat 90. w województwie zachodniopomorskim zanotowano serię tajemniczych zaginięć nastoletnich chłopców. Wszystkie zaginięcia miały miejsce w czasie, gdy zima ustępowała miejsca wiośnie, a chłopcy, którzy zaginęli, byli do siebie uderzająco podobni, niemal jak bracia. 

Nie myślcie jednak, że mamy do czynienia z kryminałem. Nie ma tu emocjonującej akcji ani obrazowego śledztwa. Ta powieść jest jak spotkanie z rodzicami zaginionych nastolatków. W czasie lektury czytelnik czuje się tak, jakby siedział naprzeciw pogrążonych w rozpaczy rodziców  i uczestniczył w niewyobrażalnie bolesnej rozmowie. Jakby słuchał dramatycznej opowieści, jak znika dziecko, jak pęcznieje strach, jak do bolącego serca dociera przykra, obezwładniająca prawda, jak powoli gaśnie nadzieja, ale mimo to każdego dzwonka u drzwi człowiek uczepia się jak tratwy ratunkowej. 

Powieść Anny Fryczkowskiej zrobiła na mnie duże wrażenie. Nie potrafiłam czytać jej bez emocji, bo i tematyka trudna i wykonanie świetne, niby proste, oszczędne w słowach, a jednak skłaniające do refleksji. Czasami natrafiam na książki, które skłaniają mnie, bym sięgnęła po inne pozycje autora. I to jest właśnie taka książka. Bardzo gorąco Wam polecam!

poniedziałek, 25 czerwca 2018

271. Magdalena Witkiewicz SERIA O LILCE (Lilka i spółka, Lilka i wielka afera, Mateusz i zapomniany skarb)


Mateusz i zapomniany skarb to trzecia odsłona przygód rezolutnego rodzeństwa z Gdańska i ich przyjaciół. Co tu ukrywać: odkąd Milenka otrzymała dwie pierwsze części książki Magdy Witkiewicz (Lilka i spółka, Lilka i wielka afera), pokochała tę zwariowaną bandę. Największą sympatię wzbudziła w niej sama Lilka, a także zwierzęta o niezwykłych imionach: Docent, Raphacholin i Rutinoscorbin. Byłam zdziwiona, bo miałam wrażenia, że Milenka jest do tych książek trochę za mała, ale jednak zaiskrzyło. Do tego stopnia, że zaglądając mi przez ramię na Facebooka, wypatrzyła zapowiedź trzeciej części cyklu i zapragnęła kupić „tę w niebieskiej okładce”. I kupiła, na targach książki w Warszawie :)

W momencie, kiedy jesteśmy już po lekturze trzech książeczek Magdaleny Witkiewicz, mogę pokusić się o małe podsumowanie i zbiorczą recenzję wszystkich części cyklu. Dla ułatwienia, będę te książki nazywać Serią o Lilce, ponieważ dla Milenki liczy się przede wszystkim Lilka i koniec :D No i co tu dużo pisać: obie jesteśmy bardzo zadowolone z lektury, obie polubiłyśmy sympatyczną zgraję i pewnie nie raz jeszcze do tych książeczek wrócimy.

Seria o Lilce to połączenie przygodówki z książką o małych detektywach. Wszystkie trzy części łączy motyw wakacji, młodzi bohaterowie opuszczają rodzinny dom, by wypoczywać, bawić się i szukać przygód. I znajdują je, bez względu na to, czy lato mają spędzić w Jastarni czy w ukrytej wśród kaszubskich lasów Amalce, zawsze trafiają na ślad jakiejś wielkiej sprawy lub zagadki. Naturalnie nie byliby sobą, gdyby nie próbowali rozwiązać tej zagadki i nie wpakowali się w różne tarapaty. Nie sposób się przy nich nudzić.

Książki Magdy Witkiewicz to niezwykle pogodne opowieści dla młodego czytelnika, przy których ten starszy niejednokrotnie parsknie śmiechem. Pełne są różnych przemyśleń i obserwacji świata widzianego oczami dziecka. Ale przede wszystkim przesycone są wyjątkową atmosferą lata, przygód, beztroski. Pachną truskawkami, słoną wodą morską albo lasem, w zależności od tego, gdzie nasi bohaterowie właśnie pojadą. Napisane są prostym, przystępnym językiem, z humorem i realizmem. W naszym przypadku faworytkami nadal są dwie pierwsze części, w których narratorką jest Lilka. Najwyraźniej Milenka woli „babski” głos, z którym może się identyfikować. No i Magda Witkiewicz zaliczyła u mojej córki małego minusa, bo w trzeciej części kotów było jak na lekarstwo. :D Z kotami czy bez – i tak polecamy, seria o Lilce to idealna lektura na wakacje i nie tylko. Zimą przypomni zapach lata, latem zachęci do zabaw i figli. Czekamy na kolejne!

poniedziałek, 5 marca 2018

W kilku słowach o... Sekielskim, Grahamie i Lindgren

 
Lubię książki Winstona Grahama. Już powieści „Ross Poldark” i „Demelza” ujęły mnie rewelacyjnie oddanym klimatem XVIII – wiecznej Kornwalii. Kiedy dowiedziałam się, że ukazywać się będzie kolekcja tych książek, stwierdziłam, że nie może zabraknąć ich w mojej biblioteczce. „Jeremy Poldark” to trzecia odsłona tej emocjonującej sagi, osadzona w latach 1790-1792. Historia skupia się wokół małżeństwa Poldarków, nad którym zbierają się czarne chmury. Ross staje przed sądem, Demelza szuka dla niego ratunku. Wzajemnie niezrozumienie prowadzi do utarczek i przykrości. Autor trafnie ukazał oblicze małżeństwa, które nie potrafi poradzić sobie ze śmiercią dziecka i kłopotami finansowymi. Pokazuje to, co niby jest wiadome, a często również zapominane: szczera rozmowa potrafi rozwiązać wiele problemów, a wielu przypadkach nawet im zaradzić. 


 
Polityka, zamachy terrorystyczne, seks, handel żywym towarem, kościół, pedofilia i eksperymenty medyczne, od których włos jeży się na głowie. Czy wam też wydaje się to mieszanką wybuchową?Gdybym przy wyborze lektury przeczytała opis książki zawierającej te wszystkie czynniki, z pewnością zawahałabym się, nie wierząc, że coś tak zróżnicowane i pozornie chaotyczne może być dobre. A jednak. Powieści Tomasza Sekielskiego są tak sprawnie napisane i przyswajalne w formie, że czyta się je z prawdziwym zaangażowaniem i wielką ciekawością, co będzie dalej. Zapach suszy zostawiłam sobie na półce z lekturami podręcznymi, z kolei Smak suszy wykorzystałam jako budulec mojej książkowej choinki. I chyba po raz pierwszy w życiu byłam zmuszona wcześniej rozebrać drzewko – co prawda niekonwencjonalne ale jednak :D. Te dwie powieści Tomasza Sekielskiego z pewnością nie są lekturą dla wrażliwego czytelnika. Nie brak tu brutalnych, krwawych scen i wątków, które wzbudzają wewnętrzny sprzeciw. Niepokojąca, emocjonująca i pozostawiająca czytelnika z niedosytem i pytaniem: co dalej? Bo przecież w perspektywie tom trzeci i nie mogę się go doczekać



Trzecia propozycja jest właściwie odkryciem Milenki. „Dzieci z Bullerbyn” przeczytane, zdecydowałyśmy się więc sięgnąć po kolejną pozycję Astrid Lindgren. „Dzieci z ulicy Awanturników” to zbiorowe wydanie dwóch książek Lidgren. Obydwie części w jednej chwili podbiły serce mojego dziecka, a i mnie przypadły do gustu te małe łobuziaki,  z bystrą i niesforną Lottą na czele! Doceniamy nie tylko miłą, pełną akcentów humorystycznych treść, ale także piękne ilustracje. Ale tych się spodziewałam, bo mamy już w biblioteczce inne książeczki z ilustracjami Ilon Wikland i Mila je uwielbia. „Dzieci z ulicy Awanturników” to pięknie i starannie wydana książka. A duża czcionka zachęca do lektury – nawet sześciolatkę!Podejrzewam, że Lotta będzie jedną z najbardziej zaczytanych książek na naszych półkach!