Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *literatura piękna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *literatura piękna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 października 2018

283. Roy Jacobsen NIEWIDZIALNI

Roy Jacobsen, Niewidzialni, Poznań 2018
Wydawnictwo Poznańskie przygotowało nie lada gratkę dla miłośników literatury skandynawskiej. Po niemal trzydziestu latach powraca Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich. Ukazywała się ona nakładem Wydawnictwa Poznańskiego w latach 1956-1990, oferując znakomite tytuły autorów norweskich, duńskich, szwedzkich, fińskich, islandzkich oraz fererskich. Bynajmniej nie ograniczała się ona do powieści. W ramach serii publikowano dramaty, baśnie, opowiadania i sagi, a wśród znanych nazwisk wymienić można chociażby Karen Blixen, Hansa Christiana Andersena, Knuta Hamsuna czy Pera Jersilda.

Nową odsłonę serii inaugurują Niewidzialni Roya Jacobsena – norweska powieść, która trafiła do finału Międzynarodowej Nagrody Bookera 2017. Na jej kartach trafiamy na niewielką wyspę, którą zasiedla tylko jedna rodzina. Hans Barroy i jego najbliżsi nie mają lekkiego życia. Ich całym światem jest skrawek lądu na morzu, gdzie żyją, pracują, kochają się i umierają. Rzadko opuszczają ten mały świat, ojciec rodziny rokrocznie wyrusza na Lofoty, by zarabiać przy połowach, poza tym odwiedzają tylko sąsiednie wysepki, gdzie mieści się skład i kościół. Z wyspy widzą inne skrawki lądu, gdzie sąsiedzi żyją tak jak oni. Pracują, korzystają z tego, co wyrzuci im morze. Ich dzieci dorastają w tym miejscu, po czym zakładają tam rodziny i rodzą własne dzieci. Mikroświat na morzu. Jednak dorastająca Ingrid Barroy decyduje się opuścić wyspę. Co przyniesie jej decyzja?

Piękna i niezwykła jest powieść Jacobsena. Niezwykła i inna. Niespieszna, wolno snująca się opowieść, tak różna od emocjonujących zwrotów akcji, wartkich dialogów i barwnych opisów współczesnej literatury. Niewidzialni to książka surowa jak krajobraz wyspy, na której żyją jej bohaterowie. Pozbawiona dialogów, z leniwie snującą się historią. I przez to ciekawa, intrygująca tak, że ciężko się oderwać.

Z pewnością będę polować na kolejne tomy tej serii. Pominąwszy wybór znamienitych tytułów, którego w przypadku Wydawnictwa Poznańskiego jestem pewna, będzie ona wspaniale prezentować się na półce. Wydanie jest proste, klasyczne, oprawa twarda, solidna. Ta książka sama do mnie wołała z półki, nęciła, by wziąć ją do ręki i czytać, powoli, po fragmencie, bez pośpiechu. Posłuchałam.

wtorek, 11 lipca 2017

251. Sarah Moss NOCNE CZUWANIE

Nocne czuwanie to jedna z tych powieści, w których brak choćby cienia przewidywalności, przez co wydają się jeszcze bardziej tajemnicze i niepokojące. Nastrój ten potęguje jeszcze duszna i mroczna atmosfera wyspy Colsay, na którą przenoszą się bohaterowie, odosobnionej, wilgotnej i nieprzystępnej. W rodowej posiadłości Cassinghamów Anna usiłuje pogodzić tworzenie naukowej książki z obowiązkami domowymi i opieką nad dwójką dzieci, co nie jest łatwe i negatywnie wpływa na stan jej nerwów. Sytuacja staje się jeszcze bardziej napięta, gdy podczas prac ogrodniczych rodzina natrafia na szczątki zakopanego w ogrodzie dziecka. Wyspa skrywa jeszcze więcej zagadek niż mogłoby się zdawać na pierwszy rzut oka, a makabryczne znalezisko sprzed lat rzutuje na stan psychiki wszystkich członków rodziny.

Powieść Nocne czuwanie w znacznym stopniu jest zapisem skomplikowanych i toksycznych relacji rodzinnych. Autorka ukazuje je na tle dwóch niezwiązanych ze sobą rodzin przebywających na jednej wyspie. Spodobało mi się, jak Sarah Moss przedstawiła trudy macierzyństwa i pokazała, że nie jest ono tak różowe, jak mogłoby się wydawać. Autorka stopniuje napięcie i nastrój, w który wpada bohaterka. Pokazuje, że kobieta, która musi pogodzić pracę zawodową z rodzicielstwem, a na dodatek nie otrzymuje niezbędnego wsparcia, może wpaść we frustrację i zbliżyć się do niebezpiecznego stanu. Tajemnica z przeszłości intryguje czytelnika i buduje napięcie w powieści. Autorka odsłania jej rozwiązanie stopniowo, za pomocą listów sprzed lat, opisujących mieszkańców wyspy, ich zwyczaje, zabobonne tradycje i ciężkie życie. Wartym odnotowania szczegółem jest to, że chociaż Moss stworzyła zupełnie fikcyjną wysepkę, posłużyła się przy tym faktami dotyczącymi realnego miejsca i jego mieszkańców.

Nocne czuwanie jest powieścią napisaną prostym, a równocześnie pięknym językiem, w opisy dnia codziennego autorka wplata nastrojowe porównania, potrafi też świetnie oddać klimat odosobnionej wysepki i nocnych niepokojów bohaterki. Powieść jest niespieszna i spokojna – dla wielbicieli bardziej dynamicznej literatury może być usypiająca i drażniąca. Ale ja i tak polecam, bo Sarah Moss stworzyła powieść ciekawą, intrygującą i dobrze napisaną. Jeśli lubicie takie książki, nie powinniście być zawiedzeni.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

236. Philip Roth AMERYKAŃSKA SIELANKA


Sielanka jest słowem tak przyjemnym, że aż na samo jej brzmienie robi się błogo. Jednak nawet najlepsza sielanka może dobiec końca i przejść w stan zupełnie odmienny. Właśnie tak dzieje się z bohaterem powieści Philipa Rotha. Seymour „Szwed” Levov wierzy w swoje cudowne życie dopóki jego sielankowy obraz nie zostanie rozbity w drobny mak.

Amerykańska sielanka to powieść Philipa Rotha, za którą w 1998 roku otrzymał nagrodę Pulitzera. Na polskim rynku wydawniczym pojawia się ona po raz drugi, w odświeżonym wydaniu związanym ze zbliżającą się premierą ekranizacji. Sam Philip Roth był mi dotychczas znany wyłącznie „z widzenia” i stanowi kolejny element mojego eksperymentu z laureatami prestiżowych nagród literackich. I o ile do Harper Lee i Elizabeth Strout zapałałam natychmiastową sympatią, a John Steinbeck swoją prostotą rozkochał mnie w sobie na wieki, autor Amerykańskiej sielanki potrzebował trochę czasu i jakichś stu pięćdziesięciu stron, by na poważnie przykuć moją uwagę, wciągnąć mnie w swoją historię i udowodnić, że był pomysłem trafionym.

Amerykańska sielanka jest specyficzna i niełatwa. Niespieszna akcja, poprzetykana licznymi przemyśleniami, może potęgować wrażenie, że książka się dłuży. Dodatkowo autor ma skłonności do rozwlekania szczegółów na długie zdania, akapity strony. Czy jest to wada? Nie, to po prostu jeszcze jedna cecha charakterystyczna tej powieści i tego autora, która zadecyduje, czy książka przypadnie do gustu określonemu czytelnikowi. Potrafi on podczas jednego zdarzenia płynnie przejść do opisywania kolejnego, odległego w czasie i przestrzeni. Czytelnik przechadzający się uliczką życia Szweda Levova zostaje nagle pchnięty w boczny zaułek i zanim się spostrzeże, zbada go dokładnie i dogłębnie. A trzeba przyznać, że fascynującego bohatera obrał sobie Philip Roth. Seymour Szwed Levov, złote dziecko, szkolna gwiazda, człowiek sukcesu, przedsiębiorca, mąż i ojciec. W głębi ducha zaś skromny facet, skrępowany własną popularnością lecz równocześnie dumny z niej, idealista zakochany w swoim kraju, kraju, którzy jego przodkowie wybrali na własny i którego społeczności częścią tak bardzo chcieli się stać. Wierzący w mit amerykańskiej sielanki i zdruzgotany, gdy ta znika, jak ułuda z chwilą, gdy jego ukochana córka oddaje się aktom politycznego terroryzmu.

Już za kilka dni na ekrany kin wejdzie ekranizacja powieści Philipa Rotha. Podobno jedyny obraz oparty na prozie autora, który jemu samemu przypadł do gustu. Jestem bardzo ciekawa, jak scenarzyści i aktorzy podołali tej historii, jak oddali uczucie rozgoryczenia głównego bohatera. Jak ujęli to bogactwo scen i ważnych detali, którymi zarzuca nas laureat Pulitzera, bo w tym momencie wydaje mi się to niewykonalnym. Amerykańska sielanka, powieść dla wymagającego czytelnika, którego nie zniechęci leniwa akcja (lub jej brak), nieliczne dialogi (lub ich brak), kilometrowe zdania (lub jeszcze dłuższe), który dostrzeże głębię tej historii i poczuje więź z jej bohaterami. Powieść, której ja nie potrafiłabym ocenić żadnymi gwiazdkami, bo wymyka się ona tak sztywnym ocenom.


niedziela, 19 czerwca 2016

307. Chantel Acevedo CUDA PRZESZŁOŚCI

Urzekła mnie ta książka. Kuba, rok 1963. Tuż po rewolucji Fidela Castro. Nad wyspą szaleje huragan Flora, a w małym pokoiku Casa Valazquez Maria Sirena snuje swą opowieść niby współczesna Sherezada, aby pomóc towarzyszkom i ocalić nadzieję. O czym opowiada?

Nad Kubę nadciąga huragan Flora. Maria Sirena nie chce się ewakuować, przeżyła wiele lat, czuje się zmęczona, jest ciężko chora. Uważa huragan za swoje wybawienie. Władze jednak decydują inaczej. Kobieta zostaje ewakuowana przez oddziały wojskowe i wraz z innymi kobietami z miasteczka wywieziona do Casa Valazquez. Jedyną rzeczą, jaką zabiera z domu jest ramka na fotografie, która kryje bardzo ważną zawartość i ...wspomnienia. Tymi ostatnimi dzieli się z towarzyszkami niedoli, snując barwną i emocjonującą opowieść o swym dzieciństwie w czasach kubańskiej wojny o niepodległość, o ojcu rebeliancie i odważnej matce, która walczyła, kochała i marzyła. Przytacza również historię własnej miłości, która ma odcień cafe con leche...

Przyznaję, że sięgnęłam po Cuda przeszłości, aby choć na chwilę uciec od okrucieństw opisanych na kartach Dziewczyn przeklętych 2. Chciałam pozwolić na moment odpocząć mojemu umysłowi, który w nieskończoność odtwarzał historie tych nieszczęsnych kobiet. Nie wiedziałam jednak, że powieść Chantel Acevedo niesie aż tak potężny ładunek emocji i że z całą pewnością nie nadaje się na odmóżdżający seans z kawą mrożoną w ogrodzie. Kiedy już to zrozumiałam, było za późno, wciągnęłam się na całego, nie byłam w stanie odłożyć książki.

Maria Sirena, bohaterka powieści Acevedo, snuje niezwykłą, barwną opowieść o swoim życiu. Niczym najlepsza powieściopisarka opisuje życie własne oraz rodziny. A w tle jej opowieści dzieją się rzeczy ważne i wielkie dla Kubańczyków, wyspa walczy o swą niepodległość! Ojciec Marii Sireny jest rebeliantem, matka odważną kobietą oddaną sprawie, która kocha namiętnie i marzy o lepszym życiu dla swojej rodziny. Maria Sirena początkowo obserwuje wszystko z przenikliwością dziecka, towarzyszy rodzicom w wędrówkach po dzikich i niebezpiecznych miejscach, gdzie ukrywają się rebelianci. Nie ukrywam, że to tematyka, która bardzo mnie interesuje, jak wszystko, co związane z hiszpańskojęzycznymi krajami. W Cudach przeszłości wiele wydarzeń jest przedstawionych z perspektywy dziecka, co nadaje opowieści niezwykłego klimatu.

Chantel Acevedo wspaniale włada piórem, jej powieść mnie urzekła. Przywiodła wiele emocji. Podziałała dokładnie tak, jak podziałać powinna, w jednym miejscu wstrząsnęła, w innym wzruszyła. Dodatkowym „smaczkiem” dla mnie było umieszczenie w dialogach hiszpańskich słówek, dzięki czemu stały się jeszcze prawdziwsze, bardziej naturalne. Uwielbiam ten język i ogromnie żałuję, że znam go tak słabo, iż nie mogę przeczytać tej powieści w oryginale.

Jak zapewnia nas wydawca, powieść Chantel Acevedo jest połączeniem powieści przygodowej, sagi rodzinnej, historii miłosnej oraz wstrząsającej relacji z walki przeciwko tyranii. I dokładnie tak jest. Wyjątkowość tej powieści tkwi w tym, że wymyka się ona ramom jednego gatunku, albo obejmuje ich wiele. Wymyka się nawet ramom recenzji, gdyż nie umiem Wam napisać, jaka jest wspaniała ale za to polecam Wam serdecznie!







wtorek, 31 maja 2016

303. Daniel Galera BRODA ZALANA KRWIĄ



Broda zalana krwią Daniela Galery inauguruje nową serię Wydawnictwa Rebis – Serię Brazylijską. Powieść została uznana za najlepszą brazylijską książkę ostatnich lat. Z literaturą pochodzącą z tego ogromnego kraju dotychczas nie było mi po drodze, zatem postanowiłam to zmienić. Dziś mogę powiedzieć, że Broda zalana krwią jest jedną z najbardziej specyficznych książek, jakie zdarzyło mi się czytać. Może właśnie w tym tkwi jej znakomitość?



Bohaterem powieści jest młody człowiek, który po śmierci ojca przybywa do niewielkiego miasteczka położonego na wybrzeżu. To właśnie w Garopabie przed laty żył i tajemniczo zginął jego dziadek. Chłopak pragnie odszukać jego ślady i poznać historię śmierci, ale przekonuje się, że gdy chodzi o historię mężczyzny, mieszkańcy miasteczka cierpią na zbiorową amnezję...


Broda zalana krwią to jedna z oryginalniejszych powieści, jakie przyszło mi czytać. Już jej forma zaskakuje i intryguje. Nie zaznaczono tutaj dialogów, a jedynie wspomina się o nich w kolejnych wersach. Czytelnik nie poznaje także imienia głównego bohatera, choć poza tym dość dużo o nim wiadomo, a pozostałe postacie znane są z imienia. Początkowo taka forma nieco mnie uwierała, ale z czasem przywykłam do niej. I pozwoliłam się porwać tej historii, ponieważ zawiera ona coś, co bardzo w książkach cenię: niesamowitą aurę tajemniczości. I bynajmniej nie chodzi mi wyłącznie o sekrety skrywające historię dziadka naszego bohatera. To zupełnie inna para kaloszy. Ale przy tym Broda zalana krwią jest historią zupełnie nieprzewidywalną i nie da się określić, co zdarzy się, gdy przewrócimy stronę.


Atmosfera małego turystycznego miasteczka po sezonie niemal usypia, ale lekturze towarzyszy dziwne uczucie niepokoju, które zasnąć nie pozwala. Nasz bohater cierpi na chorobę, przez którą nie może zapamiętać ludzkich twarzy. Równocześnie do bólu pragnie poznać historię nieznanego sobie dziadka i być może rozliczyć się z nieco bliższą przeszłością. To wszystko składa się na troszkę absurdalną, zupełnie nieprzewidywalną i bolesną historię. Niełatwą, ale dobrą i wciągającą. Przyznaję, że Brazylijska Seria poważnie mnie zaintrygowała. To takie nie nasze klimaty, że aż jestem bardzo ciekawa. Na chwilę obecną oceniam ją zdecydowanie na plus. Jeśli macie ochotę na powieść, którą śmiało można określić inną i nieszablonową, a zarazem zagadkową i niepokojącą, sięgajcie śmiało.




 

sobota, 23 kwietnia 2016

294. Richard Flanagan KLAŚNIĘCIE JEDNEJ DŁONI

Już dawno nie przytrafiła mi się aż tak długa przerwa pomiędzy postami. Nałożyło się na to wiele czynników: zdrowotnych, zawodowych, literackich, a to, że książkę, o której dziś napiszę, nie sposób zaliczyć do najłatwiejszych, też miało w tym swój malutki udział. 


Tasmania. Kiedy pewnej nocy 1954 roku osadę Butlers Gorge nawiedziła gwałtowna śnieżyca, Maria Buloh wyszła z domu, by na zawsze opuścić męża i trzyletnią córeczkę, Sonję. Czy zdaje sobie sprawę, jaki los szykuje dla dziecka? Dziewczynka tuła się po różnych domach, gdy tymczasem jej ojciec powoli popada w alkoholizm, a gdy w końcu zostanie przez niego zabrana do domu, przez wiele lat jest bita. W 1989 roku Sonja powraca na Tasmanię po wielu latach  spędzonych w Sydney i odwiedza ojca. On wciąż nie potrafi poradzić sobie z demonami przeszłości, ona usiłuje zapomnieć o trudnym dzieciństwie, a równocześnie podjąć najważniejszą decyzję w swoim życiu...

Dzika, nieprzystępna i niemal nie znana mi Tasmania spleciona z intrygującym i tajemniczym zarysem fabuły plus znakomite rekomendacje związane z inną powieścią Richarda Flanagana "Ścieżki północy" - to wystarczyło, abym zapragnęła przeczytać Klaśnięcie jednej dłoni. Już pierwsze kilkanaście stron udowodniło mi, że to nie będzie łatwy orzech do zgryzienia. Książka jest mocna i twarda, to moje pierwsze skojarzenia. Surowa i chłodna, jak śnieżyca, którą się rozpoczyna. Pomyślnie zostałam uprzedzona przez Natalię (dziękuję :) ), że język, jakim posługuje się autor jest specyficzny, dzięki temu nie byłam zaskoczona i dzielnie brnęłam dalej. Bo rzeczywiście styl Flanagana jest charakterystyczny i podczas lektury nie raz  zdarzyło się, że któreś zdanie zazgrzytało mi między zębami. Nie raz przyłapywałam się na to, że czytam je po kilkakroć, aby zrozumieć, przyswoić i móc iść dalej.

Klaśnięcie jednej dłoni to dla mnie powieść precedens. Z jednej strony czytałam ją niemal dwa tygodnie, choć do wielkich gabarytowo się nie zalicza i nie jest też jakoś wyjątkowo przeładowana treścią. Nie czułam specjalnego przymusu, aby po nią sięgać, po prostu sobie leżała i czekała na sięgającą dłoń. Z drugiej strony było w niej coś magnetyzującego, co sprawiało, że kiedy już miałam ją w ręku, nie odkładałam póki nie zaczynały mi się kleić powieki. Z pewnością, gdyby ta książka była inna, gdyby obfitowała w emocje, dynamiczne zdarzenia i wartką akcję, przeczytałabym ją w dwa wieczory. Ale nie: ona jest spokojna, na swój sposób senna, wyważona, a równocześnie dziwnie niepokojąca. Gdyby była inna pewnie straciłaby ten swój magnetyzm...

Powieść Flanagana jest piękna, na pewien surowy i trochę nieprzystępny sposób. To fascynujący zapis trudnych rodzinnych relacji, których fundamentem staje się dramatyczne wydarzenie sprzed lat, a może nawet jeszcze wcześniejsze doznania wojenne. To nie literatura rozrywkowa, którą zabijemy ból głowy i zmęczenie, bowiem zbyt wiele myśli wpycha do głowy, zbyt trudne emocje obejmuje swymi stronami. Książka z pewnością spodoba się miłośnikom prozy ambitnej, nieszablonowej, kwiecistej, a zarazem niełatwej. Polecam!




środa, 17 lutego 2016

284. Sofia Caspari W KRAINIE WODOSPADÓW

Intrygująca, wciągająca i pięknie napisana - właśnie tak w trzech słowach mogłabym opisać trylogię Sofii Caspari. Takie książki uwielbiam!

Chociaż w tytule postu wpisałam, że moja opinia dotyczy powieści W krainie wodospadów, postaram się w nim ująć wrażenia związane z wszystkimi trzema częściami argentyńskiej sagi. Dwie pierwsze odsłony cyklu: W krainie kolibrów oraz W krainie srebrnej rzeki od dłuższego czasu znajdowały się w mojej prywatnej biblioteczce, jednak wciąż brakowało mi czasu, by się z nimi zaznajomić. Premiera trzeciej i ostatniej zarazem części zatytułowanej W krainie wodospadów stała się ku temu idealną okazją. Postanowiłam przeczytać za jednym podejściem wszystkie trzy tomy, co okazało się znakomitym pomysłem.

Już dawno nie czytałam tak wspaniale skonstruowanej sagi. Za jej sprawą na kilka dni przeniosłam się do niezwykłej dziewiętnastowiecznej Argentyny i obserwowałam, jak pojawiający się na kartach bohaterowie spełniają swe marzenia lub tracą złudzenia... Pierwszy tom serii rozpoczyna się podróżą, jaką na pokładzie statku odbywają pochodzący z Niemiec pasażerowie. To dla nich wielka chwila, pozostawili ziemię, domy, a czasami także rodzinę, by spróbować szczęścia i zdobyć dobrobyt w dalekim zakątku świata. W dziewiętnastym wieku Argentyna uchodziła za swoiste Eldorado. Panowało przekonanie, że każdy, kto przybędzie do tego wielkiego i pięknego kraju, może otrzymać ziemię pod uprawę i wieść dostatnie życie. Jak pokazuje historia tocząca się na kartach powieści Sofii Caspari - nie każdemu było to dane. Bohaterowie trylogii argentyńskiej stają przed niełatwym zadaniem, przed mozolną pracą, niebezpieczeństwem chorób i epidemii, a także walkami z rdzennymi mieszkańcami tych ziem. Ci ostatni traktowani są  jak pół-ludzie i z premedytacją eliminowani. 

W każdej z trzech odsłon tego cyklu spotykamy nowych bohaterów, jednakże równocześnie nie tracimy możliwości spotykania tych już poznanych. Rodziny, które poznaliśmy w pierwszym tomie sagi towarzyszą nam aż do końca tej historii, zatem nie sposób się z nimi nie asymilować na przestrzeni około 1500 stron opowieści. Sofia Caspari zadbała o interesujące wątki i w ciekawy sposób rozwija dzieje swych postaci. Ich życie obfituje w momenty trudne, niebezpieczne, smutne i dramatyczne, ale znajduje się tutaj również miejsce na uśmiech, szczęście, spełnianie marzeń i gorące uczucia. Wspomnieć muszę również o talencie autorki do kreowania interesujących i barwnych postaci, przedstawia je ona tak szczegółowo, iż czytelnik niemal może sobie wyobrazić, że znajdują się tuż obok. Podobnie jest zresztą z otoczeniem i miejscami, w których zlokalizowana jest akcja książki. Autorka lokuje wydarzenia w wielu pięknych zakątkach Argentyny i choć nie epatuje opisami, to jednak potrafi doskonale oddać klimat miejsc, warunków i nastrojów tam panujących. 

Język powieści jest naprawdę ładny i płynny, czyta się przyjemnie i lekko, choć książki z tej serii do "szczupłych" nie można zaliczyć. Autorka udanie zachowuje równowagę pomiędzy dynamiką akcji a miejscami, w których przytacza niezbędne opisy. Dzięki temu powieść nie jest nużąca, a pozwala też sporo dowiedzieć się na temat tamtejszej roślinności czy lokalnych tradycji.

Każda z trzech części sagi nawiązuje tytułem do symboli Argentyny: kolibrów, srebrnej rzeki, a także wodospadów uznawanych za naturalne skarby tych ziem. Sofia Caspari sporo czasu spędziła podróżując po Ameryce Południowej i Środkowej, a jej fascynację tym miejscem można wyczytać chociażby spomiędzy kart sagi argentyńskiej. Jeśli pociąga was tak egzotyczna sceneria osadzona w dziewiętnastowiecznych realiach Argentyny, jeśli lubicie opowieści obfitujące w wydarzenia i postaci, jak również historie, które ukazują losy rodzin na przestrzeni wielu lat  - saga Sofii Caspari będzie dla was idealna! U mnie ląduje na półce z ulubionymi pozycjami :)


środa, 9 grudnia 2015

271. Edward Rutherfurd NOWY JORK

Niezwykła podróż do korzeni jednego z najbardziej fascynujących miast na ziemi! Chcecie przekonać się, jak na przestrzeni lat zmieniał się Nowy Jork? Najnowsza powieść Edwarda Rutherfurda jest ku temu najlepszą okazją. 

Nowy Amsterdam czy Nowy Jork? Przygodę z powieścią Edwarda Rutherfurda rozpoczynamy, kiedy miasto należy jeszcze do Holendrów i stanowi niewielką osadę. Tutejsi osadnicy trudnią się przede wszystkim handlem, prowadząc interesy między innymi z indiańskim plemionami, które nie tak dawno były prawowitymi właścicielami tych ziem. Znaczenia portu domyślają się Anglicy, którzy wkrótce uczynią wszystko, by przyjąć rządy w mieście. Jest 1664 rok, poznajemy Dirka an Dycka, którego potomkowie będą nam towarzyszyć przez kolejne cztery stulecia. Od dzikich pustkowi rozbudowującej się kolonii po majestatyczne wieże Manhattanu i sławę miasta, które nigdy nie zasypia - Edward Rutherfurd przedstawia losy swych bohaterów, za tło obierając historię fascynującej metropolii. 

Edward Rtherfurd jest zazwyczaj przedstawiany jako autor bestsellerowego Paryża. Nie miałam przyjemności czytać tamtej powieści, ale wiem, że z pewnością to uczynię. I że już zawsze będę wypatrywać zapowiedzi kolejnych powieści pochodzących od tego autora. Książki, jakie tworzy angielski pisarz to niebywała gratka dla osób zainteresowanych nie tylko literaturą na wysokim, światowym poziomie, ale również historią i obyczajowością. Z ponad tysiąca stron powieści Nowy Jork wyłania się obraz tego niezwykłego miasta oraz zamieszkujących je ludzi na przestrzeni niemal czterystu lat. Wszyscy wiemy, jak wygląda dzisiejszy Nowy Jork, znamy panoramę strzelistych drapaczy chmur, zachwycamy się zielenią Central Parku i nierzadko marzymy, by zobaczyć to na własne oczy. A jak wyglądał Nowy Jork w 1664 roku, gdy Anglicy zapragnęli odebrać go Holendrom? Kiedy w miejscu dzisiejszego Manhattanu znajdowała się jedna uliczka zabudowana domami w stylu holenderskim, a Bronx czy Queens były maleńkimi wioskami zamieszkanymi przez resztki plemion indiańskich?

Nowy Jork Edwarda Rutherfurda przedstawia losy kilku pokoleń rodziny związanej z tym miejscem od samego początku i odciskającej głębokie piętno na jego historii. Kolejne postaci pojawiające się na kartach książki w mniejszym bądź większym stopniu pozostają związani z familią Masterów. Tłem dla osobistych przeżyć bohaterów stają się ważne wydarzenia historyczne, na kartach książki bohaterowie fikcyjni przeplatają się z osobistościami, znanymi z kart dziejów miasta. Akcja nie zalicza się do dynamicznych, powoli wiedzie czytelnika przez koleje miasta, przedstawiając wydarzenia z perspektywy jego mieszkańców. Czytelnik staje się świadkiem narodzin potęgi Nowego Jorku, metropolii światowej, dumnej i pięknej, aczkolwiek również groźnej i okrutnej. Obserwowanie narodzin miasta jest doprawdy fascynującym przeżyciem.

Przystępna forma i harmonijny, lekki język sprawiają, że książkę tę czyta się z wielką przyjemność, a ciekawość dalszych wydarzeń wręcz popycha do lektury. Nie będę Was okłamywać, że połkniecie tę książkę, to bądź co bądź ponad tysiąc-stronicowe tomisko i trzeba poświęcić mu trochę czasu. Zapewniam jednak, że warto. Jeśli fascynuje Was Nowy Jork i jego historia, jeśli chcecie poczytać, jak żyło się w tym wielkim (no, dobra nie zawsze wielkim) mieście na przestrzeni lat, jeśli chcecie zobaczyć przekrój Big Apple do samej pesteczki w ogryzku... to jest książka dla Was ;)

Polecam!

 



niedziela, 8 listopada 2015

263. Orhan Pamuk DZIWNA MYŚL W MEJ GŁOWIE

Orhan Pamuk urodził się w 1952 roku w Stambule. W 2006 roku jego dorobek literacki został doceniony Literacką Nagrodą Nobla. Po pięciu latach pisarskiego milczenia powraca do swoich czytelników z nową powieścią, powieścią piękną i niebanalną. Dziwna myśl w mojej głowie jest historią epicką i głęboką, nie ma w niej miejsca na powierzchowność i bylejakość. Równocześnie przedstawia nic innego, jak życie. Życie ubogiego sprzedawcy buzy i życie Stambułu.

Nie bez powodu Orhan Pamuk określany jest mianem komentatora społecznego, doskonale daje temu wyraz na kartach swej najnowszej powieści. Dziwna myśl w mojej głowie to wielostronicowa saga rodzinna, jakiej osią stają się losy krewniaków, którzy w poszukiwaniu lepszego życia przybyli z ubogiej wsi do Stambułu. Mevlut Karatas, podobnie jak wcześniej jego ojciec, zostaje ulicznym sprzedawcą jogurtu i buzy. Każdego dnia przemierza stambulskie ulice i zaułki roznosząc swój towar po domach klientów i nawołując rzewnym głosem. Sprzedaż buzy jest jednym z elementów przemijających tradycji, ofiar przemian, jakie dokonują się na oczach Mevluta i jego rodziny w tureckiej stolicy. Sam bohater obserwuje te zmiany z dziwną mieszanką nostalgii i dumy. W przeciwieństwie do bardziej obrotnych krewniaków, Mevlut nie potrafi rozstać się z zajęciem ulicznego sprzedawcy i po krótszych bądź dłuższych przerwach zawsze do niego wraca. Nie jest w stanie zgromadzić majątku sprzedając jogurt, pilaw czy nawet buzę... "Będę sprzedawał buzę aż po sądny dzień" - mówi sam o sobie. Zawód ulicznego sprzedawcy wydaje się być wpisanym w jego przeznaczenie. 

Na kartach powieści Pamuka regularnie pojawiają się wypowiedzi innych bohaterów tej historii, jego żony, krewniaków, przyjaciół. W większości komentują oni wydarzenia istotne dla Mevluta, rodziny i miasta, a ich relacje przywodzą na myśl dialog z samym czytelnikiem. Samemu Mevlutowi towarzyszą różne myśli i wątpliwości, ma swoje lęki i obawy. To interesujący, złożony bohater, który w czytelniku wzbudza wiele emocji. Jego przywiązanie do tradycji, miłość do córek i lojalność wobec ukochanej żony poruszają te czulsze struny. To człowiek, którego dotyka wiele niepowodzeń, a nawet nieszczęść, jednak nie zostaje złamany.Wciąż zakłada na ramiona charakterystyczne nosidło na pojemniki z buzą i wyrusza w trasę...

Kolejnym, trudno określić mniej ważnym czy najważniejszym, bohaterem tej książki jest sam Stambuł. Stambuł, w którym dzieją się rzeczy ważne, dochodzi do przewrotów politycznych, puczów, Stambuł, który przyciąga ludzi z ubogich prowincji, którzy pragną zająć w jego obrębie spłachetek ziemi, posadzić drzewo i postawić prymitywny dom składający się z czterech ścian i dachu. Stambuł, jako stolica pulsująca życiem, poszerzająca swoje granice, rozrastająca się i przyjmująca kolejne pokolenia imigrantów. Stambuł uosabiający marzenia o bogactwie, spokoju, dobrych warunkach bytowych i postępie. Stambuł, w którym w miejsce wąskich uliczek i starych kamienic, pojawiają się szerokie aleje i strzeliste wieżowce. Na tle nowoczesnego Stambułu obarczony misami Mevlut wydaje się być wyrazistym symbolem tradycji i dawnych czasów. 

Powieści Pamuka nie przeczytacie szybko, to niemal 700 stron historii Mevluta, jego rodziny, przyjaciół i miasta, w którym przyszło im żyć. Nie znajdziecie tutaj wyrazistej i dynamicznej akcji, biegnie ona raczej tempem niespiesznym, własnym. Piękny, a zarazem nieskomplikowany język książki sprawia jednak, że jest to długa, aczkolwiek przyjemna uczta i warto do niej zasiąść. Idealna okazja, by zapoznać się z obrazem Stambułu i tureckiego społeczeństwa na tle historii ostatniego półwiecza. 
Polecam gorąco!!!