środa, 11 czerwca 2014

KONKURS z TROJE!

Nadeszła pora na obiecany konkurs. 
Mam dla Was powieść TROJE Sarah Lotz, której recenzję mogliście przeczytać 
na blogu kilka dni temu :)



Do wygrania jest jeden egzemplarz powieści TROJE.
Aby wziąć udział w konkursie należy udzielić odpowiedzi na pytanie konkursowe. Odpowiedzi można udzielać na blogu i pod postem konkursowym na profilu BC na Facebooku. Osobiście wybiorę odpowiedź, która najbardziej mi się spodoba. Jedna osoba - jedna odpowiedź. Nie zwracam uwagi na lajki i inne formy uznania ze strony znajomych.

W powieści Sarah Lotz mamy do czynienia z Czarnym Czwartkiem, czyli dniem kiedy doszło do czterech katastrof samolotowych. Aby nieco złagodzić nieco ten dramatyczny wydźwięk opowiedzcie o własnym Czarnym Czwartku (albo środzie, piątku, sobocie) - czyli najbardziej pechowym dniu w Waszym życiu. Poczucie humoru wskazane. Najbardziej pokrzywdzona przez pech (według mnie) osoba otrzyma w ramach rekompensaty powieść TROJE 

Odpowiedzi możecie udzielać do niedzieli do 23,59. 
W poniedziałek lub wtorek wyłonię zwycięzcę :)



4 komentarze:

  1. To było na chrzcinach mojej córki chrzestnej. Po mszy wszyscy poszliśmy na gościnkę do siostry. Była nasza rodzina i jej męża. Troszkę nas siedziało przy stole. Nagle zachciało mi się siku więc poszłam do toalety.
    Gdy wyszłam pewnym krokiem, kręcąc dupskiem przeszłam przez cały pokój i poszłam na balkon.
    Gdy wychodziłam, zarejestrowałam, że nagle zrobiło się cicho. Zaraz za mną wyszedł mój mąż, stanął za mną i powiedział "kochanie, sukienka Ci się zadarła". Okazało się, że zatknęłam ją sobie za pasek stringów i widać mi było cały tyłek!!! Widział mój ojciec, mój brat, mąż siostry, męża siostry ojciec i brat nie wspominając o kobietach.
    Nie umiałam wyjść z tego balkonu. Myślałam, że się nie ruszę. A mój mąż stwierdził, że to był jedyny interesujący punkt całej imprezy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim najczarniejszym dniem, a raczej nocą była noc po urodzeniu córeczki. Chwila, która przecież powinna być najpiękniejszym przeżyciem w życiu. Narodziny dziecka to coś nad czym roztkliwiają się wszystkie babcie, mamy, ciocie i masa kobiet w ciągu stuleci. Nikt jednak nie wspominał głośno o tym,że niekoniecznie może być tak różowo.
    Na poród czekałam jak na zbawienie,wie na pewno każda z kobiet ,która rodziła jak to jest oczekiwać na tą mała istotkę ,którą nosiło się pod sercem 9 miesięcy. Byłam pewna ,że jestem przygotowana na wszystko. Liczyłam się z bólem. Liczyłam się z dyskomfortem. Rzeczywistość jednak okazała się przytłaczająca. Sam poród był ciężki, ale to jeszcze nie to zwaliło mi się całym swym ciężarem na mą duszę. Chwila kiedy ujrzałam maleńką była najpiękniejsza na świecie. Potem dopiero zaczął się mój czarny czwartek.
    Nastała noc. Ja ,pozszywana po porodzie ledwo mogąca się ruszyć. Sala , w której leżały cztery obce mi kobiety, którym zupełnie nie zależało ,by wymieniać się uwagami z obcą.Dodać muszę,że rodziłam we włoskim szpitalu, tu bowiem od kilku lat jest mój dom. W sali było gorąco jak w piekle - koniec sierpnia we Włoszech każdy może sobie wyobrazić. Proszę jednak pomnożyć to przez dwa. Nagrzana sala, do której przez calutki dzień zaglądało słońce wieczorem i w nocy przy pozamykanych oknach, czterech leżących w niej kobietach i czterech noworodkach była istnym piekłem. Upał nie dawał spać, ból rozdzierał niemiłosiernie, a płacz noworodków z całego oddziału wdzierał się w uszy i wiercąc dziurę w mózgu. Miałam wrażenie ,że się uduszę.Najgorsza z tego wszystkiego jednak była samotność. Moment ,gdy zostałam sama z maleńką zakuł boleśnie gdzieś pod sercem. Na samo wspomnienie chwil , które spędziłam z siostrą podczas jej porodu zakręciły się w oczach łzy. Tęsknota i poczucie samotności zawładnęły mną tak dogłębnie,że miałam ochotę wyć i krzyczeć. Na myśl,że na drugi dzień nie będzie przy mnie nikogo, kto przyjdzie obejrzeć moją kruszynkę, nikogo kto powie miłe słowo, wesprze poradą łzy ciekły mi po twarzy , a serce ściskało mi się z bólu. To była najgorsza , najboleśniejsza i najczarniejsza noc w moim życiu. Próbując nie poddać się żalowi tylko cudem dotrwałam do rana. Dopiero ,gdy pierwsze promienie słońca ukazały twarz mojej cudownej córeczki, jej delikatną buzię z delikatnym uśmiechem na twarzy, gdy dopiero rano uświadomiłam sobie fakt, iż przez calutką noc spała grzecznie dając mi złapać oddech ,po wyczerpującym porodzie zrozumiałam ,że mam przy sobie cud, cud dzięki któremu już nigdy nie będę czuć się jak tej nocy, nigdy już nie będę czuć się samotna.I zrozumiałam ,że po nawet najczarniejszej nocy, zawsze nadchodzi zbawienny świt rzucając światło na nocne koszmary...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wstaje rano - budzik nie zadzwonił.
    Jest 7:00 wyciągam nogę z łóżka - spadłam.
    Podnoszę się, patrzę - a tu kot narobił m na dywan.
    Sprzątam, wynoszę brudy do kosza - nie ma worka.
    Ogarnęłam temat, idę do łazienki - zakręcili wodę.
    Zrezygnowana siadam do śniadania - pojedzone, bo plomba wyleciała mi z zęba.
    Umawiam się do stomatologa - 3 godziny czekania w kolejce.
    Burczy mi w brzuchu, bo nie zjadłam śniadania.
    Wchodzę - dziś pani nie da rady tego zrobić, bo padł kompresor (czy coś tam od wody).
    Wracam do domu, otwieram lodówkę - w nocy nie było prądu, sałatka mi skisła....
    Zrezygnowana decyduje się wrócić do łóżka - kot nasrał na pościel.
    Mam wolny dzień i chciałam go dobrze wykorzystać - wywalam klakiera na dwór i sprzątam po nim.
    Po południu jadę bez plomby do biblioteki - pękła mi opona.
    Wyciągam sprzęt, żeby wymienić - zapas jest na flaku.
    Dzwonię po brata - nie przyjedzie, bo jest w Kaliszu.
    Wracam do domu z buta 4 kilometry - zaczyna padać deszcz.
    Dochodzę do domu - saszetka z kluczami została w samochodzie.
    Wracam się z powrotem do auta - zatrzymała mnie policja.
    Opowiadam im co się stało - wypisują mi mandat za brak wyposażenia auta.
    Wracam znowu do domu, kot nasrał na płytki w łazience...

    Dalej było tylko gorzej....

    Serdecznie zapraszam do udziału w ANKIECIE DLA BLOGERÓW i na KONKURS :)

    OdpowiedzUsuń