Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Pascal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Pascal. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 maja 2018

264. Magdalena Majcher WSZYSTKIE PORY UCZUĆ.WIOSNA

Kiedy myślimy o adopcji, przed oczyma mamy radosny happy end, który pokrzywdzonym przez los dzieciakom zapewnia wymarzony dom. Daje rodzinę, miłość rodzicielską, troskliwą opiekę, o jaką trudno w placówkach, gdzie przebywa równocześnie zbyt wiele dzieci, by wychowawcy byli w stanie każdemu poświecić tyle uwagi, ile potrzeba. Mało kiedy myślimy o trudnościach, z jakimi muszą zmagać się rodzice adopcyjni i ich dzieci.

Magdalena Majcher po raz kolejny bierze na tapetę niełatwy i ważny temat. Jej bohaterowie przeżywają swój osobisty dramat: nie mogą mieć dzieci. Dojrzewają jednak do myśli o adopcji i decydują się przysposobić dziecko. W ich życiu pojawia się dziewięcioletni Piotruś. Ma być ich wymarzonym synkiem. Ale droga, którą przyjdzie im pokonać nie będzie usłana różami. Chłopiec cierpi na FAS – alkoholowy zespół płodowy, zmaga się z licznymi deficytami rozwojowymi i trudnymi zachowaniami. Czy mimo obaw Ewelina, Adrian i mały Piotruś stworzą szczęśliwą rodzinę?

Po spokojnej jesieni i trzymającej w napięciu zimie przychodzi emocjonująca wiosna. I jak na wiosnę przystało niesie nadzieję nowego życia, nowych porządków i uczuć. W tym wypadku uczuć szczególnych, rodzicielskich, ale niełatwych. Rodzice czekający na swoje dziecko dziewięć miesięcy, mają czas, by oswoić się z  emocjami. Towarzyszą swojemu maleństwu od pierwszych dni, obserwują, jak kształtuje się jego charakter, rozwijają zdolności i ujawniają deficyty. Ewelina i Adrian wprowadzają pod swój dach w pewnym stopniu ukształtowanego człowieka. Są świadomi trudności, z jakimi przyjdzie im się zmierzyć. W teorii. A jak wiadomo od teorii do praktyki daleka droga. Droga wyboista, podlana łzami po obu stronach, najeżona wrzaskiem, strachem i wątpliwościami.

Kolejna ważna rzecz, którą Majcher porusza w swojej powieści to FAS – alkoholowy zespół płodowy. O tym wciąż mówi się bardzo mało, a przecież co roku rodzą się tysiące maluszków z uszkodzeniami poalkoholowymi. Wciąż można spotkać się z opiniami, że lampka wina czy małe piwo w ciąży nie zaszkodzi. Tymczasem nawet malutka ilość alkoholu spożyta przez przyszła matkę wywiera ogromny wpływ na stan płodu i grozi nieodwracalnymi konsekwencjami.

Podsumowując: Wszystkie pory uczuć Wiosna autorstwa Magdaleny Majcher to emocjonująca obyczajówka mocno nakreślające ważny problem społeczny. Przystępny styl, lekkość pióra autorki i umiejętnie wplecione wątki retrospekcyjne uprzyjemniają lekturę. Lada dzień premiera czwartej odsłony cyklu, z nowymi bohaterami i kolejną ważną historią. Znając upodobanie autorki do uciekania od schematów, możemy być pewni, że po raz kolejny nas ona zaskoczy.

sobota, 1 lipca 2017

249. Magdalena Majcher MATKA MOJEJ CÓRKI

Magdalena Majcher jest autorką, której rozwój obserwuję od samego początku. W dużym stopniu dlatego, że się znamy, że rozpoczęłyśmy przygodę z pisaniem w podobnym okresie, i że wzajemnie dopingujemy się do tworzenia kolejnych historii. Ale również dlatego, iż ta autorka pisze dokładnie takie powieści, jakie ja lubię czytać. Powieści, które nie prześlizgują się po powierzchni fabuły, ale brną w nią głębiej i odkrywają tajniki ludzkich postępków i zachowań. Uważam to za sedno powieści obyczajowych, których zadaniem jest nie tylko relaksować, ale również dać do myślenia i zwracać uwagę na kluczowe kwestie.

Magdalena Majcher postawiła sobie za cel tworzenie historii dotykających ważnych problemów społecznych i tego się trzyma. „Matka mojej córki” to powieść poruszająca temat nastoletniej ciąży i dziecka oddanego do adopcji. Jest ona również obrazem skomplikowanych stosunków rodzinnych, z którymi musi zmierzyć się główna bohaterka, Nina. Dzięki zabiegom retrospekcji autorka umożliwia nam wczucie się w położenie Niny i poznanie emocji, jakie pojawiają się w trudnych dla niej momentach. Czy kobieta poradzi sobie z wydarzeniami sprzed kilkunastu lat? Czy wybaczy najbliższym? Czy skrywane przez lata tajemnice ujrzą światło dzienne? Tego dowiecie się podczas lektury „Matki mojej córki”. Lekkie pióro czyni tę książkę przystępną mimo niełatwej tematyki. Polecam czytelnikom ceniącym dobrze napisane powieści obyczajowe z nurtu literatury kobiecej.

poniedziałek, 6 marca 2017

241. Caroline Wallace MARTA KTÓRA SIĘ ODNALAZŁA



Jeśli rozpoczęciu lektury towarzyszy uczucie, jakby się weszło do starej szafy będącej portalem do tajemniczego świata, to znak, że lektura będzie niezwykła. Właśnie to przytrafiło mi się, kiedy sięgnęłam po powieść Caroline Wallace i za jej sprawą przeniosłam się na dworzec Lime Street w Liverpoolu. Wkroczyłam do baśniowego świata Marty, która musi odnaleźć swoją tożsamość. 


Marta ma szesnaście lat, a nigdy dotąd nie opuściła budynku dworca. Właśnie tutaj została porzucona jako niemowlę, a następnie spędziła lata pod opieką zdewociałej przybranej matki. Śmierć opiekunki sprawia, że Marta musi zmierzyć się ze swoją historią i odkryć, kim naprawdę jest. Pomaga jej w tym grupa wiernych przyjaciół, którzy... cóż, prezentują się dość osobliwie. William Wędkarz, legionista i właścicielka dworcowej kawiarni, która zawsze ma pod ręką coś pysznego pomagają odkryć Marcie, kim jest. Czy Marta dowie się, kto wysyła do niej anonimowe listy i co chce jej przekazać?


Marta która się odnalazła to historia o bajkowym klimacie. Początkowo mnie usypiała jak najlepsza opowieść na dobranoc, więc musiałam wziąć ją sposobem i zrezygnować z wieczornego czytania. I to był strzał w dziesiątkę, bo z kubkiem popołudniowej kawy lub w promieniach wiosennego słońca ta powieść okazała się bardzo intrygująca. Tajemnicza przeszłość Marty okazała się co prawda łatwa do rozszyfrowania, niemniej sekrety dworca Lime Street, jakie wraz z dziewczynką odkrywamy, są naprawdę fascynujące. A sama opowieść jest po prostu czarująca i niezwykle wzruszająca. 


Powieść Caroline Wallace to przede wszystkim historia poznawania własnej tożsamości, ale równie ważnymi wątkami są tutaj przyjaźń i miłość. Inspiracją dla postania tej książki stała się dla autorki historia Mala Evansa i Beatlesów, których jest zagorzałą fanką. Wątek poświęcony zaginionej walizce Mala jest jednym z najciekawszych w powieści. Marta która się odnalazła to powieść magiczna, osnuta mgiełką tajemnicy i melodią starych przebojów. Niepozbawiona humoru i wzruszeń. Jeśli lubicie takie nieco osobliwe, ciut naiwne, ale równocześnie urocze do entej potęgi powieści, poznajcie się z bohaterką Caroline Wallace. 


piątek, 3 lutego 2017

238. Magdalena Majcher STAN NIE! BŁOGOSŁAWIONY

 

Stan błogosławiony? Nie w każdym przypadku, o czym przekonują się Pola i Jakub. Są szczęśliwym małżeństwem, które spełnia się zawodowo i jak na razie nie myśli o powiększeniu rodziny. Jedna noc owocuje kiełkującym życiem. Przyszła matka początkowo nie jest z tego powodu szczęśliwa, a kiedy już akceptuje stan rzeczy i zaczyna odczuwać radość, na horyzoncie pojawiają się czarne chmury. Zagrożenie wadą genetyczną u nienarodzonego dziecka sprawi, że Pola i Jakub będą zmuszeni podjąć bardzo trudną decyzję...

Magdalena Majcher zadebiutowała w 2016 roku powieścią „Jeden wieczór w Paradise”, która została ciepło przyjęta przez czytelniczki. Już w pierwszej książce nie zawahała się poruszyć ważnego dla Polek tematu: badań profilaktycznych pod kątem raka piersi. Tym razem napisała powieść, która jest ważnym głosem w debacie na temat prawa dotyczącego aborcji. Stan nie!błogosławiony to nie słodka opowieść o przyszłym rodzicielstwie. Za słodkimi bucikami z okładki kryje się najprawdziwszy dramat rodziców, których dziecko może być poważnie chore. Z jakimi myślami się zmagają, jakie obawy im towarzyszą? Magdalena Majcher znakomicie oddała nastroje bohaterów, którzy stają przed nie lada dylematem.

Na kartach powieści autorka odmalowuje także trudne relacje pomiędzy główną bohaterką i jej matką. Nierozliczona przeszłość rzutuje na życie Poli i sprawia, że ona sama boi się zostać mamą. Czy poradzi sobie ze złymi wspomnieniami i wybaczy rodzicielce?

Temat książki jest niełatwy, jednak wykonanie – lekkie i przystępne – sprawia, że zachęca ona do lektury. Autorka zadbała, by dylematy i trudne chwile w życiu młodego małżeństwa poprzetykać okruchami ich codzienności. Za sprawą wyjątkowej babci Anieli książkę cechuje ciepło i optymizm. Czytelnik ma ochotę pozostać w jej małym domku i raczyć się plackami ziemniaczanymi i szarlotką. Magdalena Majcher stworzyła wspaniałą opowieść o czasie oczekiwania na dziecko. Pokazała, że nie zawsze jest on różowy lub błękitny, czasami przybiera kolor strachu, gniewu i łez. Pokazała, że aborcji nie można traktować jako widzimisię, jest wielkim dramatem i stratą, a decyzja z nią związana ogromną odpowiedzialnością i przerażającym przeżyciem.

wtorek, 27 grudnia 2016

234. Natasza Socha BIURO PRZESYŁEK NIEDORĘCZONYCH



Nie ma lepszego okresu dla czytania książek osadzonych w świątecznym klimacie niż ostatnie dni przed Gwiazdką. Nic to, że za oknem szaro, buro i ponuro albo dziesięć na plusie. Z taką książką naprawdę można nastroić się na Boże Narodzenie. A jeśli dodatkowo będzie ona okraszona humorem, tym lepiej, święta z klimatem i uśmiechem zagwarantowane.

Tuż przed tegorocznymi świętami wraz z Nataszą Sochą zawędrowałam do Miasteczka i zapukałam do Biura przesyłek niedoręczonych. Wyjątkowego miejsca, gdzie na regałach zalegają paczki i listy, których przeznaczeniem jest nigdy nie dotrzeć do adresatów. Razem ze mną do biura trafiła Zuzanna, młoda kobieta, która właśnie otrzymała tutaj pracę. Poruszona historią dwojga ludzi, którzy od niemal czterdziestu lat nie mogą się spotkać, decyduje się wziąć sprawy w swoje ręce. Ma czas tylko do Wigilii!

Biuro przesyłek niedoręczonych to jedna z tych magicznych opowieści, które idealnie wplatają się w otoczkę świąt. I to bynajmniej nie tych słodkich, lukrowanych, jak pierniczki, bardziej rześkich, ożywczych, jak pachnąca lasem gałązka. Już sama historia, na której swą powieść oparła Natasza Socha jest soczysta i niebanalna. Bo czy może być coś bardziej tajemniczego niż przesyłki, które nie dotarły do adresatów? Jakie sekrety kryją? Jaką niezwykłą zawartość, jakie historie? Bohaterka powieści natrafia na ślad niezwykłej historii miłosnej, która nie może znaleźć szczęśliwego finału od niemal czterdziestu lat. Czy uda się jej skierować sprawy na właściwe tory?

Przepełniona ciepłem, życzliwością i świąteczną magią historia Nataszy Sochy skrzy się humorem. Zaskakuje zakończeniem, wzrusza do łez, nastraja do świąt, urzeka ładnym i ciekawym piórem. Czego chcieć więcej? hm... Dobre pytanie. Może jeszcze tak z pięćdziesięciu stron? Więcej życzeń nie pamiętam ;)

niedziela, 23 sierpnia 2015

246. Natasza Socha ROSÓŁ Z KURY DOMOWEJ

Rosół z kury domowej Nataszy Sochy jest pierwszym rosołem w moim życiu skonsumowanym ze smakiem. Powiem więcej: mam nawet ochotę na małą dokładkę...

Po rozwodzie z mężem Wictoria przeprowadza się na niemiecką wieś. Uświadamia sobie, że mąż sprowadził ją do roli typowej kury domowej. Z tym samym problemem borykają się trzy inne kobiety, z którymi Wictoria zaprzyjaźnia się na miejscu. Wictoria, Lea, Judith oraz Mara angażują się w odważny projekt, zrzucają z siebie piórka, rozbierają się do rosołu i gotują dla tysięcy internautów, budząc swoją kobiecość i porządkując zagmatwane życie.

Przepis na udany Rosół z kury domowej według Nataszy Sochy? Bynajmniej nie świeża włoszczyzna i dorodny ptak wiejskiego chowu. Raczej szereg trafnych życiowych spostrzeżeń, szczypta pikanterii, ziarenko odwagi i multum dobrego humoru. Doprawione ładnym językiem i wspaniałą ironią. Wszystko razem zmieszać delikatnie i podawać na gorąco. Nie z makaronem, ryżem czy lanymi kluseczkami. Za to z kubkiem herbaty, filiżanką kawy lub czekolady na gorąco. Idealnej przy nadchodzących chłodniejszych wieczorach.

No dobra, udało mi się zawrzeć wszystkie przymioty powieści Nataszy Sochy w jednym akapicie, a teraz trzeba napisać coś więcej i poszczególne punkty rozwinąć. Rosół z kury domowej czytało mi się rewelacyjnie, ale dlaczego? A dlatego, że powieść ta posiada większość czynników charakteryzujących książki, jakie lubię. Poczucie humoru - dobre, momentami ostre i bynajmniej nie naciągane. Każdy, kto lubi od czasu do czasu trochę poparskać nad książką - będzie usatysfakcjonowany. Atutem powieści jest również ładne pióro. Natasza Socha pisze naprawdę ładnie i wyraźnie można zauważyć, że uwielbia to robić. Ona po prostu bawi się słowem, dopieszcza je, doprawia lekką ironią i kształtuje według potrzeb powieści. Na mojej półce czeka inna powieść autorki: Macocha. Czeka i czeka, wychodzi jednak na to, że w końcu się doczeka, ponieważ skłonił mnie do tego Rosół z kury domowej.

Powieść Nataszy Sochy jest również zbiorem trafnych życiowych spostrzeżeń. Jej bohaterki są kobietami z krwi i kości, zmagają się z typowymi kobiecymi problemami i bolączkami, bez trudu dostrzeżemy samą siebie w jednej z nich. Na kartach swojej powieści autorka przytacza również pokutujące stereotypy, odsłania ciemniejsze strony życia małżeńskiego, obnaża nasze zachowania i uprzedzenia. Na uznanie zasługuje również mistrzowskie zakończenie, którego naturalnie zdradzić nie mogę.

Rosół z kury domowej  - powieść bynajmniej nie tylko dla kur domowych (kobiet), ale również i dla kogucików. Panie mogą się inspirować, panowie wyciągać wnioski - każdy znajdzie coś dla siebie. Polecam ;)