Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 lipca 2016

312. Christine Breen NA IMIĘ JEJ ROSE

 
Iris Bowen stara się po śmierci męża wieść w miarę normalne i poukładane życie. Ma ukochaną córkę, która właśnie stoi u progu obiecującej kariery muzycznej, ma własną pasję, którą są kwiaty... I tylko jedna rzecz wciąż uwiera Iris: tuż przed śmiercią mąż wymógł na niej obietnicę, że odnajdzie biologiczną matkę ich córki, tak aby ta nigdy nie została sama. Iris wciąż odkłada spełnienie obietnicy, jednak pewnego dnia odbiera telefon od swojej lekarki. Odtąd jej codzienność zdominują poszukiwania kobiety, która przed niemal dwudziestu laty oddała jej swoje dziecko...

Kolejna powieść z serii Leniwa Niedziela, jaka trafiła w moje ręce okazała się bardzo wzruszająca i ciepła. Oto wdowa i matka, która w trosce o szczęście swojej adoptowanej córki wyrusza na poszukiwania kobiety, która przed laty oddała dziecko do adopcji. Tylko to ją absorbuje, nie myśli w tej chwili nawet o własnym zdrowiu, liczy się tylko to, aby znaleźć tamtą kobietę i sprawić, by w życiu Rose pojawił się ktoś jeszcze. Aby nie była sama, jeśli jej adoptowanej mamie coś się stanie... Podróż, jaką śladami biologicznej matki Rose odbywa Iris, przyniesie wiele zaskakujących zdarzeń i wiele zmieni, także w jej życiu
 
Na imię jej Rose to debiutancka powieść Christine Breen i pod względem warsztatu uznaję ten debiut za bardzo udany. Autorka posługuje się ładnym językiem, opowieść buduje swobodnym stylem, sprawnie zamyka wszystkie wątki. A jednak w czasie lektury towarzyszyło mi uczucie, że czegoś brakuje. Czego? Czytało się miło, lekko i przyjemnie. Być może właśnie zbyt lekko, zbyt przyjemnie. Historia adopcyjnej matki poszukującej kobiety, która przed laty ofiarowała jej swoje dziecko, miała wielki potencjał. W wydaniu Christine Breen wypadła niestety dość blado. Być wina tkwi w nieco sennym sposobie narracji, jaki obrała pisarka? Było ciepło i sympatycznie, nie zabrakło łezki wzruszenia, ale zabrakło emocji i oczekiwania z zapartym tchem, jak historia Rose i Iris się zakończy. Przez to książkę oceniam dobrze, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że mogło być dużo dużo lepiej!

Jeśli uda się Wam ją przeczytać lub już ją przeczytaliście – koniecznie podzielcie się swoimi odczuciami!



niedziela, 22 maja 2016

301. Cristina Morató KRÓLOWE PRZEKLĘTE

Już po raz drugi Cristina Morató zabiera swoich czytelników na spotkanie z fascynującymi przedstawicielkami kobiecego gatunku. Tym razem bierze pod lupę najpotężniejsze władczynie Europy i udowadnia, że ich życie dalekie było od bajki...

Cristina Morató to hiszpańska dziennikarka i pisarka specjalizująca się głównie w reportażach i biografiach. Do tej pory na polskim rynku ukazały się trzy jej książki: Królowe Afryki, Kobiety niepokorne oraz Królowe przeklęte. Na kartach najnowszej publikacji autorka przygląda się sześciu kobietom, które trwale zapisały się na kartach światowej historii.

Cesarzowa Sissi, Maria Antonina, Krystyna Szwedzka, Eugenia de Montijo, Królowa Wiktoria oraz Aleksandra Romanow – nazwiska tych słynnych władczyń zna niemal każdy. Napotykamy je na kartach podręczników historii, znamy je z książek i filmów. Co łączy wspomnianą szóstkę kobiet? Wszystkie były władczyniami, zasiadały u boków swych potężnych mężów lub same podejmowały decyzję wagi państwowej. Ich życie – pełne splendoru i przepychu – przedstawiano w obrazach filmowych, jako lekkie, barwne i romantyczne, ale zazwyczaj bardzo rzadko miało to odbicie w rzeczywistości. Jak było naprawdę? Książka Cristiny Morató to idealna sposobność, aby się o tym przekonać.

Autorka dołożyła starań, aby każdą z przedstawionych władczyń ukazać niezwykle dokładnie. Podobnie, jak działo się to w przypadku Kobiet niepokornych, tak i tutaj każda bohaterka jest prezentowana od najmłodszych lat, z uwzględnieniem osobowości i uczuć. Swoją opowieść Morató snuje płynnie, przechodząc w okres przejmowania władzy bądź wstępowania w związek małżeński wynoszący na tło. Nie skupia się na suchych faktach, ale pokazuje również zwyczajną codzienność potężnych władczyń. Udowadnia, że za ścianami urządzonych w przepychu zamków i fasadą zbudowaną z pięknych toalet i dumnej postawy władczyń, wielokrotnie skrywały się kobiety nieszczęśliwe, stłamszone i zupełnie nieradzące sobie z rolą, która została im nadana.

Królowe przeklęte to sześć rozdziałów związanych z życiem i panowaniem sześciu potężnych kobiet. Każdy rozdział poprzedza wizerunek danej władczyni. Dla mnie osobiście najbardziej ciekawy był rozdział poświęcony Sissi, która jest mi najbardziej znana i której wizerunek znam przede wszystkim z filmów z Romy Schneider. Po lekturze książki widzę, jak różny jest obraz cesarzowej przedstawionej w hollywodzkiej produkcji a tej ukazanej na kartach książki Morató. I nie mam niestety wątpliwości, który jest prawdziwy. Lektura publikacji hiszpańskiej autorki to fascynujące spotkanie z nie mniej fascynującymi postaciami. Spotkanie w miłej i dość swobodnej atmosferze, gdyż właśnie takim piórem posługuje się Cristina Morató. Historia w tak przystępnej odsłonie to czysta przyjemność. Polecam!



poniedziałek, 28 marca 2016

291. Kristin Harmel SŁODYCZ ZAPOMNIENIA

Słodko gorzka opowieść, w której kryje się smutek teraźniejszości i dramat dawnych lat, przynosi łzy wzruszenia, ale i powiew nadziei i optymizmu. Piękna...

Hope czuje, że znajduje się na życiowym zakręcie. Ma trzydzieści sześć lat, rozwiodła się i wychowuje dwunastoletnią córkę, relacje z którą przypominają tykającą bombę. Do tego prowadzona przez nią rodzinna cukiernia na Cape Code podupada, a bank coraz wyraźniej sygnalizuje chęć odebrania zwrotu pożyczki, którą zaciągnęła. Czy może być gorzej? Okazuje się, że tak. Ukochana babcia Hope, Rose, choruje na alzheimera i coraz częściej nie poznaje swoich bliskich. Pewnego wieczoru Rose prosi wnuczkę, by wyjechała do Paryża i sprawdziła, co stało się z rodziną, którą pozostawiła tam w czasie wojny. Hope spełnia żądanie babki, a w czasie swej podróży poznaje dramatyczne losy Rose, która uciekła z Francji przed koszmarem wojny i Holokaustu...

Bardzo lubię historie z takim drugim dnem, kryją się za nimi niezwykłe, często dramatyczne opowieści z przeszłości. Właśnie taką powieścią jest Słodycz zapomnienia Kristin Harmel. To powieść o poszukiwaniu swoich korzeni, o poznawaniu siebie i najbliższych. O pogrzebanych tajemnicach i dramatycznych wspomnieniach, które pewnego dnia upominają się o swoje i wydobywają na powierzchnię. Z podobnym wyzwaniem musi zmierzyć się bohaterka powieści. Aby spełnić życzenie ukochanej babki wyrusza w podróż do Paryża i próbuje odnaleźć ślady istnienia ludzi, o których nigdy dotąd nie słyszała. Co stało się z członkami rodziny Rose? I dlaczego przez siedemdziesiąt lat babcia nie napomknęła o nich najmniejszym słówkiem?

Opowieść Kristin Harmel to słodko gorzka historia o miłości, wojnie, śmierci i sile przetrwania. A także o wierze, która nie umiera, która żyje przez ponad pół wieku w kochającym człowieku. Gorzka, bo zaprawiona piekłem wojny i Holokaustu, żalem związanym z bezsensowną i tragiczną śmiercią ludzi: mężczyzn, kobiet i dzieci, całych rodzin gnanych na rzeź, jak zwierzęta. Tę gorycz autorka przełamuje klimatem pachnącej cukierni, gdzie powstają najcudowniejsze wypieki: wypieki pochodzące z różnych kultur i od ludzi reprezentujących różne religie. Każdy rozdział dotyczący Rose i jej wspomnień zapoczątkowuje smakowity przepis na słodkości. Jakby sama autorka chciała złagodzić gorzkie, dramatyczne wydarzenia przytoczone na kartach swej powieści...

W powieści Kristin Harmel spotykamy się również z problemami, z jakimi borykają się współcześni bohaterowie. Hope nie potrafi porozumieć się z córką, która wyraźnie obwinia ją o rozpad rodziny, do tego ma kłopoty finansowe i czuje, że już nigdy nie zwiąże się z żadnym mężczyzną. Jest młoda, ale ma wrażenie, że jej życie przystanęło w miejscu i jest pozbawione szans na szczęście. W zetknięciu z dramatem, który stał się udziałem jej babki, musi jednak przyznać, że tak naprawdę jej problemy są błahe i łatwo można im zaradzić. Być może i my, czytelnicy, dojdziemy do podobnych wniosków, gdy uświadomimy sobie z jakimi okropieństwami stykali się nasi przodkowie?

Słodycz zapomnienia jest piękną opowieścią, która mimo smutnej głębi tchnie optymizmem i nadzieją. Daje nam wiarę w to, że jeśli w coś naprawdę wierzymy, to się spełni. Jeśli macie ochotę na przejmującą współczesną opowieść, która nawiązuje do historii II Wojny Światowej i dramatu Holokaustu, ale nie epatuje okrucieństwem, lecz osnuwa wszystko mgiełką wspomnień, polecam Wam Słodycz zapomnienia. To historia, która utoczy nie jedną łezkę wzruszenia, ale równocześnie pokrzepi i napełni serce wiarą w drugiego człowieka. 


sobota, 5 marca 2016

287. Vanessa Greene SEKRETNA HERBACIARNIA

Jakie tajemnice kryje Sekretna Herbaciarnia? I dlaczego powinna pozostać sekretna? Dowiecie się tego z powieści Vanessy Greene!

Vanessa Greene nie potrafi wyobrazić sobie weekendu bez czekoladowych muffinek i filiżanki dobrej herbaty. Nic więc dziwnego, że jedną z najważniejszych bohaterek jej powieści jest herbaciarnia. Nie pierwszy raz zresztą brytyjska autorka nawiązuje w swej twórczości do motywu serwowania smakowitych napojów, wszak jej debiutancka powieść nosi tytuł "Klub porcelanowej filiżanki". Tej powieści nie miałam przyjemności przeczytać, ale po lekturze Sekretnej Herbaciarni nabrałam ochoty na filiżankę aromatycznego naparu...

W Herbaciarni Nadmorskiej krzyżują się losy trzech kobiet. Charlie jest dziennikarką, która właśnie otrzymała swoją wielką szansę. Ma przygotować cały numer prestiżowego kulinarnego magazynu, jeśli jej się powiedzie, zdobędzie wymarzony awans i zostanie redaktor naczelną. Decyduje się przygotować specjalny numer pisma związany z angielskimi herbaciarniami. Nadmorska wydaje się być idealnym miejscem, ale napotkana w herbaciarni Kat prosi ją, by zachowała to wyjątkowe miejsce w sekrecie. W zamian za  to oferuje swoją pomoc w zbieraniu materiałów dotyczących innych herbaciarni. Wraz z Seraphine, młodą francuską au pair, ruszają na poszukiwanie niezwykłych lokali, w których parzy się herbatę. 

Powieść Lindy Greene jest niezwykle klimatyczna i nastrojowa, zupełnie jak tytułowa herbaciarnia. Na jej kartach spotykamy trzy różne bohaterki, każda z nich wiedzie za sobą odrębną historię. Zagłębiając się w poszczególne wątki, nie tylko poznajemy trzy tak bardzo różniące się od siebie kobiety, ale także ich problemy, skrawki przeszłości, którymi pragną się z nami podzielić, a także przyszłość, której się obawiają. Poza tym możemy skąpać się w oryginalnym, spokojnym klimacie nadmorskiego miasteczka. Wraz z bohaterkami odkrywamy nie tylko sekrety tradycyjnie parzonej herbatki czy angielskiego podwieczorku, ale także tajemnice rodzinne, które pokrył już kurz przeszłości. Teraz nadeszła pora, by ten kurz zdmuchnąć...

Nie musicie się martwić, że fabuła tej powieści koncentruje się tylko wokół zwiedzania kolejnych herbaciarni i poznawaniu serwowanych w nich przysmaków - to tylko ładnie wykreowane tło powieści. Za to jej kwintesencję stanowią ludzkie relacje, budzące się uczucia, ukryte lęki i zadawnione sprawy. Trzy bohaterki Lindy Greene z pewnością nie mogą uskarżać się na nudę i senną atmosferę. Ładnie napisana, klimatyczna i bardzo optymistyczna historia ogrzeje niejedną kobiecą duszę, działając jak filiżanka najlepszej herbaty. A podane pod koniec książki przepisy pozwolą zaplanować smakowity podwieczorek. Z herbatą i książką, oczywiście. Ta nadaje się do tego znakomicie. 


środa, 30 grudnia 2015

273. Linda Green MAMIFEST

Zasiadać na najwyższych stołkach i czynić świat bardziej przyjaznym i bezpiecznym? Rozstawiać pionki na politycznej szachownicy i dbać o potrzeby najsłabszych i najbardziej potrzebujących? Czy to się nawzajem nie wyklucza? Nie, kiedy w wyborach startują bohaterki Lindy Green!

Żony, matki, opiekunki domowego ogniska. Zapracowane, zabiegane i zajęte tysiącem spraw. Planujące i pilnujące, by wszystko biegło swoim torem. Czy to się Wam z czymś nie kojarzy? Oczywiście, to nie tylko obraz trzech bohaterek powieści Lindy Green, to odbicie większości przedstawicielek płci pięknej. Strategów doskonałych. 

Sam dzieli swój czas pomiędzy opiekę nad dziećmi a pracę w hospicjum. Jeden z jej synów choruje na rdzeniowy zanik mięśni, życie kobiety to niekończące się pasmo strachu o jego zdrowie. Jackie opiekuje się matką chorą na alzheimera, równocześnie usilnie starając się zajść w ciążę. Anna pracuje jako szkolny pedagog, kiedy jednak jej córka staje się ofiarą przemocy ze strony koleżanek, czuje się bezradna. Trzy przyjaciółki uświadamiają sobie luki w prawie i przepisach, które nie chronią w wystarczającym stopniu tych najsłabszych i potrzebujących wsparcia. Spontaniczna akcja zaowocuje powstaniem mamifestu i startem w wyborach z ramienia partii, dla której priorytetem jest rodzina. 

Powieść Mamifest w większym bądź mniejszym stopniu jest bliska nam wszystkim. Każdego dnia uświadamiamy sobie jak niedopracowany jest system polityczny i jak wiele nieprzyjaznych ludziom przepisów uosabia. Bez względu na to, która partia dochodzi do władzy, brakuje środków na pilne potrzeby, a podczas zatwierdzania kolejnych przepisów zapomina się, że powinny one służyć ludziom. I niejedna osoba w głębi ducha myśli sobie: "Gdybym to ja..." Bohaterki Lindy Green: Sam, Jackie i Anna nie poprzestają na myśleniu. Choć każda z nich boryka się z poważnymi problemami życiowymi, a ich doba wydaje się być o wiele za krótka, decydują się stworzyć własną partię i poprzez wygraną w wyborach do parlamentu, zmienić kraj, w którym żyją. 

Powieść Lindy Green jest doprawdy niezwykła. W sprawny sposób łączy ona poważne kwestie i wyjątkowo lekki styl. Napisana przyjemnym i łatwo przyswajalnym językiem pozwala się pochłaniać, ale pomimo tego nie jest w żadnym razie błaha. Wprost przeciwnie: porusza wiele istotnych zagadnień i problemów, które nierzadko są przemilczane. To historia, która bardzo silnie oddziałuje na emocje czytelnika. Od silnego poparcia w kierunku bohaterek, po mocne wzruszenia i poczucie sprzeciwu w niektórych momentach. Nie ukrywam, że w pewnej chwili popłynęły łzy, nie byłam w stanie ich powstrzymać. Trzeba bowiem zaznaczyć, że pomimo politycznego wątku, ta powieść jest po prostu życiowa, rodzinna i ludzka - to są jej najważniejsze przesłania. Zachęcam Was do zapoznania się z Mamifestem. Być może i Wy poczujecie siłę płynącą z trzech matek i przekonacie się, jak wiele można zmienić, jeśli tylko się tego zapragnie. 





środa, 30 września 2015

254. Aleksandra Seghi FANKLUB BUŁECZEK Z ROZMARYNEM

Przewodnik po Toskanii, książka kucharska i zbiór interesujących historii. Fanklub bułeczek z rozmarynem to urocza publikacja trzy w jednym. 

Fanklub bułeczek z rozmarynem jest kontynuacją Słodkich pieczonych kasztanów. Na kartach swych książek autorka przytacza nam toskańskie opowieści przyprawione różnorodnymi smakami. Aleksandra Seghi jest Polką, która od wielu lat mieszka we Włoszech wraz z mężem i córką, Julcią. Jest również autorką popularnego bloga (który towarzyszy mi już od bardzo bardzo dawna), pisuje dla różnych portali internetowych, jest dziennikarką radiową, jak również odpowiada za rubrykę kulinarną w magazynie "La Rivista". Fascynuje się rękodziełem, kulinariami, a także poznawaniem tych bardziej i mniej znanych włoskich zakątków. I tym właśnie dzieli się z czytelnikami na łamach swoich książek.

Fanklub bułeczek z rozmarynem nie jest typowym przewodnikiem, nie jest również klasyczną książką kucharską. Czytelnik znajdzie tu przede wszystkim mnóstwo sympatycznych opowieści o codziennym życiu w Toskanii, o podróżach autorki, o interesujących miejscach i poznanych smakach. W rozmowach z napotkanymi ludźmi Aleksandra Seghi kolekcjonuje ciekawe przepisy lub stara się odwzorować próbowane potrawy, dzięki czemu każdy rozdział książki wieńczy jakaś receptura. Dania zaprezentowane w Fanklubie bułeczek z rozmarynem nie są wymyślne i skomplikowane, w większości przypadków są to potrawy typowe dla regionu Toskanii, przygotowywane w prosty sposób, wręcz wyczarowywane z kilku składników. 

Opowieści Aleksandry Seghi doskonale oddają klimat prawdziwej Toskanii. Nie tej widzianej w obrazach romantycznych komedii, ale życiowej, codziennej, wraz z jej mieszkańcami, ich zwyczajami, a nawet małymi dziwactwami. Przez to Fanklub bułeczek z rozmarynem staje się źródłem ciekawostek na temat Toskanii, szczególnie cennym dla tych czytelników, których fascynuje piękny włoski region, jak również przyjemna jest im sztuka gotowania. Wszystkie czynniki, na które składa się ta książka, zatem gotowanie, podróże i intrygujące opowieści - zachowują optymalne proporcje, przez co lektura tej książki jest bardzo lekka i miła.

Dopełnieniem książki są piękne fotografie. Na zdjęciach znajdziemy w równym stopniu potrawy i desery zaproponowane nam przez autorkę, jak i piękne miejsca, które nam opisuje. Są naprawdę wspaniałe, nic dziwnego, że czytający szybko robi się głodny. Osobiście mam zamiar popróbować receptur Aleksandry Seghi, nie pierwszy raz zresztą :)




poniedziałek, 7 września 2015

250. Santa Montefiore CÓRKA PSZCZELARZA

Córka Pszczelarza jest jedną z tych książek, które pachną i to bynajmniej nie papierem i drukiem. Ta książka przepojona jest zapachem kwiatów, miodu i słońca. Córka Pszczelarza ma klimat, a mnie udało się go poczuć... I za to właśnie uwielbiam Santę Montefiore. 

Rok 1932. Grace Hamblin, córka pszczelarza mieszka wraz z ojcem w chacie na terenie pięknej posiadłości. Ojciec przekazuje dziewczynce wiedzę na temat roślin i pszczół, uczy ją kochać przyrodę i niewielkie, pożyteczne owady. Grace zna swoje miejsce i wie, czego się po niej oczekuje. Po śmierci ojca zostaje sama i decyduje się przyjąć oświadczyny swojego przyjaciela z dzieciństwa, chociaż jej serce uparcie bije dla innego mężczyzny... W 1973 roku Trixie Valentine, córka Grace, oddaje serce charyzmatycznemu wokaliście zespołu muzycznego. Tragedia rodzinna sprawia, że Jasper musi powrócić do Anglii, jednak obiecuje, że powróci do Trixie. Losy matki i córki niespodziewanie splatają się ze sobą, a kluczem do szczęścia okaże się wyjaśnienie tajemnic i niedomówień sprzed lat...

Santa Montefiore, znana i ceniona na całym świecie autorka powieści dla pań, przedstawia kolejną barwną i epicką historię, którą trudno zamknąć ramami jednego gatunku. Córka Pszczelarza jest piękną i poruszającą powieścią, w której przeplatają się miłość i namiętność, a na drodze ludzkiego szczęścia stają rodzinne zobowiązania i poczucie obowiązku. Czy bohaterowie historii stworzonej przez brytyjską pisarkę odnajdą swoje miejsce na ziemi i poczują się szczęśliwi? Tego w przypadku Santy Montefiore nie można być pewnym, jest ona bowiem jedną z nielicznym autorek, która tak wikła losy swych bohaterów, iż "happy end" może przybrać zupełnie inny obrót, niż moglibyśmy się tego spodziewać. 

Każda kolejna powieść Santy Montefiore, która trafia w moje ręce, wzbudza wielki entuzjazm. Z każdą kolejną przekonuję się i utwierdzam w przekonaniu, że brytyjska autorka jest osobą niezwykle utalentowaną i posiada wyjątkowy dar do snucia wspaniałych opowieści. W Córce Pszczelarza Santa Montefiore po raz kolejny potwierdza swoją wielką klasę, a ja odnajduję to, co lubię. Barwna i niezwykle klimatyczna opowieść, której akcja została rozciągnięta na ponad sześćdziesiąt lat, wzbudza wielkie emocje. Tak lubiane przeze mnie zabiegi retrospekcji pozwalają poczuć nastroje minionych lat i wczuć się w przeżycia bohaterów książki. Dla amatorek powieści rozrywkowych tworzonych pięknym językiem, dla miłośniczek angielskiej arystokracji w nieco współcześniejszym wydaniu, dla lubiących romanse, powieści obyczajowe i tajemnice - okaże się idealną lekturą :)

Polecam serdecznie!


niedziela, 9 sierpnia 2015

244. Elizabeth Flock CO SIĘ STAŁO Z MOJĄ SIOSTRĄ

Powieścią Emma i ja Elizabeth Flock podniosła sobie poprzeczkę naprawdę wysoko. Czy podołała wyzwaniu kontynuacji tej historii? 

Dziewięcioletnia Carrie Parker wraz z matką rozpoczynają nowe życie w niewielkim miasteczku w Karolinie Północnej. Pragną pozostawić za sobą wspomnienie przeszłości, przepełnionej bólem, przemocą i upokorzeniem. W nowym miejscu dziewczynka poznaje Ruth, Honor i Cricket Chaplin, w ich domu po raz pierwszy ma okazję zobaczyć i poczuć, czym jest rodzina i przyjaźń. Kiedy między Carrie i Cricket rodzi się więź, dziewczynki wyjawiają sobie kolejne tajemnice dotyczące ich rodzin. Prawda, która ujrzy światło dzienne, odmieni na zawsze ich losy...

Do sięgnięcia po Co się stało z moją siostrą zachęciła mnie intrygująca zapowiedź, jednak nie od razu zorientowałam się, że książka jest kontynuacją powieści Emma i ja, którą miałam okazję przeczytać przed paru laty i która długo nie pozwoliła mi o sobie zapomnieć. Najnoszą powieść Elizabeth Flock można czytać jako zupełnie odrębną historię, jednak jeśli będziecie mieć okazję sięgnąć po poprzednią, nie wahajcie się. Nie tylko rzuca ona światło na przeszłość bohaterek, ale przede wszystkim jest bardzo dobrą książką, zaskakującą, emocjonującą, taką która w pewnym momencie uderza czytelnika jak obuchem w głowę. Powieścią Emma i ja autorka bardzo wysoko podniosła sobie poprzeczkę i szczerze mówiąc, podczas lektury pierwszych kilkudziesięciu stron, sądziłam, że nie sprostała temu wyzwaniu. 

Co się stało z moją siostrą jest historią opowiedzianą z perspektywy dwóch bohaterek. Carrie i Honor. Dziecka i matki, która utraciła ukochaną córkę. To również dwa odmienne światy, które w pewnym momencie przenikają się za sprawą niezwykłego zbiegu okoliczności. Na kartach swojej powieści Elizabeth Flock kreuje dwa odmienne modele rodziny, kontrast pomiędzy nimi jest tak wyrazisty i głęboki, że aż bolesny. Zmaganie się z doznaniami małej Carrie nie jest dla czytelnika przyjemne, wywołuje sprzeciw, budzi gniew, sprawia że z niecierpliwością wyglądamy happy endu. Czy został przewidziany dla tej historii? Tego Wam nie zdradzę...

Powieść Elizabeth Flock wydaje się być utkana z tajemnic. Ich rozwiązania podejmują się Carrie i Cricket, a czytelnik towarzyszy im w tym wyzwaniu, wysnuwając swoje własne teorie. Trudno się od tego powstrzymać, skoro ta powieść składa się z tak wielu pytań, wątpliwości, niedomówień i sekretów. Lubicie takie historie? Co się stało z moją siostrą Was nie zawiedzie. Ta książka jest jednym wielkim pytaniem - od tytułu po zakończenie!

Wspomniałam, że początkowo sądziłam, że Elizabeth Flock nie sprostała kontynuacji swej historii. Na wstępie jest sennie, wręcz nudno, określiłabym to mianem paplaniny. Trzeba jednak pamiętać, że jest to świat przedstawiony oczyma małej dziewczynki, która "papla", gdyż po prostu taką ma naturę. Nie jest to bynajmniej czcza paplanina, szybko dostrzeżecie, że to dziecko musiało wydorośleć znacznie wcześniej niż jego rówieśnicy i choć ewidentnie zabijano w nim poczucie wartości, robi wszystko, by przetrwać. To wszystko może was przerazić, ponieważ Elizabeth Flock nie kreuje różowego obrazka. Być może Co się stało z moją siostrą nie zaskoczyło mnie tak, jak miało to miejsce w przypadku powieści Emma i ja, ale pewnymi szczegółami zrodziło ból gdzieś we wnętrzu, rozdarło, wstrząsneło i pozostało we mnie. 

za egzemplarz dziękuję: 


środa, 29 lipca 2015

241. Monika Małkowska ŻYCIE NA PRZEKĄSKĘ Pustki w sklepach, pełnia w kulturze czyli opowieści nie tylko z PRL"

PRL, czasy utożsamiane z pustymi półkami sklepów i kolejkami. A przecież nawet w tak niełatwych czasach coś jeść trzeba było... A co? Dowiecie się tego z książki Moniki Małkowskiej.



Monika Małkowska jest doktorem sztuki, wykładowczynią na ASP, krytykiem i publicystką, a przy tym bystrym obserwatorem zmieniających się czasów. Jej książka zatytułowana "Życie na przekąskę. Pustki w sklepach, pełnia w kulturze czyli opowieści nie tylko z PRL" stanowi połączenie niezwykłej książki kucharskiej z zapisem anegdot i wydarzeń o różnym zabarwieniu. 

Symbolem PRL-u stały się puste półki, kartki na najważniejsze produkty oraz długie kolejki. Podstawowe produkty spożywcze były trudno dostępne, co znacząco wpływało na kreatywność ówczesnych pań domu. Wszak niełatwo jest przygotować obiad z czegoś, czego najczęściej nie ma :) Niemniej gospodynie radziły sobie nad wyraz dobrze, czego namacalnym dowodem okazuje się ta książka. Gwarantuję, że podczas lektury nie raz pocieknie wam przysłowiowa (i nie tylko) ślinka. 


Swoją książkę Monika Małkowska określa mianem dziennika kulturalno-kulinarnego i wydaje mi się to w pełni trafionym tytułem. Na kartach niniejszego tytułu przeplatają się ze sobą znaczące wydarzenia i dyskusje o sztuce, a wszystko to odbywa się w aromacie świeżo przygotowanych potraw. Poszczególne rozdziały zostały opatrzone współczesnym komentarzem autorki, nierzadko dotyczącym osobistych przemyśleń i obserwacji, lub wspominanych osób. Współczesnym - gdyż wspomnieć należy, że Życie na przekąskę po raz pierwszy zostało przygotowane do druku z początkiem lat dziewięćdziesiątych i tylko upadek wydawnictwa unicestwił plan wydania tej książki. Osobiście jestem zdania, że dzieło Moniki Małkowskiej trafiło na swój wymarzony moment. Obecną chwilę i epokę PRL-u dzielą na tyle odległe czasy, że w ludziach budzi ona już nie ewidentną odrazę, ale sentyment. A niniejsza książka dla miłośników minionego ustroju okaże się nie lada gratką. 

Na kartach "Życia na przekąskę" czytelnik znajduje zapis codziennego życia autorki, licznych spotkań z ludźmi tworzącymi kulturę tamtych czasów, jak również moc interesujących przepisów kulinarnych. Te ostatnie są niezwykle różnorodne: od typowych przekąsek wyczarowanych z 2-3 składników po fantazyjne mięsiwa, których metody przygotowania wzbudziły we mnie (absolwentce szkoły gastronomicznej) autentyczny podziw. Co ważne: przepisy są niezwykle czytelnie i prosto nakreślone i bazują na składnikach powszechnie dostępnych w każdej kuchni, a jeśli nie kuchni to z pewnością w najbliższym sklepie. Przyznać muszę, że wiele receptur wzbudziło we mnie zdumienie i nieco lepiej nakreśliło mi sytuację zaopatrzeniową tamtych czasów. PRL bowiem utożsamiany jest z pustką, octem i kolejką, a tu proszę: pani Monika operuje i sosem sojowym i oliwą i wieloma innymi składnikami, za które własną głowę bym postawiła, że to ich w PRL-u nie było. 

Lekkie pióro autorki i duża dawka humoru plus smakowitości, których z pewnością będę chciała osobiście skosztować - to wszystko układa się w doskonałą lekturę i książkę, którą warto mieć na swojej półce! 

wtorek, 30 czerwca 2015

235. Leena Parkkinen PS NIE SZUKAJCIE MNIE

Starsza pani, ciężarna nastolatka, błękitny krążownik szos i morderstwo sprzed pół wieku. Kryminał? Niekoniecznie! Leena Parkkinen przedstawia burzliwą historię o kobiecej przyjaźni!

Karen jest dziarską damą po osiemdziesiątce. Pewnego dnia ucieka z domu swojego syna Erica, wsiada do ukochanego playmoutha i wyrusza w podróż, której celem ma stać się wyspa Fetknoppen. To właśnie tutaj przed 65 laty wyłowiono z morza zwłoki nastoletniej Kersti, a o dokonanie morderstwa posądzono ukochanego brata Karen, Sebastiana. Karen, która nigdy nie wierzyła w winę brata, postanawia przed śmiercią dowiedzieć się, co naprawdę wydarzyło się na wyspie. Po drodze staje się świadkiem napadu i zabiera ze sobą włamywaczkę, nastoletnią, ciężarną Azar. Rozpoczyna się podróż, która zapoczątkuje niezwykłą przyjaźń pomiędzy kobietami, które różni dosłownie wszystko. Jej finału nie potrafi przewidzieć żadna z nich. 

Na polskim rynku książki dostrzec można szeroką ofertę literatury skandynawskiej. Prym wiodą kryminały szwedzkie i norweskie, fińska literatura wciąż pozostaje słabo odkryta i mniej popularna. Dzięki takim powieściom, jak "Ps Nie szukajcie mnie" przekonuję się, że warto po nią sięgać. Powieść Leeny Parkkinen jest wielowymiarowa i głęboka, nie zamyka się w ścisłych granicach jednego gatunku. Stanowi połączenie kryminału, powieści psychologicznej i obyczajowej, porusza tematy przykre i trudne, jednak nie traci na lekkości, a nawet potrafi zaskoczyć humorystycznym akcentem. 

Autorka nie skupia się wyłącznie na teraźniejszości, z doskonałym efektem stosuje zabieg retrospekcji i pozwala czytelnikowi zapoznać się z wydarzeniami sprzed lat, zaprezentowanymi z punktu widzenia różnych bohaterów. To w pełni trafione posunięcie, właśnie jemu zawdzięczamy niezwykły klimat tej powieści. Akcja książki została częściowo umieszczona na surowej, nieprzystępnej wyspie położonej w pobliżu fińskiego wybrzeża. Sama wyspa wydaje się odgrywać bardzo ważną rolę w książce, ma stać się areną rozliczenia z przeszłością. We fragmentach związanych z przeszłością ukazuje z kolei trudy ludzkiego życia, surowość opisywanego regionu, piękno dzikiej przyrody, ale i niebezpieczeństwa jakie ona niesie. W znacznym stopniu ukazuje również tęsknotę za innym życiem, za wygodą, dostępem do kultury, sklepów i innych rzeczy, które my mamy i których często nie doceniamy.  

Dużym walorem powieści jest galeria interesujących i nietuzinkowych postaci wykreowanych przez autorkę. Bohaterowie żyją na kartach powieści, kochają się, przeżywają głębokie rozterki, demonstrują swoje pragnienia i lęki. Powieść Ps Nie szukajcie mnie jest zapisem bardzo skomplikowanych relacji rodzinnych i międzyludzkich, momentami przesyconych strachem, wstydem i wątpliwościami. W czasie lektury miałam wrażenie, że coraz lepiej poznaję poszczególne postaci, że obserwuję ich dojrzewanie i zachodzące zmiany. 

Czy jest to powieść, która będzie się podobać? Spełni oczekiwania czytelników? Nie wiem. To pozycja pełna skrajności, napisana lekko, nie pozbawiona napięcia, tajemniczego nastroju i wyjątkowego klimatu. Równocześnie wątek stosunków homoseksualnych nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu, podobnie jak nieco mistyczne zakończenie. Z mojej strony pełna satysfakcja czytelnicza, po prostu poczułam tę książkę :)

Za egzemplarz dziękuję: 


niedziela, 7 czerwca 2015

226. Colleen McCullough SŁODKO-GORZKIE ŻYCIE

Życie jest nieprzewidywalne i niesie wiele niespodzianek. Zarówno tych słodkich, jak i bardziej przykrych. Colleen McCullough udowadnia nam to na kartach swojej najnowszej, a zarazem ostatniej powieści. 

Australijska pisarka zasłynęła przede wszystkim powieścią Ptaki ciernistych krzewów, na kanwie której powstał popularny serial pod tym samym tytułem z Richardem Chamberlainem i Rachel Ward. Książka ta okazała się wielkim bestsellerem, sprzedając się w liczbie ponad trzydziestu milionów egzemplarzy. Colleen McCollough okazała się płodną pisarką, w jej dorobku znajduje się kilkanaście powieści łączących w sobie elementy historii obyczajowych i romansu, jak również powieści osadzone w czasach starożytnych oraz kilka kryminalnych historii. Autorka zmarła w 2015 roku w Norfolk. 

Lata dwudzieste ubiegłego wieku, Nowa Południowa Walia. Cztery siostry, córki pastora Latimera, rozpoczynają pracę w miejscowym szpitalu, by uczyć się pielęgniarstwa i przecierać szlaki dla zawodowych, wykwalifikowanych sióstr. Pozostawiają luksusowe życie w zamożnym domu i odcinają pępowinę toksycznej matki i macochy. Są piękne, ambitne i wyjątkowo ze sobą zżyte. Każda z dziewcząt ma swoje ambicje i marzenia, które przyjdzie spełniać w trudnych i dramatycznych latach Wielkiego Kryzysu. Życie każdej z nich potoczy się zupełnie inaczej, udowadniając, że ma słodko-gorzki smak.

Najnowsza powieść Colleen McCollough została napisana ze znacznym rozmachem i doskonale sprawdziłaby się w charakterze scenariusza do serialu lub filmu. Tak wyglądała moja pierwsza refleksja towarzysząca lekturze tej książki. Autorka zabiera nas w fascynującą podróż do Australii lat 20 i 30 ubiegłego wieku, czasów nie tylko ciekawych, ale również trudnych. Od utworzenia Państwa Australijskiego upłynęło niecałe trzydzieści lat, rozpoczyna się Wielki Kryzys. W niegodnej pozazdroszczenia sytuacji znajdują się również kobiety, które mają bardzo małe prawa  i często sprowadzane są do roli żon i matek. Nie inwestuje się w studia córek, a wyższe stanowiska w miejscowych instytucjach zajmują wyłącznie mężczyźni. Colleen McCollough prowadzi swoich czytelników przez wolno - ale jednak - postępujące zmiany. Siostry Latimer z uporem przecierają szlaki, wpierw podejmując pracę i naukę przygotowującą do profesjonalnego stanowiska, a w następnych latach dążąc do spełnienia swoich marzeń i kierowania swoim życiem, zarówno w sferze zawodowej, jak i osobistej. 

Słodko-gorzkie życie jest powieścią obfitującą w bohaterów i ich zagmatwane losy. Czytelnik spotyka cztery główne bohaterki, którym autorka poświęca naprawdę wiele uwagi, każda z nich ma w swoim życiu osoby bliskie i kochane, ich również Colleen McCollough w żadnym razie nie pomija. Przez to powieść jest naprawdę wielowątkowa i obszerna: chociaż przede wszystkim skupia się na losach czterech sióstr, ukazuje je na tle ważnych wydarzeń historycznych tego okresu oraz sytuacji gospodarczej i społecznej kraju. Towarzysząc bohaterkom na przestrzeni kilku lat, możemy obserwować zmiany zachodzące nie tylko w ich otoczeniu, ale również w nich samych. Kształtują je wydarzenia, często dramatyczne i emocjonujące. 

Książka australijskiej powieściopisarki nie spełniła do końca moich oczekiwań. Z pewnością jest ona poprawna i interesująca, szczególnie dla osób, które cenią historie osadzone na początku ubiegłego wieku i szczegółowo ukazujące losy bohaterów. Jak już wspomniałam Słodko-gorzkie życie jest powieścią obszerną pod względem treści, wątków i bohaterów, ale długie opisy sytuacyjne momentami stają się ogromnie dłużące. W moim przypadku katorgą było czytanie na temat spraw politycznych Australii, którym w pewnym momencie autorka poświęca naprawdę wiele uwagi. Było to moje pierwsze spotkanie z Colleen McColluogh, ale z pewnością nie ostatnie, ponieważ na mojej półce czeka powieść autorki zakupiona w antykwariacie. Przekonam się wówczas, czy te nużące opisy zostały wykorzystane na potrzeby tej powieści, czy też stanowią element stylu autorki. W przypadku Słodko-gorzkiego życia zabrakło mi nieco lekkości, tak charakterystycznej chociażby dla innej australijskiej pisarki Patricii Shaw. 






niedziela, 10 maja 2015

218. Barbara Sęk MIŁOŚĆ NA SZKLE

Droga po dziecko jest czasami długa i bolesna, jakby stąpało się po rozbitym szkle. Nie każdy potrafi nią przejść...

Aneta i Wojtek są małżeństwem po trzydziestce, odnieśli znaczący zawodowy sukces i cieszą się stabilizacją materialną. Podejmują decyzję, że czas na powiększenie rodziny, ale kolejne próby nie przynoszą wyczekiwanych efektów. Zdając sobie sprawę, że nie mają zbyt wiele czasu, małżonkowie udają się do kliniki leczenia niepłodności. To dopiero początek krętej i bolesnej drogi, jaką przyjdzie im przemierzyć. Kolejne działania i niepowodzenia wystawiają małżeństwo Anety i Wojtka na bardzo ciężką próbę. 

W swojej najnowszej książce Barbara Sęk dotyka tematu bolesnego, krępującego i bardzo delikatnego. W czasach, kiedy kwestia in vitro często stosowana jest jako iskra zapalna i karta przetargowa w rękach polityków, o niepłodności mówi się stosunkowo niewiele. A z pewnością bardzo niewiele mówi się na temat uczuć i przeżyć osób, które pragną cieszyć się rodzicielstwem, ale nie jest im to dane. Autorce Miłości na szkle w bardzo udany sposób udało się ukazać, jak wyglądają bezowocne starania o potomka, które prowadzą do kliniki leczenia niepłodności i laboratorium. Jej historia nie jest jednak suchym zapisem kolejnych wydarzeń, ona wprost żyje i pulsuje emocjami, nadziejami i strachem swoim bohaterów. 

Narratorem swojej powieści Barbara Sęk uczyniła Wojtka Raczyńskiego, tym samym dając nam możliwość poznania męskiego punktu widzenia. Momentami Wojtek sprawia wrażenie wiecznego chłopca, uwielbia żartować i nie zawsze podchodzi wystarczająco poważnie do "projektu dziecko". Jego zupełnym przeciwieństwem jest Aneta, której postępowanie jest ściśle nakierowane na jeden konkretny cel. Obserwując tę dwójkę - Anetę oczyma Wojtka, oczywiście - zauważamy, jak bardzo się różnią i jak kolosalnie się zmieniają w czasie procedury starania się o dziecko. Ich przeżycia nie są dla czytelnika obojętne i sprawiają, że bezwolnie identyfikuje się z postawą jednego z nich. 

Miłość na szkle jest bardzo współczesną i rzeczywistą powieścią, która ukazuje złożony problem niepłodności i walki o dziecko. Porusza bolesne, kontrowersyjne i krępujące dla samych zainteresowanych kwestie badań, zabiegów, kosztów i relacji w związku. Nie pierwszy raz czytam książkę, która porusza temat starań o dziecko i udowadnia, że jest to wielka próba dla relacji partnerskich, jednak pierwszy raz poznałam historię aż tak dogłębnie i mocno. Barbara Sęk stworzyła powieść życiową i bolesną, ale nawet w tej historii znajdziemy czas na uśmiech i dobry humor. 

Autorka wyznaje dewizę " Sęk w tym, by pisać tak, żeby odbiorca czytał trzy dni, a myślał o lekturze trzy lata". Nie jest ona do końca trafna, gdyż od tak emocjonującej książki, jak Miłość na szkle trudno się oderwać, by zaplanować czytanie na kilka dni. Z pewnością jednak książka zapada w pamięć na dłużej i skłania czytelnika do refleksji. Historia Anety i Wojtka wwierciła się w moje myśli i sprawiła, że doceniłam cud narodzin własnego dziecka. Być może książka nie zachwyciła mnie w każdym calu, niektóre sceny i dialogi nie przypadły mi do gustu i nie odczuję chęci, by do niej wrócić, ale z pewnością pamiętać będę ją długo i polecać z czystym sumieniem. 

Dziękuję: 


niedziela, 3 maja 2015

216. Cristina Morató KOBIETY NIEPOKORNE

Ich nazwiska znamy niemal wszyscy. O ich życiu wiemy tylko tyle, ile przekazały nam żądne sensacji tabloidy. Siedem niepokornych kobiet w książce Cristiny Morató - czekają, by przekazać Wam swoją historię...

Cristina Morató jest hiszpańską dziennikarką, fotografem, pisarzem i twórcą programów telewizyjnych. Jako autorka specjalizuje się w pozycjach z pogranicza literatury faktu i biografii, sławiąc chociażby dokonania najsłynniejszych XIX-wiecznych brytyjskich podróżników. Na polskim rynku ukazały się dwie książki autorki: Królowe Afryki oraz Kobiety Niepokorne

Maria Callas, Coco Chanel, Wallis Simpson, Eva Peron, Barbara Hutton, Audrey Hepburn, Jackie Kennedy - siedem kobiet, których nazwiska i dokonania są nam mniej lub bardziej znane. Z informacjami dotyczącymi ich życia najczęściej możemy spotkać się w rubrykach plotkarskich magazynów lub w programach dokumentalnych opisujących skandale ubiegłego wieku. Choć ich gwiazda najjaśniej świeciła przed wieloma laty, losy tych siedmiu kobiet wciąż wzbudzają niemałe emocje i budzą ciekawość ludzi na całym świecie. Na kartach swojej książki Cristina Morató zebrała siedem nietuzinkowych i barwnych postaci, które przez długi czas stanowiły ikonę stylu, wzbudzały podziw i zawiść szerokich rzesz ludzi. Czy rzeczywiście było im czego zazdrościć? Na to pytanie z pewnością każdy czytelnik odpowie sobie po lekturze książki Kobiety Niepokorne, gdzie hiszpańska autorka odsłania przed nami kulisy życia najsłynniejszych dam XX wieku. 

Kiedy wymawia się nazwisko każdej z siedmiu bohaterek książki Morató, najczęściej pojawia się skojarzenie tyczące sławy, wielkich pieniędzy, romansów i życia w zbytku. Często zapominamy, że za wizerunkiem wykreowanym przez prasę (jak również przez same bohaterki) stoją zwykli ludzie, którzy zmagają się z tymi samymi problemami, co my: kompleksami, samotnością, smutkiem, śmiercią bliskich czy chorobą. Zapominamy również, że życie na wiecznym świeczniku naznaczone jest ogromną presją i wymaganiami. Książka Cristiny Morato w pewnym sensie przypomina rubrykę towarzyską, w jakiej słynne nazwiska pojawiały się najczęściej, jednak autorka odsłania przed nami pełniejszą historię życia siedmiu ikon, wiodąc nas przez nią od narodzin po śmierć. Przez to książka okaże się doskonałą lekturą dla osób, które na temat wymienionych bohaterek wiedzą bardzo niewiele, a chciałyby poznać ich historię trochę dokładniej. Na ile dokładniej - ciężko mi ocenić, ponieważ nie czytałam innych biografii wspomnianych kobiet. Ja sama dowiedziałam się z tej książki bardzo wiele, pozwoliła mi ona dowiedzieć się dużo więcej na temat dam, których nazwiska nie były mi obce, które wydały mi się postaciami interesującymi, a zarazem tajemniczymi i nieco mitycznymi.

Kobiety niepokorne to siedem rozdziałów poświęconych siedmiu niebanalnym kobietom. Każdy rozdział to kilkadziesiąt stron historii z życia bohaterki, każdy poprzedzony jest czarno-białą klimatyczną fotografią i na wstępie przytacza słowa, jakie padły z ust danej postaci. Historia spisana przez hiszpańską dziennikarkę odznacza się dużą lekkością, przez co książkę czyta się szybko, niemal jak powieść. Jeśli lubicie tego rodzaju literaturę, nie odstraszają Was plotki i intrygi, a przy tym interesują Was postaci siedmiu opisanych kobiet - ta książka zapewni Wam przyjemną rozrywkę.

Dziękuję:


środa, 8 kwietnia 2015

210. Joanna Jodełka KRYMINALISTKA

Polski kryminał ma się naprawdę dobrze, a będzie miał się jeszcze lepiej. Póki pisać będą takie autorki jak Joanna Jodełka!
Wyobraźcie sobie, że w parku natykacie się na kobietę noszącą na twarzy i ciele ślady pobicia. Jej ubranie wisi w strzępach, włosy zlepiły się w paskudne strąki od brudu i krwi. Na jej widok odczuwacie głęboki niepokój, ale zarazem i ciekawość. Nie macie pojęcia, co przytrafiło się tej osobie i jaką dramatyczną tajemnicę skrywa, ale jesteście pewni, że nie było to nic przyjemnego. Tak właśnie poczujecie się rozpoczynając lekturę najnowszej powieści Joanny Jodełki. Staniecie przed obliczem nieszczęścia, które już  się dokonało, ale z niepokojem stwierdzicie, że nie macie pojęcia, co się wydarzyło. Spokojnie. Autorka powieści i jej tytułowa bohaterka, Joanna, wszystko Wam opowiedzą...  Na początek musicie tylko wiedzieć, że kobieta siedząca na ławce jest autorką poczytnych kryminałów i że zabiła ona dwie osoby...

Prawda, że brzmi intrygująco i wróży emocjonującą lekturę? Na szczęście autorce udało się nie tylko rozbudzać ciekawość czytelnika, ale również podtrzymywać ją do samego końca. Kryminalistka jest doskonale skonstruowaną i wciągającą powieścią, której nie sposób się oprzeć. Połknęłam tę książkę w dwa wieczory, a pewnie połknęłabym szybciej, gdyby nie zobowiązania czytelnicze względem córki. Akcja Kryminalistki wciąga, jak grząskie dno opisywanej w niej rzeki, nie sposób się oderwać. Z pewnością sporą zasługą jest tutaj talent autorki, której do tej pory - przyznaję - nie znałam. Jednak mam wrażenie, że największa zasługa tkwi tutaj w niebanalnej formie i intrygującym zarysie fabuły. 

Kryminalistka jest według mnie powieścią, która wymyka się ustalonym schematom. To nie jest tylko klasyczny kryminał, w którym należy odnaleźć i ukarać winnego zbrodni. To świetnie skomponowany mix powieści kryminalnej i psychologicznej, z bardzo mocno zarysowanymi elementami tej drugiej. Kreacja głównej bohaterki zaskakuje, czytelnik poznaje ją na dwóch płaszczyznach czasowych, mogąc dokonywać porównań  i szukając wspólnych mianowników. Mimo to autorce udaje się do samego końca zatrzymać swoje tajemnice dla siebie i zaskoczyć. W pełni zgadzam się z opinią Gai Grzegorzewskiej, że po zakończeniu lektury, ma się ochotę otworzyć książkę i wrócić do najważniejszych momentów. Z trudem się powstrzymałam, ale kiedyś Kryminalistkę przeczytam raz jeszcze...

Powieść została podana w łatwo przyswajalnej, prostej formie. Akcja toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych, Fragmenty przytaczane są w pierwszej osobie przez tytułową bohaterkę, inne opowiedziane w trzeciej osobie, jakby z perspektywy pobocznego obserwatora. Całość skąpana niepokojącym, momentami wręcz wzbudzającym grozę klimatem, a w dodatku od początku czytelnik przedziera się przez gąszcz tajemnic, nie wiedząc, co przyniosą kolejne strony. Z radością przeczytałam, że autorka planuje kontynuację Kryminalistki. Jestem bardzo ciekawa, jak Joanna Jodełka "wybrnie" z sytuacji, do której doprowadziła swoją bohaterkę. Pewne jest, że Kryminalistką postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko...

Dziękuję: 



wtorek, 24 lutego 2015

200. David Nicholls MY

Kiedy pewnego dnia, żona zapowiada, że zamierza odejść, Douglas Petersen postanawia zrobić wszystko, by przekonać ją, że wciąż są dla siebie stworzeni. Decyduje się wykorzystać rodzinne wakacje, by odzyskać uczucia żony i szacunek dorastającego syna, z którym wyraźnie nie potrafi znaleźć wspólnego języka. Wynajmuje europejskie hotele, skrupulatnie planuje trasy i atrakcje, które mają zobaczyć. Czy plan idealny może się nie powieść? Okazuje się, że jak najbardziej...


David Nicholls jest aktorem, scenarzystą i autorem powieści. Największą popularność przyniosła mu powieść "Jeden dzień", która ukazała się nakładem wydawnictwa Świat Książki w 2011 roku. Powieść My jest jednak moim pierwszym spotkaniem z autorem i nie mam porównania, jak wypada na tle innych pozycji w dorobku pisarza. Z żalem muszę przyznać, że książka nie spełniła moich oczekiwań. 

Podróż życia po całym kontynencie,  któż z nas o niej nie marzy? Z pewnością zamarzył Douglas Petersen, główny bohater i narrator powieści My. Intrygująca wyprawa, która miała scalić nieco potrzaskaną rodzinę w jedność. Szybko okazało się, że wszystko przebiega zupełnie inaczej, niż to sobie Douglas wymyślił. 

Powieść Davida Nicholsa jest nie tylko zapisem wyprawy życia, jaką ma podjąć rodzina Petersenów. To również wyprawa w głąb pamięci, którą odbywa Douglas. Mężczyzna wraca wspomnieniami do najwcześniejszych chwil swojego związku z żoną i do najistotniejszych chwil w ich wspólnym życiu. Życiu, które było nie mniej kręte, co naszkicowana w książce trasa ich wycieczki. Jest to swoisty rachunek sumienia, jaki Douglas odprawia, kiedy dowiaduje się, że żona zamierza od niego odejść. Mężczyzna nie traci jednak nadziei i wierzy, że wspólna wyprawa uratuje związek. 

My jest powieścią wielkich kontrastów, w której poważne refleksje, jakim oddaje się główny bohater, przeplatają się z wyśmienitym, nieco gorzkim humorem. Choć całość sprawia wrażenie bardzo dojrzałej i wyważonej, potrafi zaskoczyć nagłym zwrotem akcji i rozbawić do łez. Właśnie ten wyśmienity humor uważam za największy atut tej powieści, przyznaję, że ratował mnie przed odłożeniem lektury. Historia stworzona przez Davida Nichollsa w zamyśle miała być bardzo interesująca, ale autor nie wykorzystał jej potencjału. Momentami akcja zamiera i trudno opanować znudzenie, nie mówiąc już nawet o wyzwoleniu jakichś emocji. Niestety, nie nawiązałam "więzi" z tą książką, historia stworzona przez autora nie przemówiła do mnie i nie potrafiła zainteresować. Na szczęście dla mnie, jest to pozycja, która potrafi momentami bardzo solidnie rozbawić i tego się trzymam. 

Pod względem stylistyki powieści Davida Nichollsa niczego zarzucić nie można. Czyta się ją przyjemnie, lekko, choć wyraźnie da się zauważyć, że autor posługuje się dojrzałym językiem. Udało mu się również stworzyć interesujących i barwnych bohaterów, którzy dodają historii smaczku. Całość podzielona jest na krótkie rozdziały, 

Podsumowując: w moim przypadku powieść okazała się rozczarowaniem, czego bardzo żałuję. Nie wzbudziła we mnie żadnych emocji, ani jakiegoś szczególnego zainteresowania. Równocześnie nie mogę jej odradzać, gdyż niewykluczone, że inni czytelnicy odnajdą w niej to, czego szukają. Jest dobrze napisana, bawi, wzbudza refleksje i podziw dla determinacji głównego bohatera. Musicie sami się przekonać, czy będzie dla  Was odpowiednią lekturą. 

dziękuję za egzemplarz wydawnictwu: 








poniedziałek, 9 lutego 2015

197. Ron Rash SERENA

Górskie rejony Karoliny Północnej, gdzie człowiek metr po metrze wydziera naturze bogactwo lasu. Życie w tym surowym świecie nie jest łatwe, wypadki śmiertelne są na porządku dziennym, a praca ciężka. I właśnie w te dzikie ostępy pewnego dnia George Pemberton przywozi swoją piękną żonę, Serenę...

Choć Serena Pemberton pochodzi ze znamienitej rodziny i kształciła się w najlepszej szkole dla panien, nie jest delikatną i subtelną kobietką. Wraz z mężem pragnie stworzyć imperium drzewne, ogałacając do cna porośnięte lasem wzgórza Karoliny Północnej. Jej ambicje sięgają jednak dalej: marzy, że pewnego dnia przeniosą się do Brazylii, by czerpać bogactwo z tamtejszych lasów mahoniowych. Serena nie boi się ciężkiej pracy, wraz z mężem nadzoruje pracę drwali i nie szczędzi starań, by ta była jeszcze bardziej wydajna. Na białym arabie, z nieodłącznym orłem na ramieniu stoi na straży rodzinnego interesu, bacząc, co może im stanąć na przeszkodzie. Bez cienia litości eliminują razem wszystkich przeciwników.

George mieszkał w obozie jeszcze zanim poślubił Serenę. W tym czasie wdał się w romans z 17 - letnią dziewczyną, która urodziła jego synka. Serena ignoruje istnienie młodej kobiety i dziecka, dopóki sama nie traci ciąży i nie staje się jasne, że Pembertonowie nigdy nie doczekają się dziedzica. Bezlitosna kobieta wydaje na nieślubne dziecko swego męża wyrok...

Serena Rona Rasha jest powieścią, dla której zarywa się noce. Fascynująca opowieść osadzona w surowej scenerii Karoliny Północnej początku lat trzydziestych dwudziestego wieku, która zachwyca głębią i pięknem, a równocześnie wzbudza niepokój pozbawionym litości klimatem. To ostatnie jest dziełem doskonale wykreowanych bohaterów, a przede wszystkim głównej i tytułowej bohaterki: Sereny Pemberton. Gdyby pisarzom przyznawano prestiżowe nagrody za tworzenie książkowych postaci, jedna z nich bezsprzecznie poszybowałaby do Rona Rasha za powołanie do życia Sereny, bohaterki nietuzinkowej, cielesnej, w której żyłach naprzemiennie płynie żywy ogień i tnący lód. To ona tworzy tę historię i nadaje jej rytm. Wszystko biegnie tym torem, jaki wytoczy Serena. Wydaje się, że ta piękna kobieta zawsze postawi na swoim. Czy rzeczywiście?

Serena jest powieścią, która toczy się wyjątkowo niespiesznym rytmem i pozwala czytelnikowi dobrze zagłębić się w swój klimat i opisywane wydarzenia. Akcja powoli kluczy, skupiając się to raz na Pembertonach i ich dążeniach do bogactwa, to na młodej Rachel, która po śmierci ojca została zupełnie sama i musi otoczyć miłością i opieką maleńkiego synka Georga Pembertona. Te dwa wątki toczą się naprzemiennie, odsłaniając bolesny kontrast pomiędzy lodowatym, wyrachowanym życiem drzewnych potentatów, a pełną gorącego oddania codziennością młodej matki. Te dwa wątki przypominają leniwie płynące strumyczki, które bezwolnie zmierzają ku sobie, by połączyć się w jedną wartką rzekę. A kiedy losy Pembertonów oraz Rachel i jej dziecka ponownie się splatają, akcja książki gwałtownie przyspiesza, serwując czytelnikowi wydarzenia tak dramatyczne i przerażające, że trudno uwierzyć w ich prawdopodobieństwo. Do samego końca powieść trzyma czytelnika w napięciu i bardzo trudno przewidzieć, jaki finał Ron Rash przewidział dla swoich bohaterów...

Powieść Rona Rasha uczyniła na mnie ogromne wrażenie, a postać głównej bohaterki przygniotła mnie swoją siłą. Już dawno nie spotkałam na kartach książki bohaterki, która wzbudziłaby we mnie tak wiele skrajnych emocji. Jednak Serenę warto przeczytać nie tylko ze względu na tytułową postać. Stanowi ona interesującą i barwną historię, która ukazuje życie ludzi w surowych warunkach obozów drwali, jak również przedstawia oblicze niebezpiecznej i niekonwencjonalnej miłości. Po lekturze Seren nasunęły mi się dwie krótkie i proste refleksje. Lawrence dostanie za tę rolę Oscara, a ta książka nie mogłaby mieć innego tytułu. Polecam gorąco!



środa, 28 stycznia 2015

193. Tara Conklin SŁUŻĄCA

Czy Wy także lubicie książki, w których "teraz" spotyka się z "kiedyś" i pozwala odkryć fascynujące tajemnice? Jeśli tak, musicie koniecznie przeczytać debiutancką powieść Tary Conklin pod tytułem "Służąca". 

Tara Conklin studiowała prawo i historię, a także pracowała w londyńskiej i nowojorskiej kancelarii prawniczej. Służąca - jej debiutancka powieść - jest swego rodzaju hołdem, jaki autorka oddaje czarnoskórym obywatelom Stanów Zjednoczonych, którzy skuci kajdanami niewolnictwa budowali amerykańską potęgę wraz z białymi założycielami. Być może budowali ją nawet bardziej niż biali panowie, którzy stali nad nimi, poganiając pejczem, gdyż budowali ją ciężką, mozolną pracą. Tara Conklin zwraca naszą uwagę na fakt, że nie doczekali się oni pomników, ani podziękowań, na dobrą sprawę nie doczekali się także przeprosin za to, że zniewoleni przybyli na obcy ląd, by pracować na czyjeś bogactwo i chwałę. 

Powieść Tary Conklin toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że obydwie przedstawiają historie nie mniej fascynujące, nasycone tajemnicą, uczuciami i emocjami. Lina, młoda prawniczka zatrudniona w znanej nowojorskiej kancelarii ma zająć się sprawą zbiorowego pozwu o odszkodowania dla potomków niewolników. Przez przypadek natrafia na ślad białej malarki z Wirginii, Lu Anne Bell, której autorstwo obrazów jest kwestionowane. Czy namalowała je ciemnoskóra niewolnica Josephine, która mieszkała w majątku jej męża? Lina poszukuje potomków Josephine i usiłuje zyskać więcej informacji na temat jej samej. Równocześnie sama staje przed rozwiązaniem dramatycznych tajemnic swojej rodziny...

Dwie intrygujące bohaterki, którym przyszło żyć w innych czasach i wieść zupełnie inne życie. Lina, prawniczka z Nowego Jorku, córka malarza, samotnie wychowywana przez ojca. Pragnie odnieść zawodowy sukces, wspinać się po szczeblach prawniczej kariery. Precedensowa sprawa o odszkodowanie dla  potomków ciemnoskórych niewolników może jej pomóc. Josephine, uzdolniona artystycznie siedemnastolatka, której przyszło dorastać na plantacji tytoniu gdzieś w Wirginii. Pragnąca wolności, wypatrująca tęsknym spojrzeniem "czegoś" na horyzoncie i wiedząca, że kiedyś odejdzie w miejsce, w którym będzie naprawdę wolna. Dwie fascynujące historie, "tu i tam", "kiedyś i teraz", które splatają się na kartach powieści amerykańskiej autorki w nie mniej fascynującą całość. Wprost stworzona dla miłośników powieści społeczno-obyczajowych, w których równie ważne są wydarzenia, co cała otoczka i atmosfera książki. 

Służąca jest powieścią emocjonującą, która porusza w czytelniku pewną strunę. Czy to za sprawą dramatycznych, pełnych bólu i upokorzeń wydarzeń z kart książki, czy też dzięki przedstawieniu postaci, które wyraźnie jaśnieją na jej stronach. Mówię tutaj o ludziach, którzy pomagali uciekającym niewolnikom, wielokrotnie ryzykując swoje własne bezpieczeństwo i życie. Na kartach swojej powieści Tara Conklin przywołała obraz "kolei podziemnej", czyli siatki punktów, które zajmowały się przerzutem niewolników na Północ, gdzie mogli rozpocząć nowe, lepsze życie z dala od swoich panów. 

Powieść Tary Conklin jest również opowieścią o poszukiwaniu swojego miejsca w życiu, drogi, którą powinno się podążać. Obydwie jej bohaterki stają na pewnym zakręcie życiowym i muszą znaleźć odpowiedź na pytanie, co robić dalej, gdzie się udać, czy kierować się ku wolności, choćby ulotnej, czy pozostać w koleinie, jaką wyrzeźbiło życie. Jaką decyzję podejmą? By się tego dowiedzieć, musicie sięgnąć po Służącą, powieść pięknie nakreśloną, spójną, z bogatym tłem społeczno-obyczajowym, pełną marzeń, tajemnic i emocji. 








czwartek, 15 stycznia 2015

189. Paullina Simons BELLAGRAND

Do jakich poświęceń zdolna jest miłość? W swojej powieści Paullina Simons przekonuje nas, że do olbrzymich. Prawdę powiedziawszy, śledząc losy głównych bohaterów, nie mogłam wyjść z podziwu, ile jest się w stanie ścierpieć dla miłości...


Ona, piękna imigrantka z Włoch, która w amerykańskiej rzeczywistości pragnie ułożyć swoje życie. On, potomek jednej z najbardziej wpływowych rodzin w mieście, który pewnego dnia rzucił wszystko, by być z  nią. Namiętna i gorąca miłość, która jednak nie mieni się wyłącznie kolorami tęczy. Momentami jest czerwona, kiedy on oddaje się swoim politycznym przekonaniom, momentami czarna, gdy ją oszukuje, kłamie i manipuluje nią. Pomimo to wciąż razem... na ogarniętych strajkami uliczkach Massachusetts, w pięknej i tajemniczej posiadłości Bellagrand. Gdzie jeszcze rzuci ich los?

Za każdym razem, gdy w mojej rozmowie z innymi czytelniczkami pada nazwisko Paulliny Simons, natychmiast pojawia się zapewnienie, że jej najlepszym dziełem jest trylogia opisująca losy Tatiany i Aleksandra. Oczywiście to zapewnienie nie pojawia się z  mojej strony, gdyż nie miałam przyjemności czytać Jeźdźca Miedzianego i pozostałych części. Po lekturze Bellagrand muszę jednak powiedzieć, że cieszę się, że jeszcze nie czytałam najsłynniejszych powieści Simons. Dlaczego? Chociażby z tego powodu, że w Bellagrand i poprzedzających tę powieść Dzieciach Wolności, powołała ona do życia postaci znane z trylogii Jeźdźca Miedzianego i pozwoliła swoim czytelnikom poznać ich wcześniejsze losy. Mówiąc prościej: Dzieci Wolności i Bellagrand opisują losy rodziców Aleksandra, najsłynniejszego bohatera Simons. 

Bellagrand jest kontynuacją wcześniejszej powieści Paulliny Simons, jednak jej konstrukcja pozwala czytać te dwie części zupełnie osobno i czytając tylko drugą z nich, nie odczuwa się braku pierwszej. Jeśli jednak będzie się miało okazję przeczytać wcześniej Dzieci Wolności, zachęcam, gdyż to z pewności da jeszcze inne spojrzenie na dalsze losy bohaterów. Bellagrand skupia się przede wszystkim na losach Giny i Harry'ego, którzy są już małżeństwem i prowadzą wspólne życie. Ich relacje są wyjątkowo skomplikowane. Choć łączy ich gorąca miłość i nie mniej gorąca namiętność, wyraźnie można wyczuć, że prawdziwą miłością mężczyzny jest co innego. Powieść Simons jest świetnym zapisem zderzenia wyobrażeń i rzeczywistości. I choć czytelnik jest świadkiem bolesnych chwil w związku tych dwojga i niejednokrotnie ma ochotę nimi potrząsnąć, oni z zadziwiającą mocą tkwią w małżeństwie, które wydaje się nie mieć racji bytu. 

Dużym atutem powieści są jej bohaterowie. Paullina Simons stworzyła postaci, które bardzo mocno zapadają w pamięć i oddziałują swoim postępowaniem i decyzjami na czytelnika. Momentami aż ma się ochotę powiedzieć im do słuchu, innym razem się im współczuje, nie sposób być wobec nich obojętnym. Co ciekawe, początek powieści zapowiada coś zupełnie innego, niż otrzymujemy w dalszej części, końcówka wprowadza w konsternację. Autorka potrafi zaskoczyć i plątać losy swoich bohaterów w taki sposób, że im samym trudno za tym nadążyć. 

Bellagrand jest powieścią dynamiczną, a zarazem przepełnioną treścią. Autorka dołożyła starań, by wypełniły ją wydarzenia ważne dla bohaterów, ale zarazem dla Ameryki początku dwudziestego wieku. I choć uwaga czytelnika skupia się przede wszystkim na Ginie i Harrym, nie sposób przeoczyć doskonale skonstruowanego tła, które przedstawia przemiany zachodzące w Stanach Zjednoczonych w tym okresie. Książka odznacza się dobrym, łatwo przyswajalnym językiem, być może nie połyka się jej, ale to raczej w tym wypadku zaleta, nie wada. Po prostu Bellagrand wymaga pewnego skupienia, by ogarnąć sytuację polityczną i osobiste zawirowania bohaterów. Myślę, że to obowiązkowa pozycja dla fanów twórczości autorki, ale tych raczej do lektury zachęcać nie trzeba. Bellagrand będzie również doskonałą powieścią dla czytelniczek, które cenią dobry obyczaj z nutką historii, lub po prostu lubią klimat Ameryki lat dwudziestych i wcześniejszych. 







środa, 15 października 2014

168. Santa Montefiore TAJEMNICA MORSKIEJ LATARNI

Santa Montefiore zalicza się do moich ulubionych autorek, co może nieco dziwić, zważywszy na to, przeczytałam zaledwie trzy z jej powieści. Jednak spotykając się wcześniej z autorką na kartach jej powieści, czułam, że do siebie idealnie pasujemy. Czy podobne wrażenie towarzyszyły mi podczas lektury "Tajemnicy morskiej latarni"?


Ellen Trawton ucieka. Ucieka przed zaborczością matki i przed niechcianym małżeństwem. Ma dość udawania, że jest kimś, kim się nie czuje. Poszukując schronienia, decyduje się odwiedzić ciotkę, z którą od ponad trzydziestu lat matka nie utrzymuje kontaktu. W gościnnym irlandzkim domu Ellen odkrywa, że jej rodzina skrywa wiele tajemnic. Poznaje także Connora, który przed kilkoma laty stracił żonę w tragicznym wypadku, jaki wydarzył się w miejscowej latarni morskiej. Ellen i Connor tracą dla siebie głowę, jednak duch Caitlin, zmarłej żony Connora, nie myśli dzielić się ukochanym mężczyzną...

Tytuł najnowszej powieści Santy Montefiore kusi czytelnika tajemnicą i z pewnością każdy czytelnik, który tajemnic po niej oczekuje, poczuje się usatysfakcjonowany. Sekretów, zagadek i tajemniczych wydarzeń w historii tej nie brakuje. Towarzysząc Ellen, stopniowo je odkrywamy, poznając burzliwe losy irlandzkiej rodziny. To, co przed laty wydarzyło się w zniszczonej latarni morskiej, to zaledwie preludium. Autorka przygotowała dla nas głęboki worek tajemnic i sypnęła z niego obficie.

Nie mniej fascynujący, niż wspomniane tajemnice, jest proces zmian zachodzących w głównej bohaterce. Czytelnik staje się świadkiem rozkwitu kobiety, która po raz pierwszy w życiu czuje się sobą i robi to, na co sama ma ochotę. Zbuntowana trzydziestolatka, która wyrwała się spod skrzydeł zaborczej matki ustępuje miejsca świadomej swoich korzeni, silnej kobiecie. Gdzie zaprowadzi Ellen ta przemiana? Co z jej pomocą osiągnie? Z pewnością miłość, bo tej w powieściach Santy Montefiore nigdy nie brakuje. Czy jednak będzie to uczucie spełnione? Tego już nie możemy być tacy pewni, gdyż autorka lubi bawić się uczuciami swoich bohaterów. Powieści jej autorstwa, które do tej pory trafiały w moje ręce, pokazały mi, że niczego nie można być pewnym!

Wprowadzenie do historii postaci ducha Caitlin wzbudziło moją konsternację. Nie lubię, gdy w powieściach obyczajowych, często do bólu realnych, pojawia się wątek paranormalny, zaburza to nieco moje spojrzenie całej historii. W porę uświadomiłam sobie jednak, że przecież chodzi o Irlandię, zieloną wyspę, którą zamieszkują wróżki i skrzaty, romantyczną, zamgloną i pełną magii. Tam mogą przechadzać się duchy nieszczęśliwych, przedwcześnie zmarłych żon, które na ziemi pozostawiły ukochanego mężczyznę. I może nie powinno nas to dziwić?

Tajemnica morskiej latarni jest barwną i pięknie napisaną historią. Zachwyca głębią rodzinnych więzi, porusza dramatyzmem wydarzeń. Po raz kolejny Santa Montefiore stworzyła historię, która mnie pochłonęła. Czy jest jakaś rysa na tym obrazie? Jedna. Na tle wcześniej poznanych przeze mnie książek autorki Tajemnica morskiej latarni wypadła nieco blado. Nie wzbudziła aż tak gorących emocji, nie wywołała tak mocnych wypieków na policzkach. To jednak nie rzutuje na moją opinię na temat twórczości pani Montefiore. Najwyraźniej moje serce mocniej bije dla historii, które rozciągają się na dziesiątki lat. Oczywiście krótsze także będę czytać, szczególnie tak magiczne i zagadkowe, jak Tajemnica morskiej latarni. 

Dziękuję: 






niedziela, 9 marca 2014

105. Santa Montefiore SPOTKAMY SIĘ POD DRZEWEM OMBU

Kiedy pisałam o powieści Santy Montefiore Jaskółka i koliber, poleciłyście mi inną książkę autorki: Spotkamy się pod drzewem Ombu. Wypatrywałam jej na bibliotecznej półce i nareszcie trafiła w moje ręce...



Już czytając "Jaskółkę" zrozumiałam, że autorka ma niebywały talent do snucia opowieści o ludzkich losach. Opowiedziane przez nią historie są nietuzinkowe i długie. Być może to zasługa faktu, że Santa Montefiore nie ogranicza się do opisania wycinka z życia swoich bohaterów. Ona przedstawia je w całości, sprawnie żonglując czasem i przestrzenią, zwinnie porusza się między dziesięcioleciami i kontynentami, między różnymi klasami i  światopoglądami. A my, jej czytelnicy, podążamy razem z nią i dajemy się ponieść magii jej historii. Stajemy się jej częścią. Żyjemy życiem bohaterów. Razem z nimi płaczemy i śmiejemy się, zaciskamy pięści z gniewu. Tak oddziałują na mnie powieści tej autorki. Chłonę je całą sobą. Według mnie tak powinna oddziaływać książka na czytelnika. 

Na pięknym ranczu położonym na argentyńskiej pampie dorasta śliczna Sofia Solanas. Uparta i rozkapryszona nastolatka jest kochana przez wszystkich, za wyjątkiem własnej matki, która wydaje się ją winić za własne poczucie wyobcowania. Mimo to Sofia wiedzie szczęśliwe życie, dokazując i bawiąc się w towarzystwie licznych krewniaków. Jeden z kuzynów, Santiago, jest dziewczynie szczególnie bliski. Dziecięce zauroczenie przeradza się w namiętny romans. Kiedy dziewczyna zachodzi w ciążę, rodzina wysyła ją do Europy, by rozdzielić zakochanych i zapobiec wybuchowi skandalu. Zraniona i odrzucona Sofia zrywa kontakt ze swoimi bliskimi i znika na wiele lat. Rozpoczyna nowe życie, ale wciąż nie może wyrzucić z myśli zakazanej miłości. 

Zapoznając się z opisem książki, wyczytałam, że jest to wzruszająca saga rodzinna i podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękami. Powieść wzbudzała wiele emocji. Opowiada o zakazanej miłości pomiędzy kuzynostwem, uczuciu na które nie było przyzwolenia i które przyniosło bohaterom wiele cierpienia i łez. Jednak nie tylko, gdyż ich udziałem stały się piękne chwile. Mimo że miłość tych dwojga stała się osią książki, nie nazwałabym jej nigdy romansem. Bardziej opowieścią o zawiłości ludzkich losów i o tym, że człowiek potrafi znieść wiele nieszczęść, potrafi podnieść się z naprawdę ciężkiej sytuacji i żyć, jeśli tylko posiada tę wolę życia...

Spotkamy się pod drzewem Ombu to nie tylko powieść o zakazanej miłości, ale również o trudnych relacjach rodzinnych, zadawnionych żalach, przebaczeniu... 

Polecam!