Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Replika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Replika. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 lipca 2018

274. Joan Lindsay PIKNIK POD WISZĄCĄ SKAŁĄ

Stworzyłam swego czasu listę książek, które obowiązkowo muszę przeczytać. Trafiają na nią zapowiedzi, które przyciągają moją uwagę, czasem starocie trudne do znalezienia nawet w bibliotekach, a także książki, na podstawie których powstały obejrzane filmy, które zrobiły na mnie duże wrażenie. Piknik pod wiszącą skałą był jedną z pierwszych pozycji, jakie wpisałam na tę listę, z wielkim zadowoleniem przyjęłam więc fakt, że Wydawnictwo Replika postanowiła wypuścić na rynek nowe wydanie powieści Joan Lindsay.

Nie będę ukrywać, że do lektury skłoniła mnie wyśmienita adaptacja Petera Weira. Film uczynił na mnie wielkie wrażenie i dość długo nie mogłam wyrzucić z pamięci poszczególnych scen. Obejrzałam go z mieszaniną fascynacji, zachwytu i lekkiego niepokoju. Tajemnica zaginionych dziewcząt zalazła mi za skórę, postanowiłam więc poznać książkową wersję tej historii, mając nadzieję, że Joan Lindsay rozjaśni nieco to, co na ekranie ukryto w mroku.

Dziś mogę śmiało powiedzieć, że Piknik pod wiszącą skałą jest książką, po którą sięgnę jeszcze nie raz. Ta niespiesznie snująca się opowieść zachwyca pięknym językiem, wyjętym jakby z innej epoki oraz duszną, senną, nieco mroczną atmosferą. Myślę, że jeszcze większe wrażenie robi ona na czytelnikach, którzy nie znali wcześniej tej historii w kinowym wydaniu, bo nie wiedzą, czego się spodziewać i muszą odczuwać jeszcze większy niepokój. Dodatkowo sama autorka podsyca ten niepokój, sugerując czytelnikowi, że sam musi zadecydować, czy wydarzenia przedstawione w książce są prawdziwe czy fikcyjne.

Tym, co najbardziej zafascynowało mnie w powieści Joan Lindsay była oczywiście tajemnica tytułowego pikniku i zniknięcia Mirandy, Marion, Edyty oraz ich nauczycielki panny McCraw, ale ta historia skrywa wiele więcej. Pokazuje, co działo się po tych wydarzeniach, jakie konsekwencje dla bohaterów one niosły i jak na nich wpływały. Piknik pod wiszącą skałą to również ciekawy obraz tamtej epoki oraz samej pensji dla panien. Elitarna szkoła, jej tajemnice, to zawsze wzbudza dreszczyk emocji, a gdy towarzyszy temu tak zagadkowe wydarzenie, jak to opisane w powieści Joan Lindsay, nie może być nudno. Uważam, że Piknik pod wiszącą skałą warto przeczytać, i to nie tylko z tego względu, że książka ta wpisała się już w kanony klasyki. Przede wszystkim to interesujący miszmasz gatunkowy, który ociera się o powieść grozy, dramat i literaturę obyczajową. A także dlatego, że jest to książka po prostu pięknie napisana, językiem obrazowym i ciut poetyckim, poruszającym wyobraźnię. 

za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Replika.  


poniedziałek, 18 grudnia 2017

253. Joanna Sykat NA ŚCIEŻKACH ZŁUDZEŃ

Czasami trafiam na książki, po których zupełnie bym się tego nie spodziewała, ale robią na mnie duże wrażenie. Na ścieżkach złudzeń Joanny Sykat to jedna z takich powieści. Pierwszy rzut oka na okładkę stawia tę książkę w szeregu licznych świąteczno-zimowych opowieści, jakie w tym roku zafundowali nam wydawcy, jednak szybko okazuje się, że nie ten adres. Powieść Sykat najprościej można scharakteryzować jako „o życiu” i pod tym względem wydaje się być jedną z wielu. Jest jednak w tej książce coś takiego, co sprawiło, że po prostu nie potrafiłam się od niej oderwać, dopóki nie skończyłam czytać.

Bohaterów Joanny Sykat nie sposób polubić. Nie wzbudza sympatii ani Aldona, która spogląda na innych przez pryzmat nienagannie pomalowanych paznokci i stylowo urządzonego mieszkania. Ani tym bardziej jej antypatyczny mąż, który owszem wielbi swą piękną żonę, ale dla dziecka nie ma już nawet ciepłego słowa. Serdecznych uczuć nie wzbudziła we mnie też Wiola, która przypomina zaszczute zwierzątko, ale czytelnika potrafi też zadziwić. Jednak to właśnie wątek Wioli i jej rodziny wzbudził we mnie największe emocje i zainteresowanie. Wszystko za sprawą niepełnosprawnego dziecka, małej Zosi (z autyzmem, zespołem aspergera?). Joanna Sykat bardzo sprawnie nakreśliła mechanizm zaprzeczenia, jakim posługuje się matka dziewczynki, nie dopuszczająca do siebie myśli o „inności” córki. Choć mała Zosia nie jest wątkiem wiodącym w tej historii, to i tak dodaje charakteru tej opowieści i zwraca uwagę na coraz powszechniejsze zjawisko zaburzeń rozwojowych u dzieci. 
  

Powieść Joanny Sykat odsłania złudzenia, jakimi karmi się człowiek budując wokół siebie fasadę idealnego życia. Udowadnia, jak można się pomylić, patrząc na sąsiadów, przyjaciół, współpracowników, mijanych ludzi. Pokazuje, jak szybko oceniamy, jak bezlitośnie wyrabiamy sobie opinie i jak bardzo mogą one być mylne. Za murami eleganckiego domu może kryć się przemoc, za uśmiechem matki być może skrywa się rozpacz i strach o ukochane dziecko. Nie każdy jest tym, kim się wydaje. Nie każdy wie, kim naprawdę jest, ale czasami wystarczy jeden impuls, by zweryfikować własne przekonania.


niedziela, 11 września 2016

224. Joanna Sykat CZTERY STRONY MIŁOŚCI



Ile stron ma miłość? Nie sposób tego policzyć, pewnie tyle – ile historii miłosnych. Historia miłosna Łucji bynajmniej nie jest romansem, choć pewnie kiedyś nim była. Ona – nauczycielka muzyki w średnim wieku jeszcze przed trzema laty była bardzo szczęśliwa. Przeżywała wspaniałą miłość, która wymykała się utartym schematom. Potem... sama nie wie, co się stało. Z dnia na dzień mąż odwrócił się od niej, dzieląc mieszkanie i wspólne życie na pół. Zamieniając małżeństwo w mękę, którą ciężko przerwać z powodu wspólnie budowanego domu i kredytu.

Historię Łucji poznajemy dwutorowo, przeplatając lekturę Łucją szczęśliwą, zakochaną i Łucją zniechęconą, zmęczoną trudną codziennością z niby-mężem zamkniętym szczelnie za drzwiami pokoju i we własnej skorupie, nierozumiejącą, co się wydarzyło, że nagle najważniejszy dla niej mężczyzna odwrócił się od niej. Historia stworzona przez Joannę Sykat pokazuje czytelnikom, do czego może doprowadzić brak szczerych rozmów w małżeństwie, ba, we wszelkich międzyludzkich relacjach. Jak łatwo zbudować mur wrogości lub obojętności i podnosić go każdym okrutnym słowem rzucanym w drugą osobę.

Joanna Sykat to autorka obdarzona dużym talentem literackim. Pisze pięknie, zgrabnie żongluje słowem i nie boi się stosować porównań. To nie jest taka sobie lekka i łatwa książka, choć napisana jest lekko i ładnie. Mimo swej niewielkiej objętości zamyka w sobie wiele emocji. Czytelnik nie pozostaje obojętnym wobec bohaterów. Może im kibicować, albo się na nich wściec (jak ja). Nie znajdziecie tutaj szybkiej akcji czy wielu wydarzeń, znajdziecie za to obraz pewnej miłości i dowiecie się, jak wszystko się skończyło. Jeśli macie ochotę na lekturę, która zagląda w kobiecą duszę, zachęcam. 



sobota, 20 sierpnia 2016

320. Helene Tursten PORCELANOWY KONIK


Porcelanowy konik nie był moim pierwszym spotkaniem z Irene Huss, sprytną inspektor kryminalną poznałam już bowiem na ekranie telewizyjnym. I byłam bardzo ciekawa, jak wypadnie porównanie obrazu z literaturą...

Z balkonu luksusowego mieszkania wypada mężczyzna. To bogaty biznesmen z arystokratycznej rodziny – Richard von Knecht. Chociaż pozornie wszystko wskazuje na samobójstwo, policja rozpoczyna dochodzenie. Wkrótce pojawiają się kolejne ofiary, a zawikłana, trudna sprawa jest dla prowadzących śledztwo nie lada wyzwaniem. Irene Huss trafia na trop przebiegłego i niebezpiecznego mordercy.

Kolejna autorka szumnie określona mistrzynią szwedzkiego kryminału, jednak mam wrażenie, że trochę na wyrost. Owszem, Helene Tursten potrafi stworzyć intrygującą historię kryminalną i zaciekawić czytelnika, ale śmiem wątpić, czy to poziom mistrzowski. A może po prostu wciąż pozostaję pod wpływem pierwszego tomu Millennium Stiga Larssona i wszystko wydaje mi się płytkie? 

Zagadka przedstawiona na kartach Porcelanowego konika okazała się dla mnie ciekawa, powieść usatysfakcjonowała mnie również pod kątem zakończenie, które być może nie było jakoś specjalnie odkrywcze i oryginalne, niemniej pasowało do całości i wypadło naturalnie. Również bohaterowie są u Helene Tursten żywi i barwni (momentami aż za bardzo). Co zatem wypadło nie tak? Nużące okazało się dla mnie samo śledztwo, w którym brakowało dynamiki i które w znacznym stopniu opierało się na odprawach policjantów i wysuwaniu przez nich kolejnych wniosków. Do gustu przypadła mi obyczajowa otoczka powieści, która nie przytłacza kryminalnego wydźwięku, jest naturalna i niewymuszona, ale dość wyrazista.

Dużo do życzenia pozostawia niestety stylistyka powieści i tutaj mam nie małą zagwozdkę, zastanawiając się, czy jest to wina samej autorki, czy raczej zbyt dosłownego albo słabego tłumaczenia. Nie wiem, skąd wzięły się niektóre zdania ustawiona w dziwnym szyku i nienaturalnie brzmiące wypowiedzi, ale wiem, że podczas lektury zgrzytały mi między zębami, jak ziarenka piasku.

Porcelanowy konik nie jest złą powieścią, jestem pewna, że wielu czytelnikom się spodoba. Pomimo wspomnianych niedociągnięć, zamierzam mieć na oku tę serię i jeśli będzie sposobność, kontynuować ją. Rzadko ma u mnie miejsce sytuacja, gdy ekranizacja przypada do gustu bardziej niż książka. Być może kierowana częstym „książka jest lepsza” miałam co do powieści Helene Tursten zbyt wysokie oczekiwania. Oceńcie sami :)

sobota, 4 czerwca 2016

304. Monika Rebizant-Siwiło DZIKI ROZMARYN


 
Tajemniczymi, leśnymi ścieżkami, brzegiem szemrzących strumieni, tuż obok kapliczek przydrożnych, poprzez wrzosowiska i bagna - wiedzie nas Monika Rebizant-Siwiło swym ukochanym Roztoczem i sprawia, że serce samo otwiera się na tę piękną krainę. To tutaj wciąż hulają złe moce, a wydarzenia z historii pozostają żywe w pamięci ludzi. Zauroczyło mnie to piękne miejsce już w czasie lektury „Wrzosowisk” i wiedziałam, że kiedyś tutaj powrócę. Póki co na kartach książki, ale kto wie?

Dziki rozmaryn to kontynuacja losów bohaterów poznanych w powieści Wrzosowiska, a przedstawiane wydarzenia następują bezpośrednio po tych znanych z poprzedniej części. Jakub i Julia starają się spędzać ze sobą jak najwięcej czasu, aby nadrobić stracone lata. Tymczasem Emilia przygotowuje się do nocy, gdy w końcu będzie można zdjąć klątwę z rodu wiedź z Wrzosowisk. Zawstydzona swoim postępkiem i nieszczęśliwa Natalia kryje się w zaciszu mieszkania rodziców, ale gdy nadchodzi czas – świadomie albo i nie – przybywa na wezwanie babki...

Podobnie, jak i w poprzedniej części cyklu, tak i tutaj poznajemy wydarzenia z perspektywy różnych bohaterów. Nie od razu lektura Dzikiego rozmarynu była dla mnie satysfakcjonująca, z początkiem książki jej akcja niemal zamiera, a autorka nawiązuje do wydarzeń z poprzedniej części albo wiedzie swych bohaterów na przechadzki po okolicy i przytacza różne opowieści i legendy. Później jednak akcja nabiera rozpędu i funduje czytelnikowi intrygujące zdarzenia związane ze zdejmowaniem klątwy rzuconej na wiedźmy z Wrzosowisk. Nie brakuje także tajemnic i nawiązań do ciekawych zdarzeń z przeszłości, także wojennej.

Wielkim atutem powieści pani Moniki jest ten tajemniczy, niepowtarzalny klimat Zamojszczyzny. Nie poznałam jeszcze autorki, która potrafiłaby tak pięknie odmalować tło powieści, tutaj czytelnik – szczególnie ten obdarzony bujną wyobraźnią – ma wrażenie, że po prostu wchodzi do powieści i przemierza ścieżki, które wskazuje mu autorka. Dziki rozmaryn nie był dla mnie aż tak zachwycający, jak Wrzosowiska, jednak przeczytałam książkę z przyjemnością, dla relaksu. Pozycja ta jest obowiązkowa dla osób, które zauroczyły Wrzosowiska. Jeśli jeszcze ich nie czytaliście, a lubicie takie tajemnicze, troszkę oderwane od ziemi klimaty, zachęcam do poznania serii od początku. Na kartach Dzikiego rozmarynu rozwiązują się niektóre tajemnice z poprzedniej części, jednak pojawiają się kolejne, co każe nam oczekiwać trzeciej odsłony cyklu. 




wtorek, 3 maja 2016

297. Edyta Świętek - NOC PERSEIDÓW - recenzja przedpremierowa

Emilia i Tomek. Nierozłączni. Najpierw jako dzieci, później przyjaciele, aż w końcu zakochani. Tak bardzo pewni swych uczuć i wspólnej przyszłości, tak sobie bliscy, a równocześnie tak różni. On – absolwent prawa, zatrudniony w krakowskiej kancelarii, marzący o sukcesie, awansie i pieniądzach. Ona – skromna ekspedientka, niepozorna szara myszka, domatorka piekąca najlepsze pod słońcem serniki i szarlotki. Pewnego dnia u Tomka pojawiają się wątpliwości. Bo czy taka dziewczyna nadaje się na żonę mecenasa? Czy naprawdę nie mogłaby zakładać krótkich sukienek, ładnie pomalować paznokci i poprawniej się wysławiać? W tym samym czasie mężczyzna poznaje szkolną koleżankę Emilki, przebojową i atrakcyjną Adę. Traci dla kobiety głowę, a wkrótce dowiaduje się, że zostanie ojcem jej dziecka...

Oto spod pióra Edyty Świętek wychodzi następna fascynująca opowieść utkana z okruchów życia, a autorka umacnia nią swoją pozycję wśród najlepszych przedstawicielek polskiej literatury obyczajowej. Kolejna powieść pisarki, od której nie byłam w stanie się oderwać, ponieważ ciekawość, jak nakreślona historia się potoczy, nie pozwalała mi przerwać lektury. Powieść o wszystkich najistotniejszych aspektach życia. W jej tle wielka miłość, namiętność, zdrada, łzy, szczęście, rodzina, pieniądze. Czyste uczucia i brudne sprawki, od których ze wstrętem odwracamy oczy. Ukryte pod płaszczykiem elegancji i przepychu, przerażające, smutne. A na pierwszym planie marzenia. Wypowiedziane w noc perseidów, magiczny czas, kiedy podobno się spełniają...

Marzenia, właśnie. Któż z nas ich nie ma? Napędzają nas do działania, popychają w jednym, wybranym kierunku. Ich charakter zależy od tego, jakimi ludźmi jesteśmy. To, jakimi ludźmi się stajemy zależy w dużej mierze od tego, do czego dążymy, co jest dla nas priorytetem, marzeniem, celem do osiągnięcia. Historia stworzona przez Edytę Świętek w znacznym stopniu opiera się na marzeniach stworzonych przez nią postaci. Kto marzy o domu i rodzinie, kto o wielkich pieniądzach i pozycji, a kto o choćby najdrobniejszym okruchu uwagi lub uczucia? Jak życzenia wyszeptane w usiane gwiazdami sierpniowe niebo wpłyną na ich życie?

Opowieść zawartą na kartach Nocy Perseidów wraz z autorką napisało życie. Takie historie najsilniej działają na nas, czytelników, ponieważ znakomicie zdajemy sobie sprawę z tego, że są inspirowane tym, co nas otacza, a w role, które czekają na napotkane w książce postaci, łatwo mógłby wejść każdy z nas. To nie jest słodka opowieść z gwarantowanym happy endem. Edyta Świętek stawia swoich bohaterów przed poważnymi życiowymi wyzwaniami i zdecydowanie ich nie oszczędza. Doprawia ich życie wszystkimi dostępnymi smakami, zmusza do dokonywania skomplikowanych wyborów, pozwala im popełniać pomyłki i żałować, pozostawia miejsce na miłość i spełnienie. Trzyma w napięciu, momentami bardzo silnym, sprawia, że chwilami nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co jeszcze się wydarzy.

Edyta Świętek jest w znakomitej formie a Noc perseidów jest według mnie najlepszą powieścią w jej literackim dorobku. Ta powieść inspirowana życiem i ludzkimi marzeniami nie pozostawi czytelnika obojętnym. W ramy codzienności autorka oprawia bogatą gamę emocji i uczuć, a wszystko uzupełnia znakomicie wykreowanym tłem społecznościowo-obyczajowym. Autorka udowadnia, że powieści powszechnie szufladkowane jako kobiece, nie muszą i nie są banalne. Gwarantują emocje, zmuszają do refleksji, czasami delikatnie napominają... w tym wypadku, że czasami warto uważać na to, o czym się marzy...

sobota, 13 lutego 2016

283. Monika Sawicka MIMO WSZYSTKO

Istnieją książki,  o których trudno mi pisać. Zupełnie, jakby zabrakło słów. I to bynajmniej nie dlatego, że książka mnie tak zachwyciła, że aż zaniemówiłam z wrażenia...

Natalia słyszy od swojego ukochanego wiele przykrych słów. Mężczyzna chce przerwy, która pozwoli mu zobaczyć, czy ich związek może przetrwać i ma jakikolwiek sens. Ukochany jest dla Natalii niczym powietrze i dziewczyna nie potrafi wyobrazić sobie kolejnych dziesięciu dni bez kontaktu z mężczyzną. Ostatecznie jednak osusza łzy i wraz z przyjaciółką wyjeżdża w Tatry. Spotka tam niezwykłych ludzi, którzy zmienią jej dotychczasowe życie i spojrzenie na wiele spraw. 

Pierwsze spotkanie z twórczością Moniki Sawickiej upłynęło mi pod znakiem zaskoczenia. Najpierw zadziwiła mnie objętość tej książeczki: niewiele ponad dwieście stron i to znaczną czcionką. Następnie zaskoczyło mnie to, że tak krótka historia potrafiła mnie zmęczyć. 

Pod względem warsztatu czy też pióra, jakim posługuje się autorka, książka może się podobać. Czyta się lekko i szybko, żadnych przydługich opisów, fajne dialogi. Tym bardziej byłam zaskoczona, jak bardzo nie przypadła mi do gustu ta książka. Być może to zasługa irytującej bohaterki, z którą trudno się identyfikować. Być może tego, że nie przemawia do mnie pomysł, że w dziesięć dni można aż tak zmienić życie i samą siebie. Nie aż tak, nie wyjechać w zupełnie inny region Polski, poznać mnóstwo nowych ludzi, kupić dom, wyremontować dom i jeszcze przyjąć pod nowy dach rodzinę, która sprzedała dotychczasowe mieszkanie. W moim odczuciu zabrzmiało nieprawdopodobnie, może Wy ocenicie inaczej. 

Mimo wszystko jest powieścią obyczajową, ale znajdziecie tutaj także przebłyski świetnego humoru. Dzięki temu książka zyskuje na lekkości, historia staje się bardziej optymistyczna. Trudno mi o niej pisać, trudno mi ją oceniać - uczyniła na mnie słabe wrażenie, nie wzbudziła emocji, nie wciągnęła, wypadła dość blado. Nie będę jednak odradzać - przekonajcie się czy Mimo wszystko warto przeczytać. 



sobota, 29 sierpnia 2015

247. Marcia Willett WSPOMNIENIE BURZY

Angielska prowincja, rodzinna posiadłość i rozliczenie z przeszłością. Intryguje, prawda? A jak jest w rzeczywistości?

Dom nad mostem, piękna, stojąca w odosobnieniu posiadłość od lat znajduje się w rękach rodziny Hester, matki chrzestnej Clio. Dziewczyna lubi wracać w to miejsce, szczególnie, że przynoszą one wspomnienia pięknych dni dzieciństwa. Jednak nie wszystkim Dom nad Mostem niesie przyjemne wspomnienia. Pewnego dnia do domu swojej matki chrzestnej Clio przywozi Jonaha, młodego filmowca. Okazuje się, że podczas wojny matka Jonaha mieszkała w Domu nad Mostem pod opieką rodziny Hester. Kobieta nigdy nie wraca do tych czasów i nie chce dzielić swoich wspomnień z bliskimi. Hester staje przed dylematem, czy opowiedzieć młodym ludziom o wypadku, który wydarzył się przed laty w posiadłości i na zawsze odcisnął piętno na mieszkańcach Domu nad mostem. 

Marcia Willett jest znaną i cenioną autorką powieści dla pań, w Polsce nakładem Wydawnictwa Replika ukazały się Letni domek, Godzina Dzieci oraz Tydzień w zimie. Wspomnienie burzy jest powieścią, w której teraźniejszość styka się z przeszłością, a bolesne wspomnienia rzutują na życie kolejnych pokoleń. Bohaterowie Marcii Willett muszą zmierzyć się z przeszłością, by odzyskać spokój ducha. Czy im się to uda? 

Wspomnienie burzy jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością pani Willett, nie ukrywam, że byłam bardzo ciekawa, czy "nowa" autorka przypadnie mi do gustu. Do sięgnięcia po tę książkę zachęcił mnie intrygujący zarys fabuły. Rodowa posiadłość, tajemnice z przeszłości... te aspekty nieodmiennie pociągają mnie w książkach i sprawiają, że nabieram na nie ochoty. Po lekturze powieści Marcii Willett nachodzi mnie jednak refleksja, że nie sposób ocenić tej powieści jednoznacznie, używając sformułowań "dobra" bądź "słaba". Historia stworzona przez autorkę jest dosyć złożona, posiada swoje niedociągnięcia, jak również mocne strony. 

Zdecydowanym atutem Wspomnienia burzy jest piękny, gawędziarski język, jakim posługuje się autorka, jak również jej talent do zawiązywania intrygujących wątków. Powieść Marcii Willett czyta się płynnie i przyjemnie, opisy doskonale oddają klimat powieści, aczkolwiek nie są nachalne i przydługie. Autorka posługuje się zabiegiem retrospekcji, rzucając światło na pewne wydarzenia z przeszłości, niemniej nie czyni tego często i regularnie. Osobiście uważam, że niepotrzebnie zmienia przy tym zabiegu czas na teraźniejszy, ale to kwestia moich indywidualnych preferencji. Nawiązując jeszcze do fabuły tej powieści, zauważyłam, że uznaniem autorki cieszy się symbol domu, w każdej z powieści wydanych w naszym kraju powtarza się wątek domu czy posiadłości, w każdej dominują tajemnice z przeszłości i coś na kształt rozliczenia z przeszłością. Mimo tej powtarzalności powieści Marcii Willett nęcą czytelniczki swymi wątkami, najwyraźniej kochamy rodzinne tajemnice i stare domy ;)

Muszę jednak przyznać, że nie w każdej kwestii jest kolorowo, nie wszystko mnie w tej powieści usatysfakcjonowało. Przede wszystkim w moim odczuciu autorka zbyt szybko dzieli się z czytelnikami swoimi tajemnicami, a kiedy wszystko staje się już jasne, cóż... mnie książka zaczęła nieco nużyć i od pewnego momentu wprost nie mogłam się doczekać, by skończyć. Na szczęście zakończenie książki - mające bardzo symboliczny wydźwięk - jest już dużo lepsze i warto było do niego dojść. Kolejną słabszą stroną książki okazują się bohaterowie, autorka nie pozwala nam ich dobrze poznać, przedstawia nam ich dość powierzchownie i trudno nawiązać z nimi emocjonalną więź. Z ciekawości sięgnę po inne powieści autorki, aby przekonać się, czy to element jej stylu, czy wypadek przy pracy :)

Ta książka wydaje mi się tak nierówna - w jednych kwestiach wręcz rewelacyjna, w innych słabsza- iż nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić Was do zdecydowania, czy macie ochotę na historię Marcii Willett. Przekonajcie się, czy Wspomnienie burzy spełni Wasze oczekiwania i koniecznie podzielcie się ze mną swymi wrażeniami, gdyż jestem bardzo ciekawa, jak odbierzecie tę
książkę. 

Za egzemplarz powieści dziękuję wydawnictwu:






czwartek, 28 sierpnia 2014

156. Iwona J. Walczak DOM ZŁUDZEŃ: IGA

Im wyżej się wspięło, tym boleśniejszy okazuje się upadek. Przekonuje się o tym Iga Podkańska, żona wpływowego biznesmena. Kobieta wiedzie beztroskie życie, wydając zwitki banknotów, które usłużnie podsuwa jej mąż. Luksusowy samochód, piękny dom nad jeziorem i szafy pełne ekstrawaganckich strojów zamawianych z eleganckich katalogów. Iga ma wszystko, łącznie z potężnym bagażem życiowym. Pewnego dnia nad firmą pojawia się widmo bankructwa, luksusy pryskają, jak bańka mydlana, podobnie, jak małżeństwo Igi. Kobieta musi przyjąć lekcję pokory i zmierzyć się z tym, co podsuwa jej los. Czy walka o rodzinną ziemię odziedziczoną po ukochanym dziadku  pozwoli kobiecie przekonać się, jakie wartości mają największe znaczenie?

Iwona J. Walczak stworzyła bohaterkę niezwykle charakterystyczną. Igę poznajemy jako zepsutą kobietę, rozpieszczaną przez męża grubymi tysiącami przeznaczonymi na „cukiereczki”, matkę, która dziecko co rusz podrzuca rodzinie, choć nie zajmuje się niczym innym jak wydawaniem pieniędzy i kosztowaniem drogich przyjemności. Szczerze mówiąc, trudno Igę polubić, gdy sama siebie przedstawia z tak niekorzystnej strony. Kiedy jednak noga Igi się powinie, poznajemy jej drugą twarz. Okazuje się ona silną kobietą, która potrafi walczyć, gdy ktoś zajdzie jej za skórę i gdy na czymś jej zależy. A na czym zależy Idze? Przede wszystkim na ziemi należącej niegdyś do jej ukochanego dziadka, człowieka, który w jej życiu odegrał niebagatelną rolę i którego wymaganiom nie łatwo jest sprostać. Towarzysząc Idze w walce o uratowanie ziemi, czytelnik jest świadkiem zachodzącej w niej głębokiej przemiany. Iga przewartościuje swoje priorytety i nauczy się pokory, ale nie będzie to szybki i łagodny proces...

Historia kreślona przez autorkę jest dwutorowa. Skupia się ona na czasach współczesnych, równocześnie pozwalając Idze wracać wspomnieniami do lat dzieciństwa, dorastania i młodości. Poznając niełatwe losy bohaterki, czytelnik poznaje ją samą i choć z pewnością wielu jej zachowań wciąż nie potrafi zrozumieć, to jednak spogląda na nią nieco bardziej wyrozumiale.

Powieść Iwony J. Walczak dobrze wpasowuje się w kanony literatury kobiecej. Zawiodą się jednak czytelniczki, które liczą na słodkie klimaty, nową, gorącą miłość i romantyczne scenerie. Dom złudzeń Iga jest powieścią przede wszystkim dla kobiet, ponieważ o kobiecie opowiada: kobiecie silnej, zdecydowanej, lubiącej gorący seks i luksusy. To wszystko można na kartach tej powieści znaleźć, to – i dużo więcej. Historia Igi może być również traktowana jako swoista przestroga: czerpmy radości z codziennego życia, ale nie zatracajmy ostrości widzenia, liczmy się z ludźmi, szanujmy wartości. Wspinając się wysoko, pamiętajmy, jak bolesny może być upadek.


Powieść Iwony J. Walczak została napisana prostym, przystępnym językiem, który z pewnością ma niemały wpływ na odbiór powieści  i spotka się uznaniem czytelniczek. Narratorką opowieści autorka uczyniła samą Igę i w tym miejscu książka nieco mnie rozczarowała. Iga bowiem ma talent to snucia długich monologów, które mnie drażniły. Zdarzały się momenty, kiedy po przeczytaniu kilku stron, reflektowałam, że nie wydarzyło się nic istotnego, brakowało akcji, dynamiki. Tego w książce Iwony J. Walczak było mi mało. Dużo większym zainteresowaniem obdarzyłam wspomnienia Igi z przeszłości, niż jej współczesne tarapaty. 

Okładka powieści (piękna - jak to na ogół w kobiecych książkach Repliki) nie oddaje ducha tej książki. Spodziewamy się romantycznej historii z kwiecistym tłem, miłości, marzeń, być może układania życia na nowo w tytułowym Domu Złudzeń. Otrzymujemy opowieść o harcie ducha, pewności siebie, walce, wewnętrznych zmianach, o współczesnej kobiecie, jakich z pewnością wiele wśród nas. Książkę obdartą z romantyzmu, za to nasyconą złudzeniami głównej bohaterki. Czy Iga zrozumie, gdzie przebiega granica pomiędzy życiem a mirażami? Na to pytanie odpowie wam ona sama, snując swa długą opowieść...




niedziela, 13 lipca 2014

142. Edyta Świętek CIENIE PRZESZŁOŚCI - PRZEDPREMIEROWO!

Na trzy dni przed premierą prezentuję Wam recenzję powieści Cienie Przeszłości. Książki, która pochłonęła mnie na długie godziny i której nie potrafiłam odłożyć, póki nie skończyłam....

Została napadnięta i budzi się w szpitalu. Niczego nie pamięta. Nawet tego, jak ma na imię. Mężczyzna, który pojawia się u jej łóżka twierdzi, że ma na imię Karina, jest jego narzeczoną i wkrótce mają się pobrać. Ze strzępków wyjaśnień  usłyszanych od Wiktora dowiaduje się, że jest kobietą zamożną, zajmuje czołowe stanowisko w jednej z dużych korporacji i ma wielu wrogów. Czy to któryś z nich posunął się do tego, by zlecić jej napad?

Kiedy Karina wychodzi ze szpitala, okazuje się, że nieznany sprawca nie odpuszcza. Plądruje i niszczy wszystkie rzeczy w jej mieszkaniu, przysyła jej obelżywe listy i wypisuje wulgaryzmy na drzwiach mieszkania. Karina przeprowadza się do mieszkania Wiktora, ale choć mężczyzna twierdzi, że bardzo się kochają, coraz częściej czuje, że to obcy człowiek. Dodatkowo robi się coraz bardziej nadopiekuńczy, ściśle kontrolując każde jej posunięcie. A w snach Kariny coraz częściej pojawia się cień zupełnie innego mężczyzny...

Kiedy zapoznałam się z zapowiedzią powieści Edyty Świętek, byłam przekonana, że mam do czynienia z typową literaturą kobiecą. Jednak już przy pierwszych stronach lektury zauważyłam, że otrzymałam coś znacznie więcej. Teraz - kiedy poznałam całą historię Kariny - wiem, że Cienie Przeszłości to doskonała powieść, która łączy w sobie cechy literatury dla pań z dobrym thrillerem, zahaczając także o elementy psychologii.

Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak autorka poprowadziła swoją historię, żonglując naszymi emocjami już od pierwszych stron. Cienie Przeszłości to jedna z tych książek, które trzymają w napięciu przez cały czas, czytelnik nie wie i nawet nie jest w stanie domyślić się, co też może się wydarzyć na kolejnej stronie. Historia Kariny jest zwarta i dopracowana w każdym szczególe, od dramatycznego początku po emocjonujący koniec. W fabule nie brakuje logiki i przemyślanych zwrotów, a bohaterowie są tak żywi, jakby stali tuż obok i zerkali czytelnikowi przez ramię, jak mu idzie lektura.

Równocześnie autorka wykazała wielkość swojego pióra. Powieść jest napisana lekko i dynamicznie, nie pozostawia czasu na nudę (czy choćby zrobienie sobie kubka herbaty). Chce się ją przeczytać już, teraz! Poznać wszystkie tajemnice, pozbierać puzzle, które rozsypały się po "zdarzeniu", jak Karina nazywa napad i amnezję i ułożyć z nich obraz. Historia stworzona przez Edytę Świętek jest fascynującą całością, gdyż każde zdanie jest tutaj misternie dopasowane i mówiąc prostym babskim stylem - jest po prostu ładne!

Jak wspomniałam, bohaterowie u Edyty Świętek są wspaniale dopracowani, ale na szczególną uwagę zasługuje główna bohaterka. Karinę poznajemy w momencie, kiedy zostaje brutalnie napadnięta. Następnie towarzyszymy jej, kiedy ogarnia ją mgła amnezji, porusza się po omacku, jest po części nieporadna jak raczkujące niemowlę, a równocześnie wyjątkowo silna i nie ulega histeriom. Znamy Karinę nękaną przez nieznanego sprawcę, jednak ze słów ludzi, którzy byli z nią blisko, zanim straciła pamięć, wysnuwa się postać innej Kariny: Kariny twardej, nieznoszącej sprzeciwu, apodyktycznej, a nawet posiadającej wszystkie cechy i zachowania "złego szefa". Jako czytelnicy zaczynamy się zastanawiać, która Karina jest prawdziwa. Która dojdzie do głosu, gdy pamięć wróci. I wreszcie: co jeszcze czyha w jej przeszłości i pojawi się, by wziąć nas znienacka?

"Cienie przeszłości" są najlepszą książką, jaką było mi czytać tego lata. Tajemniczą, emocjonującą, doskonale napisaną. Polecam ją z czystym sumieniem i jeszcze czystszą przyjemnością.


Dziękuję :)





















poniedziałek, 16 czerwca 2014

133. Michalina Kłosińska-Moeda KOCHAJ I JEDZ BRAZYLISZKU


W dalekiej Brazylii życie tętni w rytmie futbolu, a ponieważ tym razem nasi piłkarze nie zaszczycili swoją obecnością MŚ, bez wyrzutów sumienia możemy wcisnąć guzik na pilocie telewizora, odwrócić się do niego plecami i zatopić w lekturze książki. Jeśli szukacie powieści, która łączy w sobie poczucie humoru, polską rzeczywistość i brazylijskie sny - powinniście spędzić wieczór z najnowszą powieścią Michaliny Kłosińskiej- Moedy. 

Bohaterką historii jest młoda mieszkanka Nocznika (tak, tak - nie Nocnika, nie Mocznika, ale własnie Nocznika), którą fascynuje wszystko, co związane jest z Brazylią. Edyta stoi za barem miejscowego baru i śni na jawie o palącym brazylijskim słońcu, opalonych ramionach tamtejszych przystojniaków i hamaku rozwieszonym gdzieś pod strzelistą palmą... Czy jej marzenie ma prawo się ziścić?

Okazuje się, że tak! Kiedy syn szefa Edyty poślubia poznaną w Niemczech Brazylijkę, mały Nocznik staje się celem najazdu egzotycznych gości. Dziewczyna szybko zaprzyjaźnia się z Edwiges - Jadżią - i czuje, że fascynująca kultura jest jej coraz bliższa. Poznaje także uwodzicielskiego kuzyna panny młodej - Cesara oraz tajemniczego Marka, który również może pochwalić się brazylijskimi korzeniami. Cóż za urodzaj fascynujących adoratorów! Tymczasem Nocznik przechodzi biznesową metamorfozę. Jak odnajdzie się w polsko-brazylijskiej rzeczywistości Edyta? I jakie szanse ma u niej dawno odrzucony chłopak z sąsiedztwa, Piotrek?

Już przy lekturze poprzedniej powieści autorki, przekonałam się, że pisze ona lekko i wesoło. Wiedziałam więc, czego mogę się spodziewać po jej najnowszej książce i dokładnie to otrzymałam. Kochaj i jedz brazyliszku, to lekka historia, idealna, by spędzić przy niej spokojny wieczór, aby zabrać ją na plażę, czy w długą podróż. Jest - jak ja to określam - czasoumilaczem :)

Przyznaję, że autorka celuje w moje poczucie humoru i spędziłam przy jej powieści wiele przyjemnych chwil, od czasu do czasu parskając niepohamowanym śmiechem. Książka jest krótka, szybka i dynamiczna. Nie ma tutaj długich opisów, akcja toczy się wartko, przynosząc nowe perypetie głównej bohaterki. Kochaj i jedz brazyliszku to powieść skierowana przede wszystkim do kobiet i to kobiet, które lubią się pośmiać.

Historia opowiedziana przez p. Michalinę jest przewidywalna, ale podana w ciekawy sposób. Nieco za krótka jak na mój gust, ale ponieważ poznałam ją w formie ebooka, czytałam ją dość długo, jak na moje możliwości :) Tajemniczą maślindę rozgryzłam zaraz na wstępie, za łatwa to była zagadka :)

Wielki plus dla autorki za cały arsenał ciekawych przepisów kuchni brazylijskiej, jakie znalazłam pod koniec. To bardzo przyjemne i zaskakujące zwieńczenie tej historii, z pewnością z nich skorzystam. Dziękuję za możliwość wzięcia udziału w wydarzeniu :)




środa, 21 maja 2014

126. Anna Klejzerowicz SĄD OSTATECZNY


Sąd ostateczny...

Chwila, gdy człowiekowi przyjdzie rozliczyć się z wszystkich postępków popełnionych w życiu. I w zależności od wyniku: rozpocząć wspinaczkę po anielskich schodach lub zostać strąconym przez Szatana w czeluści piekieł. W niejednym człowieku wizja ta budzi dreszcz niepokoju...

A jeśli pojawi się człowiek, który poczuje się w obowiązku zgładzić grzeszników? Czując, że jest do tego zobowiązany, rozpocznie swój własny Sąd Ostateczny i bez litości zapoczątkuje krwawe żniwo?

Emil Żądło, były policjant, obecnie rozwiedziony dziennikarz, który powoli stacza się na dno w zaciszu własnego mieszkania. Za dużo pali, zbyt wiele pije, nie czuje natchnienia, które pozwoliłoby mu napisać coś wartościowego. Sytuacji nie ułatwia skomplikowana sytuacja rodzinna i brak pieniędzy... Kolejny beznadziejny dzień przynosi Emilowi nadzieję. W pubie, gdzie zamierza przepić ostatnie pieniądze, spotyka swoją dawną sąsiadkę i jej narzeczonego. Młodzi ludzie proponują Emilowi pracę w swojej gazecie. Tej samej nocy oboje padają ofiarą wyjątkowo brutalnego morderstwa. Emil postanawia pomóc policji w śledztwie i niespodziewanie odkrywa powiązanie między miejscem zbrodni a słynnym tryptykiem Memlinga znajdującym się w gdańskim muzeum...

Na stronach Sądu Ostatecznego Anna Klejzerowicz zabiera nas w niesamowitą podróż. I to podróż nie byle jaką, gdyż na kartach tej stosunkowo niewielkiej objętościowo książki czytelnik znajdzie naprawdę wiele sposobności do jej odbycia. Przede wszystkim autorka funduje nam wycieczkę do świata zbrodni. Wraz z głównym bohaterem, Emilem Żądło, ruszamy na poszukiwanie przebiegłego, inteligentnego i bardzo groźnego zabójcy. O jego szaleństwie i zdecydowaniu przekonują nas momenty, kiedy możemy odbyć podróż w głąb jego psychiki. Autorka zadbała o to, żebyśmy spotkali się z mordercą "oko w oko" i poznali jego tok rozumowania. Nie znamy jego nazwiska, nie wiemy kim jest, ani dlaczego zaczął zabijać. Znamy jednak jego "boski plan" i wyrachowanie... Jak się okazuje, to nie koniec podróży z Anną Klejzerowicz. Autorka oprowadza nas bowiem uliczkami swojego rodzinnego Gdańska, zaprasza do Bazyliki Mariackiej i Muzeum, wstępuje do Oliwy i na Wrzeszcz. Nie zabraknie także podróży w przeszłość, a jak to na ogół bywa, przeszłość ma ogromny wpływ na kolejne wydarzenia. Czytelnik, którego pasjonuje historia i sztuka także znajdzie w tej powieści coś dla siebie, gdyż autorka zadbała o to, byśmy poznali pochodzenie i symbolikę słynnego tryptyku, który odgrywa w powieści tak kluczową rolę. A wszystkie te podróże z autorką łączą się i sprowadzają do jednego: do świetnej powieści kryminalnej i nie tylko kryminalnej.

Sąd Ostateczny to wielowarstwowa historia, która pochyla się nie tylko nad kryminalnym śledztwem, ale równie wiele uwagi poświęca prywatnemu życiu bohaterów, podkreśla wagę historii i piękno miasta, które może poszczycić się niebagatelnym bogactwem kulturalnym. Z lektury tej powieści można wynieść niemałą wiedzę, gdyż Anna Klejzerowicz świetnie przygotowała jej tło, zarówno obyczajowe jak i historyczne. I szczerze mówiąc, w powieści łatwo znaleźć miłość i dumę z Gdańska, jakie z pewnością odczuwa autorka :)

Żywa akcja, która nie pozostawia czasu na nudę, interesujące tło historyczne, dopracowani bohaterowie, którym daleko do ideałów, wciągająca zagadka kryminalna i ciekawy wątek obyczajowy, nawet niebanalny morderca z misją... - na kartach powieści Anny Klejzerowicz znalazłam to, co lubię. Za jedyny mankament powieści uznaję jej objętość, ale nic poradzę, że kocham grube, opasłe kryminały i wciąż mi mało...

Teraz pozostaje mi zaplanować wyjazd do Gdańska. Poza stadionem w barwie bursztynu,gdzie gra drużyna, która skradła część mojego serca, odwiedzę także Muzeum i Bazylikę. Muszę zobaczyć tryptyk Memlinga, po prostu muszę...

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję autorce, pani Ani Klejzerowicz oraz wydawnictwu: 











niedziela, 6 kwietnia 2014

113. Monika Rebizant-Siwiło WRZOSOWISKA

Już okładka tej powieści zapowiada, że będzie pięknie, magicznie i kobieco. Musiałam dać się porwać i zatonąć we Wrzosowiskach...



Wrzosowiska. Piękna i urokliwa miejscowość, owiana tajemnicą, a jak głosi legenda także i magią. To tutaj została rzucona klątwa na kobiety z rodziny Natalii. To stąd uciekła Julia po tym, jak dwadzieścia lat temu została potwornie skrzywdzona na Czartowym Polu. To tutaj zjawia się młody kleryk Jakub, w którego snach pojawia się tajemnicza ciemnooka kobieta. 

W tym niezwykłym miejscu splatają się ze sobą losy bohaterów i ich przodków, którzy stali się świadkami historii i działania niezwykłych mocy. By odkryć tajemnice, zdjąć ciążącą na rodzinie klątwę, a przede wszystkim by wejrzeć w głąb samych siebie i znaleźć odpowiedzi na towarzyszące od lat wątpliwości, będą oni musieli wyruszyć w niezwykłą podróż w przeszłość i poznać tragiczne losy tych, od których wszystko się zaczęło...

Powieść Wrzosowiska podbiła moje serce już przy pierwszych stronach lektury, gdy na mojej skórze pojawiła się rozkoszna gęsia skórka. W tym momencie zrozumiałam, że autorka posiada dar oddziaływania nie tylko na moją wyobraźnię, ale także i na zmysły. Tym przyjemniej kontynuowałam lekturę sagi wiedźm z Wrzosowisk, wiedziałam już, że na jej kartach otrzymam nie tylko obraz zawiłych losów ludzkich, które plączą się, jak kawałek sznurka, ale także szczyptę magii, miłości i historii. Szybko okazało się, że w książce Moniki Rebizant-Siwiło to połączenie znakomicie się sprawdza. 

Autorka pochodzi z Tomaszowa Lubelskiego i jest wielką miłośniczka swoich rodzinnych stron. Uroda Roztocza uderza w czytelnika niemal z każdej kartki książki. Nie są to nachalne opisy, jakich często mamy po dziurki w nosie i omijamy szerokim łukiem. Pani Monika w subtelny, delikatny sposób dzieli się z nami miłością do tego pięknego zakątka. Zauroczyła mnie do tego stopnia, że zaraz po lekturze powieści zaczęłam szukać możliwości zwiedzenia miejsc poznanych w książce. Podążenia śladem bohaterów minionych dni. 
Im także autorka poświęca uwagę, wplatając w swoją opowieść. Żyli naprawdę, kiedyś, teraz ożywają w jej historii na nowo, tak jak i być może pamięć o nich.

Wspaniała, wciągająca i intrygująca książka, w której magia przeplata się z prozą życia. Od której ciężko się oderwać i po kartach której wręcz się płynie, tak lekko i ładnie jest napisana. Z ręką na sercu: chciałabym częściej trafiać na tak przyjemne pozycje. Tym samym rozpoczynam polowanie na inne powieści autorki, aby przekonać się, czy zauroczył mnie jej talent, czy magia Wrzosowisk...


Recenzja napisana dla: 


dzięki





sobota, 8 lutego 2014

98. Michalina Kłosińska - Moeda KOTA LUBI SZANUJE


Powiedzieć o tej powieści, że ją przeczytałam, to trochę mało. 
Ja ją po prostu pochłonęłam :)


Już na wstępie muszę się Wam do czegoś przyznać - nie lubię czytać ebooków i średnio mi to wychodzi. Nie mam czytnika, a przed monitorem komputera mam milion innych rzeczy do zrobienia. Zresztą papier to papier i tego się trzymam. Lubię książkę dotknąć i ... powąchać :)

Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ już fakt, że poznałam historię Michaliny Kłosińskiej - Moedy w formie ebooku świadczy o jej wyjątkowości. Kiedy zapoznałam się z nielicznymi dostępnymi recenzjami, zdecydowałam się dołączyć do wydarzenia organizowanego przez wydawnictwo Replika. Czułam, że ta opowieść przypadnie mi do gustu i spędzę w jej towarzystwie miły weekend. Nie podejrzewałam jednak, że tak szybko ją połknę, ale lektura tak mnie wciągnęła, że nawet nie zauważyłam, kiedy doszłam do końca historii :D 

Zacznijmy od tego, co rzuca się w oczy już na samym początku, czyli od okładki i tytułu. Ta pierwsza jest delikatna, utrzymana w pastelowych kolorach i w pierwszej chwili przywodzi mi na myśl historię miłosną. Okładka wprost stworzona dla ciepłej i kobiecej książki. No i ten słodziak w futerku, który porywa za serce każdego miłośnika czworonogów i nie tylko :) Z kolei za tytuł należy się autorce osobna nagroda: to była pierwsza rzecz jaka zwróciła moją uwagę. Tytuł oryginalny i taki "z jajem". I jak się później okazuje, świetnie wpasowany w powieść :)

Zarys fabuły przedstawiłam Wam już w zapowiedzi, więc nie będę się na jej temat rozpisywać. Dodam jedynie, że rozpoczynając znajomość z Hanką, nie spodziewałam się, że książka będzie aż tak wesoła i pełna humoru. A śmiech spogląda tu do nas z niemal każdej strony, sprawiając, że nawet trudniejsze perypetie świeżo nabytej Warszawianki wywołują niekontrolowany uśmiech. Ale właściwie dlaczego by nie? Przecież lubimy się śmiać, prawda? 

Podsumowując: Kota lubi szanuje to ciepła i pełna optymizmu opowieść  o poszukiwaniu miłości i swojego miejsca w życiu. Książka tchnie nadzieją, że nawet najcięższa sytuacja znajdzie swoje rozwiązanie. Nie myślcie jednak, że to jedynie "rozśmieszacz". Pod lekką fabułą Pani Michalina ukryła wiele celnych spostrzeżeń dotyczących współczesnego życia Polaków. Niebanalny styl i bystre oko autorki szybko znajduje uznanie czytelnika. Historia nie jest może zbyt skomplikowana, łatwo odgadnąć jej dalszy bieg, ale mimo to lektura sprawia wiele radości. Jakieś minusy? Owszem, jak dla mnie książka za krótka... o co najmniej sto stron :) 

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu: