Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *Literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *Literatura faktu. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 września 2018

280. Edyta Stępczak BURKA W NEPALU NAZYWA SIĘ SARI

Co z legendą, którą z uporem utrwala literatura podróżnicza? Gdzie są Ci wiecznie uśmiechnięci, znani z gościnności ludzi, hojnie dzielący się z przybyłymi ostatnią garścią ryżu, jak lubią postrzegać Nepalczyków turyści? Dlaczego to oblicze, także przecież prawdziwe, tubylcy rzadziej pokazują sobie nawzajem niż obcokrajowcom? „

str.209, Burka w Nepalu nazywa się sari

Gdy myślimy o uciemiężeniu kobiet, przed oczyma stają nam sylwetki spowitych w burki muzułmanek. Ewentualnie pomyślimy jeszcze o mieszkankach krajów Ameryki Południowej i Środkowej, gdzie tak mocno zakorzenił się kult maczo, ze przemoc wobec kobiet uznaje się za coś normalnego. Przyznaję, że nigdy nie patrzyłam na mieszkanki Nepalu pod tym kątem, nie zastanawiałam się, jak wygląda ich codzienne życie i z jakimi trudnościami, ba, dramatami, muszą zmagać się na co dzień. I to pokazuje, jak ważne i potrzebne są reportaże takie jak ten napisany przez Edytę Stępczak. Żeby uświadamiać. Bo to, co dla nas jest malownicze i egzotyczne, dla innych oznacza ból, strach, a nierzadko nawet śmierć.

Problem wykluczenia czy dyskryminowania kobiet ze względu na płeć, który poruszyła Edyta Stępczak, występuje w wielu miejscach na świecie, przybierając większą lub mniejszą skalę. Gdzieś w świecie kobieta skarży się, że zarabia mniej niż jej kolega, nie otrzymuje awansu, premii. W Nepalu kobieta rzadko ma pracę i własne pieniądze, wymaga się od niej posłuszeństwa wobec męża, ojca, teścia, brata. Praktycznie jest własnością, najpierw własnej rodziny, potem rodziny męża. Rodzi dzieci, póki pozwala jej na to udręczone ciało, by wydać na świat upragnionego syna. Sytuacja jest dramatyczna, bo przemoc wobec płci pięknej jest zakorzeniona w kulturze i religii, uznaje się ją za coś całkowicie naturalnego i potrzeba zmiany mentalności Nepalczyków, by cokolwiek zmienić. Także wśród kobiet, które nierzadko same siebie stawiają w pozycji obywatela gorszej kategorii.

Książka Edyty Stępczak zrobiła na mnie duże wrażenie, wlazła mi pod skórę i drażni. Czasem ni stąd ni zowąd uświadamiam sobie, że myślę o niej i o jej bohaterkach. Burka w Nepalu nazywa się sari jest książką, która niesie ze sobą potężny ładunek emocjonalny. Jest bardzo ciekawa, pozwala nam spojrzeć na życie Nepalczyków, nie tylko kobiet, ale także mężczyzn, dzieci, przyjrzeć się barwnej kulturze tego kraju, jednak nie sposób czytać jej bez emocji, bez atakujących z każdej strony rozmaitych myśli i refleksji. Sporo miejsca autorka poświęciła najmłodszym mieszkańcom Nepalu, przyznaję, że tę część czytało mi się najtrudniej, bo sama jestem mamą i szczęście córki jest dla mnie najważniejsze. Córki, którą każdego dnia nazywam swoim szczęściem, trudno było mi więc czytać, że gdzieś na świecie narodziny dziewczynki są przekleństwem. Polecam bardzo gorąco!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak 

piątek, 15 czerwca 2018

270. Kamil Janicki EPOKA MILCZENIA Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić

Molestowanie seksualne, wulgarne zaczepki, gwałty – życie naszych babek i prababek nie było usłane różami. Kobiety żyjące w przedwojennej Polsce mało kiedy mogły liczyć na obronę i sprawiedliwość. Nawet jeśli przełamywały wstyd i miały odwagę opowiedzieć o krzywdzie, jaka je spotkała, uznawano, że wina leży po ich stronie, że przedstawione wydarzenia są wytworem ich wyobraźni, a jeśli zasądzano jakieś wyroki, to były one śmiesznie niskie. O przestępstwach seksualnych czy dewiacjach się nie mówiło. Był to temat tabu, lepiej było udawać, że takie rzeczy w ogóle nie mają miejsca. A pokrzywdzeni? Cóż, skoro zazwyczaj nie mogli liczyć na zrozumienie ze strony swoich najbliższych, nie powinna dziwić obojętność a nawet wrogość społeczeństwa, prawda?

W swojej najnowszej książce Kamil Janicki bierze pod lupę dwudziestolecie międzywojenne i obdziera je z ładnego, kolorowego papierka. Epoka, którą wielokrotnie przedstawia się jako niezwykle barwną, kulturalną i wyrafinowaną, w rzeczywistości nie była taka idealna i obfitowała w straszliwe zbrodnie seksualne. I bynajmniej nie były one udziałem tak zwanego marginesu społecznego czy biedoty. Owszem, w takim środowisku z pewnością było się na napaść bardziej narażonym, ale „wstydliwe występki” zdarzały się także w dobrych i majętnych domach. Choć naturalnie na wypadało o tym wspominać.

Kamil Janicki odsłania przed nami nie tylko brud opisanej epoki, ale wskazuje również demoralizację społeczeństwa, które w wielu przypadkach nie widziało w podobnych przestępstwach niczego zdrożnego czy dziwnego. W niektórych kręgach uznawane za normalne było to, że służące świadczą chlebodawcom seksualne usługi, zupełnie jakby nie były one ludźmi, ale sprzętami ustawionymi w domu dla wygody państwa. Również prasa – zamiast piętnować podobne występki – niejednokrotnie czyniła je tematem żartów, frywolnych opowiastek czy wierszyków. Wszak gwałt to świetna zabawa, można się pośmiać, czyż nie?

Nie będę ukrywać: to nie jest przyjemna książka. To lektura, przy której wszystko aż skręca od środka, zaciska się zęby z bezsilności i kręci głową z niedowierzaniem. Niby wiemy, że gwałt nie jest znakiem naszych czasów, że i przed laty molestowało się dzieci i rozpowszechniano treści pornograficzne, niby nie powinno to dziwić, ale i tak boli. Nie sposób przeczytać książki Janickiego bez emocji i tego wewnętrznego bólu. Przynajmniej ja nie potrafiłam, a już przy rozdziałach poświęconych wykorzystywaniu dzieci i zwierząt, musiałam robić przerwy w czytaniu, bo nie dawałam rady. Książka Kamila Janickiego jest mocna i bezkompromisowa. Odsłania to, co przez lata próbowano ukryć. Takie pozycje są potrzebne, bo choć w niewielkim stopniu oddają sprawiedliwość tym, których krzywdzono i tym, którym sprawiedliwości przed laty odmówiono. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.  









czwartek, 1 marca 2018

256. Filip Springer MIASTO ARCHIPELAG.Polska mniejszych miast

Springer to w moim odczuciu jeden z lepszych polskich reporterów. Mało kto potrafi tak snuć opowieści o ludziach, miejscach i przedmiotach, skupiając się na pozornie nic nie znaczących detalach. Pokochałam go za Miedziankę, cenię za niesamowity zmysł obserwacji i wyłapywania dziwnych zdarzeń, które tkają tę naszą polską rzeczywistość. I za ironię, z którą opisuje to, co widzi. „Miasto archipelag” już na etapie zapowiedzi wylądowało na mojej liście książek do przeczytania. Nie mogło być inaczej po wspaniałej przygodzie z „Miedzianką” i po „Wannie z kolumnadą”, która w tak udany sposób obrazuje nasze otoczenie. Niestety, tym razem czegoś mi u Springera zabrakło. Ale od początku.

Od Białej Podlaskiej poprzez Kalisz, Leszno, Radom i Sieradz do Zamościa. Trzydzieści jeden polskich miast, które do 1999 roku pełniły rolę stolic swoich województw, a następnie zostały jej pozbawione. Pozbawione i w większości przypadków pozostawione samym sobie, z rosnącym bezrobociem, pogłębiającą się beznadzieją, niżem demograficznym, rozlatującymi się budynkami użyteczności publicznej, umierającą kulturą. Filip Springer wyruszył w podróż po kraju, przemierzył go wzdłuż i wszerz, odwiedzając dawne miasta wojewódzkie, rozmawiając z mieszkańcami, politykami i artystami. Z tych spotkań i opowieści wynurzył się obraz Polski współczesnej, jej problemów, nadziei, rozczarowań i sukcesów. Nie wszędzie jest źle, nie wszędzie jest dobrze, gdzieniegdzie jest dziwnie.

Z pewnością jest to pozycja interesująca, z której czytelnik dowiaduje się wielu ciekawostek na temat byłych miast wojewódzkich i mniej więcej zyskuje pogląd na to, jak jak wygląda w nich życie obecnie. W moim przypadku jednak czegoś zabrakło. Za mało było zwyczajnych ludzkich historii, niektóre miasta były zaledwie muśnięte lub spojrzano na nie tylko pod kątem sztuki i polityki. A mnie najbardziej interesowałyby relacje zwykłych najzwyklejszych ludzi, który te zmiany dotknęły. Spotkania i rozmowy z byłymi politykami/urzędnikami z czasem stały się nużące, artyści też mnie nie zainteresowali, bo tak już mam i z utęsknieniem zaczęłam wypatrywać przerywników, czyli rozdziałów zatytułowanych „w drodze”. One kojarzyły mi się ze Springerem, jakiego znam z FB, bystrym obserwatorem, mistrzem ciętej riposty. I takiego Springera będę wypatrywać w kolejnych książkach. wam radzę się przekonać, czy Miasto Archipelag do was przemawia.

wtorek, 28 czerwca 2016

311. Szymon Nowak DZIEWCZYNY WYKLĘTE 2

Najnowszej pozycji Szymona Nowaka nie byłam w stanie przeczytać za jednym podejściem. Musiałam choć na chwilę uciec od okrucieństw z jej stron, więc przerywałam lekturę lekkimi powieściami. A i tak przed oczyma pozostawały niektóre obrazy...

Kiedy tylko dostrzegłam w zapowiedziach nową książkę Szymona Nowaka, poczułam, że muszą ją przeczytać. Doskonale wiedziałam, czego się spodziewać, byłam świadoma, że nie będzie to łatwa i lekka lektura, czytałam przecież Dziewczyny wyklęte. Ale przez to wcale nie było łatwiej, nie byłam w stanie przeczytać jej za jednym podejściem i to bynajmniej nie z powodu słusznych gabarytów czy dlatego że książka jest słabo napisana. Książka jest znakomita, jednak od tych wszystkich okrucieństw zebranych na jej kartach człowiekowi robi się źle gdzieś na duszy. Zastanawia się po raz kolejny, dlaczego człowiek człowiekowi gotuje taki los, i to jeszcze rodak...

I oto autor przedstawia czytelnikom kolejne szesnaście bohaterek, kobiet, które nie wahały się zaryzykować życia dla ojczyzny, a po wszystkim przyszło im za to słono zapłacić. Czasami własną głową. Dla nich wojna nie zakończyła się w maju 1945 roku, trwała jeszcze długo, czasami wiele lat. Aresztowane, trzymane w nieludzkich warunkach, o spleśniałym chlebie, bez wody, mokre w przenikliwym zimnie. Bite? To zbyt delikatne słowo. Katowane. Traktowane prądem. Przesłuchiwane długimi dniami i karane za każdą odpowiedź niesatysfakcjonującą władzy. Jedne twarde i silne, inne pełne zwątpienia i przerażone. Na ich temat przez wiele lat historia zamilkła. Dopiero teraz- po wielu latach, gdy większość z nich już nie żyje - zaczyna się o nich mówić, przywraca się im honor i oddaje miejsce, jakie zajmowały w historii Polski. 

Irena. Zo. Wiktoria. Marta. Ramzesowa. Ziuta. Ciotka. Eugenia. Ruta. Jachna. Krystyna. Mała Danka. Zofia. Iskierka. Ewunia. 999. Dziewczyny wyklęte. Na stronach swej publikacji Szymon Nowak przywraca do życia odważne Polki i wiedzie czytelnika przez ich wojenną i partyzancką codzienność, do chwili, gdy zostają aresztowane. Podczas lektury rzuciło mi się w oczy, jak bardzo metodyczna była w swych działaniach władza. Wydarzenia z pokojów przesłuchań są niemal swoim lustrzanym odbiciem. Przebija z nich straszne okrucieństwo. Wydaje się niemożliwym, aby ktoś mógł przeżyć takie katowania. Szczególnie wstrząsnęła mną historia Ciotki, którą tak skatowano, że sądzono, że nie żyje. Zdecydowano się więc wyrzucić ją przez okno i upozorować chęć ucieczki. Na szczęście kobieta jęknęła w ostatniej chwili, dając tym samym znać, że żyje. Nie uratowało to jednak jej życia. Została rozstrzelana 18 grudnia 1944 roku. 

Szymon Nowak historię serwuje czytelnikom w bardzo przystępnej, zbeletryzowanej formie. Dzięki temu nawet tak trudną tematykę, emocjonującą, bolesną, wręcz się pochłania. Każda historia została uzupełniona fotografiami - zarówno z wojny, jak i z życia rodzinnego poszkodowanych, nie brakuje także skanów dokumentów z przesłuchań, zapisanych wyroków... Obie książki Szymona Nowaka powinny stać się obowiązkową lekturą dla osób, którym pojęcie patriotyzmu jest nieobce. Dziś nierzadko prowadzą oni między sobą utarczki, przekrzykując się, czym jest prawdziwy patriotyzm, zarzucają, że ich wolność jest naruszona. Może powinni przekonać się, jak wyglądała lekcja patriotyzmu w wydaniu tych dzielnych kobiet. 


czwartek, 25 lutego 2016

285. Piotr Grzegorz Michalik PODMIEJSKIM DO INDIAN reportaże z Meksyku

Pełen kontrastów Meksyk fascynuje mnie od lat. Wraz z Piotrem Grzegorzem Michalikiem wsiadłam do podmiejskiego pociągu i odwiedziłam jego rdzennych mieszkańców.

Osiem rozdziałów wzbogaconych o wprowadzenie i zakończenie przenosi czytelnika do zupełnie innej rzeczywistości. Oto Meksyk. Kraj wielkich kontrastów, gdzie nowoczesność ściera się z tradycją i przesądami, na ulicy natyka się na kapliczkę poświęconą Świętej Śmierci, by za rogiem zetknąć się ze stertą porzuconych ciał. To tutaj bossowie największych grup przestępczych modlą się do urządzonych w domu kapliczek i swoich ulubionych świętych patronów, ludzie rozpływają się, jak we mgle, a prostytutki odprawiają specjalne rytuały, by mieć więcej klientów. 

Piotr Grzegorz Michalik od ponad ośmiu lat prowadzi badania związane z wierzeniami, rytuałami  i obyczajowością w Meksyku, Gwatemali, a także na Kubie. Reportaż Podmiejskim do Indian jest barwnym  zapisem obserwacji i przeżyć autora związanych z pobytem i badaniami w tym fascynującym kraju. Każdy rozdział jest poświęcony odrębnemu zjawisku, całość tworzy obraz ludzi zamieszkujących kraj, o którym wciąż wiemy bardzo niewiele. Utożsamiany z wzmożoną przestępczością, masowym nielegalnym przekraczaniem granicy z USA, narkobiznesem, porwaniami i prostytucją Meksyk, posiada bogatą i niezwykle intrygującą kulturę. 

Reportaże Michalika to przede wszystkim okazja do spotkania z rdzennymi mieszkańcami Meksyku. Wraz z autorem odwiedzamy małe wioski przycupnięte gdzieś w górach, dowiadujemy się o szczególnych właściwościach pewnych roślin, odwiedzamy miejscowe akuszerki i kłaniamy się Santa Muerte. Przytoczone ciekawostki, anegdoty i wydarzenia pozwalają nam poznać Meksyk od zupełnie innej strony. Walczą z mitami, potwierdzają niektóre fakty. Osoby zafascynowane tym rozległym i pełnym skrajności krajem będą usatysfakcjonowane. 

Piotr Grzegorz Michalik posługuje się prostym, swobodnym językiem, dzięki czemu lektura jest dosyć lekka, czytelnikowi z pewnością nie grozi połamanie narządów artykulacyjnych na skomplikowanych wyrażeniach. Poszczególne rozdziały są czytelnie podzielone na krótsze fragmenty, a treść nosi w sobie sporo znamion mocno ironicznego humoru. Całości dopełniają barwne fotografie przedstawiające miejscowe ołtarzyki, ludzi przy pracy i w tradycyjnych strojach. Tę pozycję polecam wam z całego serca, oczywiście jeśli lubicie literaturę faktu lub ciekawi was Meksyk. Po lekturze czuję niedosyt, ale jest to niedosyt zdecydowanie pozytywny, chciałabym przeczytać więcej, chciałabym tam być...




poniedziałek, 4 stycznia 2016

275. A. Haska, J. Stachowicz BEZLITOSNE Najokrutniejsze kobiety dwudziestolecia międzywojennego

Morderstwa, kradzieże, oszustwa - nie ma przestępstwa, w którym przedstawicielki płci pięknej nie celowałyby na równi z mężczyznami. Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz zapraszają nas na spotkanie z najbardziej wyrachowanymi kobietami dwudziestolecia międzywojennego...


Ten okres był dla Polski doprawdy wyjątkowy, powoli budowała się niepodległość, zachodziły ważne przemiany polityczne  i gospodarcze. Kobiety pragnęły emancypacji, dążyły do tego, by się kształcić i zajmować znaczące stanowiska zawodowe. Nie pominęły także bardziej niecnych profesji, prasa brukowa z zapałem informowała spragnione wrażeń społeczeństwo o napadach, morderstwach i kradzieżach, w które zamieszane były bezduszne przedstawicielki płci pięknej. Wspomniany czas zazwyczaj jest utożsamiany ze zbrodnią popełnioną przez piękną Ritę Gorgonową, jednakże wachlarz rodzimych przestępczyń okazuje się znacznie bardziej imponujący. Ilość występków, w których swój udział miały panie przyprawia wręcz o zawrót głowy. 

Morderstwa, napady, kradzieże, handel żywym towarem - właściwie trudno jest znaleźć sferę przestępczą, w którą nie angażowałyby się kobiety. Przedstawicielki płci pięknej, zazwyczaj utożsamiane z delikatną, wrażliwą naturą, masowo udowadniały, że posiadają wprost krwiożerczy instynkt i potrafią okazać się bezlitosnymi. Na kartach swojej publikacji Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz przytaczają zaskakująco wiele przypadków, w których kobiety wstępowały na kryminalną ścieżkę. Znajdziemy tutaj rozdziały poświęcone najbardziej znanym ówczesnym przestępczyniom, prostytutkom, służącym, oszustkom, tym, które na drogę występku wyszły jednokrotnie, by następnie odpokutować swoje winy, jak i tym, które w swym fachu stały się profesjonalistkami. Nie zabrakło także rozdziału poświęconego tym paniom, które stały po stronie prawa: policjantkom i prawniczkom. 

Całość uzupełnia wiele interesujących fotografii i wycinków z gazet, co jeszcze lepiej oddaje nastroje panujące wśród społeczeństwa, jak i sytuację w kraju. Przytaczane historie są niezwykle różnorodne, od klasycznych dramatów związanych z miłością i zdradą, po wyrachowane i starannie zaplanowane morderstwa. Podczas lektury można wyraźnie zauważyć, że autorzy książki podeszli do niektórych aspektów z humorem. Przykładowo doskonale odmalowali niektóre przerysowane motywy zbrodni lub nieudolne działania ówczesnych władz. 

Bezlitosne znacząco różnią się od innej pozycji dotyczącej przestępczyń tamtego okresu, jaką miałam przeczytać, mianowicie Upadłych dam Kamila Janickiego. Janicki skupił się na zaledwie kilku ważniejszych personach, na to miejsce poświęcając im naprawdę wiele uwagi i rozpatrując ich sprawy od początku po finał. Dzisiejsza publikacja nie sprowadza się do najbardziej znanych przestępczyń, przytacza multum przypadków odpowiadających danym kategoriom. Część jest opisana dosyć szczegółowo, inne to zaledwie wzmianki. Mocną stroną niniejszej książki jest to, że opisuje mniej lub w ogóle nie znane przestępstwa, niektóre wręcz pospolite, a przecież wcale nie mniej interesujące dla osób, które interesują się rzeczonym okresem oraz ciemniejszą stroną kobiecej natury. 

Za egzemplarz dziękuję: 




wtorek, 22 września 2015

252. Roxana Saberi MIĘDZY ŚWIATAMI Moje życie i niewola w Iranie

W miejscu, w które trafiła Roxana Saberi, prawda nie istniała. Tam "prawda" powstawała na miejscu, szlifowana ustami prowadzących przesłuchanie śledczych...

Roxana Saberi, amerykańska dziennikarka od lat mieszkająca i pracująca w Iranie, zostaje brutalnie aresztowana rankiem 31 stycznia 2009 roku. Oskarżona o szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych bierze udział w absurdalnych przesłuchaniach i procesach, w których uznaje się tylko jedną rację. Zastraszana, gnębiona i szantażowana, ostatecznie zostaje skazana na karę 8 lat więzienia, którą ma odbyć w Evin. To więzienie znane w całym świecie. Stąd ludzie wychodzą zmaltretowani fizycznie lub psychicznie, czasami zaś nie wychodzą wcale. W sprawie niewinnie zatrzymanej dziennikarki interweniują Hillary Clinton, Barack Obama i wiele organizacji zajmujących się obroną praw człowieka. 

Książka Między światami. Moje życie i niewola w Iranie jest zapisem stu dni, jakie autorce przyszło spędzić w więzieniu Evin. Stu dni wypełnionych strachem, niepewnością i wątpliwościami. Stu dni poświęconych bezowocnym przekonywaniom śledczych, że jest niewinna, głodówkom i zmaganiu się ze swoimi wewnętrznymi wątpliwościami. Jako dziennikarka stykała się z różnymi obliczami władzy, jednak to, czego zaznała w Evin, okazało się dla niej zupełną nowością. Szybko zrozumiała, że w tym miejscu liczy się tylko jedna prawda i tylko ta jedna prawda może ujrzeć światło dzienne. 

Na kartach swojej książki Saberi wiernie odtwarza przebieg aresztowania, następujących po nim kolejnych przesłuchań oraz dni spędzonych w celi. Przytacza również swoje własne zmagania, podczas których musi zdecydować, czy podjąć grę irańskich śledczych i zgodzić się na fałszywe zeznanie, które w nią wmuszają, czy bronić swojego stanowiska. Przerażona odkrywa, że w kraju, który tak bardzo kocha, prawda nie istnieje. Jest tworzona na potrzeby śledztwa i powtarzana uparcie dopóty, dopóki przesłuchiwany nie przyjmie jej za własną. Zastraszana Roxana obawia się, że spędzi w więzieniu resztę życia lub zginie w "nieszczęśliwym wypadku" na terenie jednostki karnej. Jeszcze nie wie, że za murami więzienia powoli rusza lawina protestów przeciwko jej niesłusznemu aresztowaniu. 

Pogłoski na temat aresztowanych w Iranie dziennikarzy i działaczy politycznych dotychczas docierały do nas za pośrednictwem prasy i telewizyjnego ekranu. W takich warunkach nie odczuwa się powagi sytuacji, niebezpieczeństwa, jakie grozi aresztowanym ludziom, stają się oni jedynie cieniami na politycznej planszy gdzieś w dalekim świecie. Książka Roxany Saberi przybliża nam podobne wydarzenia, pozwala poczuć chociaż maleńką cząstką siebie, co czuje człowiek, który zostaje uwięziony, nie podlega żadnym racjonalnym prawom i traci swoją godność. To poruszająca historia, która wzbudza w czytelniku głęboki niepokój, przeraża i zasmuca. Równocześnie determinacja z jaką o prawdę i przetrwanie walczyła autorka, przyniosła mi swoiste poczucie dumy i radości. Z kart tej książki wyłania się bowiem nie tylko przerażający obraz irańskiego reżimu, ale również silny, wartościowy człowiek, który nie ugiął się pod wpływem strachu i pozostał wierny samemu sobie.

Dziękuję: 







niedziela, 28 czerwca 2015

234. Mateusz Miga WISŁA KRAKÓW. SEN O POTĘDZE

Kibice Wisły często dzielą historię swojego klubu na epokę przed i po przyjściu Bogusława Cupiała. To właśnie pojawienie się przy Reymonta myślenickiego biznesmena znacząco odmieniło losy Białej Gwiazdy i sprawiło, że Wisła na szereg lat stała się potęgą w polskim futbolu. 


Nie tak jednakże wyglądały marzenia Bogusława Cupiała. Jego sen o potędze od początku był ściśle określony: Wisła miała zawitać po piłkarskiego raju, odnosić znaczące sukcesy nie tylko na arenie krajowej, ale przede wszystkim w Europie. Rok 1997 zapoczątkował budowania drużyny, której celem miały stać się pewne zwycięstwa. Od tamtej pory minęło osiemnaście lat, osiemnaście lat obfitujących w spektakularne zwycięstwa i nie mniej widowiskowe porażki. Ośmiokrotny tytuł Mistrza Polski, dwukrotne zdobycie Pucharu Polski i pokonanie takich rywali jak FC Barcelona czy Schalke. Radość zwycięstwa i łzy porażki. Poczet słynnych piłkarskich i trenerskich nazwisk przewijających się przez stadion przy ulicy Reymonta. Książka Mateusza Migi podsumowuje historię Białej Gwiazdy z perspektywy niewidocznej z trybun. 

Sam autor - Mateusz Miga - ze środowiskiem wiślackim związany jest od wielu lat, jako kibic i dziennikarz. Był jednym z założycieli popularnego portalu, o piłce pisywał dla Faktu, Dziennika i Przeglądu Sportowego. W pozycji Wisła Kraków. Sen o potędze odkrywa kulisy budowania najsilniejszej polskiej drużyny minionej dekady. 

Książka jest nie tylko zapisem historii Wisły ery Bogusława Cupiała, ale również zbiorem licznych anegdot oddających nastroje panujące w klubie i drużynie na przestrzeni osiemnastu lat. Większość wydarzeń przytoczonych na kartach książki jest kibicom Białej Gwiazdy i sympatykom krajowego futbolu dobrze znana, chociażby ze stron gazet i ekranów telewizyjnych. Niemniej autorowi udaje się czytelników zaskoczyć, przytaczając mniej oficjalne wydarzenia, wspomnienia samych piłkarzy, działaczy i trenerów. Większość miłośników futbolu wie, jak wyglądała budowa wiślackiej potęgi, dzięki tej pozycji mogą przyjrzeć się temu procesowi od środka i przekonać się, że nie zawsze było kolorowo. 

To, co autorowi zdecydowanie udało się osiągnąć, to oddanie na kartach swojej powieści wyjątkowego klimatu okresu, w którym Wisła święciła triumfy. Choćby i z tego powodu książka ta powinna stać się obowiązkową pozycją dla sympatyków Białej Gwiazdy i osób zainteresowanych jej historią. Przystępna forma i krótkie rozdziały podzielone śródtytułami o często humorystycznym zabarwieniu sprawiają, że lektura upływa szybko i przyjemnie. W moim osobistym odczuciu książce brakuje tylko jednego: nie padło w niej ani jedno słowo ze strony sympatyków klubu, a to z pewnością nadałoby tej historii głębszego charakteru. Wszak nie tylko pan Cupiał śnił o potędze Białej Gwiazdy...


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu:


środa, 10 czerwca 2015

228. Anna Herbich DZIEWCZYNY Z SYBERII

W głąb Związku Sowieckiego wywieziono kilkaset tysięcy kobiet. Oto historie dziesięciu spośród nich...


Dziewczyny z Syberii są kolejną odsłoną cyklu Prawdziwe Historie wydawnictwa Znak Horyzont. Autorką książki jest Anna Herbich, dziennikarka i autorka innej pozycji stanowiącej część serii: Dziewczyn z Powstania. W najnowszej książce autorka decyduje się przybliżyć czytelnikom postaci dziesięciu kobiet, którym udało się przeżyć piekło Syberii. 

Były młode i szczęśliwe, znajdowały się u progu dorosłego życia i z nadzieją spoglądały w przyszłość. Jakiego życia się spodziewały, czego się obawiały? Z pewnością nie tego, że nocą do ich drzwi załomoczą enkawudziści, że zostaną powiedzione do bydlęcych wagonów i w prymitywnych warunkach powiezione w dzikie rejony Syberii. Karane ze działalność patriotyczną lub najzwyczajniej za pochodzenie, trafiały do łagrów i kołchozów z dala od ojczyzny, bliskich i cywilizacji. Skazane na katorżniczą pracę, choroby i poniżenie. A jednak przeżyły i dziś snują przed nami swoją opowieść...

Dziesięć niezwykłych kobiet, dziesięć wyjątkowych, dramatycznych historii, których głębię trudno nam zrozumieć. Dziesięć opowieści tak podobnych do siebie, a zarazem tak różnych. Różne są bowiem bohaterki tego wydania: pochodzą z różnych rodzin, z różnych zakątków kraju, w chwili zsyłki były w różnym wieku. Wspólnym mianownikiem staje się tutaj dzika, nieprzystępna, a zarazem piękna Syberia oraz dramatyczne, zatrważające przeżycia, jakie stały się ich udziałem. 

Rozmówczynie Anny Herbich podzieliły się z nami swoimi wspomnieniami. Nie są to piękne wspomnienia, wiele kobiet przez lata ukrywało przed swoimi bliskim, jak wyglądało ich życie w niewoli. Dźwigały brzemię makabrycznych wydarzeń, których były świadkami. Powoli przemija pokolenie, które jest w stanie opowiedzieć nam o wydarzeniach tamtych dni, doceńmy szansę wysłuchania tych historii. Dziewczyny z Syberii snują swoją opowieść niespiesznie, językiem prostym i przystępnym. Czytając tę pozycję będziecie mieć wrażenie, że rozmówczynie Anny Herbich siedzą gdzieś obok i snują swoje opowieści. Być może ujrzycie oczyma wyobraźni sylwetki starszych pań, które poznajemy na fotografiach poprzedzających każdy z dziesięciu rozdziałów. Jednak zagłębiając się w lekturę z pewnością dostrzeżecie ich drugą twarz: siłę, determinację, odwagę - wszystkie te cechy, które pozwoliły im przeżyć te trudne lata. 

Dziewczyny z Syberii to książka o historii, historii długo spychanej na bok, a teraz nareszcie odsłoniętej i opowiedzianej. Niemniej jest to również książka o sile charakteru, wierze i nadziei, o kobietach, których nie złamały nieludzkie warunki, poniżenie i przemoc. Dzięki takim publikacjom jak Dziewczyny z Syberii możemy poznać te wydarzenia z najbardziej wiarygodnej perspektywy, opowiedziane ustami osób, które naprawdę to przeżyły. Dziewczyny z Syberii nie są wyłącznie zapisem obozowego czy kołchozowego życia, ale również beztroskich lat młodości, działalności patriotycznej czy późniejszych losów bohaterek. Całość uzupełniają liczne fotografie przedstawiające te niezwykłe kobiety i bliskie im osoby. Niezmiernie cieszę się, że powstają takie książki jak Dziewczyny z Syberii, są one świadectwem historii i to świadectwem najcenniejszym, opowiedzianym przez bohaterów i bohaterki tamtych dni...

Polecam gorąco!










poniedziałek, 25 maja 2015

224. P. Lipiński, M. Matys ABSURDY PRL-u

PRL jaki był, każdy wie. A ci, co nie wiedzą, mogą poznać choć skrawek tego okresu na kartach książki Absurdy PRL-u. 

Kojarzony z długimi kolejkami, kartkami i brakami na sklepowych półkach. Tak tragiczny, że aż w swym tragizmie komiczny. Dziś jednak wiele osób wspomina te lata z wielkim sentymentem, chętnie ogląda kultowe polskie komedie i sięga po literaturę, która przenosi ich choć na krótki moment w dawne czasy. Piotr Lipiński i Michał Matys zdecydowali się odkryć przed czytelnikami największe absurdy PRL-u, historie mniej lub bardziej tajemnicze i paradoksalne. Niektóre wzbudzają w nas uśmieszek, inne sprawiają, że kręcimy głowami z niedowierzaniem, a nawet przerażeniem. 

Szary papier toaletowy, który urósł rangą do towaru luksusowego. Afera mięsna zakończona wyrokiem śmierci. Pupa wycelowana w premiera Jaroszewicza. Pełne przepychu półki Pewexu i majątki zbijane na uprawie warzyw i goździków. To tylko niektóre wątki poruszone w Absurdach PRL-u. Na 320 stronach autorzy próbują wytłumaczyć paradoks życia w powojennej Polsce, przytaczają tajemnicze historie i żartobliwe anegdoty, doskonale odwzorowując koloryt tamtych lat. 

Sięgając po Absurdy PRL-u, czytelnik nie powinien nastawiać się wyłącznie na komediowy wydźwięk tej pozycji. To nie jest jeden z filmów Barei czy barwnych seriali, jakie znamy z polskiej telewizji. Tutaj historie absurdalnie śmieszne przeplatają się z bardzo tragicznymi i smutnymi. Z książki dowiemy się nie tylko dlaczego wciąż brakowało papieru toaletowego, ale również poznamy kulisy wyroku skazującego dla Stanisława Wawrzeckiego czy spróbujemy zagłębić się w tajemnice morderstwa na działaczce komunistycznej. Autorzy przedstawiają PRL, jakim rzeczywiście był. Absurdalnie śmieszny i tragicznie przerażający. Czas kontrastów, szarości, strachu, poczucia braku, ale również śmiechu i zabawy. 

Muszę przyznać, że książka została napisana bardzo lekko i przystępnie, dzięki czemu jej lektura upływa bardzo szybko. Bardzo żałuję, że autorzy ograniczyli się wyłącznie do kilku zdjęć na końcu pozycji, ponieważ w tego typu publikacjach zdjęcia są dla czytelnika czymś naprawdę ważnym, pozwalają jeszcze lepiej poczuć jej klimat. Jeżeli interesujecie się okresem PRL-u, lubicie rozwiązywać tego typu zagadki lub wracać wspomnieniami do tych czasów, być może również i Wam książka przypadnie do gustu. 


niedziela, 29 marca 2015

209. Szymon Nowak DZIEWCZYNY WYKLĘTE

Wyklęci z ludzkiej pamięci na długie lata. I One, kobiety towarzyszące im na żołnierskim, partyzanckim szlaku. Znoszące niewygody i niebezpieczeństwa. Dziś Dziewczyny wyklęte doczekały się swojej historii, opowiedzianej piórem Szymona Nowaka. 

Na temat żołnierzy wyklętych historia milczała długo, milczała lub kłamała. Od 2011 roku 1 marca jest obchodzony jako Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, tegoroczny dzień Wydawnictwo Fronda uświetniło premierą książki Dziewczyny Wyklęte autorstwa historyka, Szymona Nowaka. O kobietach i dziewczętach walczących w podziemiu antykomunistycznym do tej pory mówiło się bardzo mało, nawet kiedy wspominało się na temat Żołnierzy Wyklętych, te dzielne choć na swój sposób delikatne istoty, ginęły gdzieś w cieniu. Książka Szymona Nowaka przywodzi ich losy - w większości przypadków bardzo dramatyczne i mocno poruszające - równocześnie odsłaniając kobiece oblicze partyzantki. 

Idąc główną aleją parafialnego cmentarza w Zebrzydowicach, po lewej mija się kaplicę, na której ścianie zawieszono kamienną tablicę z napisem: "s. Zakonu "Szarytek" Izabeli, żarliwej patriotce, mieszkańcy Zebrzydowic, koledzy 12 pp. AK". Tablicę tę przywieszono 25 lat temu, nie raz przy niej przystawałam i zapalałam znicze z okazji 1 listopada, ale nigdy nie przyszło mi na myśl, by zgłębić historię życia kobiety, której ją poświęcono. Siostra Izabela jest jedną z bohaterek książki Szymona Nowaka, dziewczyną - jak dziwnie może to brzmieć - wyklętą. 1949 roku została skazana na karę śmierci, następnie zamienioną na dożywotnie więzienie. Objęta amnestią, a w późniejszym czasie zwolniona ze względu na zły stan zdrowia, opuściła więzienie w roku 1956. W wyniku wyniszczenia zdrowia na skutek tortur  i koszmarnych warunków więziennych siostra Izabela zmarła w 1957 roku. Została pochowana na cmentarzu Rakowickim, wmurowana na zebrzydowskim cmentarzu tablica przypomina jednak, że właśnie na terenie tej miejscowości siostra Izabela prowadziła swoją patriotyczną działalność. 

źródło szarytki.pl
Dramatyczna historia siostry Izabeli jest tylko jedną z 16 emocjonujących opowieści przytoczonych i opracowanych przez Szymona Nowaka. W książce znajdziemy historie mniej i bardziej znanych kobiet powiązanych z antykomunistycznym podziemiem. Bolesne i przerażające losy młodziutkiej "Inki", "Marcysi" czy Janiny Żubryd, która została rozstrzelana w ósmym miesiącu ciąży to tylko część długo pomijanej i wstydliwej historii naszego kraju. Autor książki każdą historię przedstawia szeroko i skrupulatnie, nie pomijając młodego życia swoich bohaterek ani pobudek, które skłoniły je do związania się z podziemiem. Barwnie a zarazem rzeczowo przedstawia codzienność życia w obozowiskach, ukrywania się po domach życzliwych ludzi, by zmierzać do momentu aresztowania, przesłuchań, tortur, więzienia, a w niektórych przypadkach późniejszych losów wyklętych kobiet i ich rodzin... Ożywiając swoje bohaterki na kartach książki, autor pokazał nieco inną stronę walki podziemnej, ponieważ w większości przypadków dziewczyny wyklęte nie posługiwały się bronią, ale apteczką, zwitkiem bandaży, wspierały partyzantów pracami gospodarskimi, przenosiły meldunki i wykonywały wiele innych pożytecznych czynności. Być może nie zawsze walczyły dosłownie, ale życie, jakie wiodły wymagało ogromnej odwagi, determinacji i wiary w ojczyznę i przywódców. 

Losy Dziewczyn wyklętych zostały przedstawione w wersji zbeletryzowanej, dzięki czemu całość czyta się bardzo dobrze, wręcz powiedziawszy lekko. Jednak nawet ta lżejsza forma nie potrafi zakryć okrucieństw i dramatów, jakie stały się udziałem tych kobiet. Liczne fotografie ze zbiorów prywatnych czy skany dokumentów związanych z prowadzonymi względem nich dochodzeń skutecznie przypominają czytelnikowi, że nie ma do czynienia z fikcyjnymi bohaterkami powieści, ale z osobami, które kiedyś naprawdę żyły, wierzyły w wolną Polskę i do wolnej Polski dążyły, poświęcając rodzinę, wygodę, bezpieczeństwo, a w licznych wypadkach również i życie. Pozycja ta będzie obowiązkowym punktem dla  osób, które są zainteresowane powojenną historią Polski i tematem żołnierzy wyklętych. 




poniedziałek, 24 listopada 2014

181. Kamil Janicki DAMY ZŁOTEGO WIEKU

W rozmowie ze znajomą blogerką stwierdziłam, że gdyby moi nauczyciele historii przekazywali wiedzę w takiej formie, w jakiej czyni to Kamil Janicki, miałabym same piątki. Mam nadzieję, że szanowni profesorowie się nie pogniewają, jednak nigdy nie udało im się nawet w maleńkiej części wzbudzić takiego zainteresowania, z jakim pochłonęłam Damy Złotego Wieku. 


Kamil Janicki jest absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego, historykiem, pisarzem i publicystą. Z jego twórczością po raz pierwszy zetknęłam się podczas lektury Upadłych Dam II Rzeczpospolitej. Szybko przekonałam się, że autor ma czytelnikowi do zaoferowania nie tylko dobre i przystępne pióro, ale również rozległy zasób wiedzy. O tym drugim może świadczyć chociażby rozległość tematyki, jaką decyduje się poruszać Kamil Janicki. Po Pierwszych damach II Rzeczpospolitej i Upadłych damach II Rzeczpospolitej przychodzi pora na Damy Złotego Wieku: kobiety, które wyraźną i mocną kreską zapisały się na kartach historii XVI wiecznej Polski. 

Nie bez kozery XVI wiek zwie się złotym stuleciem dla Polski. Był to okres, kiedy nasza ojczyzna na mapach Europy i świata znaczyła bardzo wiele, jej władcy cieszyli się powszechnym szacunkiem, a kraj z sukcesem rozwijał się gospodarczo. W swojej fascynującej książce Kamil Janicki przedstawia trzy kobiety, których rola w tamtym okresie była niewymownie ważna. Bona Sforza, Barbara Radziwiłłówna oraz Anna Jagiellonka. Trzy kobiety, trzy różne osobowości i trzy różne historie. Każda fascynująca i kluczowa dla dziejów Polski. 

Bona Sforza, przez wielu Polaków utożsamiania z włoszczyzną i telewizyjnym serialem, w istocie była kobietą ambitną i przedsiębiorczą. Przybyła do Krakowa z dalekich Włoch, jednak prędko obdarzyła przywiązaniem nową ojczyznę i zdecydowała powiększyć jej wpływy i potęgę. Pragnęła władzy i nie wahała się posunąć do intryg i manipulacji. Barbara Radziwiłłówna zdobyła serce polskiego króla i sprawiła, że ten zaryzykował dla niej swój prestiż i szacunek poddanych. Ich miłość stała się tematem przewodnim obrazów i filmowych ekranizacji. Władczyni, która niezwykle krótko cieszyła się królewską koroną i pokłonem poddanych. Anna Jagiellonka była jedną z czterech córek Bony i Zygmunta Starego, cichą, spokojną i skromną. Nikt nie doceniał podstarzałej królewny i nie liczył się z jej zdaniem, a jednak to właśnie ona zrzekła się tronu, który zajęła jako król i doprowadziła do tego, że zasiadł na nim Zygmunt III Waza.

Książki Kamila Janickiego powieścią nazwać nie sposób, jednak z całą pewnością nie jest to również publikacja stricte naukowa. Damy złotego wieku plasują się gdzieś pomiędzy tymi dwoma pozycjami. Dzięki temu, czytelnik, który zdecyduje się sięgnąć po tę książkę, otrzyma solidną dawkę wiedzy historycznej, jednak będzie to dawka przyjemna w odbiorze i łatwo przyswajalna. Nie ma tutaj miejsca na suche fakty i daty, autor snuje swoje opowieści z wielkim rozmachem, interesująco, podpiera je źródłami, anegdotami i cytatami. Fascynującego obrazu dopełniają liczne reprodukcje obrazów, rycin, a nawet współczesnych zdjęć. To idealny sposób, by rozpalić w czytelniku iskierkę zainteresowania, a następnie podsycić buzujący płomień. Od Dam złotego wieku trudno się bowiem oderwać, szczególnie iż autor przedstawia minione wydarzenia tak sugestywnie, iż czytelnik ma wrażenie, że sam w nich uczestniczy.

Trzy wybitne damy złotego wieku osadzone w pięciu rozdziałach zajmującej publikacji. Dworskie kuluary, intrygi i namiętności. Każdej z opisywanych przez siebie postaci Kamil Janicki poświęcił wiele uwagi, ale bezsprzecznie na pierwszy plan wysunęła się królowa Bona. Nie bez powodu, gdyż właśnie ona odegrała kluczową rolę w historii szesnastowiecznej Polski. Przyznaję, że przed lekturą Dam złotego wieku o pozycji pochodzącej z Włoch królowej nie miałam pojęcia. Nie mogłam go mieć, gdyż takim kwestiom jak cechy charakteru, pochodzenie czy ambicje władców nie poświęca się miejsca w szkolnych podręcznikach. Janicki to zmienia, jego publikacja odsłania ludzką twarz władzy, do głosu dopuszczane są emocje, słabostki i namiętności, chwalebne i nieetyczne postępki. Bo choć Damy złotego wieku poświęcone są głównie życiu trzech wspomnianych władczyń, to jednak odsłaniają również obraz społeczeństwa, szlachty, urzędników dworskich i innych osób skupionych wokół tronu. Tym samym przez pryzmat trzech niezwykłych kobiet czytelnik spogląda na Polskę.

Damy złotego wieku są pozycją zdecydowanie wartą polecenia. Nie tylko osobom, które historia fascynuje, ale przede wszystkim tym, którzy publikacji historycznych unikają, ponieważ obawiają się ich suchej, trudnej formy. Książka Kamila Janickiego zdecydowanie sucha ani trudna nie jest, na to miejsce wzbudza gorące emocje, pobudza do myślenia, pokazuje "inny" kawałek historii, zachwyca formą i treścią.

Dziękuję Wydawnictwu za przekazanie egzemplarza Dam złotego wieku.







środa, 19 listopada 2014

180. Jennifer Clement MODLITWA O LEPSZE DNI

W chwili, kiedy zafascynował mnie język hiszpański, zapragnęłam poznać bliżej kulturę krajów hiszpańskojęzycznych. Meksyk był jednym z nich. Dokładałam starań, by oglądać filmy, sięgać do książek, które opisują życie w tych miejscach. Prędko okazało się, że kolorowy świat z telenowel nie istnieje. Modlitwa o lepsze dni autorstwa Jennifer Clement jest bolesnym obrazem współczesnego Meksyku. Miejsca, gdzie kwitnie handel narkotykami i ludźmi, gdzie przestępczość i korupcja opanowały wioski i miasta, a życie można stracić w biały dzień na ruchliwej ulicy.




Ladydi Garcia Martinez swoje niezwykłe imię otrzymała na cześć księżnej Diany. Jednak jej życie nie przypomina bajkowej opowieści. Dziewczyna mieszka wraz z nadużywającą alkoholu matką w niewielkiej wiosce nieopodal Acapulco. Jest to niemal opuszczone miejsce, z którego wyjechali wszyscy mężczyźni. Udali się do Stanów Zjednoczonych, by zdobyć pracę i z daleka utrzymywać swoje rodziny. Większość z nich zdecydowało już nie wracać, założyli w nowym miejscu inne rodziny, a o pozostawionych w Meksyku krewnych zapomnieli. Pozostałe na miejscu kobiety strzegą swoich córek przed chciwymi rękoma porywaczy kobiet. Dziewczęta są oszpecane, przebierane za chłopców, ukrywane w wykopanych w ziemi jamach. Właśnie w takich warunkach dojrzewa Ladydi. Jej życie jest naznaczone ciągłym strachem.

Jennifer Clement dorastała w Meksyku. Jak sama mówi, przez dziesięć lat wysłuchiwała opowieści dotkniętych przemocą Meksykanek. Wśród nich były zarówno żony, córki i kochanki handlarzy narkotyków, jak i bliscy zaginionych, nigdy nie odnalezionych kobiet. Ich opowieści posłużyły za kanwę opisanej historii. Choć bohaterka powieści Modlitwa o lepsze dni jest powieścią fikcyjną, podobnych jej dziewcząt znajduje się w Meksyku tysiące. Ukrywają się, by nie paść ofiarą napaści i porwania. Jeśli próba ukrycia się nie powiedzie, zostają porwane i sprzedawane kolejnym panom, przechodząc z rąk do rąk. Zmuszane są do prostytucji lub przemytu narkotyków. Szczegółowe szacunki nie są prowadzone, jednak uznaje się, że rocznie przez granicę z USA przemyca się nawet 800 000 osób. Trzeba jednak pamiętać, że nie wszyscy porwani opuszczają Meksyk. 

Modlitwa o lepsze dni jest opowieścią młodej dziewczyny, prawie dziecka. Jednak nawet to nie potrafiło przełamać brutalnego realizmu historii nakreślonej przez autorkę. Bohaterka Jennifer Clement jest na swój sposób niewinna i naiwna, a jednak kryje w sobie pewną dojrzałość, którą kształtują trudne doświadczenia i chęć przetrwania. Wysłuchując jej zwierzeń, poznajemy zupełnie obcy dla nas świat, egzotyczny, pełen biedy, bólu, smutku i strachu. Kolejne wydarzenia udowadniają, jak trudne perspektywy czekają na młodych ludzi w Meksyku i jak niepewny jest ich los. W państwie bezprawia uczciwość nie ma znaczenia, jest wartością względną.


Pomimo bolesnej, pełnej dramatyzmu tematyki Modlitwa o lepsze dni jest powieścią napisaną niezwykle lekko i wartko. Z pewnością duża zasługa leży w formie powieści. Historia Ladydi opowiedziana jest przystępnym, nieskomplikowanym językiem. Łatwo wyobrazić sobie, że właśnie takimi słowami posługiwałaby się młoda dziewczyna. Także wydanie powieści sprzyja lekturze; litery są duże, treść czytelna, podzielona na niezbyt długie rozdziały. Trochę ponad trzysta stron powieści połyka się w parę chwil, szczególnie jeśli fascynuje się tematyką Meksyku lub gustuje w literaturze faktu. 

Za egzemplarz dziękuję: 


czwartek, 31 lipca 2014

149. Rebecca Jane W SZPILKACH NA TROPIE


Jesteście ciekawi, jak działa prawdziwa agencja detektywistyczna? Powinniście przeczytać tę książkę!

Są sprytne, przebiegłe i potrafią się kamuflować jak mało kto, a do tego śledzą swoje "ofiary" poruszając się na niebotycznych obcasach! Cztery przyjaciółki z Damskiej Agencji Detektywistycznej specjalizują się w wykrywaniu małżeńskich zdrad. Temat znają, jak mało kto, gdyż same były zdradzane... lub zdradzały. W szpilkach na tropie to prawdziwa historia prawdziwej agencji detektywistycznej, która święci triumfy w Wielkiej Brytanii. Chcecie skorzystać z ich usług? Znajdziecie je TUTAJ

Na pomysł założenia agencji detektywistycznej Rebecca Jane wpadła w chwili, kiedy zmagała się ze zdradą swojego męża i nie mogła uzyskać pomocy od detektywa, który zebrałby dowody zaistniałej niewierności. Wszyscy detektywi podchodzili do sprawy bezdusznie, wszyscy żądali horrendalnych stawek. Rebecca postawiła sobie za punkt honoru, że jej firma będzie inna. Wraz z trzema przyjaciółkami założyła Damską Agencję Detektywistyczną i dowiodła, że nawet zdradę można udowodnić po ludzku.

Z pewnością zakładając agencję, nie mogła podejrzewać, że od tej pory jej życie stanie na głowie i przemieni się w jedną wielką przygodę. W szpilkach na tropie.Prawdziwa historia damskiej agencji detektywistycznej to zapis wydarzeń, jakie stały się udziałem dzielnych pań na obcasach, którym przyszło tropić zdradliwych partnerów. Książka Rebeki Jane jest niezwykle emocjonującą lekturą, która zabiera czytelnika w świat domniemanych - i nie tylko! - zdrad, podsłuchów, pościgów samochodowych i kamuflażu, w którym główną rolę gra babeczka z Avonu! Lekturą tym bardziej podniecającą, że opartą na faktach!

Rebecca Jane przeprowadza nas przez wiele prowadzonych przez siebie spraw, które splatają się z przemianami zachodzącymi w jej prywatnym życiu. Nie czaruje nas. Przedstawia pościgi samochodowe po autostradzie, by po chwili wspomnieć o całym dniu spędzonym na grze w telefonie i zajadaniu chińszczyzny w samochodzie ustawionym pod domem obserwowanego "obiektu". Pokazuje, że praca detektywa nie zawsze jest pasjonująca i przyjemna. Nie ukrywa również tego, że nie każdą sprawę udało jej się doprowadzić do końca. Z dochodzeń wyciąga wnioski, które wiele mówią jej na temat ludzkiej natury i z pewnością przydają się w dalszej praktyce.

Powieść jest niezwykle lekka w odbiorze. Styl autorki przyjemny i dość dynamiczny. W tej książce nie ma miejsca na zbędne opisy, one nie są potrzebne. Akcja biegnie szybko i sprawnie, a dialogi są bardzo realistyczne. Bohaterki żywe i prawdziwe, nakreślone sprawnie i plastycznie. Autorce udało się osiągnąć to, o czym z pewnością marzy nie jeden autor: sprawiła, że czytelnik uczestniczył we wszystkich wydarzeniach książki. Być może Rebecca Jane minęła się z powołaniem?


Za możliwość poznanie Damskiej Agencji Detektywistycznej dziękuję: 











środa, 28 maja 2014

128. Jean des Cars KOBIETY KTÓRE ZAWŁADNĘŁY EUROPĄ


One.
Kobiety, żony, matki.
Królowe, cesarzowe, władczynie.
Zapisały się na kartach historii, zapisały się na stronach podręczników, zapisały się w ludzkiej pamięci.
Gdy myślimy o nich, widzimy insygnia, bogactwo, władzę.
Ale czy widzimy człowieka?

Jean des Cars dokonał czegoś wyjątkowego. Sprawił, że na stronach jego liczącej trochę ponad trzysta stron książki spotkały się władczynie, które na kartach historii zapisały się najbardziej wyrazistym atramentem. Może dzielić je czas, w którym przyszło im żyć, mogą dzielić je granice państw, polityka i wojny, charaktery i typy urody, ale łączy je jedno. Każda z nich dokonała czegoś wielkiego, co sprawiło, że zasłużyła na miano Kobiety, która zawładnęła Europą...

W ułożonych chronologicznie rozdziałach czytelnik spotyka się z Katarzyną Medycejską,która władzę dzierżyła w cieniu męża i syna,  Elżbietą I - niezwykłą Królową-Dziewicą, Krystyną ze Szwecji - postacią niezwykle specyficzną , Marią Teresą - władczynią, która potrafiła godzić politykę z rodzicielstwem, carycą Katarzyną II, która choć z urodzenia była Niemką, sercem stała się Rosjanką, Marią Antoniną - ostatnią królową Francji, niesłusznie uznawaną za lekkomyślną i płytką, Wiktorią - najczęściej upamiętnianą  monarchinią  brytyjską , Eugenią - pionierką modernizmu, Elżbietą zwaną Sissi, której postać urosła do miana legendy, Zytą - która po 63 latach uchodźstwa postawiła stopę na austriackiej ziemi..., Astrid, piękną i tragicznie zmarłą królową Belgów, oraz Elżbietą II, której zdarzyło się zagrać w filmie z samym Jamesem Bondem... Dwanaście niezwykłych kobiet. Dwanaście niezwykłych historii. Każda pełna emocji, dramatów i wzruszeń.

Lektura książki "Kobiety, które zawładnęły Europą" była dla mnie fascynującą podróżą, podczas której spotkałam nie mniej fascynujące postaci. Niektóre z nich znałam z kart historii, inne poznałam, czytając. Część z nich wzbudziła moją sympatię i podziw, były i takie, których nie polubiłam. Wszystkie jednak zapadły w moją pamięć...

Choć książka Kobiety które zawładnęły Europą jest pięknie wydanym albumem, Jean des Cars swoim lekkim gawędziarskim stylem łagodzi nieco jej powagę i nadaje jej ton interesującej przypowieści. Chociaż przytacza zapis wydarzeń, które odcisnęły piętno na historii Europy i świata, uzupełniając je całym szeregiem dat i gałęzi drzew genealogicznych, udaje mu się uniknąć nudnego i na swój sposób surowego tonu podręczników. Wprost przeciwnie: Jean des Cars potrafi tak rozwinąć swą opowieść, wzbogacając ją nieznanymi dotąd faktami historycznymi i anegdotami, że czytelnik ma wrażenie, jakby przeżywał przygodę swojego życia, przemieszczając się cudownym wehikułem czasu  między dworami panujących władczyń.

W przedmowie książki autor wspomina słowa Wiktora Hugo "Jakże słaba jest królowa i jak niewiele znaczy!, by następnie dodać kolejne stwierdzenie pisarza "Kobieta ma wyjątkową władzę, na którą składa się rzeczywista siła i pozorna słabość." Jean des Cars z pewnością wie, co pisarz miał na myśli, gdyż przedstawia kobiety, które zawładnęły Europą nie tylko jako wszechwładne monarchinie, ale także jako zwykłe kobiety, które muszą mierzyć się z tym, co zsyła im los. Zagłębiając się w historie ich życia, obserwujemy troskliwe matki, szczęśliwe żony, namiętne kochanki, nieszczęśliwe wdowy. Des Cars nie boi się wypomnieć władczyniom ich słabostek i błędów. Nie, nie ocenia, jedynie przytacza, jakby chciał podkreślić, że błądzić jest rzeczą ludzką, a wszak królowa też jest człowiekiem...

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu: