Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *Literatura Kobieca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *Literatura Kobieca. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 października 2018

282. Dorota Gąsiorowska KARMINOWE SERCE

I wtedy zdarzył się cud – poczuła coś, czego nie doświadczyła od dawna. Powoli, lekko i trochę nieśmiało zaczęła oddychać z nadzieją. Choć wiedziała, że to, o co prosi, nie ma szansy na spełnienie, dotarło do niej, że może przyjść do niej w inny, nieoczekiwany sposób”.

"Karminowe serce", Dorota Gąsiorowska  

 

Jeśli lubicie klimatyczne historie, które aż się proszą, by owinąć się kocem, w zasięgu ręki postawić kubek gorącej herbaty i zapachową świeczkę, zapewniam, że pokochacie najnowszą powieść Doroty Gąsiorowskiej. Kilka dni temu rozmawiałam na temat twórczości autorki z inną blogerką i padło określenie: malowanie słowem. To chyba najtrafniejsza definicja twórczości Doroty Gąsiorowskiej, gdzie nie znajdziecie pędzącej do przodu dynamicznej akcji, poczujecie za to niezwykły klimat opowieści. To jedna z tych historii, przy których czytelnikowi towarzyszy wrażenie, że czuje zapach opadających liści i muśnięcie jesiennego słońca, że oczyma wyobraźni widzi pasemka unoszącej się mgły i płomienie strzelające w kominku. Nietrudno wczuć się w taką powieść, gdy przeżywa się ją tak od środka…

Ale Karminowe serce nie jest lekką opowiastką, jak mogłoby się wydawać, patrząc na tytuł i czytając zapowiedź historii z magiczną cukierenką i domkiem wśród wrzosów w tle. Na jej kartach autorka porusza ważne, życiowe tematy, bliskie wielu spośród nas, takie jak niepełnosprawność, przemoc, żałoba, samotność i bezradność. Owszem, opakowuje je w nieco słodką otoczkę, która ogrzewa nas w długie jesienne wieczory i daje nadzieję na odmianę losu. Czyni to jednak z taką subtelnością, że od słodyczy z pewnością Was nie zemdli. Choć poczujecie się głodni. To Wam gwarantuję, bo sama czytając o przysmakach z cukierni Złote Serce, nabrałam ochoty na domowe ciasto i raz dwa je upiekłam :)

Karminowe serce to moje drugie spotkanie z twórczością autorki i jestem pewna, że nie ostatnie. Nieczęsto czytam takie powieści, ale kiedy już po nie sięgam, szukam klimatycznych historii, które naprawdę "poczuję". Książki Doroty Gąsiorowskiej są nastrojowe, ciepłe i bardzo ładnie napisane. Idealne na jesienne wieczory i nie tylko. Polecam :)

Opis i szczegółowe informacje dotyczące książki znajdziecie tutaj
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak.

sobota, 1 lipca 2017

249. Magdalena Majcher MATKA MOJEJ CÓRKI

Magdalena Majcher jest autorką, której rozwój obserwuję od samego początku. W dużym stopniu dlatego, że się znamy, że rozpoczęłyśmy przygodę z pisaniem w podobnym okresie, i że wzajemnie dopingujemy się do tworzenia kolejnych historii. Ale również dlatego, iż ta autorka pisze dokładnie takie powieści, jakie ja lubię czytać. Powieści, które nie prześlizgują się po powierzchni fabuły, ale brną w nią głębiej i odkrywają tajniki ludzkich postępków i zachowań. Uważam to za sedno powieści obyczajowych, których zadaniem jest nie tylko relaksować, ale również dać do myślenia i zwracać uwagę na kluczowe kwestie.

Magdalena Majcher postawiła sobie za cel tworzenie historii dotykających ważnych problemów społecznych i tego się trzyma. „Matka mojej córki” to powieść poruszająca temat nastoletniej ciąży i dziecka oddanego do adopcji. Jest ona również obrazem skomplikowanych stosunków rodzinnych, z którymi musi zmierzyć się główna bohaterka, Nina. Dzięki zabiegom retrospekcji autorka umożliwia nam wczucie się w położenie Niny i poznanie emocji, jakie pojawiają się w trudnych dla niej momentach. Czy kobieta poradzi sobie z wydarzeniami sprzed kilkunastu lat? Czy wybaczy najbliższym? Czy skrywane przez lata tajemnice ujrzą światło dzienne? Tego dowiecie się podczas lektury „Matki mojej córki”. Lekkie pióro czyni tę książkę przystępną mimo niełatwej tematyki. Polecam czytelnikom ceniącym dobrze napisane powieści obyczajowe z nurtu literatury kobiecej.

niedziela, 11 września 2016

224. Joanna Sykat CZTERY STRONY MIŁOŚCI



Ile stron ma miłość? Nie sposób tego policzyć, pewnie tyle – ile historii miłosnych. Historia miłosna Łucji bynajmniej nie jest romansem, choć pewnie kiedyś nim była. Ona – nauczycielka muzyki w średnim wieku jeszcze przed trzema laty była bardzo szczęśliwa. Przeżywała wspaniałą miłość, która wymykała się utartym schematom. Potem... sama nie wie, co się stało. Z dnia na dzień mąż odwrócił się od niej, dzieląc mieszkanie i wspólne życie na pół. Zamieniając małżeństwo w mękę, którą ciężko przerwać z powodu wspólnie budowanego domu i kredytu.

Historię Łucji poznajemy dwutorowo, przeplatając lekturę Łucją szczęśliwą, zakochaną i Łucją zniechęconą, zmęczoną trudną codziennością z niby-mężem zamkniętym szczelnie za drzwiami pokoju i we własnej skorupie, nierozumiejącą, co się wydarzyło, że nagle najważniejszy dla niej mężczyzna odwrócił się od niej. Historia stworzona przez Joannę Sykat pokazuje czytelnikom, do czego może doprowadzić brak szczerych rozmów w małżeństwie, ba, we wszelkich międzyludzkich relacjach. Jak łatwo zbudować mur wrogości lub obojętności i podnosić go każdym okrutnym słowem rzucanym w drugą osobę.

Joanna Sykat to autorka obdarzona dużym talentem literackim. Pisze pięknie, zgrabnie żongluje słowem i nie boi się stosować porównań. To nie jest taka sobie lekka i łatwa książka, choć napisana jest lekko i ładnie. Mimo swej niewielkiej objętości zamyka w sobie wiele emocji. Czytelnik nie pozostaje obojętnym wobec bohaterów. Może im kibicować, albo się na nich wściec (jak ja). Nie znajdziecie tutaj szybkiej akcji czy wielu wydarzeń, znajdziecie za to obraz pewnej miłości i dowiecie się, jak wszystko się skończyło. Jeśli macie ochotę na lekturę, która zagląda w kobiecą duszę, zachęcam. 



wtorek, 30 sierpnia 2016

322. Dinah Jefferies ŻONA PLANTATORA HERBATY

Gwen Hooper przybywa na Cejlon, gdzie jej mąż posiada plantację herbaty. Młoda kobieta jest bezgranicznie zakochana w mężu i zachwycona nowym miejscem, w którym przyszło jej żyć, ale szybko przekonuje się, że zapracowany Lawrence nie ma dla niej czasu. Podczas samotnych dni w posiadłości Gwen natrafia na ślady tajemniczej przeszłości: dziecięce ubranka, ukryty w ogrodzie grób, zamknięte pokoje. Mąż nie chce rozmawiać z Gwen o rodzinnych sekretach, a ona sama już wkrótce zacznie ukrywać swój własny...

Do lektury Żony plantatora herbaty skłonił mnie zachęcający zarys fabuły i fakt, że nigdy wcześniej nie miałam okazji czytać powieści osadzonej w tych realiach. Odrobinę obawiałam się, że książka zawiera zbyt wiele elementów romansu, z którym ostatnio nie jest mi po drodze. Zupełnie niepotrzebnie, ponieważ w powieści Dinah Jefferies romansu jest, jak na lekarstwo. To klimatyczna opowieść o rodzinnych relacjach i tajemnicach, umiejscowiona w pięknej scenerii plantacji herbaty.

Lubicie tajemnice, szczególnie te rodzinne i skrzętnie ukrywane? Na kartach powieści Jeffries znajdziecie ich wiele. Te, o których wspomina blurb wydawcy, to zaledwie początek, ponieważ historia przybiera zaskakujący obrót i zmusza bohaterkę do ukrywania kolejnych sekretów. Powieść pokazuje, jak szkodliwe mogą być takie tajemnice i jak niekorzystnie wpływają na tych, którzy muszą je skrywać.

Akcję swojej powieści Dinah Jeffries osadziła na Cejlonie lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku. Czasy niby niespecjalnie odległe, a jednak tak inne. Tłem dla powieści stają się ważne wydarzenia w historii Sri Lanki, jak chociażby zamieszki powodowane walką o język wykładowy w szkołach, choć autorka wspomina, że nieco przesunęła je w czasie. Jeffries starała się również przybliżyć proces uprawy i wytwarzania herbaty, a przy tym ukazała kontrast pomiędzy zamożnymi plantatorami a zatrudnianymi przez nich robotnikami. Wspomina także, że w tych czasach warunki pracy uległy już poprawie, co pozwala nam się tylko domyślać, jak wyglądało to wcześniej...

Powieść została napisana niezwykle lekkim i przystępnym językiem, co pozwala na płynną, przyjemną lekturę. Żona plantatora herbaty to przejmująca i wzruszająca opowieść o rodzinnych tajemnicach, kłamstwach i przebaczeniu. Przeżycia i odczucia głównej bohaterki sprawiają, że powieść ta trafi przede wszystkim w gust pań. To również ciekawa historia, dzięki której można przybliżyć sobie nieco orientalny świat plantacji herbaty. 



poniedziałek, 4 lipca 2016

312. Christine Breen NA IMIĘ JEJ ROSE

 
Iris Bowen stara się po śmierci męża wieść w miarę normalne i poukładane życie. Ma ukochaną córkę, która właśnie stoi u progu obiecującej kariery muzycznej, ma własną pasję, którą są kwiaty... I tylko jedna rzecz wciąż uwiera Iris: tuż przed śmiercią mąż wymógł na niej obietnicę, że odnajdzie biologiczną matkę ich córki, tak aby ta nigdy nie została sama. Iris wciąż odkłada spełnienie obietnicy, jednak pewnego dnia odbiera telefon od swojej lekarki. Odtąd jej codzienność zdominują poszukiwania kobiety, która przed niemal dwudziestu laty oddała jej swoje dziecko...

Kolejna powieść z serii Leniwa Niedziela, jaka trafiła w moje ręce okazała się bardzo wzruszająca i ciepła. Oto wdowa i matka, która w trosce o szczęście swojej adoptowanej córki wyrusza na poszukiwania kobiety, która przed laty oddała dziecko do adopcji. Tylko to ją absorbuje, nie myśli w tej chwili nawet o własnym zdrowiu, liczy się tylko to, aby znaleźć tamtą kobietę i sprawić, by w życiu Rose pojawił się ktoś jeszcze. Aby nie była sama, jeśli jej adoptowanej mamie coś się stanie... Podróż, jaką śladami biologicznej matki Rose odbywa Iris, przyniesie wiele zaskakujących zdarzeń i wiele zmieni, także w jej życiu
 
Na imię jej Rose to debiutancka powieść Christine Breen i pod względem warsztatu uznaję ten debiut za bardzo udany. Autorka posługuje się ładnym językiem, opowieść buduje swobodnym stylem, sprawnie zamyka wszystkie wątki. A jednak w czasie lektury towarzyszyło mi uczucie, że czegoś brakuje. Czego? Czytało się miło, lekko i przyjemnie. Być może właśnie zbyt lekko, zbyt przyjemnie. Historia adopcyjnej matki poszukującej kobiety, która przed laty ofiarowała jej swoje dziecko, miała wielki potencjał. W wydaniu Christine Breen wypadła niestety dość blado. Być wina tkwi w nieco sennym sposobie narracji, jaki obrała pisarka? Było ciepło i sympatycznie, nie zabrakło łezki wzruszenia, ale zabrakło emocji i oczekiwania z zapartym tchem, jak historia Rose i Iris się zakończy. Przez to książkę oceniam dobrze, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że mogło być dużo dużo lepiej!

Jeśli uda się Wam ją przeczytać lub już ją przeczytaliście – koniecznie podzielcie się swoimi odczuciami!



wtorek, 3 maja 2016

297. Edyta Świętek - NOC PERSEIDÓW - recenzja przedpremierowa

Emilia i Tomek. Nierozłączni. Najpierw jako dzieci, później przyjaciele, aż w końcu zakochani. Tak bardzo pewni swych uczuć i wspólnej przyszłości, tak sobie bliscy, a równocześnie tak różni. On – absolwent prawa, zatrudniony w krakowskiej kancelarii, marzący o sukcesie, awansie i pieniądzach. Ona – skromna ekspedientka, niepozorna szara myszka, domatorka piekąca najlepsze pod słońcem serniki i szarlotki. Pewnego dnia u Tomka pojawiają się wątpliwości. Bo czy taka dziewczyna nadaje się na żonę mecenasa? Czy naprawdę nie mogłaby zakładać krótkich sukienek, ładnie pomalować paznokci i poprawniej się wysławiać? W tym samym czasie mężczyzna poznaje szkolną koleżankę Emilki, przebojową i atrakcyjną Adę. Traci dla kobiety głowę, a wkrótce dowiaduje się, że zostanie ojcem jej dziecka...

Oto spod pióra Edyty Świętek wychodzi następna fascynująca opowieść utkana z okruchów życia, a autorka umacnia nią swoją pozycję wśród najlepszych przedstawicielek polskiej literatury obyczajowej. Kolejna powieść pisarki, od której nie byłam w stanie się oderwać, ponieważ ciekawość, jak nakreślona historia się potoczy, nie pozwalała mi przerwać lektury. Powieść o wszystkich najistotniejszych aspektach życia. W jej tle wielka miłość, namiętność, zdrada, łzy, szczęście, rodzina, pieniądze. Czyste uczucia i brudne sprawki, od których ze wstrętem odwracamy oczy. Ukryte pod płaszczykiem elegancji i przepychu, przerażające, smutne. A na pierwszym planie marzenia. Wypowiedziane w noc perseidów, magiczny czas, kiedy podobno się spełniają...

Marzenia, właśnie. Któż z nas ich nie ma? Napędzają nas do działania, popychają w jednym, wybranym kierunku. Ich charakter zależy od tego, jakimi ludźmi jesteśmy. To, jakimi ludźmi się stajemy zależy w dużej mierze od tego, do czego dążymy, co jest dla nas priorytetem, marzeniem, celem do osiągnięcia. Historia stworzona przez Edytę Świętek w znacznym stopniu opiera się na marzeniach stworzonych przez nią postaci. Kto marzy o domu i rodzinie, kto o wielkich pieniądzach i pozycji, a kto o choćby najdrobniejszym okruchu uwagi lub uczucia? Jak życzenia wyszeptane w usiane gwiazdami sierpniowe niebo wpłyną na ich życie?

Opowieść zawartą na kartach Nocy Perseidów wraz z autorką napisało życie. Takie historie najsilniej działają na nas, czytelników, ponieważ znakomicie zdajemy sobie sprawę z tego, że są inspirowane tym, co nas otacza, a w role, które czekają na napotkane w książce postaci, łatwo mógłby wejść każdy z nas. To nie jest słodka opowieść z gwarantowanym happy endem. Edyta Świętek stawia swoich bohaterów przed poważnymi życiowymi wyzwaniami i zdecydowanie ich nie oszczędza. Doprawia ich życie wszystkimi dostępnymi smakami, zmusza do dokonywania skomplikowanych wyborów, pozwala im popełniać pomyłki i żałować, pozostawia miejsce na miłość i spełnienie. Trzyma w napięciu, momentami bardzo silnym, sprawia, że chwilami nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co jeszcze się wydarzy.

Edyta Świętek jest w znakomitej formie a Noc perseidów jest według mnie najlepszą powieścią w jej literackim dorobku. Ta powieść inspirowana życiem i ludzkimi marzeniami nie pozostawi czytelnika obojętnym. W ramy codzienności autorka oprawia bogatą gamę emocji i uczuć, a wszystko uzupełnia znakomicie wykreowanym tłem społecznościowo-obyczajowym. Autorka udowadnia, że powieści powszechnie szufladkowane jako kobiece, nie muszą i nie są banalne. Gwarantują emocje, zmuszają do refleksji, czasami delikatnie napominają... w tym wypadku, że czasami warto uważać na to, o czym się marzy...

sobota, 5 marca 2016

287. Vanessa Greene SEKRETNA HERBACIARNIA

Jakie tajemnice kryje Sekretna Herbaciarnia? I dlaczego powinna pozostać sekretna? Dowiecie się tego z powieści Vanessy Greene!

Vanessa Greene nie potrafi wyobrazić sobie weekendu bez czekoladowych muffinek i filiżanki dobrej herbaty. Nic więc dziwnego, że jedną z najważniejszych bohaterek jej powieści jest herbaciarnia. Nie pierwszy raz zresztą brytyjska autorka nawiązuje w swej twórczości do motywu serwowania smakowitych napojów, wszak jej debiutancka powieść nosi tytuł "Klub porcelanowej filiżanki". Tej powieści nie miałam przyjemności przeczytać, ale po lekturze Sekretnej Herbaciarni nabrałam ochoty na filiżankę aromatycznego naparu...

W Herbaciarni Nadmorskiej krzyżują się losy trzech kobiet. Charlie jest dziennikarką, która właśnie otrzymała swoją wielką szansę. Ma przygotować cały numer prestiżowego kulinarnego magazynu, jeśli jej się powiedzie, zdobędzie wymarzony awans i zostanie redaktor naczelną. Decyduje się przygotować specjalny numer pisma związany z angielskimi herbaciarniami. Nadmorska wydaje się być idealnym miejscem, ale napotkana w herbaciarni Kat prosi ją, by zachowała to wyjątkowe miejsce w sekrecie. W zamian za  to oferuje swoją pomoc w zbieraniu materiałów dotyczących innych herbaciarni. Wraz z Seraphine, młodą francuską au pair, ruszają na poszukiwanie niezwykłych lokali, w których parzy się herbatę. 

Powieść Lindy Greene jest niezwykle klimatyczna i nastrojowa, zupełnie jak tytułowa herbaciarnia. Na jej kartach spotykamy trzy różne bohaterki, każda z nich wiedzie za sobą odrębną historię. Zagłębiając się w poszczególne wątki, nie tylko poznajemy trzy tak bardzo różniące się od siebie kobiety, ale także ich problemy, skrawki przeszłości, którymi pragną się z nami podzielić, a także przyszłość, której się obawiają. Poza tym możemy skąpać się w oryginalnym, spokojnym klimacie nadmorskiego miasteczka. Wraz z bohaterkami odkrywamy nie tylko sekrety tradycyjnie parzonej herbatki czy angielskiego podwieczorku, ale także tajemnice rodzinne, które pokrył już kurz przeszłości. Teraz nadeszła pora, by ten kurz zdmuchnąć...

Nie musicie się martwić, że fabuła tej powieści koncentruje się tylko wokół zwiedzania kolejnych herbaciarni i poznawaniu serwowanych w nich przysmaków - to tylko ładnie wykreowane tło powieści. Za to jej kwintesencję stanowią ludzkie relacje, budzące się uczucia, ukryte lęki i zadawnione sprawy. Trzy bohaterki Lindy Greene z pewnością nie mogą uskarżać się na nudę i senną atmosferę. Ładnie napisana, klimatyczna i bardzo optymistyczna historia ogrzeje niejedną kobiecą duszę, działając jak filiżanka najlepszej herbaty. A podane pod koniec książki przepisy pozwolą zaplanować smakowity podwieczorek. Z herbatą i książką, oczywiście. Ta nadaje się do tego znakomicie. 


niedziela, 25 października 2015

260. Magdalena Wala PRZYPADKI PEWNEJ DESPERATKI


Są tacy, którzy sądzą, że spełnieniem dla każdej kobiety staje się związek małżeński i dzieci. Z pewnością nie poznali oni Julii, tytułowej desperatki z powieści Magdaleny Wali. Julia jest studentką, pasjonatką historii, początkującą nauczycielką i dziewczyną przystojnego Pawła. I choć niejedna za taki męski ideał dałaby się posiekać, naszej Julii niespieszno jest usłyszeć weselne dzwony i robi wszystko, aby przekonać swego wybranka, że w roli żony absolutnie się nie sprawdzi. Tymczasem w odziedziczonym przez narzeczonego dworku Julia znajduje pamiętnik wychowanki księżnej Izabeli Czartoryskiej i wpada na trop kryminalnej zagadki, którą koniecznie pragnie rozwiązać...

Sposób na jesienną chandrę? Książka pełna humoru, ciepła i optymistyczna. Taka, przy której można na chwilę oderwać się od szarej rzeczywistości i dotykających nas problemów. W tę konwencję idealnie wpisuje się Seria z Babeczką stworzona przez Wydawnictwo Czwarta Strona. Po bardzo zabawnym debiucie Agaty Przybyłek przychodzi pora na kolejną babeczkową powieść. Trochę słodką, bardzo babską, przepełnioną aż po same krawędzie stron dobrym humorem. 

Przypadki pewnej desperatki do splot zabawnych wydarzeń, jakie dotykają Julii w pracy, w domu, na uczelni, jak również w związku. Zapewniam Was, że w ani jednym momencie lektury nie powieje nudą. Tytułowa bohaterka co rusz wpada w jakieś tarapaty, czasami prowokowane przez siebie osobiście, innym razem będące następstwem działań innych osób. Magdalena Wala stworzyła historię, w której znajdziecie wątki miłosne, kryminalne i historyczne, a wszystko to doprawione codziennością głównej bohaterki, która bynajmniej nie uosabia nudnej pani od historii. I znakomitym humorem, przez co przydarzą się Wam niekontrolowane wybuchy wesołości!

Jak przystało na babeczkową powieść Przypadki pewnej desperatki zostały napisane językiem lekkim i przystępnym, ale zarazem ładnym i harmonijnym, wprost stworzonym dla relaksującej lektury. Autorka posiada talent do kreowania interesujących, pełnych humoru dialogów i scen. Czyni to w sposób niewymuszony, zupełnie naturalny i sympatyczny. Smaczku dodaje tutaj zagadka kryminalna i nawiązania do historii sprzed dwustu lat, którą obrazują zapiski z pamiętnika pewnej pensjonarki. Jestem przekonana, że ta lektura poprawi Wam nastrój i przypadnie do gustu. Szczególnie polecam miłośniczkom komedii i historii w lekkim wydaniu. 










czwartek, 16 kwietnia 2015

212. Debbie Macomber ZIELONY ZAKĄTEK

Szmat czasu minęło od mojego ostatniego spotkania z Debbie Macomber. Postanowiłam sobie przypomnieć tę autorkę. Co z tego wynikło? 

Cedar Cove - Zatoka Cedrów. Spokojne, malownicze miasteczko nieopodal Seattle. Mieszkający tutaj ludzie zmagają się z takimi samymi problemami, jak wszędzie indziej na świecie. Zakochują się, pobierają, kłócą, zdradzają i rozstają. Sąsiedzi spotykają się na lokalnych imprezach, plotkują i wzajemnie pomagają sobie rozwiązywać problemy. A problemów tych nie brakuje...

Mary Jo jest samotną mamą, wychowującą maleńką córeczkę. Kobieta przeżyła bolesne rozczarowanie partnerem, który nie przyznał się do ojcostwa. Teraz jednak, kiedy Mary Jo, mogłaby ułożyć sobie życie ze swoim sąsiadem i przyjacielem, ojciec dziecka zapowiada sądową walkę o małą...

Brat Mary Jo, Linc cieszy się świeżo zawartym związkiem małżeńskim. Niespodziewanie zjawia się ktoś, kto zrobi wszystko, by zatruć miłość młodych małżonków. 

Rachel Peyton czeka na odpowiedni moment, by powiadomić męża, że spodziewa się dziecka. Obawia się jednak reakcji nastoletniej pasierbicy, która wyraźnie jej nienawidzi...

Jeśli będziecie potrzebować miłej opowieści, osadzonej w idyllicznej, choć nie pozbawionej codziennych problemów, osadzie - Zielony Zakątek może okazać się doskonałym wyborem. Ta książka spodoba się przede wszystkim zwolennikom wielotomowych obyczajowych opowieści, w których poruszane są najzwyklejsze ludzkie problemy, uczucia i zakręty życiowe. I chociaż książka ta stanowi kolejny tom cyklu Zatoka Cedrów ( prawda, że piękna nazwa?), spokojnie możecie ją przeczytać jako osobną pozycję. Naturalnie polecam Wam całą serię, bo wtedy jeszcze lepiej można poznać wszystkich bohaterów i wczuć się w atmosferę miasteczka. Ja przynajmniej taki mam zamiar. 

Chociaż na początku swojej opinii przytoczyłam zaledwie trzy wątki, zapewniam, że czytając Zielony Zakątek poznacie znacznie więcej bohaterów i przeżyjecie znacznie więcej przygód. Powieść Debbie Macomber jest niezwykle bogata w wydarzenia i gwarantuje wam obserwacje mniejszych bądź większych problemów bohaterów książki. Swoją formą powieść przypomina nieco odcinek relaksującego serialu, kolejne rozdziały przynoszą bowiem spotkania z coraz innymi bohaterami i pozwalają zagłębić się w losy miasteczka. Właśnie dlatego wspomniałam o tym, że książka ta sprawdzi się w chwili, kiedy czytelnik pragnie się zrelaksować i przeczytać coś naprawdę lekkiego. Powieść Debbie Macomber łączy w sobie elementy romansu i powieści obyczajowej, choć znajdziemy tutaj także wątki kryminalne, a nawet historyczne. Historia jest bardzo kobieca i subtelna, a pióro Debbie Macomber przyjemne i lekko przyswajalne. Książkę czyta się bardzo szybko, choć wydarzenia nie są jakoś szczególnie emocjonujące. 

Na plus biorę: lekkość prozy autorki, książka idealna dla relaksu, historii, ciekawe wątki, klimatyczną okładkę pasującą do treści książki, mnogość bohaterów (lubię to w seriach)

Jak na mój gust za mało: emocji w książce. 

Za egzemplarz dziękuję: 


czwartek, 18 grudnia 2014

185. Elizabeth Adler TYLKO NIC NIE MÓW, PROSZĘ

Elizabeth Adler zdobyła popularność barwnymi powieściami, w których miłość przeplata się ze zbrodnią, a historia miesza z teraźniejszością. Do jej najsłynniejszych powieści zaliczają się: Leonia, Szmaragd z korony carów czy Grzechy młodości. W najnowszej książce, która jesienią  2014 roku ukazała się nakładem wydawnictwa Amber, autorka przenosi swoje czytelniczki do Kalifornii, gdzie grasuje niebezpieczny seryjny morderca.

Morduje młode kobiety, a następnie ich usta zakleja karteczką z napisem "Tylko nic nie mów, proszę". Policja drepcze w miejscu. Niespodziewanie jedna z jego ofiar pozostaje przy życiu, jest cennym świadkiem. Dziewczyna trafia pod opiekę doktor Vivian. Tymczasem do domu ciotki doktor Vivian trafia tajemniczy mężczyzna, jest ranny, krwawi, w ręce trzyma nóż. Wyznaje przerażonej kobiecie, że jego narzeczona została zamordowana, a on pragnie pomóc policji rozwiązać tajemnicę jej śmierci. Vivian, jej ciotka oraz młodsza, nieco lekkomyślna siostra, zostają wplątane w pogoń za niebezpiecznym mordercą. Nie wiedzą, że jedna z nich ma być kolejną ofiarą. 

Miłość, zbrodnia, dramatyczna tajemnica sprzed lat - to wszystko znajdujemy w najnowszej powieści Elizabeth Adler. Tylko nic nie mów, proszę jest książką skierowaną głównie do pań i to tych pań, które cenią lekką i niewymagającą lekturę. Powieść łączy w sobie wątek kryminalny, który dość mocno otoczony jest lekkimi wątkami obyczajowymi. I chociaż zbrodnia stara się tutaj wysunąć na pierwszy plan, nie do końca się to udaje, ponieważ książka jest mocno zdominowana życiem trzech kobiet: Fen i jej dwóch siostrzenic Vivian i JC.

Zdecydowanym atutem książki jest jej lekkość, nie mam wątpliwości, że to kwestia doświadczenia i talentu autorki, której inne powieści miałam już przyjemność czytać. Elizabeth Adler ma proste i przyswajalne pióro, które pozwala jej powieści czytać lekko i szybko. Nie ma tutaj mowy o przytłaczających opisach, są zresztą zbędne. Akcja płynie wartko, pozwalając czytelnikowi zaznajomić się z licznymi bohaterami, którzy nakreśleni są sprawnie i dość ciekawie. Na tym jednak moje zadowolenie z lektury się kończy. Owszem, przeczytałam książkę z przyjemnością, jednak nie odczułam ani jednego dreszczyku emocji, Nie jestem pewna, czy Elizabeth Adler chciała stworzyć powieść obyczajową z wątkiem kryminalnym czy kryminał z obyczajowym... Zatrzymała się gdzieś pośrodku i niestety i jednemu i drugiemu zabrakło polotu. 

Znaczącym minusem jest według mnie przewidywalność powieści. Owszem, w kwestii wątku obyczajowego mi to nie przeszkadza, gdyż jest to niemal regułą w tego typu historiach. Jednak wątek kryminalny wydał mi się do bólu prosty i przewidywalny, być może tutaj tkwi przyczyna tego, że książka nie wzbudziła we mnie żadnego napięcia. Wolałabym do ostatniej strony główkować, kto i dlaczego zabija, a niestety nie było mi to dane. Jeśli jednak ktoś czyta książkę dla samej radości czytania i nie ma w zwyczaju (jak ja) bawić się w detektywa-czytelnika, może książka go nie rozczaruje. Powieści nie zachwalam, jednak miłośniczki twórczości Elizabeth Adler zachęcam, by same się przekonały, czy autorka podołała stworzonej przez siebie historii. Ja wolę ją w jej starszych powieściach,jak chociażby w jednej z moich ulubionych: Szmaragd z korony carów.

Za egzemplarz dziękuję: 




czwartek, 4 grudnia 2014

183. Krystyna Mirek PODARUNEK

Święta są wyjątkowym okresem, gdy najmocniej czujemy, jak bardzo jesteśmy zżyci z bliskimi. Lub jacy jesteśmy samotni. Zdarza się, że nawet przebywając w otoczeniu rodziny, pozostajemy sami ze swoimi myślami i przeżyciami. 

Choć pozornie życie Marty jest poukładane, ona sama nie jest szczęśliwa. Dorastające dzieci coraz więcej czasu spędzają przed ekranami laptopów, z mężem niewiele mają sobie do powiedzenia. Obrazu dopełnia teściowa, zmanierowana dama, która w Marcie widzi jedynie tę, która pewnego dnia ukradła jej syna. Życie Marty wypełnia praca w banku, gdzie może pogawędzić z koleżankami i zawiesić oko na przystojnym szefie. Kiedy przychodzą święta Bożego Narodzenia, w Marcie coś pęka. Ma dość ciągłej rywalizacji z teściową i oziębłego męża. Prosi los o jeszcze jedną szansę i przystępuje do dokonywania zmian w swoim życiu. Nie wie, że los szykuje dla niej niezwykły podarunek, który przyniesie zmiany całej rodzinie. 

Kaja kocha życie i pieniądze, a szczególnie rzeczy, które za te pieniądze może kupić. Niestety, nie zarabia tyle, ile wymaga luksusowe życie, jakie wiedzie. Zaciąga więc kolejne kredyty i pożyczki, wydając pieniądze pełnymi garściami. Kiedy spostrzeże, że wpadła w poważne tarapaty, będzie już za późno. Ostatnią deską ratunku dla lekkomyślnej kobiety wydaje się być przystojny, bogaty mężczyzna. Pławiąc się w jego blasku, Kaja nie dostrzega kogoś, komu naprawdę na niej zależy. 

W wyjątkowym przedświątecznym okresie przyszło mi zapoznać się z najnowszą powieścią Krystyny Mirek zatytułowaną "Podarunek". Nie mogłabym sobie wymarzyć bardziej idealnego czasu do lektury tej książki. Ciepły, świąteczny nastrój powieści urzeka bowiem już od pierwszych stron, sprawiając, że ma się ochotę zanucić radosną kolędę. Jednak Marcie i Kai, dwóm bohaterkom "Podarunku" do śmiechu raczej nie jest. Obydwóm przyjdzie zmierzyć się z poważnymi problemami, przez co książka nabiera życiowego realizmu. Święta - świętami, być może i są magiczne i piękne, ale nie rozwiązują kłopotów, które pojawiają się w ich tle. Tym musimy zająć się sami, to jedna z mądrości, które w swojej historii przemyca autorka powieści. 

Chociaż bohaterki "Podarunku" wydają się stać na wyjątkowo skomplikowanym życiowym zakręcie, powieść nie traci pogodnego i ciepłego klimatu. Połączenie lekkiego pióra autorki z pasjonującymi, niezwykle życiowymi wydarzeniami sprawia, że książkę pochłania się z wypiekami na twarzy i trudno od niej oderwać się choćby na chwilę. Ja sama przeczytałam ponad połowę "Podarunku" w ciągu jednego wieczoru i pewnie czytałabym do oporu, gdyby późna noc nie uświadomiła mi, że za kilka godzin pojawi się ranek, a wraz z nim obowiązki zawodowe. 

Bez wątpienia niekwestionowanym atutem powieści Krystyny Mirek jest wspomniany realizm, ale równie ważną kwestią jest optymizm i nadzieja, jakie niesie historia Marty i Kai. Są to bohaterki żywe, plastyczne, prawdziwe, takie, z jakimi czytelniczki mogą się identyfikować, za które mogą trzymać kciuki i dopingować je do działania lub podejmowania mądrych decyzji. Poniekąd problemy, którymi obarczyła swoje postaci Krystyna Mirek, dotyczą szerokiego grona osób. Niejedna pani głośno westchnie, przypominając sobie złośliwości padające z ust "kochanej teściowej", ktoś inny uświadomi sobie, że zaciąganie niefrasobliwych pożyczek może skutkować poważnymi kłopotami. Książki, które kryją mądre i życiowe przekazy, które oparte są na znajomości życia i wnikliwych obserwacjach - są na polskim rynku potrzebne. Szczególnie jeśli są napisane dobrze i ładnie. Książka mądra, interesująca i pięknie napisana to (dla mnie) połączenie idealne. 

I dlatego dziś pragnę Wam podarować rekomendację Podarunku.To książka, którą warto przeczytać. 

Dziękuję wydawnictwu Filia za przekazanie egzemplarza powieści. 


niedziela, 2 listopada 2014

173.Sharon Owens SIÓDMY SEKRET SZCZĘŚCIA

Macie ochotę poznać siódmy sekret szczęścia? 



Wigilijny wieczór. Ruby O'Neill ubiera choinkę, oczekując powrotu męża, który zasiedział się na firmowym przyjęciu. Czuje ogarniające ją szczęście. Są święta, ona jest szczęśliwą mężatką, a już wkrótce wraz z mężem rozpoczną starania o wymarzone dziecko. Radosne oczekiwanie Ruby przerywa ostry dzwonek telefonu. Jonathan miał wypadek, jest podłączony do aparatury podtrzymującej życie, ale lekarze nie dają mu szans... Święta Ruby stają się okresem bólu i żałoby. 
W Nowy Rok otumaniona żalem Ruby postanawia wziąć się w garść. By zająć czymś myśli, szyje siedem aksamitnych torebek. Każda z nich jest inna, naprawdę wyjątkowa. Za sprawą sześciu z nich na drodze życia Ruby staną zupełnie obce osoby. Powierzając jej swoje sekrety, powoli zaczną rozmrażać jej serce. 

Każdej z nas przydarza się chwila, kiedy ma ochotę przeczytać coś lekkiego i optymistycznego. Coś, co nie wymaga skupienia, idealnie dopełnia się z kubkiem owocowej herbaty i wafelkami z czekoladą, przynosi pełne odprężenie i sprawia, że zaczynamy nad książką mruczeć, jak zadowolony kot. Właśnie taką powieścią jest Siódmy sekret szczęścia autorstwa Sharon Owens. Z pewnością szerokie grono czytelniczek zaliczy tę pozycję do grupy "czytadeł"i w znacznym stopniu będą mieć one rację. Siódmy sekret szczęścia jest jedną z tych opowieści, które walczą z chandrą i skutecznie poprawiają humor. 

Sekret tej powieści tkwi w jej sielskim klimacie. Do tej pory zastanawiam się, czy to zasługa otoczki świąt Bożego Narodzenia, czy talentu Sharon Owens to tworzenia sielskiego, nastrojowego tła. Owszem, momentami jest bardzo słodko, ale nie brakuje też chwil dramatycznych i gorzkich. I choć to jedna z tych książek, w których z góry wiemy, jak potoczy się akcja, wcale to nie przeszkadza. Zagłębiając się w fabułę, kibicujemy Ruby. Chcemy, by ta młoda kobieta poradziła sobie z żałobą i zaznała szczęśliwych chwil. Przy okazji poznajemy również siedem sekretów szczęścia. Czy zdajemy sobie sprawę z ich istnienia? A może to właśnie tego typu lektura subtelnie nam o nich przypomina? 

Powieść Sharon Owens polecam przede wszystkim osobom, które gustują w klimatycznych opowieściach z gwiazdkowym tłem. Takich napawających otuchą, dających nadzieję i spokój. 

Wspomnę jeszcze o tym, że zafascynowała mnie sama autorka. Do tej pory nie zetknęłam się z jej nazwiskiem, choć na polskim rynku ukazało się pięć jej powieści. Sharon Owens przeżyła wraz ze swoją rodziną bardzo poważny wypadek. Na szczęście wszyscy wyszli z niego cało. Po tym wydarzeniu autorka przekazała na cele charytatywne całe honorarium za kolejną książkę. 




środa, 15 października 2014

168. Santa Montefiore TAJEMNICA MORSKIEJ LATARNI

Santa Montefiore zalicza się do moich ulubionych autorek, co może nieco dziwić, zważywszy na to, przeczytałam zaledwie trzy z jej powieści. Jednak spotykając się wcześniej z autorką na kartach jej powieści, czułam, że do siebie idealnie pasujemy. Czy podobne wrażenie towarzyszyły mi podczas lektury "Tajemnicy morskiej latarni"?


Ellen Trawton ucieka. Ucieka przed zaborczością matki i przed niechcianym małżeństwem. Ma dość udawania, że jest kimś, kim się nie czuje. Poszukując schronienia, decyduje się odwiedzić ciotkę, z którą od ponad trzydziestu lat matka nie utrzymuje kontaktu. W gościnnym irlandzkim domu Ellen odkrywa, że jej rodzina skrywa wiele tajemnic. Poznaje także Connora, który przed kilkoma laty stracił żonę w tragicznym wypadku, jaki wydarzył się w miejscowej latarni morskiej. Ellen i Connor tracą dla siebie głowę, jednak duch Caitlin, zmarłej żony Connora, nie myśli dzielić się ukochanym mężczyzną...

Tytuł najnowszej powieści Santy Montefiore kusi czytelnika tajemnicą i z pewnością każdy czytelnik, który tajemnic po niej oczekuje, poczuje się usatysfakcjonowany. Sekretów, zagadek i tajemniczych wydarzeń w historii tej nie brakuje. Towarzysząc Ellen, stopniowo je odkrywamy, poznając burzliwe losy irlandzkiej rodziny. To, co przed laty wydarzyło się w zniszczonej latarni morskiej, to zaledwie preludium. Autorka przygotowała dla nas głęboki worek tajemnic i sypnęła z niego obficie.

Nie mniej fascynujący, niż wspomniane tajemnice, jest proces zmian zachodzących w głównej bohaterce. Czytelnik staje się świadkiem rozkwitu kobiety, która po raz pierwszy w życiu czuje się sobą i robi to, na co sama ma ochotę. Zbuntowana trzydziestolatka, która wyrwała się spod skrzydeł zaborczej matki ustępuje miejsca świadomej swoich korzeni, silnej kobiecie. Gdzie zaprowadzi Ellen ta przemiana? Co z jej pomocą osiągnie? Z pewnością miłość, bo tej w powieściach Santy Montefiore nigdy nie brakuje. Czy jednak będzie to uczucie spełnione? Tego już nie możemy być tacy pewni, gdyż autorka lubi bawić się uczuciami swoich bohaterów. Powieści jej autorstwa, które do tej pory trafiały w moje ręce, pokazały mi, że niczego nie można być pewnym!

Wprowadzenie do historii postaci ducha Caitlin wzbudziło moją konsternację. Nie lubię, gdy w powieściach obyczajowych, często do bólu realnych, pojawia się wątek paranormalny, zaburza to nieco moje spojrzenie całej historii. W porę uświadomiłam sobie jednak, że przecież chodzi o Irlandię, zieloną wyspę, którą zamieszkują wróżki i skrzaty, romantyczną, zamgloną i pełną magii. Tam mogą przechadzać się duchy nieszczęśliwych, przedwcześnie zmarłych żon, które na ziemi pozostawiły ukochanego mężczyznę. I może nie powinno nas to dziwić?

Tajemnica morskiej latarni jest barwną i pięknie napisaną historią. Zachwyca głębią rodzinnych więzi, porusza dramatyzmem wydarzeń. Po raz kolejny Santa Montefiore stworzyła historię, która mnie pochłonęła. Czy jest jakaś rysa na tym obrazie? Jedna. Na tle wcześniej poznanych przeze mnie książek autorki Tajemnica morskiej latarni wypadła nieco blado. Nie wzbudziła aż tak gorących emocji, nie wywołała tak mocnych wypieków na policzkach. To jednak nie rzutuje na moją opinię na temat twórczości pani Montefiore. Najwyraźniej moje serce mocniej bije dla historii, które rozciągają się na dziesiątki lat. Oczywiście krótsze także będę czytać, szczególnie tak magiczne i zagadkowe, jak Tajemnica morskiej latarni. 

Dziękuję: 






poniedziałek, 13 października 2014

167. Nike Farida PANNA MŁODA [RECENZJA + KONKURS!]

Byłam przekonana, że już żadna powieść napisana w tym klimacie mnie nie zaskoczy. Dziś mogę przyznać, że się myliłam. Pierwszą częścią swojej libijskiej trylogii Nike Farida podbiła moje serce. Co wyjątkowego oferuje ta książka?



Nike Farida jest Polką, która wychowywała się w Libii. Kosztując gościnności Arabów, rozsmakowała się w tamtejszej kuchni, opanowała taniec brzucha i malowanie rąk henną. Przede wszystkim jednak przyswoiła rozległą wiedzę na temat kultury i historii tego kraju, co wyraźnie można zauważyć, czytając jej debiutancką książkę. Chociaż „Panna Młoda” - pierwsza część trylogii „Róża Pustyni” - jest fascynującą powieścią skierowaną głównie do pań, nie można odmówić jej bogatej wartości merytorycznej.

Początek lat siedemdziesiątych, Libia w pierwszej fazie rewolucyjnych rządów Kaddafiego. Kraj poddaje się wyraźnie zaznaczonym podziałom. Przebywający z dala od ojczyzny Polacy muszą odnaleźć się w odmiennej rzeczywistości arabskiego państwa. Młodzi bliźniacy, Jacek i Andrzej, zaniedbywani przez pochłoniętą karierą naukową matkę, ulegają wpływom islamskiego świata. Jak ukształtuje on ich charaktery? Karen, córka Polki i Amerykanina, cierpi z powodu postępującego rozpadu rodziny i alkoholizmu matki. To dla niej także czas pierwszych fascynacji i uczuć, jednak nie potrafi wskazać, którego z bliźniaków darzy większą sympatią. Również rodzice młodych ludzi ulegają namiętnościom, podejmują dramatyczne decyzje, mierzą się ze swoimi słabościami i usiłują sprawnie funkcjonować w arabskiej codzienności.

„Panna Młoda” przedstawia zarówno fascynujące dzieje polskich rodzin osiadłych w Libii, jak i związanych z nimi osób. Niczym swoisty wehikuł czasu przenosi czytelnika w latach, pozwalając dogłębnie poznać zarys tworzącej się historii. Tłem dla zawiłych ludzkich losów stają się wydarzenia kluczowe dla Libii, Polski i całego świata. I choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że historia Nike Faridy przypomina inne powieści o tematyce arabskiej, jest jedna rzecz, która na ich tle dosadnie ją wyróżnia. Żadnej innej polskiej autorce nie udało się tak znakomicie przedstawić obyczajowości, historii, czy obrzędów panujących w tamtym zakątku świata.

Cała powieść Nike Faridy przeniknęła niezwykłym klimatem arabskich krain. Niemal z każdej strony unosi się zapach przygotowywanych potraw, rozgniatanych ziół, przypalanych kadzideł. Autorka nie przepuszcza żadnej okazji, by przemycić w swojej opowieści piękno libijskich miast i ich historię. Miejscowe smakołyki, tradycję czy uroczystości. Nie, nie czyni tego nachalnie, ale umiejętnie wplata w fabułę lub przekazuje ustami swoich bohaterów. Ci czytelnicy, którzy z książki lubią wynieść coś więcej niż interesującą fabułę i wartką akcję, będą zadowoleni. Oryginalny wykład autorki na temat Libii, jej kultury i tradycji jest fascynujący i nie mniej emocjonujący, co sama historia.

Barwna, wielotorowa i pełna zwrotów akcji „Panna Młoda” jest powieścią wartą polecenia. Z przyjemnością więc polecam i niecierpliwie oczekuję kolejnych części, by poznać dalsze losy Karen, bliźniaków i ich bliskich.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję:




Przygotowałam dla Was również małą niespodziankę. Jeśli „Panna Młoda” wzbudziła Wasze czytelnicze zainteresowanie, macie szansę zdobyć egzemplarz tej powieści. Wystarczy, że odpowiecie na pytanie konkursowe i zostawicie adres mailowy:

Pytanie brzmi:

Napisz, jak wyobrażasz sobie arabską pannę młodą?”

Odpowiedzi można udzielać pod recenzją na blogu, lub na Facebooku – pod specjalnie założonym postem.
Będzie mi miło, jeśli polubicie Babskie Czytanie na FB, ale nie ma przymusu, nie jest to warunek.
Czas trwania konkursu: do 20 października, rozwiązanie 21 października.

Zapraszam :)

czwartek, 25 września 2014

162. Heather Graham PORTRET ZABÓJCY

Ashley Montague jest dociekliwą studentką, kończącą edukację w Akademii Policyjnej. Dziewczyna posiada fotograficzną pamięć i wspaniałe zdolności do rysowania. Przejeżdżając autostradą, widzi tragiczny wypadek i zapamiętuje szczegóły miejsca zdarzenia. Kiedy dowiaduje się, że na miejscu ucierpiał jej dawny szkolny kolega, postanawia zaangażować się w śledztwo. Policja podejrzewa, że Stuart pod wpływem narkotyków wbiegł na pas jezdni, ale Ashley jest pewna, że chłopak nie przyjął dobrowolnie żadnych środków. Gdy zaczyna zbierać informacje, odkrywa powiązania między wypadkiem a morderstwami sprzed lat.

Portret zabójcy jest typową powieścią skierowana do kobiecego grona, w której łączy się sensacja i romans. Charakterystyczną cechą dla Heather Graham jest jednak to, że w jej powieściach kryminalnych wątki sensacyjne zdecydowanie przodują i to one tworzą główną fabułę. Tak było w przypadku wszystkich książek autorki, które trafiły w moje ręce. Wątek miłosny zdaje się być tylko uzupełnieniem historii. Na pierwszej linii natykamy się więc na tajemniczą historię wypadku samochodowego, w którym ucierpiał młody chłopak. Jego przyjaciółka Ashley podejrzewa, że został on otumaniony narkotykami i celowo pozostawiony na autostradzie, by doszło do kolizji. Kto jednak to uczynił i dlaczego? Czy coś wspólnego miało z tym dziennikarskie śledztwo, jakie prowadził poszkodowany?

Równolegle do śledztwa prowadzonego przez Ashley, toczy się policyjne śledztwo dotyczące zamordowanej kobiety. Odnalezione ciało nosi te same charakterystyczne cechy, jak miało to miejsce w wypadku przerażających morderstw sprzed lat. W dochodzenie zaangażowany jest Jake Dilessio, policjant mieszkający na łodzi w pobliżu mieszkania Ashley. Pomiędzy tą dwójką wyraźnie coś iskrzy, a że oboje nie mają najłatwiejszych charakterków, momentami robi się naprawdę ciekawie...

Heather Graham potrafi zamknąć przerażającą zbrodnię w powieści napisanej lekko i spójnie. Portret zabójcy jest emocjonującą i wciągającą historią, która naszpikowana jest sensacyjnymi wydarzeniami i sekretami. Nie jest to powieść wielowątkowa i rozbudowana, wprost przeciwnie cechuje ją prostota i dynamika. Jej niekwestionowanym atutem jest zakończenie, które przyznaję - wprawiło mnie w nie lada osłupienie – było tak bardzo dla mnie zaskakujące.


Portret zabójcy został napisany przez autorkę przed niemal dziesięciu laty, mimo to niewiele stracił na swej aktualności. O wyjątkowości tej powieści może świadczyć sam fakt, że w naszym kraju książka ta ukazuje się na rynku wydawniczym nie po raz pierwszy. Polecam powieść Heather Graham miłośniczkom sensacji i napięcia. I troszkę fanom Kryminalnych Zagadek Miami...

Za możliwość przeczytania dziękuję: 



poniedziałek, 1 września 2014

157. Jayne Ann Krentz DROGA NAD RZEKĄ


Kilka lat temu książki z serii "Wszystko dla pań" wydawane przez Wydawnictwo Amber były moimi stałymi towarzyszkami. Historie kreślone przez Norę Roberts, Jayne Ann Krentz, Elizabeth Adler i inne mistrzynie kobiecego suspensu stanowiły wielką rozrywkę i potrafiłam pokonać kilka kilometrów pieszo do biblioteki, by je zdobyć. Po pewnym czasie Jayne Ann Krentz zmieniła nieco brzmienie swoich powieści i coraz częściej okraszała je wątkiem paranormalnym, co już niekoniecznie przypadało mi do gustu, więc na długi czas się rozstałyśmy. Z prawdziwą radością powitałam jednak wiadomość, że autorka powróciła z nową powieścią, w której łączy to, co w tego typu książkach lubię: obyczajowość, romans i zbrodnię!

Drogą nad rzeką trafiamy do kalifornijskiego miasteczka Summer River, gdzie po trzynastu latach powraca Lucy Sheridan. Trzynaście lat wcześniej spędzała tutaj wakacje w domu ukochanej ciotki, ale po tajemniczych wydarzeniach mających miejsce na imprezie miejscowego idola nastolatków,wyjechała i na prośbę ciotki nigdy nie przyjeżdżała. Teraz zjawia się w miasteczku, by sprzedać dom, który odziedziczyła po ciotce i chce jak najszybciej załatwić wszystkie sprawy, by ponownie wyjechać. Na drodze jej życia ponownie staje jednak Mason, mężczyzna, który przed trzynastu laty przyszedł jej z pomocą. Razem odkrywają, że stary dom ciotki kryje makabryczną tajemnicę, podobnie jak i idylliczne miasteczko wśród kalifornijskich winnic...

Nie wiem, jakie książki lubi pisać Jayne Ann Krentz, ale wiem, że ja lubię, kiedy pisze powieści podobne do Drogi nad rzeką. Sięgając po literaturę dla kobiet, lubię otrzymać coś więcej niż wątek miłosny. Jeśli książka oscyluje tylko wokół romansu, czuję, że jest niepełna, czegoś mi brakuje i w większości przypadków nie jestem usatysfakcjonowana lekturą. Kiedy jednak autor nadaje powieści głębi, okraszając historię zbrodnią, tajemnicą, wspomnieniami z przeszłości - czyta mi się o wiele lepiej. Oczywiście prowadzenie tego typu historii wymaga od pisarza talentu. Nie sposób przygotować "miszmasz" i rzucić go czytelnikowi. Myślę jednak, że Jayne Ann Krentz poradziła sobie z tym bardzo dobrze.

W Drodze nad rzeką czytelnik dość szybko pojmuje, że ma do czynienia z historią kilkuwarstwową. W chwili, gdy Lucy odkrywa, że śmierć jej ciotki nie była dziełem wypadku, wątek obyczajowy wydaje się schodzić na dalszy plan. Na światło dzienne wychodzą tajemnice z przeszłości, w miasteczku dochodzi do zbrodni. Powieść nabiera rumieńców i staje się bardziej emocjonująca, równocześnie jednak nie traci swojej lekkości i kobiecego charakteru. Jayne Ann Krentz wprawnym piórem prowadzi swoje czytelniczki przez wydarzenia tajemnicze i sensacyjne, nie zapominając również o lżejszej części historii, gdzie króluje zmysłowość i uczucie. Autorce udało się zachować doskonałą równowagę pomiędzy tymi dwiema sferami powieści, dzięki czemu nie staje się ona ani ckliwa ani brutalna. Jest to powieść do kobiet, ale wcale nie oznacza to, że ma być słodko i naiwnie.

Droga nad rzeką okazała się powieścią przyjemną i interesującą. Czytałam ją z pewną dozą ekscytacji, jak i również lekką nutką nostalgii, gdyż już dawno nie miałam w ręku powieści tego gatunku. Oczywiście powieść jest dosyć przewidywalna, bo taka uroda tego typu historii, jednak tajemnic w niej zawartych sama nie rozwiązałam. Musiałam poczekać, jak zdradzi mi je sama Jayne Ann Krentz, co biorę książce na plus. Styl autorki jest miły i dobrze przyswajalny, dzięki czemu powieść czyta się lekko i szybko. Jedyny minus książki: kilka literówek, ale na szczęście tylko na jednej stronie, a potem już wszystko super. Powieść tę polecam paniom, które podobnie jak ja, chętnie widzą połączenie różnych wątków w jednej historii, z pewnością nie będą rozczarowane.

Za możliwość poznania książki dziękuję: 





wtorek, 5 sierpnia 2014

150. Julie Cohen DROGIE MALEŃSTWO

Dwie kobiety.
Dwie matki.
Jedno dziecko.
Jeden mężczyzna.
Czy może być trudniej?

Claire i Ben stanowią małżeństwo idealne. Zakochani, zapatrzeni w siebie, na pozór bajecznie szczęśliwi. Jednak nad ich życiem cieniem kładzie się brak dziecka. Po wielokrotnych próbach, leczeniu i zapłodnieniu in vitro, Claire w końcu widzi na teście upragnione dwie kreseczki. Niestety, wkrótce dochodzi do poronienia. Claire poddaje się, nie chce więcej robić sobie nadziei i cierpieć.

Romily, najlepsza przyjaciółka Bena, ma już córkę i nie planuje więcej dzieci. Od lat potajemnie kocha się w mężczyźnie. Widząc jego rozpacz, proponuje, że podda się zapłodnieniu i urodzi dziecko dla niego i Claire. Kiedy zachodzi w ciążę, wszystko wydaje się takie proste. Jednak z czasem emocje Romily biorą górę i zaczyna ona przywiązywać się do dziecka, które nosi pod sercem...


Drogie maleństwo Julie Cohen jest jedną z najbardziej emocjonujących książek, jakie zdarzyło mi się czytać w ostatnich miesiącach. Porusza bardzo trudny temat surogatek i rodzicielstwa zastępczego. Choć jest to temat trudny i mocno kontrowersyjny, autorce udało się stworzyć ciepłą i klimatyczną opowieść, przy której nie można narzekać na brak wzruszeń i emocji. Byłam niezwykle zdziwiona, czytając, że powieść Julie Cohen jest jej debiutem. To bardzo mądrze i dojrzale napisana historia, zawierająca wszystkie te elementy, które czytelnik lubi w dobrej książce spotkać: interesującą fabułę, prawdziwe dialogi, doskonale odmalowanych bohaterów, niezwykły klimat, emocje do ostatniej strony. Do tego książka jest pięknie napisana, lekko, przyjemnie. To wszystko sprawia, że od powieści Drogie maleństwo ciężko jest się oderwać. 

Niezaprzeczalnym atutem historii Julie Cohen jest jej nieprzewidywalność. Sytuacja, w jakiej znaleźli się bohaterowie książki, mogła prowadzić w dowolnym kierunku. Czy czytelnik może zgadywać, jak potoczy się akcja powieści? Może. Jednak w przypadku Drogiego maleństwa niekoniecznie wytypuje trafnie. Być może autorka was zaskoczy, tak jak miało to miejsce w moim przypadku. Wydawać by się mogło, że w tej historii ktoś musi cierpieć. Czy rzeczywiście?

Wspomniałam o starannie dopracowanych bohaterach książki. Julie Cohen dołożyła wszelkich starań, by wszyscy jej bohaterowie nabrali bardzo ludzkich rysów, dopracowała postaci w stopniu doskonałym. Na ogół kiedy czytam książki w tym klimacie, odruchowo opowiadam się po jednej ze stron, można śmiało rzec - sympatyzuję z bohaterem. Tym razem nic takiego nie miało miejsca, gdyż obydwie bohaterki książki polubiłam w równym stopniu. Tym samym stałam się wyłącznie obserwatorem toczących się wydarzeń, co wcale nie oznacza, że przyjmowałam je bez emocji. Emocji i wzruszeń było bardzo wiele i z czystym sumieniem  mogę Drogie maleństwo Wam polecić. To pięknie napisana książka o cudzie, jakim są narodziny dziecka. 

Bardzo dziękuję wydawnictwu: 








czwartek, 31 lipca 2014

149. Rebecca Jane W SZPILKACH NA TROPIE


Jesteście ciekawi, jak działa prawdziwa agencja detektywistyczna? Powinniście przeczytać tę książkę!

Są sprytne, przebiegłe i potrafią się kamuflować jak mało kto, a do tego śledzą swoje "ofiary" poruszając się na niebotycznych obcasach! Cztery przyjaciółki z Damskiej Agencji Detektywistycznej specjalizują się w wykrywaniu małżeńskich zdrad. Temat znają, jak mało kto, gdyż same były zdradzane... lub zdradzały. W szpilkach na tropie to prawdziwa historia prawdziwej agencji detektywistycznej, która święci triumfy w Wielkiej Brytanii. Chcecie skorzystać z ich usług? Znajdziecie je TUTAJ

Na pomysł założenia agencji detektywistycznej Rebecca Jane wpadła w chwili, kiedy zmagała się ze zdradą swojego męża i nie mogła uzyskać pomocy od detektywa, który zebrałby dowody zaistniałej niewierności. Wszyscy detektywi podchodzili do sprawy bezdusznie, wszyscy żądali horrendalnych stawek. Rebecca postawiła sobie za punkt honoru, że jej firma będzie inna. Wraz z trzema przyjaciółkami założyła Damską Agencję Detektywistyczną i dowiodła, że nawet zdradę można udowodnić po ludzku.

Z pewnością zakładając agencję, nie mogła podejrzewać, że od tej pory jej życie stanie na głowie i przemieni się w jedną wielką przygodę. W szpilkach na tropie.Prawdziwa historia damskiej agencji detektywistycznej to zapis wydarzeń, jakie stały się udziałem dzielnych pań na obcasach, którym przyszło tropić zdradliwych partnerów. Książka Rebeki Jane jest niezwykle emocjonującą lekturą, która zabiera czytelnika w świat domniemanych - i nie tylko! - zdrad, podsłuchów, pościgów samochodowych i kamuflażu, w którym główną rolę gra babeczka z Avonu! Lekturą tym bardziej podniecającą, że opartą na faktach!

Rebecca Jane przeprowadza nas przez wiele prowadzonych przez siebie spraw, które splatają się z przemianami zachodzącymi w jej prywatnym życiu. Nie czaruje nas. Przedstawia pościgi samochodowe po autostradzie, by po chwili wspomnieć o całym dniu spędzonym na grze w telefonie i zajadaniu chińszczyzny w samochodzie ustawionym pod domem obserwowanego "obiektu". Pokazuje, że praca detektywa nie zawsze jest pasjonująca i przyjemna. Nie ukrywa również tego, że nie każdą sprawę udało jej się doprowadzić do końca. Z dochodzeń wyciąga wnioski, które wiele mówią jej na temat ludzkiej natury i z pewnością przydają się w dalszej praktyce.

Powieść jest niezwykle lekka w odbiorze. Styl autorki przyjemny i dość dynamiczny. W tej książce nie ma miejsca na zbędne opisy, one nie są potrzebne. Akcja biegnie szybko i sprawnie, a dialogi są bardzo realistyczne. Bohaterki żywe i prawdziwe, nakreślone sprawnie i plastycznie. Autorce udało się osiągnąć to, o czym z pewnością marzy nie jeden autor: sprawiła, że czytelnik uczestniczył we wszystkich wydarzeniach książki. Być może Rebecca Jane minęła się z powołaniem?


Za możliwość poznanie Damskiej Agencji Detektywistycznej dziękuję: 











środa, 30 lipca 2014

148. Chiara Gamberale PRZEZ 10 MINUT

Czy zastanawialiście się kiedyś, ile czasu potrzeba, żeby odszukać szczęście? Być może wystarczy tylko 10 minut?

Chiara przeżywa trudny okres w swoim życiu. Porzucił ją ukochany mąż, a na dodatek straciła pracę w miejscowej gazecie. Kobieta szuka wsparcia u psychoterapeutki. Pani doktor poleca jej interesującą grę. Każdego dnia przez najbliższy miesiąc Chiara ma przez 10 minut robić coś, czego jeszcze nigdy nie robiła. Początkowo nastawiona sceptycznie Chiara podejmuje wyzwanie. Od tego momentu jej życiem rządzą rzeczy jeszcze niewykonane, a ona sama powoli porządkuje swoje życie, dostrzegając piękno otaczających ją drobiazgów.

Kiedy zakończyłam lekturę „Przez 10 minut”, dopadła mnie refleksja: jak rzadko doceniamy wyjątkowość małych radości, jakie niesie nam życie? Tak często je przegapiamy, pędząc do przodu w zawrotnym tempie! Kolorowy lakier na paznokciach czy własnoręcznie zasiana sałata – wszystko może stać się źródłem nieskrępowanej radości, jeśli tylko na to pozwolimy. Ta lekcja przydałaby się każdemu z nas, tymczasem dzieli się nią z nami Chiara Gamberale, autorka autobiograficznej powieści „Przez dziesięć minut”.

Kiedy życie daje tam solidnego kopa, że aż traci się dech, nie pozostaje nic innego, jak znaleźć coś, co dla odmiany przyniesie uśmiech zamiast łez. Czemu ma służyć ta terapia? Ukazaniem, że zawsze można znaleźć jasne strony życia? Podnieść się z najgorszych opresji i otrzepać się, jak pies po deszczu?

Chiara Gamberale podzieliła się z tysiącami czytelniczek na całym świecie receptą na dziesięć minut szczęścia i opowieścią o tym, jak podniosła się z kolan, na które rzucił ją los. To, co spotkało Chiarę, może dotknąć każdej z nas, bez względu na wiek, pochodzenie czy kolor skóry. Bywa, że nie mamy wpływu na to, co przynosi nam los. Mamy jednak ogromny wpływ na to, co z tym zrobimy...

Mogłabym traktować "Przez 10 minut" jako oryginalny poradnik, jak radzić sobie z przeciwnościami losu i przyjmować radość płynącą z drobiazgów. Wolę jednak podejść do tej książki, jako lekkiej powieści z dobrym morałem. Powieść Chiary Gamberale charakteryzuje się niesamowitą lekkością, wdziękiem, a momentami dobrym humorem. Na swój sposób jest spokojna i wyciszająca, a jednak jej akcja ani na moment nie ustaje, wciąż coś się dzieje. Jej lektura sprawiła mi wiele przyjemności, choć jedno było rozczarowujące... czyta się tak szybko, że starczyło mi jej zaledwie na jeden dzień...

Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu:


środa, 23 lipca 2014

146. Marta Pustuł BLUE DRINK

Jak można zmarnować weekend? Sięgnąć nie po tę książkę co trzeba!

Marta i Dunia to przebojowe, pomysłowe, kochające życie nastolatki, które zawsze trzymają się razem. Kiedy zbliżają się wakacje, postanawiają zaszaleć i bukują bilety do Tunezji. Zapowiadają się leniwe dwa tygodnie z all inclusive, drinkami z palemką i wylegiwaniem na plaży. Okazuje się, że Hammamet to urokliwe, bogate w rozrywki miejsce, które nigdy nie chodzi spać, a tutejsza ludność jest energiczna, serdeczna i pogodna. Dziewczyny szybko doceniają życzliwość pracowników swojego hotelu, a oni, ukontentowani ich otwartością, postanawiają dać lepiej im się poznać i pokazać swoją kulturę. Nastolatki odkrywają nowe aktywności – teraz poza ulubioną planktonizacją, regularnym kotwiczeniem się w barze i wariowaniem do Vivy spędzają wiele czasu z nowymi przyjaciółmi, szybko przekonując się, że Arabowie to nie tylko nachalni naciągacze i podrywacze, za jakich uważa ich większość turystów.


Nie lubię źle pisać o książkach. Mam wrażenie, że podcinam autorowi skrzydła, szczególnie gdy chodzi o debiut. Staram się w każdej książce dostrzec choć iskierkę. Wciągająca fabuła? Wspaniale! Dobre, dowcipne dialogi? Jeszcze lepiej! Jednak czasami nawet tak tolerancyjna osoba, jak ja po prostu rozkłada ręce. I nie umie napisać o książce nic dobrego!

Jeszcze nigdy nie czułam się tak rozczarowana książką. Nie żebym oczekiwała nie wiadomo czego, o nie! Oczekiwałam wyłącznie miłej, wesołej i ładnie napisanej kobiecej powieści, z którą będę mogła spędzić niedzielne popołudnie w ogrodzie. Ochoczo zabrałam się do lektury, kolorowa, letnia okładka już od jakiegoś czasu mrugała do mnie z półki. Niestety, już pierwsze strony wzbudziły moją konsternację. 
Wróciłam, by sprawdzić, czy książka przeszła korektę. Przeszła. Być może edytorem tekstu, ale z pewnością nikt nie ingerował w składnię zdań... niestety. 

Andrzej Kalinin napisał na tylnej okładce: "Moim zdaniem jest to znakomicie zapowiadająca się młoda pisarka.Gdy przeczytasz przyznasz mi rację. [...] Posługuje się przy tym pięknym językiem, z młodzieńczą werwą, ale bez wszystkich modnych obecnie wzorców literackich. Będę wdzięczny za przyjazne potraktowanie tego debiutu"


Chciałabym znaleźć w tej powieści ów piękny język...
Może w tym zdaniu? Cytat z książki str 73: "Po obiedzie około godziny czwartej zawsze były naleśniki, do których kolejka praktycznie zawijała, a ciasta było jak dla wojska. "  
Lub w tych dwóch, następujących nie wiadomo czemu po sobie str.72 : "Kiedy skończyłyśmy jeść naszym obowiązkiem było uzupełnić płyny kolejny raz. Teraz poszłyśmy wszystkie, bo chciałyśmy odprężyć się na basenie".

Czy tylko dla mnie te zdania brzmią nienaturalnie? Niestety, jest ich znacznie więcej. A właściwie to z takich zdań składa się cała książka. Owszem, autorka napisała ją, będąc nastolatką, bohaterki opowieści są nastolatkami i powinny wypowiadać się tak jak nastolatki. Jednak według mnie nie powinno mieć to wpływu na składnię zdania i jego sens. Wszak 19 latka potrafi się wysławiać poprawnie i powiedzieć, że "zna język", nie że "umie język", prawda?

Oczywiście, nie można zapominać, że Blue Drink jest debiutem. Jest debiutem i to debiutem z interesującym pomysłem na fabułę lekkiej, letniej powieści. To mnie skusiło i dlatego chciałam ją przeczytać. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby napisane przez autorkę zdania przeszły korektę, że gdyby wydawca wyrzucił nieco treści, powieść nabrałaby głębi i miłego brzmienia. Przygody bohaterek są dynamiczne i ciekawe, z pewnością spotkałyby się z zainteresowaniem młodszego czytelnika. Ja jestem albo za stara, albo zbyt krytyczna, ale po prostu nie polecam. Wspomnę w tym miejscu, że sama zdecydowałam się na tę książkę, gdyż była polecana przez inną blogerkę. Niestety, zawiodłam się.