Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo m. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo m. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 maja 2015

223. Milenkowe czytanie: Sophie i Romio Shrestha W POSZUKIWANIU GRZMIĄCEGO SMOKA

Opowieść, która zabiera dzieci (a także dorosłych) w krainę baśni, gdzie żyją smoki i inne niezwykłe stworzenia. Egzotyczna, piękna i tajemnicza, jak Bhutan, który stał się inspiracją do jej napisania. 

Ponad pół roku niniejsza książka czekała na półce, aż Milenka pozwoli ją sobie przeczytać. Nie wiem, dlaczego tak długo nie nęciły, a nawet odpychały ją piękne ilustracje. Czy sekret tkwił w ciemnej, stonowanej kolorystyce i bogatych w szczegóły obrazkach? Nieważne, w końcu i ta książeczka doczekała się uznania mojej córki i teraz jest często czytana i oglądana. 

Bohaterami W poszukiwaniu grzmiącego smoka są mała Amber i jej kuzyn Tashi, a areną wydarzeń malowniczy i górzysty Bhutan. Dzieci wysłuchują opowiadanej przez dziadka legendy o grzmiących smokach i postanawiają je odnaleźć. W tym celu wyruszają w ekscytującą podróż do położonego wysoko w górach klasztoru, a nawet i jeszcze dalej...

Zarówno tekst jak i ilustracje W poszukiwaniu grzmiącego smoka, zostały stworzone przez Sophie i Romio Shrestha. Ich najstarsza córka, Amber, zafascynowała się legendarną krainą Grzmiącego Smoka, co stało się inspiracją do stworzenia tej pięknej książki. Romio Shrestha, ojciec Amber, jest niezwykle uzdolnionym malarzem buddyjskich zwojów, jego prace wystawiane są między innymi w Muzeum Brytyjskim. Jego niezwykły talent możemy podziwiać na pięknych ilustracjach tej książki. Obrazki są duże, barwne i pełne starannie dopracowanych szczegółów. Doskonale oddają baśniową atmosferę krainy, do której książka nas przenosi. 

W poszukiwaniu grzmiącego smoka jest egzotyczną baśnią, która przypadnie do gustu nieco starszym przedszkolakom, dzieciom w wieku szkolnym, a także dorosłym. Łączy ona w sobie elementy współczesnej opowieści i bhutańskich legend, przenosząc małego czytelnika w zaczarowany i tajemniczy świat baśni, gdzie występują smoki i inne niezwykłe stworzenia. Dzięki dużej i wyraźnej czcionce dzieci, które już potrafią czytać, mogą poznawać tę historię samodzielnie. Książka ta zwraca uwagę pięknym i starannym wykonaniem, posiada solidną twardą okładkę, i prezentuje się bardzo elegancko. 


środa, 11 marca 2015

205. Milenkowe czytanie: Tomasz Sakiewicz BAJKI DLA MARYSI I ALICJI

Książeczka, o której dziś napiszę, zawiera piękne i mądre bajki. Tak mądre, że moja córeczka musiała do nich uciupinkę dorosnąć. Za to teraz praktycznie się z nimi nie rozstaje. 


Czytanie dziecku jest bardzo ważne, ponieważ pozwala maluchowi poznawać nowe słówka, rozwijać wyobraźnię i wyrabiać sobie spojrzenie na świat. To również doskonały sposób, by już od najmłodszych lat zaszczepić w dziecku miłość do książki. Nie mniej ważny od samej lektury jest dobór odpowiednich książeczek dla dziecka. Nam - rodzicom -zależy, by zapewnić maluchom dostęp do pięknych historii, dzięki którym będą wspaniale wspominać bajki z dzieciństwa. Nie mniej istotne jest, by książka przekazywała dziecku pozytywne wartości. 

Bajki dla Marysi i Alicji mają postać dosyć opasłego tomu w twardej lakierowanej okładce, która nęci malucha widokiem uśmiechniętego stworzonka. Przez dłuższy czas Milenka twierdziła - a my uwierzyliśmy na słowo - że na okładce jest biały miś. Niedawno dopatrzyliśmy się, że misiek ma ... kolce :) Całość została bardzo porządnie wykonana, dzięki czemu książka trzyma dobrą kondycję, choć praktycznie nie wychodzi z małych łapek.

Środek kryje 22 dłuższych i krótszych opowiadań, jakie autor napisał z myślą o swoich córeczkach. Trzeba przyznać, że pod względem tematyki zbiór bajek jest niezwykle zróżnicowany, dzięki czemu w książce znajdą coś dla siebie i chłopcy i dziewczynki. Poznać tu możemy bajki o krasnoludkach, o osiołku szczęścia, niezwykłej monecie, która przynosiła szczęście, dzieciach, bałwanku, tygrysie i wiele wiele innych. Część bajek jest skierowana do malutkich dzieci, ale niektóre opowieści przypominają klimatem tajemnicze legendy i będą odpowiednie dla starszych dzieciaków i oczywiście dla dorosłych. Niektóre opowieści wydają się zaczerpnięte z samego życia, a inne z magicznych krain... Początkowo moja córeczka nie wykazała zainteresowania książką, ale obecnie uwielbia zawarte w niej bajki. 

Warto zaznaczyć, że większość bajek zawartych w tomie jest dość długa, przez co mniejsze dzieci mogą mieć problem ze skupieniem uwagi na tak długich opowieściach. Z pewnością jednak maluszki chętnie obejrzą kolorowe ilustracje, które bogato zdobią bajki. Obrazki w książce również są bardzo różnorodne, niektóre są wręcz bajkowe, inne cechuje prostota i nie wzbudziły w Milence tak dużego entuzjazmu. A to wszystko przez to, że autorami ilustracji zawartych w książce są różne osoby i nie wszystkie utrzymane są w tym samym klimacie. 

Każda z bajek zawartych w tomie niesie ważne przesłanie, skrywa morał lub pozwala dziecku poznać, jak funkcjonuje świat, czym kierują się ludzie i zrozumieć dobre i złe modele postępowania. Tomasz Sakiewicz stworzył mądre i wartościowe opowieści, które uczą, czym jest miłość do zwierząt i przedmiotów, jak ważna jest zgoda w rodzinie i dobre serduszko. Niektóre opowieści wzbudziły u mnie bardzo duże wzruszenie i przyznaję, że popłakałam sobie cichutko. Ze swojej strony polecam Waszej uwadze bajkę "Kłótnia" i "Osiołek szczęścia", według mnie są najpiękniejsze i bardzo mądre. Milenka tymczasem uwielbia "Pożegnanie bałwanka" i "Przygody Almara", z tym że ta druga jest tak długa, że czytamy ją już od tygodnia. I chyba szybko nie skończymy, bo co rusz czytamy od początku, gdyż Milence spodobał się tygrys :)

Z Bajkami dla Marysi i Alicji miło spędzamy czas i jestem przekonana, że to lektura, która Was zadowoli, a dzięki słusznym gabarytom starczy na dłużej. Tak naprawdę to są bajki i dla Milenki i dla Oliwki i dla wszystkich innych dzieci. 




niedziela, 18 stycznia 2015

190. Milenkowe Czytanie: KRÓLOWA ŚNIEGU Hans Christian Andersen

Istnieją baśnie z dzieciństwa, których się nie zapomina. Dla mnie taką baśnią na zawsze pozostanie Królowa Śniegu Hansa Christiana Andersena. 


Historii Kaja i Gerdy nikomu przedstawiać nie trzeba. Niezwykła baśń Hansa Christiana Andersena opowiada o chłopcu, w którego sercu utkwił kawałek szkła z diabelskiego zwierciadła. Jego najbliższa przyjaciółka przebyła długą drogę i przeżyła niebezpieczne przygody, by uwolnić Kaja spod wpływu Królowej Śniegu. Pełna czaru opowieść o miłości i przywiązaniu, o dziecięcej niewinności i sile przyjaźni. W śnieżnej, bajkowej scenerii, która za sprawą daru słowa najsłynniejszego bodajże duńskiego pisarza jak malowana staje przed naszymi oczyma, rozgrywa się jedna z najpiękniejszych baśni świata. Kochają ją dzieci, nie zapominają o niej dorośli. Bo baśnie Andersena są na tyle uniwersalne, że podobają się w każdym wieku i odsłaniają przed nami różne przesłania. Dla dzieci są magiczną opowieścią, dorosłych wzruszają, przywodząc na myśl chwile dzieciństwa. 

Królowa Śniegu jest jedną z najsłynniejszych baśni pióra Hansa Christiana Andersena i doczekała się licznych przekładów i wydań. Nakładem Wydawnictwa M ukazała się wyjątkowa odsłona tej opowieści. Ilustrowana jest ona pięknymi rysunkami Vladyslava Yerko, ukraińskiego artysty, który tworzył ilustrację między innymi do Podróży Guliwera, Alicji w Krainie Czarów, czy książek Paulo Coelho. Za ilustracje do Królowej Śniegu otrzymał on zresztą prestiżową nagrodę, czemu trudno się dziwić, wpatrując się w pełne kolorów, duże obrazki. Każdy z  nich wydaje się być magicznymi drzwiami, które przenoszą czytelnika w świat baśni. Ilustracje Yerko są przepełnione barwą i detalami. Patrząc na nie, zwraca się uwagę na misterny wzorek na kafelkach i romantycznie wywinięte rzęsy lalki. Wszystko jest starannie dopracowane, piękne i takie ... bajkowe. Wprost idealne dla opowieści Andersena! Zresztą zobaczcie sami na filmiku przygotowanym przez wydawnictwo!



To wydanie Królowej Śniegu jest naprawdę piękne i eleganckie, przez co książka ta doskonale nadaje się na prezent. Co tu dużo mówić: ta księga po prostu wzbudza zachwyt. Duży format, twarda i solidna lakierowana oprawa oraz dodatkowo obwoluta. Ta ostatnia według mnie jest zbędna, przeszkadza podczas czytania, Milenka raz dwa się jej pozbyła. Kolorowe ilustracje o słusznym rozmiarze przyciągają dziecięce oczka i ... podobają się nawet bardziej niż sama baśń. Cóż, Hans Christian Andersen musi pogodzić się z tym, że jego baśń dla trzylatki jest za długa. Można ją jednak podczytywać po trochu, rozdziałami... chyba że tak jak w naszym przypadku... dziecko zaśnie, a mama z szeroko otwartymi ustami pochłonie jedną z ulubionych baśni z dzieciństwa...

Baśnie Andersena różnią się od innych baśni, trzeba o tym pamiętać. Więcej w nich życia, typowo ludzkich zachowań, choć zdarzają się piękne królewny i syrenki, niejednokrotnie opowieści o nich zaprawione są nutką goryczy. Jak życie. Dlatego dzieła Andersena doskonale sprawdzą się w przypadku troszkę starszych dzieci, które lepiej pojmą mądrości w nich zawarte. Język opowieści również nie należy do najłatwiejszych, taka uroda baśni Andersena. Niemniej Królową Śniegu z ilustracjami Yerko warto po prostu mieć. Nie wiem, jak Wy, ale kiedy ja widzę tak pięknie i starannie wydane książki, czuję, jak robi mi się ciepło w okolicach serca :)







piątek, 28 listopada 2014

182. Krzysztof Koehler WNUCZKA RAGUELA

Bezdomność jest dla nas zjawiskiem niewygodnym. Kiedy na ulicy lub w parku natykamy się na charakterystyczne postaci, pospiesznie umykamy wzrokiem, by nie sprowokować ich zainteresowania. Marszczymy nosy w obawie przed nieprzyjemnym zapachem. Nie zadajemy sobie trudu, by dostrzec człowieka w człowieku. 





Krzysztof Koehler jest poetą, eseistą i krytykiem literackim. Współpracuje z pismami Arcana, Pressje i Fronda. Jest współtwórcą Gońca Kulturalnego oraz programu Po godzinach. Przez pięć lat pełnił funkcję dyrektora TVP Kultura. Na każdym kroku podkreśla swoje przywiązanie do chrześcijańskich wartości. Wykłada w Instytucie Języka Polskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz w Akademii Ignatianum. Na co dzień mieszka w Krakowie. W październiku ukazała się jego powieść pod tytułem Wnuczka Raguela.

W powieści Krzysztofa Koehlera stajemy oko w oko z ludźmi, których codziennością jest ulica. Przypadek splata ze sobą losy dwójki młodych ludzi, dziewczyny i chłopaka. Nie znamy ich imion, pozostają anonimowi, jak większość cieni przemykających w podziemnych przejściach i zachwaszczonych ogródkach działkowych. Z czasem poznajemy dramatyczne przeżycia, które doprowadziły ich w miejsce, w którym się zetknęli. Co ich połączyło? Trudno określić. Być może przypadek, być może chęć przetrwania, być może cienka nić sympatii. Dochodzi jednak do momentu, kiedy połączy ich wspólna odpowiedzialność za dziecko. Maleńką, kruchą istotę, którą ciężko wyobrazić sobie w tak prymitywnym, brudnym świecie. Bohaterowie przemierzają Polskę, ukazując jej obraz, jaki na ogół jest nam obcy. Ich podróż naszpikowana jest trudnymi przeżyciami i dramatycznymi decyzjami, które kształtują ich przyszłość. 

Wnuczka Raguela nie jest powieścią łatwą i z pewnością nie jest to lektura odpowiednia dla osób, które poszukują chwili relaksu z książką. Ta pozycja wymaga skupienia, skłania do refleksji i chwili zadumy. Świat bezdomnych, w jaki wciąga czytelnika Krzysztof Koehler wielu z nas wyda się brutalny, niektórzy z nas uznają go za surrealistyczny i nieprawdopodobny. Jednak wystarczy rozejrzeć się naokoło siebie, by dostrzec, że otaczają nas ludzie podobni do bohaterów Wnuczki Raguela. Że z chwilą nadejścia zimy nie każdy będzie mógł się schronić w ciepłym domu i ci, którzy nie mają tej możliwości, być może przypłacą to zdrowiem bądź życiem. 

W swojej powieści Krzysztof Koehler pragnie zwrócić naszą uwagę na fakt, że za każdym bytem człowieka kryje się jakaś historia. Tak naprawdę nigdy nie wiemy, dlaczego ktoś wiedzie właśnie takie życie, jakie dramaty stały się jego udziałem i jakie decyzje był zmuszony w życiu podjąć. Książka wydaje się być pewnym manifestem, który ma na celu skłonić nas do tego byśmy dostrzegali człowieka w innym człowieku, nie tylko w tym, który jest bliski nam pod względem pochodzenia i stanu materialnego. Nikt nie żąda od nas wybitnej sympatii, jednak ludzkie odruchy, zwykła życzliwość i szacunek mają rację bytu. 

Wnuczka Raguela została napisana językiem dosyć specyficznym, niełatwym. Momentami akcja staje się chaotyczna, a czytelnik musi się poważnie skupić, by za nią nadążyć. Nie brakuje również malowniczych opisów, toczonych językiem jakby poetyckim. Powieści Krzysztofa Koehlera nie da się czytać szybko, połykając kolejne kartki. Następujące po sobie wydarzenia wymagają skupienia, wsłuchania się w książkę i zrozumienia. Książkę tę jednak warto przeczytać, ponieważ kryje mądrą  i życiową historię. 

Egzemplarz dzięki uprzejmości: 






czwartek, 30 października 2014

172. Milenkowe czytanie: Steve Barnes HEKTOR

Czarująca i wzruszająca opowieść o tym, jak to jest być innym. I cierpieć z powodu odrzucenia. 


Hektor - bohater historii Steva Barnesa - nie jest zwykłym hipopotamem. Na tle swoich kolegów wyróżnia się biało-czarnymi pasami, jak wypisz wymaluj u... zebry. Wydawać by się mogło, że Hektor będzie zachwycony, że jest aż tak wyjątkowy i nosi modne paseczki. Niestety, życie sympatycznego hipopotama nie jest łatwe, ponieważ inne hipcie odrzucają go z powodu jego inności. 

Zwierzaka spotyka wiele nieprzyjemnych szykan, aż w końcu zostaje podstępnie wypędzony ze stada! I wtedy na drodze Hektora staje sympatyczna zebra Marmolada, która proponuje, by Hektor przyłączył się do jej stada. Przecież ma paski, czyż nie? A zebrom wcale nie przeszkadza, że Hektor jest hipopotamem! To jednak wcale nie koniec przygód pasiastego Hektora. Co go jeszcze czeka?

Opowieść stworzona przez Steva Barnesa wydaje się być zaczerpnięta z samego życia. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że ludzie są odrzucani i źle traktowani tylko dlatego, iż są inni bądź wyróżniają się z tłumu. A przecież inny nie znaczy gorszy, mądry człowiek powinien to pojąć. Historia Hektora, który nosi na grzbiecie biało-czarne paski jest idealnym sposobem, by uświadomić to również dzieciom. Hektor wszak nie przestaje być hipopotamem tylko dlatego, że nosi na sobie "ubranie" zebry? Nie jest przez to ani mniej sympatyczny, odważny czy mądry. To wciąż ten sam Hektor, choć w wyróżniających go kolorach!

Steve Barnes stworzył inteligentną, pełną empatii historię dla dzieci i ich rodziców. Losy Hektora zostały przedstawione przy pomocy sympatycznych, wpadających w ucho wierszyków. Treść uzupełniają wyraziste, pełne soczystych kolorów ilustracje również stworzone przez autora. Całość została pięknie wydana, w twardej solidnej oprawie, której nie powinny dać rady niecierpliwe dziecięce rączki. Hektor jest doskonałą propozycją dla rodziców, którzy chcą przekazać swoim pociechom dobre wartości i pokazać, że inny nie znaczy gorszy. 

Hektor będzie jedną z nagród w mikołajkowym konkursie, jaki planuję dla czytelników bloga :)

Za egzemplarz książki dziękuję: 









poniedziałek, 18 sierpnia 2014

153. Magdalena Binkowska, Anna Wilska EUROPA NA WAKACJE


Jeśli wybieracie się w podróż po Europie, mam dla Was wspaniałą propozycję. Dzisiaj przedstawiam recenzję nieco innej książeczki: przewodnika turystycznego.

Z pewnością wojaże po Europie są marzeniem niejednego z nas. Jeszcze nigdy nie były one tak łatwe, jak teraz, kiedy granice pozostają otwarte i bez problemu można poruszać się pomiędzy poszczególnymi państwami Unii. Zanim jednak wyruszy się w wymarzoną podróż, warto przygotować się i zaplanować starannie wyprawę, by nie ominąć żadnej atrakcji turystycznej.

Przewodnik Europa na wakacje jest stosunkowo niewielką książeczką, która nie zajmie wiele miejsca w walizce, czy plecaku, więc można ją mieć zawsze przy sobie i zasięgnąć z niej informacji o miejscu, które się zwiedza. Można również planować podróż właśnie z tym przewodnikiem, gdyż przedstawia on najbardziej wyjątkowe zabytki i miejsca. Nie brakuje w nim pięknych zdjęć, pomocnych mapek i wartych przeczytania ciekawostek. Na szczególną uwagę zasługuje wyszczególniony na czerwono dział poloniki, w których można znaleźć informację o miejscach, które nawiązują do naszego pięknego kraju i wybitnych rodaków.

Autorki przewodnika uwzględniły fakt, że każdy z nas jest innym podróżnikiem i cieszą nad różne atrakcje. Nie brakuje w nim więc wycieczek po dynamicznych metropoliach, jak i spokojnych zielonych zakątkach. Amatorzy zabytków mogą poczytać o starych miasteczkach i twierdzach, a zapaleni plażowicze o kurortach nadmorskich. Nie zapomniano także o kościołach, sanktuariach, katedrach, czy cerkwiach... Cieszy równowaga pomiędzy ważnymi informacjami, a pięknymi fotografiami. Dzięki nim, aż przyjemnie wziąć książeczkę do ręki!

Przewodnik Europa na Wakacje jest również świetną propozycją dla osób, które podróży nie planują, ale lubią o ciekawych miejscach poczytać. Dzięki niemu wiem między innymi, jak wygląda słynny balkon, pod którym Romeo wzdychał do Julii...




poniedziałek, 21 lipca 2014

145. Consilia Maria Lakotta MADELEINE


Jak głęboko można pogrążyć się w miłości? Do jakiej zbrodni się posunąć? Odpowiedzi na te pytania udziela nam w powieści Madeleine  Consilia Maria Lakotta. 

Madeleine i Heliera łączy wielkie i czyste uczucie. Planują rozpocząć wspólne życie, kiedy tylko skończą studia: ona farmaceutyczne, on medycynę. W trakcie wakacji zjawiają się w niewielkim normandzkim miasteczku, skąd pochodzi dziewczyna. Chcą spotkać się z jej ojcem i uzyskać poparcie dla swojego związku. Niespodziewanie pomiędzy młodymi ludźmi staje piękna i kapryśna kuzynka Madeleine - Yvonne. Ogarnięta namiętną miłością do narzeczonego kuzynki Yvonne nie cofnie się przed niczym, by ich rozdzielić. W wyniku nieszczęśliwego biegu wypadków Helier musi wziąć odpowiedzialność za Yvonne. Dumna Madeleine nie czeka na wyjaśnienia i zgadza się poślubić bliskiego przyjaciela. Choć to małżeństwo wydaje się być skazanym na porażkę, bliskość dwóch osób zaowocuje partnerstwem ciepłym i pełnym wyrzeczeń. Po latach Madeleine i Helier spotkają się jako wolni i gotowi do miłości ludzie, by przekonać się, że ich uczucie przetrwało próbę czasu, rozstania i wielkiego cierpienia.

Rzadko zdarza się, by czytelnik sięgając po powieść, znał jej prawdopodobne zakończenie. Można spekulować, zgadywać, a nawet mieć pobożne życzenia, niemniej zakończenie zawsze może przynieść wielkie zaskoczenie. W przypadku powieści Madeleine zakończenie powieści poznajemy z opisu wydawcy na tylnej okładce, co sugeruje, że nie sam finał, ale treść która ku niemu wiedzie jest najważniejszą.

Zauważyłam, że wiele osób określa Madeleine mianem romansu. Rzeczywiście, miłość dwojga ludzi na przestrzeni wielu lat stała się główną osią powieści. Jednak nie mniej ważne są małostkowe zachowania ludzi, które Consilia Maria Lakotta odsłania w swojej powieści, oraz konsekwencje ludzkich wyborów, które stają się udziałem jej bohaterów. Bo czyż można być szczęśliwym, decydując się na małżeństwo bez miłości? W powieści Madeleine można! Tutaj obok namiętności jest miejsce także na wymiar czysto duchowy: przywiązanie, ciepło, bliskość drugiego człowieka, jak również chęć niesienia pomocy.

Bohaterowie Madeline zostali naszkicowani przy pomocy mocnego kontrastu. Jak pionki na szachownicy przyoblekli barwę białą lub czarną. Spotykamy więc szlachetną Madeleine, która jest oddaną córką i żoną, uporządkowanego Heliera, który przyjmuje na siebie konsekwencje cudzych czynów, by zachować się jak należy, oraz tę trzecią... intrygantkę i manipulantkę, ogarniętą miłością do narzeczonego kuzynki. Czy tak sztywny podział może przeszkadzać? I tak i nie. Na początku ciężko jest przyzwyczaić się do bohaterów, którzy nie mają wad, lub wydają się być z wad stworzeni, ukazują się nierzeczywiści i sztuczni. Z biegiem stron czytelnik jednak przyjmuje punkt widzenia autorki i skupia się na tym, co ona sama na temat swoich bohaterów mu podaje.

Madeleine jest moim drugim spotkaniem z twórczością Consilii Marii Lakotty, więc mogę pozwolić sobie na maleńkie podsumowanie dotychczasowej przygody z autorką. Powieści węgierskiej pisarki cechuje niesamowity spokój i harmonia, one nie pędzą, ale powoli i dostojnie kroczą. Brak w nich dynamiki, ale ku mojemu zaskoczeniu - nie jest to wadą! Przyzwyczaiłam się, że spokojne książki często mnie nudzą. Powieść Cosilii Marii Lakotty nie może mnie nudzić, bo jest wielkim ładunkiem ludzkich emocji: dobrych i złych. Miłości i namiętności. Kłamstw i zdrady. Zbrodni i kary.

Za możliwość spotkania z autorką dziękuję : 




piątek, 27 czerwca 2014

136. Consilia Maria Lakotta MARISKA Z WĘGIERSKIEJ PUSZTY


Wielu spośród nas zna przysłowie "Polak- Węgier, dwa bratanki...", które sławi ciepłe relacje między naszymi narodami. Niewielu wie, jak wiele wspólnego mają nasze losy i jak zbliżone są dramatyczne wydarzenia, które stały się udziałem naszych rodaków...

Węgierska puszta, bezkresny step, po którym hula wiatr i ogniste rumaki strzeżone przez czikosów. Zakochani narzeczeni, którym po trzynastu latach oczekiwania łaskawy pan w końcu zezwolił na ślub i pójście "na swoje". Malownicza czarda położona nad gliniastym brzegiem spokojnie toczącej wody Cisy. Opowieść Consilii Marii Lakotty zaczyna się idyllicznie i spokojnie. Czegóż możemy się spodziewać, jeśli nie roześmianych bosonogich dzieciaków biegających po podwórko i czułej matki kreślącej znak krzyża nad bochenkiem ciemnego chleba? Jednak podobne oblicze "Mariski z węgierskiej puszty" jest dane czytelnikowi jedynie przez krótką chwilę. Dzieje rodziny Vargasów - Mariski, jej męża Jarosa, a w przyszłości także ich dzieci - raz i na zawsze zostają splecione z bolesnymi wydarzeniami, jakie stały się udziałem Węgier w latach 1910- 1953.

Nie miałam wcześniej przyjemności czytać powieści, która wyszła spod pióra Consilii Marii Lakotty i nie miałam pojęcia, czego mam się spodziewać. O historii Węgier wiedziałam również bardzo niewiele, co tylko potęgowało zainteresowania, z jakim podjęłam lekturę. Szybko przekonałam się, że nie jest to książka, którą można "połknać". To poważna historia, która zawiera wiele dramatycznych przesłań i zapisów historii, więc nie można jej szybko przebiec oczyma. Należy poświęcić jej nieco zadumy i refleksji, tym bardziej, że autorka zadbała, by "Mariska z węgierskiej puszty" stała się dogłębnym zapisem "cierpień narodu węgierskiego".

Stworzone przez pisarkę tło obyczajowo - historyczne dało mi dość dokładny obraz węgierskiego krajobrazu z początku dwudziestego wieku i lat późniejszych. Consilia Maria Lacotta musiała być osobą obdarzoną niesamowitym zmysłem obserwacji, jak również talentem to obrazowania ludzkich zachowań i nastrojów panujących wśród Węgrów. Wydarzeniom, których świadkiem  za sprawą powieści staje się czytelnik, towarzyszy atmosfera strachu, smutku i napięcia. Równocześnie trudno powstrzymać uczucie wzruszenia dławiące w gardle i poczucie dumy, gdy widzi się niezłomność człowieka, jego siłę, wiarę i serce.

Tak, zdaję sobie sprawę z tego, jak tajemniczo brzmi moja dzisiejsza recenzja i jak niewiele szczegółów zdradzam. Wydaje mi się jednak, że takie historie należy poznawać samemu, osobiście je interpretując i wyciągając z nich pouczające wnioski. Moje wrażenia dotyczące lektury tej powieści były bardzo różnorodne. Towarzyszyła mi cała gama uczuć: zachwyt nad doskonałym piórem autorki i barwną paletą postaci, smutek i łzy, kiedy wydarzenia z kart książki przybierały niebezpieczny obrót, wzruszenie, gniew, współczucie.

Jedno mogę napisać z całą stanowczością: "Mariska z węgierskiej puszty" do piękna i mądra historia, którą warto poznać i zatrzymać w swoim sercu i myślach na nieco dłużej...



poniedziałek, 23 czerwca 2014

135. Anna Drzewiecka CIOTKI


Większość z nas przechowuje wspomnienia, jak drogocenne pamiątki. Anna Drzewiecka swoje wspomnienia przeniosła na karty powieści wydanej nakładem Wydawnictwa m. Tym samym uchyliła drzwi do swojego dzieciństwa, zapraszając weń czytelnika. Skorzystałam z zaproszenia autorki i wkroczyłam do świata jej wspomnień. Co tam zastałam?

Będąc dzieckiem większość z nas marzy, by jak najszybciej stać się dorosłym. Kiedy jednak do tego dochodzi, po pewnym czasie zauważamy, że tęsknimy za beztroską dziecięcych lat, kiedy swoją troską i opieką otaczali nas dorośli. Anna Drzewiecka wraca wspomnieniami do dni swojego dzieciństwa, przywołując obrazy osób, które najmocniej odcisnęły się w jej pamięci i tworząc swoiste drzewo genealogiczne. Tytuł powieści nawiązuje właśnie do ośmiu jej ciotek, kobiet różnych pod względem wyglądu, zachowań, sposobu okazywania uczuć, ale barwnych i wyrazistych we wspomnieniach małej dziewczynki. Obok nich na stronach powieści poznajemy także babunię, dziadka, służącą Różę, obecne w rodzinie zwierzęta, jak również zagłębiamy się w atmosferę wakacji i dziecięcych przyjaźni. Autorka nawiązuje także do źródeł swojej rodziny, jak także i przybliża jej niełatwe wojenne losy.

Powieść "Ciotki" nie jest obszerną historią, rozdziały zajmują od kilku do kilkunastu stron. Swoje wspomnienia autorka snuje spokojnym, bardzo nostalgicznym tonem, który koi czytelnika. Nie znajdzie się tutaj dynamicznej akcji i zwrotów akcji, powieść jest delikatna i bardzo wyważona. Być może dlatego tak łatwo przyszło mi wczuć się w jej nastrój i niemal namacalnie poczuć, co autorka chciała przekazać czytelnikowi. Momentami miałam wrażenie, że na własne oczy widzę małą dziewczynkę wspinającą się po giętkich gałęziach jabłonki...

Anna Drzewiecka przywołała w swoich wspomnieniach nie tylko obraz własnej rodziny, ale również przypomniała, jak wielką wartością jest ta jednostka. Jak wiele znaczą relacje rodzinne, bliskość krewniaków i jak wiele uwagi się im dawniej poświęcało. Być może zapis wspomnień autorki skłoni czytelnika do chwili refleksji i uświadomienia sobie, że nawet w tak dynamicznych i absorbujących czasach warto poświęcić chwilkę na pielęgnację rodzinnych stosunków?

Ciotki Anny Drzewieckiej to znakomita powieść dla miłośników delikatnych powieści obyczajowych czy wspomnień. Nostalgiczna natura tej książki z pewnością przypadnie do gustu tym, którzy nie szukają sensacyjnych wrażeń, ale chcą spędzić miły i spokojny wieczór z książką. Wielu z nas na kartach tej powieści odnajdzie obraz samych siebie i zgromadzonych naokoło nas członków rodziny. Być może dzięki lekturze tej książki powróci dawno zapomniany duch dzieciństwa?

Za możliwość przeczytania książki dziękuję: 


poniedziałek, 9 czerwca 2014

131. Marilynne Robinson DOM NAD JEZIOREM SMUTKU


Kiedy pierwszy raz ujrzałam okładkę tej powieści, pomyślałam, że to bardzo piękny tytuł. Dom nad jeziorem smutku. Nawet nie podejrzewałam, jak wspaniale oddaje on klimat tej wyjątkowej powieści...

Istnieją książki, po które sięgamy skuszeni interesującymi zapowiedziami wydawców. I są książki, które powinniśmy przeczytać, nawet jeśli nikt nas do tego nie namawia. Mądre książki. Wybitne książki, Książki, które niosą ze sobą prawdę o istnieniu człowieka w jego życiowym i duchowym wymiarze. I właśnie do tego drugiego gatunku zaliczyłabym Dom nad jeziorem smutku...

Tytułowe jezioro smutku kładzie się cieniem na życiu dwóch sióstr: Ruth i Lucille. To w nim przed laty podczas katastrofy kolejowej zginął ich dziadek. W jego falach spoczęła matka, która targnęła się na swoje życie. Dziewczynki dorastają najpierw pod okiem babci, po jej śmierci przechodząc pod opiekę nieco zdziwaczałych sióstr dziadka. Kiedy do domu wraca Sylvie, siostra ich matki, dziewczynki zostają powierzone jej trosce. Sylvie okazuje się być mocno ekscentryczną osobą, którą pociąga wędrowny tryb życia. Jej metody wychowawcze z pewnością odbiegają od ogólnie przyjętych, podobnie jak i styl bycia. Dziewczynki będą zmuszone wybrać, czy odpowiada im życie, jakie wiedzie ciotka, czy wolą upodobnić się do statecznych, uporządkowanych mieszkańców miasteczka.

Jak często szufladkujemy innych ludzi, przypisując im łatki i klasyfikując jako podobnych sobie lub nie. Jak łatwo nam forować wyroki i decydować, co mieści się w normach, a co od nich odbiega. I wreszcie: jak często staramy się narzucić innym nasz model życia, uznając go za jedyny właściwy? Myślę, że często. Zbyt często, mimo że mamy dwudziesty pierwszy wiek i większość z nas jest na tyle dojrzała, by zrozumieć, że każdy ma prawo żyć jak chce i mieć takie zdanie, jakie chce. Nie potrafię sobie wyobrazić, co czuły bohaterki powieści Marilynne Robinson, kiedy wokół zaciskały się okowy ludzkiej życzliwości. Kiedy pojęły, że nie mieszczą się w przyjętych normach i nie zaznają spokoju...

Autorka Domu nad jeziorem smutku stworzyła interesującą paletę bohaterek, najwięcej uwagi poświęcając Ruthie - która jest narratorem powieści - oraz jej ciotce Sylvie. Te dwie osoby zdają się być ulepione z tej samej gliny, łączy je jakby tajemne porozumienie. Sylvie jest niespokojnym ptakiem, przez wiele lat podróżowała po całych Stanach, nie zagrzewając nigdzie dłużej miejsca. Zdjęta poczuciem obowiązku wobec córek swojej nieżyjącej siostry wraca w miejsce, z którego pochodzi i usiłuje stworzyć dzieciom domowe ognisko. Robi, co może, jednak czy jest w stanie pokonać własną naturę i zadowolić wścibskie spojrzenia? Ruth przypomina ciotkę, a z każdym kolejnym dniem przyjmuje od niej coraz więcej zachowań, które uchodzą  za dziwaczne. Oddala się od siostry, która potrzebuje stabilizacji i uznania innych ludzi. Marilynne Robinson w subtelny sposób zaznaczyła rozdźwięk między siostrami, dwiema różnymi osobowościami...

Powieść Marilynne Robinson to spokojna, wręcz dostojna opowieść. Nie zaskoczy was nagłymi zwrotami akcji i dramatycznym przebiegiem wydarzeń. Historia snuje się powoli i otacza czytelnika swoim pięknem i głębią. Chociaż lekturze towarzyszyło wiele emocji, poczułam się dziwnie wyciszona. Tak jakby jezioro smutku oblewało mnie swoimi wodami i koiło. Żałuję, że nie miałam wcześniej okazji poznać twórczości autorki i być może nie będzie mi to dane, gdyż znalazłam informację tylko o jednym przekładzie innej powieści autorki. Jej powieści cechuje wysoka dojrzałość, zmysł obserwacji, być może także znajomość ludzkiej psychiki. Choć od chwili gdy M.Robinson napisała Dom nad jeziorem smutku minęło niemal ćwierć wieku, mam wrażenie, że to książka ponadczasowa...


Za możliwość poznania autorki dziękuję: