Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świat zbrodni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świat zbrodni. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 marca 2014

104. Kamil Janicki UPADŁE DAMY II RZECZPOSPOLITEJ

Jeśli jest na tym świecie książka, o której marzyłam aż tak, że aż po nocach mi się śniła, to są to właśnie Upadłe Damy...


Upadłe Damy II Rzeczpospolitej to niebywała gratka dla amatorów zbrodni. I to nie tylko zbrodni poznanej pod płaszczykiem dobrze napisanego kryminału, ale zbrodni prawdziwej, wywodzącej się z zamkniętego kręgu międzywojennych elit naszego kraju. Popełnionej z namiętności, chęci posiadania, w akcie desperacji. Popełnionej przez kobiety: córki, żony, matki. 

  Płeć piękna, tak często postrzegana przez nas jako ta słaba i łagodna. Książka Kamila Janickiego odsłania przed nami zupełnie inny obraz. Przekonujemy się, że kobiecy umysł jest zdolny zaplanować wyrafinowaną zbrodnię. Słaba ręka jest w stanie zabić i zatrzeć obciążające ją dowody.  A pod płaszczykiem wysokiej kultury i moralności, może kryć się głębokie zepsucie i mało chwalebne uczucia. 

Rozpoczynając lekturę Upadłych Dam spodziewałam się znaleźć w niej wiele odniesień do głośnej sprawy Rity Gorgonowej. Skazana za zamordowanie nastoletniej córki swojego kochanka Rita nadal wzbudza wiele kontrowersji. Jak się jednak okazało, na temat tego procesu autor wspomina tylko we wstępie książki. Następne siedem rozdziałów poświęca siedmiu mniej znanym zbrodniarkom. Ich procesy nie zdobyły ponurej sławy, jaką do tej pory cieszy się sprawa pięknej Rity, choć popełnione przestępstwa często nie ustępowały jej okrucieństwem. Co ważne, nie każda z opisanych zbrodni dotyczyła morderstwa. Na stronach Upadłych Dam znajdziemy wiele grzeszków, jakim oddawali się przedstawiciele elit: szantaż, płatną protekcję, sutenerstwo... 

Kamil Janicki stworzył dzieło nie tylko obnażające sam proces zbrodni, ale posunął się do przedstawienia jej konsekwencji, pobudek, oraz towarzyszących jej nastrojów społecznych. Zza drzwi sali sądowej wyłania się obraz II Rzeczypospolitej, spragnionej sensacji, śledzącej z wypiekami na twarzy życie wyższych sfer i żądnej krwawej sprawiedliwości. Wszak okazuje się, że ci lepsi, wcale nie są tacy, za jakich pragną uchodzić. Sensacyjna prasa spekuluje i raczy czytelnika nowinkami z sal sądowych, burząc nastroje. Dzięki licznym cytatom z dzienników i fotografiom osób zaangażowanych w sprawy, czytelnik może poczuć powiew tych dawno zapomnianych śledztw i towarzyszące im napięcie. Kamilowi Janickiemu udało się połączyć lekkość powieści kryminalno-obyczajowej z sycącą umysł wiedzą czysto dokumentalną, dzięki czemu lektura Upadłych Dam była fascynującą podróżą w świat zbrodni, której długo nie zapomnę...

środa, 5 lutego 2014

97.Lena Oskarsson PLAC DLA DZIEWCZYNEK

Kolejna powieść spod znaku Czarnej Serii. Czy równie pasjonująca, co inne?



Moje zamiłowanie do świata zbrodni bierze górę, coraz więcej kryminałów, coraz więcej thrillerów. Tym razem postanowiłam zmierzyć się z zupełnie nową dla mnie autorką: Leną Oskarsson. Osobę pisarki osnuwa mgiełka tajemnicy: jest szwedzką psycholożką specjalizującą się w terapii par, a także pracującą jako międzynarodowa konsultantka policyjna. Pisze pod pseudonimem. Na jej temat milczy i Google i Wikipedia. Napisała dwie powieści: Plac dla dziewczynek oraz Czarne Tango.

Niewielka miejscowość nad jeziorem Skiresjon. Spokój mieszkańców burzy niezwykle brutalne i perwersyjne morderstwo. Policja rozpoczyna śledztwo. Na polecenie męża ofiary, dochodzenie prowadzi także Zuza Wolny, pielęgniarka z Polski. Odkrywa brudne tajemnice mieszkańców szwedzkiego raju. Tymczasem morderca nie zamierza poprzestać na jednej ofierze. Dlaczego zabija i kto stanie się jego kolejną ofiarą?

Kiedy przeczytałam opis tej powieści, aż zatarłam ręce z zadowolenia. Uwielbiam książki, które kryją w sobie głęboko zakopane tajemnice oraz zagadki ludzkiego umysłu. Po "Placu dla dziewczynek" spodziewałam się wszystkiego, co najlepsze. Przyzwyczaiłam się do spokojnej, wręcz sielskiej atmosfery szwedzkiego kryminału, który pomimo tego bywa dynamiczny i zaskakujący. Niestety, powieść Leny Oskarsson nie zaspokoiła mojego apetytu, co najwyżej go zaostrzyła. Przeżyłam wielkie czytelnicze rozczarowanie.

Powieść zaczyna się naprawdę obiecująco. Sam pomysł osadzenia miejsca akcji w malowniczej okolicy związanej z Astrid Lindgren i tragedia, na której oparto motyw późniejszych morderstw - bardzo mi się spodobały. Niestety, autorka nie wykorzystała potencjału, jaki ofiarowała wymyślona przez nią historia. W książce brak dynamiki i akcji, większość rozdziałów to czcza pisanina opiewająca zachowania bohaterów, ich skłonności, preferencje seksualne, muzyczne i kulinarne. Miałoby to większy sens, gdyby autorka skupiła się na jednej postaci, która odegrałaby w powieści kluczową rolę. Tymczasem na temat samej zbrodni, działań policyjnych, śledztwa, psychologii - czyli tego wszystkiego, co nas w kryminałach skandynawskich zachwyca - tego w Placu dla dziewczynek jest naprawdę niewiele. Dopiero pod sam koniec akcja nabiera tempa, a książka kolorów. Dopiero pod koniec rodzi się odrobina napięcia. Nie tyle jednak, ile oczekujemy po książce tego gatunku.

Ponieważ jednak lubię szukać jasnych stron każdej sytuacji, muszę autorce na plus zaliczyć sam pomysł powieści, oraz lekkie, przyswajalne pióro. Wydaje mi się, że jej styl nie pasuje do kryminałów, nie potrafi budować nim napięcia. Może lepiej sprawdzi się w innym gatunku książek?

Niestety, ale po lekturze Placu dla dziewczynek, odczuwam wielki niedosyt. Łudzę się, że czarne Tango, które już na mnie czeka, zatrze przykre wrażenie po tej powieści i postać autorki urośnie w moich oczach choć trochę :)

Dziękuję wydawnictwu Czarna Owca za możliwość przeczytania książki :) Żałuję, że nie trafiła w mój gust :)





sobota, 9 listopada 2013

71. Agnieszka Turzyniecka INSPEKTOR KRES I ZAGINIONA

Z kryminałem jestem "za pan brat" od niemal zawsze, ale jak wam już wspominałam polską scenę zbrodni dopiero poznaję. Dlatego, gdy tylko przeczytałam na jednym z blogów recenzję powieści Agnieszki Turzynieckiej, od razu zapragnęłam ją przeczytać.

Piotrków Trybunalski. Pracujący w tamtejszej komendzie inspektor Marian Kres prowadzi śledztwo dotyczące zaginięcia młodej kobiety. Wszystko wskazuje, że została uprowadzona z własnego mieszkania, gdzie znaleziono ślady jej krwi. Potencjalny sprawca ginie od policyjnej kuli. Trop się urywa.

Inspektor jednak się nie poddaje. Nie zapomina o zaginionej. Obiecał jej matce, że odda jej choćby zwłoki ukochanej córki. Niespodziewanie pojawia się ślad, który wskazuje, że Basia może żyć. Inspektor rusza tym tropem za niemiecką granicę...

Powieść jest debiutem autorki i powiedziałabym, że debiutem bardzo udanym. Książka idealnie wpasowała się w mój gust literacki i spędziłam z nią przyjemny i dzień. Spodobała mi się zarówno jej dynamika, jak i interesująca fabuła.


Głównym trzonem powieści autorka uczyniła uprowadzenie młodej kobiety. Już to wzbudziło moje zainteresowanie, gdyż przywykłam, że na wstępie większości kryminałów jest trup i akcja toczy się wokół morderstwa.Tutaj ciała nie odnaleziono, co daje czytelnikowi lekki posmak niepewności. Co wydarzy się dalej? Żyje, nie żyje? Zostanie odnaleziona, czy może leży gdzieś zakopana? Szybko okazuje się, że młoda kobieta prowadziła podwójne życie i miała swoje tajemnice. Razem ze zespołem inspektora Kresa zagłębiamy się w dochodzenie mające na celu namierzenie porywacza Basi.

Warte podkreślenia jest również to, że pomimo zainteresowania sprawą Basi nasz bohater prowadzi także inne śledztwa i na kartach powieści rozwiązuje kilka interesujących zagadek. Zapisuje się w naszej pamięci jako człowiek poświęcony pracy, spostrzegawczy i kompetentny. Zdaje się polegać na swoim policyjnym nosie i na ogół jego przeczucia się sprawdzają. Równocześnie boryka się z codziennymi problemami: zrzędliwą żoną, lalusiowatym narzeczonym córki, w końcu z chorobą. Autorka nie ogranicza życia inspektora do strefy zawodowej, towarzyszymy mu więc na co dzień, poznajemy go od przysłowiowej podszewki.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, swój punkt widzenia przedstawiają nam różne osoby: Kres, uprowadzona kobieta, a także sprawca przestępstwa. Bardzo lubię, gdy autor pozwala nam spojrzeć na sprawę z perspektywy wszystkich zainteresowanych. Jest to dobre rozwiązanie szczególnie przy powieściach kryminalnych, czy thrillerach. Pozwala podejrzeć, co dzieje się w głowie sprawcy, a także nieco wczuć w rolę ofiary...

Bohaterowie są u Agnieszki Turzynieckiej dobrze dopracowani i wyraziści. Każdemu z osobna autorka nadała rysy charakteru, tworząc nietuzinkowe postaci. Począwszy od inspektora, który jakby żywcem stał przed moimi oczyma, poprzez jego zrzędliwą małżonkę, na nauczycielu niemieckiego kończąc. Szczerze mówiąc, z tym ostatnim pani Agnieszka chyba aż przesadziła, bo chłopa polubiłam :) I jeszcze jedna rzecz o Kresie: miło poczytać o polskim policjancie, który zna się na rzeczy, nie jest typowym mięśniakiem ze spluwą, znającym pięć różnych technik walki i otoczonym wianuszkiem kobiet. Kres to inteligentny, wyważony człowiek, do którego czytelnik szybko poczuje sympatię. Mam nadzieję, że autorka nie wyśle go na emeryturę i pozwoli mu coś rozwiązać w kolejnej książce...

Powieść jest interesująca, wciągająca i przyjemna. Może jest trochę przewidywalna, może nie ma na końcu wielkiego BUM!, ale jest naprawdę fajna, nie zawiodłam się na niej, a musicie wiedzieć, że walczyłam żeby ją przeczytać jak lwica, biorąc nawet udział w konkursach żeby ją wygrać :) Polecam amatorom zagadek kryminalnych, spodoba się na pewno :)

Moja ocena 8/10
Wydawnictwo: Szara Godzina 2013
Stron: 255
Za możliwość poznania inspektora dziękuję: