Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *biografie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *biografie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 lipca 2018

275. Anna Herbich DZIEWCZYNY Z WOŁYNIA

Bardzo lubię serię „Prawdziwe historie” Wydawnictwa Znak Horyzont. Cenię publikacje Kamila Janickiego, ale szczególne miejsce na mojej półce zajmują książki Anny Herbich. Jej „Dziewczyny...” to historia w niezwykle przystępnej formie, opowiedziana ustami świadków opisanych wydarzeń. Najnowszej części cyklu zatytułowanej „Dziewczyny z Wołynia” trochę się bałam. Wiedziałam, że opowieści przedstawione na jej stronach przyniosą wiele emocji, gniewu, bólu i łez. Nie pomyliłam się – było smutno, momentami ciężko, ale cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę. Bohaterki Anny Herbich zasługują na to, by zostać wysłuchane.

Wołyń. Miejsce niemal mityczne, dziś przez Polaków utożsamiane głównie z ludobójstwem, jakie miało tam miejsce 75 lat temu. Dla kobiet z książki Anny Herbich to przede wszystkim dom. Mała ojczyzna tworzona przez zielone łąki, lasy, malownicze wioski i leniwie płynące rzeki. Miejsce, gdzie obok siebie zgodnie żyli Polacy, Ukraińcy, Żydzi czy Czesi. Kraina szczęśliwego dzieciństwa utracona nagle i boleśnie. Co ponadto? Cierpienie. Wspomnienie strasznych scen, krzywdy najbliższych, zdewastowanych lub spalonych gospodarstw, bólu i krwi.

Dziesięć kobiet, dziesięć Wołynianek, którym jakimś cudem udało się przeżyć tę gehennę. W chwili, gdy banderowcy mordowali Polaków były tylko dziećmi. Mimo to ich wspomnienia są żywe. Patrzyły na ciała swoich bliskich, na maltretowanych sąsiadów, na żywcem płonącą trzodę. Opowiadają o kryciu się w piwnicach, łanach zbóż, budynkach gospodarczych. O ciągłym strachu, jaki towarzyszył ludziom świadomym, że najbliżsi sąsiedzi rozpoczęli na nich polowanie. O rozpaczliwej nadziei, jakiej czepiali się Polacy, sądząc, że skoro nikomu krzywdy nie zrobili, ich również nikt nie skrzywdzi… Ale historie bohaterek Anny Herbich to nie tylko krwawa jatka, krew i łzy. To również piękne wspomnienia o Wołyniu, który nigdy nie powróci. O pięknych strojach, szczęśliwych rodzinach, zadbanych gospodarstwach, szumiących sadach i wyjątkowych tradycjach. Potrafię sobie wyobrazić, jak Wołynianki uśmiechają się, snując opowieść o tej pięknej krainie, jak błyszczą im oczy. Bo i ja uśmiechałam się przez łzy, czytając, jak pięknie to opisywały.

Lektura Dziewczyn z Wołynia z pewnością nie jest łatwa, jednak bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę pozycję. Nie odważyłam się obejrzeć filmu Wojciecha Smarzowskiego, bojąc się brutalnych scen, zyskałam za to relację dzielnych kobiet, które przetrwały tę rzeź. Pamięć o tych strasznych wydarzeniach żyje, póki żyją one. Póki my podsycamy płomień pamięci i oddajemy cześć zamordowanym.

poniedziałek, 3 lipca 2017

250. Halszka Opfer KATO-TATA

Macie czasami tak, że czytacie jakąś książkę i macie ochotę rzucić nią w kąt? Ale nie dlatego, że jest nieciekawa czy słabo napisana, tylko po prostu czujecie, że dłużej nie jesteście w stanie jej czytać? Pierwszy raz taką sytuację miałam, gdy czytałam „Dziewczynę z sąsiedztwa”. Już na samą myśl o tej książce spinam się tak mocno, że aż wszystko mnie boli. Podobne odczucia towarzyszyły mi podczas lektury „Kato-taty” Halszki Opfer. Gdy zagłębiałam się w kolejne strony, wszystko we mnie krzyczało, by zaprzestać czytania, ale równocześnie nie mogłam tego zrobić, zupełnie jakbym czuła się zobowiązana dokończyć tę książkę i choć tyle uczynić dla kobiety, która zawarła w niej swoje wspomnienia związane z molestowaniem seksualnym ze strony ojca.

Ta książka jest obrzydliwa, bo obrzydliwe było to, co ojciec – i nie tylko ojciec – zrobił narratorce. Ona sama nie szczędzi czytelnikowi szczegółowych opisów, od których coś nieprzyjemnego zbiera się w gardle. Pisze prostym, powiedziałabym nawet infantylnym językiem. Opisuje te wydarzenia jak leżący na stole zeszyt. Przytacza kolejne zdarzenia z trudnego dzieciństwa, które zostało zdominowane nie tylko przez przemoc seksualną, ale również przez biedę, szykany ze strony rówieśników i nauczycieli, brud, głód i zaniedbanie matki. To ostatnie jest dla mnie chyba najstraszniejsze, ponieważ wskazuje, że matka dziewczynki, a później nastolatki doskonale wiedziała, co jej mąż robi z córką. To jedna z trudniejszych i paskudniejszych lektur, jakie przeszły przez moje ręce, z pewnością nie jest to książka, którą można przeczytać ot tak dla relaksu. Na ogół unikam takich pozycji, szczególnie tych autobiograficznych, ponieważ bardzo mocno i długo je przeżywam, tym razem zrobiłam wyjątek z powodu reportażu „Mokradełko”, który wpadł mi w oko jakiś czas temu i który chciałabym przeczytać. „Kato tata” pozostawił po sobie gorycz, niepokój i coś nieokreślonego, jakąś mieszankę wstydu i gniewu. Bo przecież doskonale wiemy, że gdzieś obok nas jest wiele takich dzieci. Krzywdzonych, maltretowanych, gwałconych. Bezgłośnie krzyczących o pomoc i nie słyszanych.

poniedziałek, 27 marca 2017

246. Agnieszka Nabrdalik DZISIAJ ROZMAWIAMY O PANI

Jak wygląda życie w małżeństwie z artystą? Czy grzeje się w blasku sławy czy ginie się w cieniu sławnego męża? Czy ma się czas i energię na własne życie zawodowe, pasje, zainteresowania? Na te i inne odpowiedzi odpowiedzi znajdziecie w książce Dzisiaj rozmawiamy o pani autorstwa Agnieszki Nabrdalik.

Bardzo lubię czytać wywiady, można z nich wyczytać mnóstwo ciekawostek o ludziach, ich codzienności, poglądach. A najlepsze są te wywiady swobodne, jakby poprowadzone zupełnie przypadkowo, wynikające ze zwyczajnej pogawędki. Właśnie taki nastrój towarzyszy rozmowom, jakie Agnieszka Nabrdalik zamieściła w swojej książce Dzisiaj rozmawiamy o pani. Podczas lektury miałam wrażenie, że towarzyszę dwóm kobietom i przysłuchuję się ich rozmowie przy filiżance herbaty. Agnieszka Nabrdalik spotkała się z siedmioma żonami mężczyzn doskonale nam znanym ze świata literatury, sceny muzycznej, filmu czy medycyny.

Twarze i nazwiska tych mężczyzn są dla mnie rozpoznawalne, ale o ich żonach miałam przyjemność poczytać po raz pierwszy. Monika Gawlińska, Alicja Kapuścińska, Wacława Myśliwska, Karolina Niedenthal, Jolanta Pawlik, Anna Religa i Wiesława Starska – siedem kobiet, bez których być może gwiazda tych panów nie świeciłaby aż tak mocno. Przyznaję szczerze, że z małżonek wyżej wymienionych „znam” tylko Alicję Kapuścińską, której osoba została troszkę przybliżona w publikacji „Kapuściński non-fiction”. Osoby pozostałych pań były mi zupełnie obce, więc do lektury przystąpiłam z tym większą przyjemnością.

Dzisiaj rozmawiamy o pani to książka, którą połknęłam w jedno popołudnie. Spotkanie z żonami słynnych mężów okazało się bardzo fascynujące i pozwoliło mi nieco poznać udzielające wywiadu. Swobodna, nie pozbawiona humoru i rzucająca światło na codzienne życie kobiet, którym przyszło żyć u boku znanych i podziwianych. O miłości, rodzinie, małżeństwie. Pełna anegdot i ciekawych refleksji. Polecam serdecznie!

czwartek, 26 stycznia 2017

237. Marie Benedict PANI EINSTEIN

O Albercie Einsteinie słyszał każdy. Wszak to genialny fizyk, który opracował teorię względności, uhonorowany nagrodą Nobla. A kto słyszał o jego żonie, Milevie Marić Einstein? Dlaczego na jej temat historia i nauka milczą? Marie Benedict postanowiła to zmienić. W jej powieści to Mileva zostaje dopuszczona do głosu i opowiada, jak wyglądało jej życie u boku genialnego naukowca.

Jesienią 1896 roku do Zurychu przybywa dwudziestojednoletnia Mileva. Nieprzeciętnie inteligentna i bardzo ambitna - zamierza jako jedna z pierwszych kobiet studiować fizykę na tamtejszym uniwersytecie i całkowicie poświęcić się nauce. Uważa, że kalectwo pozbawia ją szans na miłość i założenie rodziny. Wszystko zmienia się, kiedy na zajęciach poznaje Alberta Einsteina. Ich związek to połączenie miłości, namiętności i wspólnej pasji do nauki. Po latach świat zachwyca się genialnymi odkryciami naukowca. Nikt nie wspomina o kobiecie, która stała w jego cieniu.

Napisana przez Marie Benedict powieść to idealna okazja, by poznać Milevę Marić i historię jej związku z Albertem Einsteinem. Skąd pochodziła? Jaka była? W jakich okolicznościach zrodziła się miłość, która połączyła dwa, tak genialne umysły? Przystępna historia opowiedziana z perspektywy kobiety, dla której wpierw liczą się tylko nauka, wiedza i oczekiwania, jakie względem niej mają ukochani rodzice, które następnie ustępują przed miłością, przywiązaniem, macierzyństwem i rodziną. Z powieści wyłania się obraz kobiety zdecydowanej, zdolnej i ambitnej, która chce wiele osiągnąć w świecie nauki. Dla ukochanego mężczyzny rezygnuje jednak ze swoich ambicji, pozwala, by wspólne opracowania publikował wyłącznie jako własne. Jako główna narratorka Mileva prowadzi czytelnika przez kolejne lata swego życia, odsłaniając przed nim własne nadzieje, uczucia i rozczarowania. Poznając tak przedstawione losy jej samej, jak i związku z noblistą, trudno poskromić emocje i niezbyt przyjemne odczucia względem Alberta.

Pani Einstein to powieść, która opisuje także trudności, z jakimi musiały zmierzyć się w tamtych czasach kobiety, które chciały studiować i poświęcić się nauce. Przez otoczenie były traktowane jak wyrzutki, ponieważ nie zamierzały poświęcić się roli matek i żon. Przez mężczyzn były wyszydzane, atakowane i szykanowane, gdyż nie chcieli oni przyjąć do wiadomości, że kobieta może być równie o ile nie bardziej inteligenta niż oni. Z takimi problemami musiała zmierzyć się także Mileva Marić. Czy dlatego nie publikowała pod własnym nazwiskiem i zgadzała się, by było pomijane we wspólnych publikacjach? Polecam gorąco Waszej uwadze powieść o Pani Einstein, to naprawdę ciekawa, zajmująca lektura, na dodatek podana w lekkiej i przystępnej formie. 



niedziela, 2 października 2016

227. Agnieszka Lewandowska-Kąkol DZIEWCZYNY OD ANDERSA


Dziewiętnaście historii przytoczonych w książce Agnieszki Lewandowskiej-Kąkol to w rzeczywistości zaledwie wierzchołek góry lodowej. Armii Andersa towarzyszyło ich bowiem tysiące: starszych i młodszych. Różniło je pochodzenie, ale łączyły dramatyczne doświadczenia. Godziny przesłuchań i tortur, tygodnie i miesiące spędzone w ciasnych i wilgotnych celach, gdzie brakowało miejsca nawet na to, aby usiąść na podłodze, długie dni spędzone w bydlęcych wygonach na podróży w bezkresy ZSRR, gdzie czekała mordercza praca i racja gliniastego chleba. Ból, trud, krew i łzy. I w końcu determinacja, by dotrzeć do miejsca, w którym formuje się polska armia, dostać się w jej struktury, opuścić znienawidzony kraj i walczyć z wrogiem. Przez kolegów z Polskiej Armii na Zachodzie określane były zdrobniale Pestkami - od Pomocniczej Służy Kobiet. Bardzo trafnie, bo w trudnych warunkach musiały być wyjątkowo twarde.

Agnieszka Lewandowska - Kąkol oddaje w ręce czytelników dziewiętnaście rozdziałów, dziewiętnaście scenariuszy, które historia napisała dla dzielnych kobiet. Do pewnego momentu scenariusze te są niemal bliźniacze: zatrzymania, przesłuchania, wywózki, gułagi, a potem dążenia, by dołączyć do Armii Andersa. Na miejscu ciężka praca, opieka nad chorymi żołnierzami w ogniskach szalejących epidemii, organizacja szpitali i szkół, próba stworzenia namiastki polskości z dala od ukochanej ojczyzny. Wspomnienia tych niezwykłych kobiet pozwalają zyskać troszkę inne spojrzenie na te wydarzenia, mniej historyczne, mniej oficjalne, takie po prostu kobiece, ludzkie. Autorka nie zamyka historii dzielnych Pestek w latach wojny. Wspomina o dylematach, jakie czekały na nie po jej zakończeniu. Wrócić do ojczyzny, nie wrócić? Pozostać na obczyźnie i próbować poskładać nowe życie z dala od rodzinnych stron? Przytacza ich powojenne losy i pokazuje, że te nie zawsze były łatwe. 

Publikacje jak Dziewczyny od Andersa są niezwykle potrzebne. Większość z nas zna rysy historyczne, wie, kim był Władysław Anders i co dokonała jego Armia. Roli kobiet w jej strukturach być może się nie pomija, ale też nie poświęca się jej zbyt wiele uwagi. Dla mnie - jako czytelniczki i kobiety - bardzo ważne jest to, że mogę przeczytać o nich tak szczegółowo, a to co czytam, pochodzi od nich samych, z ich relacji, z ich wspomnień i zapisków. Nie mogę wczuć się w ich przeżycia i myśli, ale mogę je poznać, spróbować je sobie wyobrazić. Dostrzec ludzką i kobiecą twarz ważnych, historycznych wydarzeń. To bardzo niezwykła lektura. Każda jej strona przesiąknęła siłą i odwagą, ale również strachem i bólem. Nie sposób podejść do niej bez emocji. Polecam Wam serdecznie!


wtorek, 28 czerwca 2016

311. Szymon Nowak DZIEWCZYNY WYKLĘTE 2

Najnowszej pozycji Szymona Nowaka nie byłam w stanie przeczytać za jednym podejściem. Musiałam choć na chwilę uciec od okrucieństw z jej stron, więc przerywałam lekturę lekkimi powieściami. A i tak przed oczyma pozostawały niektóre obrazy...

Kiedy tylko dostrzegłam w zapowiedziach nową książkę Szymona Nowaka, poczułam, że muszą ją przeczytać. Doskonale wiedziałam, czego się spodziewać, byłam świadoma, że nie będzie to łatwa i lekka lektura, czytałam przecież Dziewczyny wyklęte. Ale przez to wcale nie było łatwiej, nie byłam w stanie przeczytać jej za jednym podejściem i to bynajmniej nie z powodu słusznych gabarytów czy dlatego że książka jest słabo napisana. Książka jest znakomita, jednak od tych wszystkich okrucieństw zebranych na jej kartach człowiekowi robi się źle gdzieś na duszy. Zastanawia się po raz kolejny, dlaczego człowiek człowiekowi gotuje taki los, i to jeszcze rodak...

I oto autor przedstawia czytelnikom kolejne szesnaście bohaterek, kobiet, które nie wahały się zaryzykować życia dla ojczyzny, a po wszystkim przyszło im za to słono zapłacić. Czasami własną głową. Dla nich wojna nie zakończyła się w maju 1945 roku, trwała jeszcze długo, czasami wiele lat. Aresztowane, trzymane w nieludzkich warunkach, o spleśniałym chlebie, bez wody, mokre w przenikliwym zimnie. Bite? To zbyt delikatne słowo. Katowane. Traktowane prądem. Przesłuchiwane długimi dniami i karane za każdą odpowiedź niesatysfakcjonującą władzy. Jedne twarde i silne, inne pełne zwątpienia i przerażone. Na ich temat przez wiele lat historia zamilkła. Dopiero teraz- po wielu latach, gdy większość z nich już nie żyje - zaczyna się o nich mówić, przywraca się im honor i oddaje miejsce, jakie zajmowały w historii Polski. 

Irena. Zo. Wiktoria. Marta. Ramzesowa. Ziuta. Ciotka. Eugenia. Ruta. Jachna. Krystyna. Mała Danka. Zofia. Iskierka. Ewunia. 999. Dziewczyny wyklęte. Na stronach swej publikacji Szymon Nowak przywraca do życia odważne Polki i wiedzie czytelnika przez ich wojenną i partyzancką codzienność, do chwili, gdy zostają aresztowane. Podczas lektury rzuciło mi się w oczy, jak bardzo metodyczna była w swych działaniach władza. Wydarzenia z pokojów przesłuchań są niemal swoim lustrzanym odbiciem. Przebija z nich straszne okrucieństwo. Wydaje się niemożliwym, aby ktoś mógł przeżyć takie katowania. Szczególnie wstrząsnęła mną historia Ciotki, którą tak skatowano, że sądzono, że nie żyje. Zdecydowano się więc wyrzucić ją przez okno i upozorować chęć ucieczki. Na szczęście kobieta jęknęła w ostatniej chwili, dając tym samym znać, że żyje. Nie uratowało to jednak jej życia. Została rozstrzelana 18 grudnia 1944 roku. 

Szymon Nowak historię serwuje czytelnikom w bardzo przystępnej, zbeletryzowanej formie. Dzięki temu nawet tak trudną tematykę, emocjonującą, bolesną, wręcz się pochłania. Każda historia została uzupełniona fotografiami - zarówno z wojny, jak i z życia rodzinnego poszkodowanych, nie brakuje także skanów dokumentów z przesłuchań, zapisanych wyroków... Obie książki Szymona Nowaka powinny stać się obowiązkową lekturą dla osób, którym pojęcie patriotyzmu jest nieobce. Dziś nierzadko prowadzą oni między sobą utarczki, przekrzykując się, czym jest prawdziwy patriotyzm, zarzucają, że ich wolność jest naruszona. Może powinni przekonać się, jak wyglądała lekcja patriotyzmu w wydaniu tych dzielnych kobiet. 


niedziela, 22 maja 2016

301. Cristina Morató KRÓLOWE PRZEKLĘTE

Już po raz drugi Cristina Morató zabiera swoich czytelników na spotkanie z fascynującymi przedstawicielkami kobiecego gatunku. Tym razem bierze pod lupę najpotężniejsze władczynie Europy i udowadnia, że ich życie dalekie było od bajki...

Cristina Morató to hiszpańska dziennikarka i pisarka specjalizująca się głównie w reportażach i biografiach. Do tej pory na polskim rynku ukazały się trzy jej książki: Królowe Afryki, Kobiety niepokorne oraz Królowe przeklęte. Na kartach najnowszej publikacji autorka przygląda się sześciu kobietom, które trwale zapisały się na kartach światowej historii.

Cesarzowa Sissi, Maria Antonina, Krystyna Szwedzka, Eugenia de Montijo, Królowa Wiktoria oraz Aleksandra Romanow – nazwiska tych słynnych władczyń zna niemal każdy. Napotykamy je na kartach podręczników historii, znamy je z książek i filmów. Co łączy wspomnianą szóstkę kobiet? Wszystkie były władczyniami, zasiadały u boków swych potężnych mężów lub same podejmowały decyzję wagi państwowej. Ich życie – pełne splendoru i przepychu – przedstawiano w obrazach filmowych, jako lekkie, barwne i romantyczne, ale zazwyczaj bardzo rzadko miało to odbicie w rzeczywistości. Jak było naprawdę? Książka Cristiny Morató to idealna sposobność, aby się o tym przekonać.

Autorka dołożyła starań, aby każdą z przedstawionych władczyń ukazać niezwykle dokładnie. Podobnie, jak działo się to w przypadku Kobiet niepokornych, tak i tutaj każda bohaterka jest prezentowana od najmłodszych lat, z uwzględnieniem osobowości i uczuć. Swoją opowieść Morató snuje płynnie, przechodząc w okres przejmowania władzy bądź wstępowania w związek małżeński wynoszący na tło. Nie skupia się na suchych faktach, ale pokazuje również zwyczajną codzienność potężnych władczyń. Udowadnia, że za ścianami urządzonych w przepychu zamków i fasadą zbudowaną z pięknych toalet i dumnej postawy władczyń, wielokrotnie skrywały się kobiety nieszczęśliwe, stłamszone i zupełnie nieradzące sobie z rolą, która została im nadana.

Królowe przeklęte to sześć rozdziałów związanych z życiem i panowaniem sześciu potężnych kobiet. Każdy rozdział poprzedza wizerunek danej władczyni. Dla mnie osobiście najbardziej ciekawy był rozdział poświęcony Sissi, która jest mi najbardziej znana i której wizerunek znam przede wszystkim z filmów z Romy Schneider. Po lekturze książki widzę, jak różny jest obraz cesarzowej przedstawionej w hollywodzkiej produkcji a tej ukazanej na kartach książki Morató. I nie mam niestety wątpliwości, który jest prawdziwy. Lektura publikacji hiszpańskiej autorki to fascynujące spotkanie z nie mniej fascynującymi postaciami. Spotkanie w miłej i dość swobodnej atmosferze, gdyż właśnie takim piórem posługuje się Cristina Morató. Historia w tak przystępnej odsłonie to czysta przyjemność. Polecam!



środa, 20 stycznia 2016

279. Iwona Kienzler UWODZICIELKI SKANDALISTKI I SEKSBOMBY PRL

PRL - okres powszechnie uznawany za szary i ponury, miał swoje barwne motyle. Piękne, seksowne i bardzo zdolne polskie artystki uprzyjemniały niełatwe czasy, a ich obfitujące w romanse i dramaty życiorysy częstokroć przypominały gotowy scenariusz filmowy.

Nie ukrywam, że lubię zatopić się w świecie historii, poznawać obyczajność i zdarzenia minionych epok. Tym większą niespodzianką jest dla mnie informacja, że Iwona Kienzler jest autorką około osiemdziesięciu publikacji z tej dziedziny i już teraz mogę zapewnić, że z częścią tych książek na pewno się zapoznam. Publikacja, o której dziś mowa: Uwodzicielki skandalistki i seksbomby PRL jest odpowiedzią na wciąż rosnące zainteresowanie tym okresem i nostalgię, jaką budzi on w wielu Polakach. Powszechnie uznawany za ponury i niełatwy, również miał swoje jasne strony. Jasne, a nawet i błyszczące, gdyby wziąć pod uwagę bogactwo kreacji niektórych polskich artystek. 

Osiem Polek, mniej lub bardziej urodziwych, wybitnie utalentowanych i kochanych przez szerokie rzesze fanów, nie tylko w kraju. Na tle innych rodzimych gwiazd te jaśniały najmocniej, uwagę zwracały nie tylko urodą i umiejętnościami, ale także seksapilem i niekoniecznie grzecznym podejściem do życia. Jak na prawdziwe gwiazdy przystało, pozwalały sobie na mniejsze lub większe grzeszki, wikłały się w romanse, miłostki i pochopne małżeństwa, które niekoniecznie niosły im szczęście i powodzenie w życiu zawodowym. Dziś bezsprzecznie zdobiłyby okładki i strony tabloidów, w dawniejszych czasach miały więcej swobody i łatwiej im było ukryć swoje postępki. 

Nina Andrycz, Kalina Jędrusik, Agnieszka Osiecka, Elżbieta Czyżewska, Barbara Kwiatkowska-Lass, Ewa Krzyżewska, Teresa Tuszyńska i Violetta Villas - to nazwiska, które nawet dziś wzbudzają wiele emocji, choć od momentu, gdy ich gwiazda świeciła najmocniej, minęło już wiele lat. Nieprzypadkowo to właśnie te postaci zostały ujęte przez Iwonę Kienzler w rzeczonej publikacji. Wszystkie wymienione panie, jak na tamte czasy, wyraźnie wymykały się schematom, miały określone priorytety i cele, nie wstydziły się kochać i pożądać, wikłając się w kolejne związki, małżeństwa i romanse. Nieobcy był im alkohol i inne używki. Niestety zdarzało się, że zaprzepaszczały swoje szanse na wielkie światowe kariery. Dzięki książce Iwony Kienzler możemy spotkać te nietuzinkowe osoby i towarzyszyć im od najwcześniejszych lat życia, poprzez pierwsze gwiazdorskie szlify aż po chwilę, gdy sława lub też życie gaśnie. To również dobra okazja, by zajrzeć na ówczesne plany filmowe, sceny teatrów i estrady, dowiedzieć się, jak bawili się Prl-owscy celebryci. Osobiście wykorzystałam tę publikację, aby przygotować sobie listę znanych i cenionych polskich filmów, w których występowały wymienione gwiazdy.

Nie tylko gwiazdy, ale również kobiety, matki, żony i kochanki. Dzięki książce Uwodzicielki skandalistki i seksbomby PRL mamy okazję poznać każde oblicze naszych pięknych artystek. Znamy je ze sceny, znamy z telewizji, utworów, a nawet ze stron gazet, pora poznać je jako przedstawicielki płci pięknej i odrębne jednostki. Większość rozdziałów poprzedza zdjęcie danej gwiazdy, dzięki czemu można przekonać się, czym czyniła tak wielkie wrażenie. Publikacja jest bardzo zajmująca i ciekawa, czyta się ją lekko, jak powieść. Mały minus za kilka opuszczonych zaimków, ale i tak bardzo polecam :)




wtorek, 16 czerwca 2015

230. Robert Schneider PIERWSZE DAMY FRANCJI

Znane z pierwszych stron gazet i telewizyjnych newsów. Kobiety, żony, matki. Pierwsze damy Francji. 


Robert Schneider to pisarz i dziennikarz specjalizujący się w temacie polityki. Jego najnowsza książka "Pierwsze damy Francji" ma przedstawiać sylwetki ośmiu kobiet pełniących rolę żon i towarzyszek życia najwybitniejszych polityków Francji. Pozycja ta miała w założeniu ukazywać prywatne życie wspomnianych pierwszych dam. Czy jednak rzeczywiście ukazuje?

Osiem kobiet, towarzyszek najważniejszych polityków Francji, głów państwa w ostatnim pięćdziesięcioleciu. Żon i partnerek, towarzyszących im na co dzień, wspierających w trudach kampanii oraz w późniejszych rządach. Gospodynie Pałacu Elizejskiego, reprezentujące Francję na arenie międzynarodowej. Różniące się między sobą w takim stopniu, iż ich losy doskonale odzwierciedlają przemiany zachodzące w całej Francji oraz zmiany pozycji kobiety i żony - partnerki polityka. 


Według informacji zamieszczonej na okładce Robert Schneider miał zamiar skupić się na prywatnym życiu ośmiu Pierwszych Dam Francji: Yvonne de Gaulle, Claude Pompidou, Anne-Aymone Giscard d’Estaing, Bernadette Chirac, Danielle Mitterrand, Cécilie Sarkozy, Carlę Bruni-Sarkozy oraz Valérie Trierweiler. Czy mu się to udało? Według mnie nie do końca. Każdy z kolejnych rozdziałów opisuje moment, w którym nowa pierwsza dama obejmuje wraz z mężem - czasami towarzysząc prezydentowi, czasami na odległość - Pałac Elizejski. Każdy rozdział rozpoczyna się cytatem podsumowującym stosunek kolejnych kobiet do zaszczytnej funkcji towarzyszki prezydenta i samego pałacu prezydenckiego. Kolejne strony są poświęcone wydarzeniom i przeżyciom żon prezydentów w czasie trwania kadencji ich mężów. Trudno nazwać to życiem prywatnym, skoro opisuje się urządzanie gabinetu w Pałacu Elizejskim, wyjazdy służbowe i gale z wpływowymi politykami i działalność charytatywną. Przez kolejne rozdziały autorowi udaje się bardziej udowodnić, że partnerki kolejnych prezydentów prywatnego życia niestety nie posiadały. Naturalnie nie brakuje drobnych wzmianek o rodzinie, stosunkach i relacjach, znajdą się również plotkarskie newsy nawiązujące do romansów i innych pikantnych skandali, ale większość książki zdominowała jednak polityka. Być może widziana kobiecym okiem, ale jednak polityka. 

Naturalnie ma to swoje plusy. Osoby zainteresowane historią polityczną Francji dzięki książce mogą odtworzyć okresy kolejnych kadencji i nastroje panujące nad Sekwaną. Jeśli jednak liczy się na opisy rodzinnych spotkań, relacji z dziećmi, czy chociażby bardziej szczegółowy opis pochodzenia, młodości pierwszych dam, to jest tego naprawdę malutko. Dlatego przed lekturą tej książki warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czego się oczkuje, nie sugerując się adnotacją "prywatnie" na okładce.

W książce nie brakuje cytatów i wypowiedzi zaczerpniętych z gazet, czasopism kolorowych oraz z biografii kolejnych prezydenckich żon. Podczas lektury brakowało mi  fotografii, którymi mogłabym się posłużyć, by sobie odwzorować kolejne pierwsze damy. Po lekturze doczytałam jednak, że zdjęć brakuje tylko w egzemplarzach recenzenckich, a w normalnych egzemplarzach jest ich bardzo wiele. Cieszę się z tego powodu, myślę że książka wiele na tym zyskuje. Pozycja ta została napisana łatwo przyswajalnym językiem, choć przyznaję że kiedy autor za mocno zagłębia się w kwestie polityczne, książka staje się nużąca. 

Książka Roberta Schneidera nie spełniła do końca moich oczekiwań. Z pewnością jest to wartościowa, dobrze napisana i interesująca pozycja, niemniej chciałam poznać nie tyle towarzyszki polityków, co kobiety. I tej kobiecości było mi w książce mało. 

Dziękuję: 



  

środa, 10 czerwca 2015

228. Anna Herbich DZIEWCZYNY Z SYBERII

W głąb Związku Sowieckiego wywieziono kilkaset tysięcy kobiet. Oto historie dziesięciu spośród nich...


Dziewczyny z Syberii są kolejną odsłoną cyklu Prawdziwe Historie wydawnictwa Znak Horyzont. Autorką książki jest Anna Herbich, dziennikarka i autorka innej pozycji stanowiącej część serii: Dziewczyn z Powstania. W najnowszej książce autorka decyduje się przybliżyć czytelnikom postaci dziesięciu kobiet, którym udało się przeżyć piekło Syberii. 

Były młode i szczęśliwe, znajdowały się u progu dorosłego życia i z nadzieją spoglądały w przyszłość. Jakiego życia się spodziewały, czego się obawiały? Z pewnością nie tego, że nocą do ich drzwi załomoczą enkawudziści, że zostaną powiedzione do bydlęcych wagonów i w prymitywnych warunkach powiezione w dzikie rejony Syberii. Karane ze działalność patriotyczną lub najzwyczajniej za pochodzenie, trafiały do łagrów i kołchozów z dala od ojczyzny, bliskich i cywilizacji. Skazane na katorżniczą pracę, choroby i poniżenie. A jednak przeżyły i dziś snują przed nami swoją opowieść...

Dziesięć niezwykłych kobiet, dziesięć wyjątkowych, dramatycznych historii, których głębię trudno nam zrozumieć. Dziesięć opowieści tak podobnych do siebie, a zarazem tak różnych. Różne są bowiem bohaterki tego wydania: pochodzą z różnych rodzin, z różnych zakątków kraju, w chwili zsyłki były w różnym wieku. Wspólnym mianownikiem staje się tutaj dzika, nieprzystępna, a zarazem piękna Syberia oraz dramatyczne, zatrważające przeżycia, jakie stały się ich udziałem. 

Rozmówczynie Anny Herbich podzieliły się z nami swoimi wspomnieniami. Nie są to piękne wspomnienia, wiele kobiet przez lata ukrywało przed swoimi bliskim, jak wyglądało ich życie w niewoli. Dźwigały brzemię makabrycznych wydarzeń, których były świadkami. Powoli przemija pokolenie, które jest w stanie opowiedzieć nam o wydarzeniach tamtych dni, doceńmy szansę wysłuchania tych historii. Dziewczyny z Syberii snują swoją opowieść niespiesznie, językiem prostym i przystępnym. Czytając tę pozycję będziecie mieć wrażenie, że rozmówczynie Anny Herbich siedzą gdzieś obok i snują swoje opowieści. Być może ujrzycie oczyma wyobraźni sylwetki starszych pań, które poznajemy na fotografiach poprzedzających każdy z dziesięciu rozdziałów. Jednak zagłębiając się w lekturę z pewnością dostrzeżecie ich drugą twarz: siłę, determinację, odwagę - wszystkie te cechy, które pozwoliły im przeżyć te trudne lata. 

Dziewczyny z Syberii to książka o historii, historii długo spychanej na bok, a teraz nareszcie odsłoniętej i opowiedzianej. Niemniej jest to również książka o sile charakteru, wierze i nadziei, o kobietach, których nie złamały nieludzkie warunki, poniżenie i przemoc. Dzięki takim publikacjom jak Dziewczyny z Syberii możemy poznać te wydarzenia z najbardziej wiarygodnej perspektywy, opowiedziane ustami osób, które naprawdę to przeżyły. Dziewczyny z Syberii nie są wyłącznie zapisem obozowego czy kołchozowego życia, ale również beztroskich lat młodości, działalności patriotycznej czy późniejszych losów bohaterek. Całość uzupełniają liczne fotografie przedstawiające te niezwykłe kobiety i bliskie im osoby. Niezmiernie cieszę się, że powstają takie książki jak Dziewczyny z Syberii, są one świadectwem historii i to świadectwem najcenniejszym, opowiedzianym przez bohaterów i bohaterki tamtych dni...

Polecam gorąco!










niedziela, 3 maja 2015

216. Cristina Morató KOBIETY NIEPOKORNE

Ich nazwiska znamy niemal wszyscy. O ich życiu wiemy tylko tyle, ile przekazały nam żądne sensacji tabloidy. Siedem niepokornych kobiet w książce Cristiny Morató - czekają, by przekazać Wam swoją historię...

Cristina Morató jest hiszpańską dziennikarką, fotografem, pisarzem i twórcą programów telewizyjnych. Jako autorka specjalizuje się w pozycjach z pogranicza literatury faktu i biografii, sławiąc chociażby dokonania najsłynniejszych XIX-wiecznych brytyjskich podróżników. Na polskim rynku ukazały się dwie książki autorki: Królowe Afryki oraz Kobiety Niepokorne

Maria Callas, Coco Chanel, Wallis Simpson, Eva Peron, Barbara Hutton, Audrey Hepburn, Jackie Kennedy - siedem kobiet, których nazwiska i dokonania są nam mniej lub bardziej znane. Z informacjami dotyczącymi ich życia najczęściej możemy spotkać się w rubrykach plotkarskich magazynów lub w programach dokumentalnych opisujących skandale ubiegłego wieku. Choć ich gwiazda najjaśniej świeciła przed wieloma laty, losy tych siedmiu kobiet wciąż wzbudzają niemałe emocje i budzą ciekawość ludzi na całym świecie. Na kartach swojej książki Cristina Morató zebrała siedem nietuzinkowych i barwnych postaci, które przez długi czas stanowiły ikonę stylu, wzbudzały podziw i zawiść szerokich rzesz ludzi. Czy rzeczywiście było im czego zazdrościć? Na to pytanie z pewnością każdy czytelnik odpowie sobie po lekturze książki Kobiety Niepokorne, gdzie hiszpańska autorka odsłania przed nami kulisy życia najsłynniejszych dam XX wieku. 

Kiedy wymawia się nazwisko każdej z siedmiu bohaterek książki Morató, najczęściej pojawia się skojarzenie tyczące sławy, wielkich pieniędzy, romansów i życia w zbytku. Często zapominamy, że za wizerunkiem wykreowanym przez prasę (jak również przez same bohaterki) stoją zwykli ludzie, którzy zmagają się z tymi samymi problemami, co my: kompleksami, samotnością, smutkiem, śmiercią bliskich czy chorobą. Zapominamy również, że życie na wiecznym świeczniku naznaczone jest ogromną presją i wymaganiami. Książka Cristiny Morato w pewnym sensie przypomina rubrykę towarzyską, w jakiej słynne nazwiska pojawiały się najczęściej, jednak autorka odsłania przed nami pełniejszą historię życia siedmiu ikon, wiodąc nas przez nią od narodzin po śmierć. Przez to książka okaże się doskonałą lekturą dla osób, które na temat wymienionych bohaterek wiedzą bardzo niewiele, a chciałyby poznać ich historię trochę dokładniej. Na ile dokładniej - ciężko mi ocenić, ponieważ nie czytałam innych biografii wspomnianych kobiet. Ja sama dowiedziałam się z tej książki bardzo wiele, pozwoliła mi ona dowiedzieć się dużo więcej na temat dam, których nazwiska nie były mi obce, które wydały mi się postaciami interesującymi, a zarazem tajemniczymi i nieco mitycznymi.

Kobiety niepokorne to siedem rozdziałów poświęconych siedmiu niebanalnym kobietom. Każdy rozdział to kilkadziesiąt stron historii z życia bohaterki, każdy poprzedzony jest czarno-białą klimatyczną fotografią i na wstępie przytacza słowa, jakie padły z ust danej postaci. Historia spisana przez hiszpańską dziennikarkę odznacza się dużą lekkością, przez co książkę czyta się szybko, niemal jak powieść. Jeśli lubicie tego rodzaju literaturę, nie odstraszają Was plotki i intrygi, a przy tym interesują Was postaci siedmiu opisanych kobiet - ta książka zapewni Wam przyjemną rozrywkę.

Dziękuję:


środa, 21 stycznia 2015

191. Leslie Carroll KRÓLEWSKIE ROMANSE

Jak pewnie łatwo się domyślić, królewskie romanse niewiele wspólnego mają z bajką, w której "wszyscy żyli długo i szczęśliwie". Nie we wszystkich przypadkach wiążą się także z miłością, już prędzej z pożądaniem, a także walką o wpływy, bogactwo i ... szacunek. 


Leslie Carroll jest amerykańską autorką komedii romantycznych i powieści historycznych, które wydaje pod pseudonimem. Pisze także książki niebeletrystyczne. Na kartach "Królewskich romansów" wiedzie czytelnika po alkowach władców mniej i bardziej znanych, współczesnych i tych, którzy żyli przed wiekami. 

To tematyka absorbująca, która wbrew pozorom nie kręci się wyłącznie wokół sypialni i łóżka. Darmo tutaj również poszukiwać wyuzdanych rozkoszy, jakim oddawali się królowie i ich metresy. W wielu przypadkach romans toczący się na dworze wiązał się z ogromnymi wpływami królewskich kochanek, dużym szacunkiem i przywilejami, którymi nie mogła poszczycić się nawet żona władcy. Związek dyktowany pożądaniem wiązał się z politycznymi wpływami, a jego przebieg był obwarowany licznymi postanowieniami i wymogami dworskiej etykiety. Książka Leslie Carroll nie jest więc wyłącznie zapisem miłostek, które mniej lub bardziej wyrazistym tuszem zapisały się na kartach historii. Przede wszystkim jest obrazem królewskiego, książęcego bądź hrabiowskiego dworu, na którym do głosu dochodzi namiętność, chęć dominacji, posiadania pieniędzy i wpływów. 

Na kartach "Królewskich romansów" spotkać można zarówno postaci współczesne - jak książę William i jego żona, księżna Katarzyna, jak i tych, którzy żyli przed dwustu, trzystu lat i dawniej. Nie mogło tutaj zabraknąć Ludwika XIV i jego dwóch słynnych metres: markizy de Montespan i markizy de Maintenon. Opisano także związek Katarzyny Wielkiej i Grigorija Potiomkina, jak również przytoczono historię być może platonicznej miłości Marii Antoniny. Miłym zaskoczeniem był dla mnie polski akcent, choć zupełnie się go nie spodziewałam. Ale wszak miłość, jaką cesarz Napoleon Bonaparte zapałał do pani Walewskiej godna była opisania. Hrabina zasłynęła swą namiętnością do tego stopnia, iż jej nazwiskiem ochrzczono linię kobiecych kosmetyków oraz... ciasto :) Zaskakująca była również obecność króla Jerzego VI, którego walkę ze słabością mogliśmy podziwiać w filmie "Jak zostać królem". W walce z jąkaniem króla wspomagała oddana małżonka i to właśnie miłości króla Jerzego i jego żony, Elżbiety poświęcony jest cały rozdział. Książka Leslie Carroll opisuje bowiem nie tylko słabostki i namiętności władców, ale także głębokie i szlachetne uczucia, jak w wypadku Jerzego VI.

"Królewskie Romanse" to 600 stron, 12 rozdziałów opisujących kuluary dworskiego życia, chwil, gdy do głosu dochodzi namiętność, a rozsądek ustępuje pragnieniu cielesnych żądz. Jednak książka jest także zapisem ważnych wydarzeń historycznych, które były tłem rozgrywających się miłostek, a w niektórych przypadkach były z nimi powiązane. Nie można bowiem zapomnieć, że niejednokrotnie miłość tudzież pożądanie władcy zmieniało bieg historii. Jak potoczyłyby się losy brytyjskiej monarchii, gdyby król Edward VIII nie abdykował, by połączyć się z ukochaną kobietą? Jakim byłby królem? Gdzie poprowadziłby swoich poddanych? Jego decyzja zaważyła na losach świata, czyż nie?

Atutem książki jest lekkość pióra, dzięki której poznawanie historii królewskich romansów jest czystą przyjemnością. Oczywiście, by ta książka przypadła do gustu, tematyka monarchii, dworskiego życia czy samych władców musi być czytelnikowi bliska. Nie jest to powieść, nie ma dialogów, nie da się jej przeczytać szybko. Niemniej autorka potrafi zainteresować przedstawianymi faktami i można wyraźnie wyczuć, że królewskie romanse, życie, dzieje są po prostu jej pasją. Z pewnością w pozycji tej bardzo brakuje jakichkolwiek zdjęć. Dla porównania Kamil Janicki w Damach Złotego Wieku zadbał o liczne ilustracje, dopełniające historii. Tutaj tego brakuje, a przecież chciałoby się od razu zerknąć, czym namiętne metresy nęciły władców, czy naprawdę były piękne? W sytuacji, gdy nie ma tych zdjęć, pozostaje tylko Wikipedia. I brak zdjęć uznaję za jedyny mankament tej książki.