poniedziałek, 22 lipca 2013

31. Jane Johnson PODARUNEK Z PRZESZŁOŚCI

Nie ocenia się książki po okładce, mówi przysłowie. A jednak to właśnie okładka "Podarunku..." przykuła moje spojrzenie w bibliotece i sprawiła, że sięgnęłam po tę książkę. I choć tradycyjnie przyniosłam do domu kilka, wszystkie inne poszły w kąt, a ja od samego początku wiedziałam, że najpierw przeczytam właśnie tę...

Akcja powieści toczy się równocześnie w czasach współczesnych i w siedemnastym wieku, a bohaterkami opowieści są dwie kobiety. Pierwsza z nich - Julia - mieszka w Londynie i właśnie rozstaje się ze swoim kochankiem. Ten aby osłodzić jej gorycz rozstania ofiarowuje jej niezwykły prezent: książkę z wzorami haftów z 1625 roku. Przeglądając książkę Julia odkrywa, że nie jest to zwykły podręcznik hafciarstwa, ale także pamiętnik tajemniczej Catherine, niezwykle utalentowanej młodej hafciarki, która pewnego dnia zostaje uprowadzona przez berberyjskich piratów. Chcąc poznać dalsze losy niewolnicy, Julia udaje się w podróż do Maroka. Tymczasem były kochanek reflektuje się, jak cenny podarunek jej sprezentował i rusza za nią by odzyskać książkę...

Warto wspomnieć także, że autorka tej powieści w 2005 roku udała się w podróż do Maroka, aby zbadać przeszłość członka swojej rodziny. Ta podróż odmieniła jej życie. Przyczyniła się do powstania tejże powieści, ale także pomogła odnaleźć autorce miłość i swoje miejsce w życiu. Od tamtej pory Jane Johnson dzieli swój czas między Anglię a Maroko. Można to wyczytać między kartkami jej powieści.

"Podarunek z przeszłości" jest znakomitą propozycją zarówno dla zwolenników powieści obyczajowych, przygodowych, jak i dla miłośników romansów historycznych. Barwna historia wprost napisana po to, by razem z nią schronić się przed chłodem jesiennych czy zimowych wieczorów pod ciepły koc, rozgrzewająca pięknymi i pachnącymi opisami jak dobra herbata z cytryną. Wciągająca do tego stopnia, że herbata wystygła stoi gdzieś przy łokciu, koc już dawno zsunął się z kolan a dziecko domaga się uwagi. Podnoszę wzrok i ze zdumienia przecieram oczy. Za oknem nie ma piasku pustyni, tylko przykryta świeżym śniegiem łąka, a ja siedzę nie na jedwabnych kolorowych poduszkach wśród kwiatów i szemrzącej wody w pałacu raisa... ale przy kaflowym piecu. I to on mnie grzeje, a nie słońce Maroka...

Moja ocena 8/10


1 komentarz:

  1. uwielbiam twoje recenzje i chyba nie musze powtarzac, ze kolejny raz mnie zaciekawilas?:)

    OdpowiedzUsuń